Menu

Blog Wojciecha Białka

Komentarze na temat koniunktury na rynkach finansowych i w gospodarce

Konsumpcja nadal głównym motorem wzrostu gospodarczego w Polsce

bialek.wojciech

W poprzednim wpisie przedstawiłem wyglądającą dla mnie w miarę wiarygodnie projekcję ścieżki WIG-u 20 na najbliższe dwa lata. Dziś proponuję zerknąć z lotu ptaka na to, co dzieje się w polskiej gospodarce. Już w połowie sierpnia poznaliśmy wstępną informację o 5,1 proc. tempie wzrostu PKB w naszym kraju, które okazało się najwyższe w Unii Europejskiej. W piątek GUS podał bardziej szczegółowe dane na temat czynników, które wpłynęły na ten relatywnie bardzo dobry wynikNajpierw rozbijmy sobie owe 5,1 proc. realnego wzrostu PKB w stosunku do II kw. 2017 na dwa główne elementy:

 

PKB = popyt krajowy + eksport netto

 

1kontrybpopytkrajeksportnetto

 

Jak widać obecna sytuacja w krajowej gospodarce jest z tego punktu widzenia zupełnie odmienna od tej z okresu II kw. 2012-III kw. 2013 czy z okresu I-III kw. 2009, kiedy to kontrybucja krajowego popytu była ujemna a wzrost gospodarczy trzymał się na popycie zagranicznym. W II kw. kontrybucja popytu krajowego do owych 5,1 proc. wzrostu PKB wyniosła +4,6 pkt. proc., a udział eksportu netto +0,5 pkt. proc. Najbardziej przypominało to sytuację z I kw. 2011, IV kw. 2015 oraz I kw. 2017. 

 

2clustpopytwewntrznyeksportnetto2

Rozbijmy sobie teraz popyt krajowy na dwie składowe:

 

popyt krajowy = spożycie ogółem + akumulacja brutto 

 

3kontrybspoycieogemakumulacjabrutto

 

Kontrybucja spożycia ogółem wyniosła w II kw. +3,7 pkt. proc. i był najwyższa od 2008 roku. Wpływ akumulacji brutto był znacznie mniejszy i wyniósł +0,9 proc. To dokładnie połowa przedziału wahań tej kategorii w okresie minionych 10 lat. Generalnie najbardziej z tego punktu widzenia podobne do II kwartału były różne kwartały z lat 2015-2017 - tego typu przewaga konsumpcji nad akumulacją utrzymuje się już od dłuższego czasu. 

Zobaczmy teraz kto jest odpowiedzialny za to "wielkie żarcie":

 

spożycie ogółem = spożycie gospodarstw domowych + spożycie publiczne 

 

4kontrybspoycieprywatneipubliczne

 

Jak widać sektor publiczny jest raczej niewinny (chociaż udział spożycia publicznego - +0,8 proc. - jest też powyżej średniej z minionej dekady), a odpowiedzialnymi za to utrzymujące się konsumpcyjne rozpasanie są krajowe gospodarstwa domowe. Kontrybucja spożycia tych ostatnich na poziomie +2,9 proc. jest w pobliżu maksimów wartości obserwowanych po 2008 roku. Algorytm klastrujący za najbardziej z tego punktu widzenia podobny do II kw. uznaje cały okres od I kw. 2017 do I kw. 2018. 

Pozostaje nam jeszcze rozbić akumulację brutto:

 

akumulacja brutto = inwestycje w środki trwałe brutto + zapasy

 

5kontrybinwestzapas

 

Tu mamy z pewnością jakieś rozczarowanie, jeśli chodzi o inwestycje, chociaż oczywiście dramatu chyba nie ma, to kontrybucja inwestycji (+0,7 pkt. proc.) była wyższa niż średnia z minionej dekady (+0,53 pkt. proc.). Spadła do +0,2 pkt. proc. kontrybucja wzrostu zapasów, chociaż nadal jest dodatnia. 

Warto jednak zwrócić uwagę, że minione 2 lata to najdłuższy w dostępnych danych okres systematycznej przewagi konsumpcji nad inwestycjami. Ostatnim kwartałem, w którym kontrybucja inwestycji w środki trwałe dorównywała kontrybucji spożycia ogółem był IV kw. 2014. Zdrowy rozsądek podpowiada, że na dłuższą metę utrzymywanie się takiej dysproporcji pomiędzy konsumpcją a inwestycjami przyniesie negatywne skutki dla wzrostu gospodarczego. 

Zgodnie z powyższym:

 

PKB = spożycie gospodarstw domowych + spożycie publiczne + inwestycje + zmiana stanu zapasów + eksport netto

 

Sprawdźmy, czy się zgadza: spożycie gospodarstw domowych (2,9) plus spożycie publiczne (0,8) plus inwestycje (0,7) plus zapasy (0,2) plus eksport netto (0,5) rzeczywiście daje 5,1 proc. 

Weźmy na koniec te 5 elementów popytu i potraktujmy je innym ciekawym algorytmem dostępnym w programie PAST3, o którym pisałem przed miesiącem - zastosujmy analizę głównych składowych (PCA - Principal Component Analysis), dzięki czemu będziemy mogli sobie jakoś zwizualizować podobieństwo sytuacji w polskiej gospodarce w II kw. br. do momentów z przeszłości (niestety dostępne są jedynie dane sięgające 2008 roku). 

 

6pcapkb.png

Jak interpretować powyższy obrazek? Po jego lewej stronie grupują się kwartały minionej dekady, w którym dominującą siłą ciągnącą polską gospodarkę w górę był eksport netto, zaś po prawej stronie znajdują się okresu, w którym przewagę miał popyt wewnętrzny. W górę wykresu będą się przesuwać kwartały, w których ważnym czynnikiem przyczyniającym się do wzrostu gospodarczego były inwestycje w środki trwałe, zaś ku jego dołowi ciążyć te, w którym wzrost gospodarczy opierał się w istotnym stopniu na wzroście zapasów.

Mała czerwona kropka nieco na prawo i w górę od środka wykresu to nasz II kw. 2018. Jak widać nie ma on jakiejś silnej charakterystyki, która popychałaby go w stronę krawędzi wykresu. Innymi słowy zastosowana metoda sugeruje, że obecny wzrost ma mimo wszystko jednak dosyć zrównoważony charakter. Albo ostrożniej - bywały w przeszłości znacznie bardziej ekstremalne okresy jeśli chodzi o strukturę popytu. 

Najbliższym czerwonej kropki II kw. 2018 na powyższym wykresie PCA jest III kw. 2011. To trochę zaskakujące, bo mieliśmy wtedy bardzo niską kontrybucję spożycia ogółem (+0,6 pkt. proc.), co nijak się nie ma do obecnej sytuacji. Pasuje to do jednak koncepcji, o której pisałem w lutym ("2018=2011?"). Gdyby tą analogię potraktować całkiem dosłownie (a oczywiście nie należy tego robić) to mielibyśmy dziś  - 3 września 2018 odpowiednik 3 grudnia 2011. Na WIG-u trwała wtedy od końca września nieregularna korekta wzrostowa (fala B) ówczesnej bessy rozpoczętej 8 miesięcy wcześniej (w kwietniu 2011). To całkiem przypomina obecną sytuację, gdy WIG od końca czerwca znajduje się w obrębie korekty wzrostowej podejrzewanej o bycie falą B bessy. Na początku grudnia 2011 do końca fali B było jeszcze 2 miesiąca, a do końca bessy czyli maja 2012 - 5 miesięcy (ówczesna fala C przyjęła postać fali "załamanej"). 

Oprócz III kw. 2011 blisko czerwonej kropki plasują się też II, III i IV kw. 2015 roku 

Gdyby analogię II kw. 2018 z III kw. 2011 potraktować dosłownie to sugerowałaby bliski początek wzrostu kontrybucji eksportu netto i spadku kontrybucji popytu krajowego (patrz kwartały z 2012 i 2013 roku po lewej stronie powyższego wykresu PCA), ale nie jestem pewien, czy na podstawie tak niewielkiej liczby danych można formułować jakieś bardziej wiarygodne wnioski. W 2012 roku zakończyły się inwestycje związane z organizacją Euro 2012, a w najbliższym czasie z niczym podobnym nie będziemy chyba mieli w polskiej gospodarce do czynienia. 

Podsumowując: w II kw. br. w krajowej gospodarce nadal dominowała kontrybucja ze strony popytu krajowego w szczególności konsumpcji a zwłaszcza konsumpcji prywatnej

Byle do wiosny?

bialek.wojciech

WIG-20, który jeszcze pod koniec czerwca zaliczał ponad roczne dołki, wyszedł w mijającym tygodniu na najwyższe poziomy od ponad 5 miesięcy. Nanieśmy podobne sygnały na historię tego indeksu. 

 

1wig20wychodzina5miesmaks

 

Jak widać 4 historyczne precedensy pojawiały się albo podczas korekcyjnych fal wzrostowych bessy (elliocista nazwałby je "falami B" bessy; patrz sygnały z kwietnia 2015 i lutego 1998) lub podczas pierwszych fal wzrostowych nowej cyklicznej hossy (elliotttowskich "fal pierwszych"; patrzy sygnały z listopada 2001 i kwietnia 1995). Nie jest to specjalnie zaskakujące, bo by spełnić przyjęte kryteria uruchomienia sygnału WIG-u 20 musi najpierw spaść do przynajmniej rocznego minimum (co się zdarza zwykle w bessie, jeśli nie w jej początkowej fazie to w jej końcówce), a potem relatywnie mocno wzrosnąć tak jak ostatnio. 

Ponieważ już wcześniej pojawiły się podejrzenia, że ostatnia zwyżka to korekcyjna wzrostowa fala B bessy, to za najbardziej adekwatne do obecnej sytuacji można uznać sygnały z kwietnia 2015 i lutego 1995 (co ciekawe w obu przypadkach podczas kończącej bessę na rynku akcji fali C dochodziło do "rzeźni" na rynku surowców). 

 

2wig20wychodzina5miesmaks

 

W tych 4 historycznych sytuacjach podobnych do obecnej indeks kończył wzrosty 8 sesji po sygnale (2015 rok), 49 sesji po sygnale (2001/2), 13 sesji po sygnale (1998 rok) oraz 14 sesji po sygnale (1995 rok). W obecnych realiach dawałoby to szczyt we wrześniu (3 przypadki) lub listopadzie (jeden przypadek). Późnej rozpoczynały się spadki (fala C bessy, albo fala 2 hossy w elliottowskiej terminologii) kulminujące odpowiednio 9 miesięcy po sygnale takim jak ten z poniedziałku (w styczniu 2016), 11  miesięcy po sygnale (w październiku 2002), 8 miesięcy po sygnale (w październiku 1998) oraz 8 miesięcy po sygnale (w grudniu 1995). Ten niezbyt duży rozrzut - od 8 do 11 miesięcy - sugeruje okres od kwietnia do lipca - jako oczekiwany termin rozpoczęcia trwalszych i silniejszych wzrostów cen akcji. Zazębia się to ze standardowym oszacowaniem następnego dołka cyklu Kitchina  na WIG-u/WIG-u 20: maj 2019 (40 miesięcy po dołku bessy na WIG-u ze stycznia 2016, luty 2019 (2x40 miesięcy po dołku bessy z czerwca 2012) i luty 2019 (3x40 miesięcy po dołku bessy z lutego 2009). 

Projekcja wartości WIG-u 20 uzyskana przez uśrednienie 4-ech historycznych ścieżek indeksu wokół wspomnianych sygnałów robi potrójny szczyt mniej więcej na obecnych poziomach (wrzesień, listopad i styczeń 2019), po czym nurkuje w dół do przełomu kwietnia i maja 2019, kiedy to rozpoczyna się nowy silny wzrost indeksu. Pasuje to mniej więcej do cyklu 40-tygodniowego, którego ostatni dołek minęliśmy pod koniec czerwca, więc następny powinien wypaść gdzieś mniej więcej w okolicach kwietnia 2019. 

 

3wig20wychodzina5miesmaks

 

Do nominalnych poziomów sugerowanych przez tą projekcję nie ma się co przywiązywać, bo silny wpływ ma na nie ścieżka z lat 1995-1996, kiedy to zmienność WIG-u 20 była znacznie większa niż ostatnio, a chyba nie ma powodu by oczekiwać, że się równie silna dynamika ruchów wróci w najbliższym czasie na GPW. 

 

Podsumowując: przedstawione historyczne precedensy dla obecnej sytuacji na WIG-u sugerują uformowanie w okresie wrzesień-listopad 2018 szczytu ostatnich korekcyjnych wzrostów i późniejszy spadek WIG-u 20 kulminujący w okresie kwiecień-lipiec 2019. 

 

Rekordowo długie przyspieszenie tempa wzrostu PKB w USA

bialek.wojciech

Rekord długości hossy, o którym pisałem 3 dni temu, nie jest jedynym bezprecedensowym osiągnięciem gospodarki Stanów Zjednoczonych w ostatnim okresie. Innymi wartym zauważania jest rekordowo długa sekwencja kolejnych kwartałów wyższej rocznej dynamiki Produktu Krajowego Brutto w USA. Sama roczna dynamika PKB w Stanach Zjednoczonych nie jest jakoś specjalnie imponująca (+2,85 proc. w II kw.), ale jeszcze nigdy w powojennej historii tego kraju nie zdarzyło się, by roczne tempo wzrostu PKB przyspieszało 8 kolejnych kwartałów z rzędu. 

 

1dynamikapKBprzyspiesz8kwartalow

 

Poprzedni rekord tego typu padł przy wychodzeniu z recesji z lat 1990-91: pomiędzy I kw. 1991 a IV kw. 1992 roczne tempo wzrostu PKB w USA przyspieszało 7 kolejnych kwartałów z -0,95 proc. do +4,4 proc. Jeszcze wcześniej rekord - 6 kolejnych kwartałów przyspieszenia - padł pokolenie temu przy wychodzeniu z recesji z lat 1981-92 pomiędzy III kw. 1982 a I kw. 1984. W obecnej sekwencji mamy za sobą już 8 kolejnych kwartałów przyspieszenia dynamiki PKB z +1,3 proc. w II kw. 2016 do +2,85 proc. w II kw. br. 

Czy z tej ciekawostki można wyciągnąć jakieś praktyczne wnioski? Trudno powiedzieć. W takich przypadkach zawsze mamy do czynienia z sytuacją podobną do czekania na przystanku na spóźniający się autobus: z jednej strony czekamy rekordowo długo, więc zaraz powinien przyjechać, z drugiej strony może sytuacja jest szczególna (autobus się zepsuł, na trasie był wypadek) i przyjdzie nam czekać jeszcze wyjątkowo długo. Dynamika PKB w USA przyspieszała ostatnio tak konsekwentnie, po części dlatego, że tempo tego przyspieszenia było stosunkowo łagodne. W rezultacie nie doszło na razie do drastycznego wzrostu tempa inflacji, które sprowokowałoby równie silne zaostrzenie polityki pieniężnej. Nie zmienia to faktu, że roczna zmiana CPI w lipcu wyniosła +2,9 proc. Jest to poziom, który dwa cykle Kitchina temu został osiągnięty w kwietniu 2011 (ostatnim momentem na sprzedaż akcji przed sierpniowym tąpnięciem był wtedy lipiec 2011). Również wskaźnik inflacji bazowej ("core CPI") osiągnął w lipcu poziom (+2,33 proc.) najwyższy od prawie 10 lat (od września 2008 roku). To nie są poziomy dramatycznie wysokie, ale jakikolwiek poważniejszy dalszy wzrost z tych poziomów powinien okazać się poważniejszym zagrożeniem dla cen akcji. 

 

Podsumowanie: 8 kolejnych kwartałów wzrostu rocznej dynamiki PKB w USA pomiędzy II kw. 2016 a II kw. 2018 to rekord w okresie powojennym (wcześniej brak danych)

 

Rekord długości hossy na S&P 500

bialek.wojciech

Amerykanie często stosują dosyć prymitywną definicję hossy na rynku akcji jako przynajmniej 20 proc. ruchu cen akcji w górę następującego po przynajmniej 20 proc. spadku i poprzedzającego przynajmniej 20 proc. spadek:

 

"Generally speaking, a bull market happens when (stock) prices rise by 20 percent, usually after a drop of 20 percent and before a 20 percent decline." 

 

To nie jest dobra definicja, co zaraz pokażę. 

Zgodnie z nią najdłuższa hossa w historii rynku akcji Stanów Zjednoczonych syntetycznie ujmowanego przez indeks S&P 500 trwała niecałe 12,5 roku od października 1987 roku do marca 2000 roku, a więc znacznie dłużej niż obecna hossa rozpoczęta w marcu 2009 czyli prawie 9,5 roku temu. 

Ja stosuję inną definicję. Dla mnie hossa i bessa to odpowiednio faza wzrostowa i spadkowa danego cyklu, więc mówiąc o danej hossie należy wskazać cykl gospodarczy, z którym ta hossa jest związana. W przypadków długich "rynków byka", o których tu mowa, należy je odnosić do trwającego zwykle 7-11 lat cyklu Juglara czyli cyklu inwestycji w środki trwałe w gospodarce. Cechą charakterystyczną tego cyklu jest to, że w gospodarce USA oddziela on od siebie poszczególne recesje gospodarcze. Tak więc zgodnie z moją definicją hossą (w interesującym nas sensie) jest okres wzrostu cen akcji pomiędzy ich dołkiem związanym z jedną recesją gospodarczą, a szczytem poprzedzającym następną recesję w gospodarce. Na poniższym obrazku pionowe szare paski wyznaczają okresy gospodarczej recesji w USA w okresie minionych 60 lat (zgodnie z klasyfikacją NBER). 

 

1PKBBBB

 

Główną konsekwencją przyjęcia odmiennej definicji jest klasyfikowanie 33 proc. tąpnięcia S&P 500 w okresie sierpień-październik 1987 jako korekty hossy (bo ów spadek nie był związany z gospodarczą recesją - patrz powyższy obrazek), natomiast 19,9 proc. spadek z okresu lipiec-październik 1990 uznaję za bessę (bo nastąpił równolegle z recesją w gospodarce USA). 

O tym, że moje podejście jest właściwsze przekonuje wykres stopy bezrobocia w USA, która oscyluje bardzo pięknie w ramach cyklu Juglara. 

 

4uenmp

 

Wyraźnie widać, że spadek cen akcji w 1987 roku nie zakłócił spadku wysokości stopy bezrobocia (więc była to zwykła korekta cen akcji, bez większych konsekwencji gospodarczych), natomiast spadek cen akcji w 1990 roku związany był z falą wzrostu stopy bezrobocia w okolicach gospodarczej recesji. 

Zastosowanie mojej definicji hossy na rynku akcji w USA jako okresu wzrostu cen akcji pomiędzy poszczególnymi gospodarczymi recesjami zostawia nam troje pretendentów do miana najdłuższej hossy: lata 60-te, lata 90-te i obecną hossę. 

 

2SP500500

 

W latach 60-tych hossa trwała od 25 października 1960 do 14 maja 1969 czyli 8 lat i niecałe 7 miesięcy. To trzecie miejsce. W lata 90-tych hossa rozpoczęła się 11 października 1990 a skończyła się 24 marca 2000. Razem 9 lat, 5 miesięcy i 13 dni. Do piątku był to rekord. Jednakże S&P 500 wychodząc na zamknięcie piątkowej sesji powyżej styczniowego szczytu ustanowił nie tylko nowy historyczny rekord swojej wartości, ale również nowy rekord długości trwania hossy. Rozpoczęła się ona na tym indeksie 9 marca 2009 roku, a więc 9 lat, 5 miesięcy i 16 dni temu. 

Warto zauważyć, że jakkolwiek obecna hossa stała się w piątek dłuższą od tej z lat 90-tych, to jednak jest od niej zauważalnie słabsza: +325 proc. vs. +416 proc.

 

3najdusze_hossy1

 

Żeby oddać Amerykanom sprawiedliwość czasami stosują oni klasyfikację "rynków byka" dającą ten sam rezultat co moje podejście. 

Czy z samego faktu ustanowienia w piątek przez S&P 500 historycznego rekordu długości hossy wynikają jakieś praktyczne wnioski? Trudno powiedzieć. Na pewno obecna hossa jest już bardzo "stara" a ponieważ FED systematycznie podnosi stopy i prowadzi bezprecedensową politykę "ilościowego zaostrzania" polityki pieniężnej, to generalnie do inwestycji w amerykańskie akcje należy podchodzić w wielką ostrożnością. Dla mnie długoterminowym - do okolic 2025 roku? - celem dla S&P 500 jest strefa wyznaczona przez szczyty indeksu z roku 2000 (1527 pkt.) i 2007 (1565 pkt.) oraz dołek z lutego 2016 roku (1829 pkt.). W piątek indeks miał wartość 2874 pkt., więc potencjał spadkowy jest kilkudziesięcioprocentowy i myślę, że zacznie się w części realizować już jesienią. Z drugiej strony ciągle nie widać na horyzoncie kolejnej gospodarczej recesji w USA, wiec na krótką metę można sobie wyobrazić, że S&P 500 będzie oscylować w pobliżu rekordowych poziomów jeszcze jakiś czas, tym bardziej, że trudno obecnie mówić o jakiejś sugerującej bliskość istotnego szczytu euforii inwestorów. Z praktycznego punktu widzenia ewentualny spadek indeksy poniżej silnego wsparcia na poziomie 2800 pkt. powinien być ostrzeżeniem przed nadejściem większych spadków. 

 

Podsumowując: obecna rozpoczęta w marcu 2009 roku hossa na S&P 500 jest najdłuższą w historii rynku akcji w Stanach Zjednoczonych. 

 

 

 

 

 

W tym cyklu nie będzie recesji gospodarczej w USA?

bialek.wojciech

Business Insider Polska kilkanaście dni temu opublikował ciekawy materiał omawiający różnej maści wskaźniki ostrzegającego przed zbliżaniem się gospodarczej recesji ("Kryzys gospodarczy zaboli nas wszystkich. Te wykres pokazują, kiedy może do niego dojść". Warto do niego zaglądnąć. Jednym z "klasycznych" wskaźników tam omawianych jest różnica pomiędzy rentownością 10-cio i 2-letnich obligacji rządu USA. Omawiałem, go w tym miejscu w przeszłości. Podczas ostatniego nasilenia tureckiego kryzysu wskaźnik ten osiągnął wartość +0,22 pkt. proc. (najniższą od 11 lat), a więc 0,3 pkt. proc. powyżej poziomu, którego osiągnięcie w okresie minionych 40 lat 4-krotnie ostrzegało przed zbliżaniem się gospodarczej recesji w USA. Za taki sygnał ostrzegawczy uznaję spadek tej różnica poniżej poziomu -0,08 pkt. proc. Ta dziwna liczba wynika z chęci uniknięcia sygnału z czerwca 1998 roku (-0,07 pkt. proc.), który ostrzegał przed odległym o tygodnie bankructwem Rosji, ale nie poprzedzał bezpośrednio recesji gospodarczej w USA. Przyjęcie tego kryterium daje 4 sygnały ostrzegawcze w sierpniu 1978 (17 miesięcy przed początkiem recesji; według klasyfikacji NBER), styczniu 1989 (18 miesięcy przed początkiem recesji), lutym 2000 (13 miesięcy przed początkiem recesji) oraz w lutym 2006 (22 miesiące przed początkiem recesji). 

 

1102spread

 

Jak widać najkrótszy dystans pomiędzy sygnałem a początkiem recesji to 13 miesięcy (średnia i mediana to niecałe 1,5 roku). Nawet ten najpóźniejszy sygnał okazał się użyteczny z praktycznego punktu widzenia, bo pojawił się w lutym 2000 a wiec na miesiąc przed końcem rekordowo długiej hossy lat 90-tych kulminującej na S&P 500 w marcu 2000 roku. 

Dziś chciałbym przedstawić inny wariant tego wskaźnika, w którym rentowność 2-latek rządu USA zastąpiona jest rentowności 3-miesięczny papierów komercyjnych amerykańskich firm z sektora niefinansowego. Podstawową zaletą tej wersji jest długa historia chociaż niestety w postaci danych miesięcznych. Tu analizie można poddać okresy poprzedzające 6 ostatnich recesji (recesje z lat 1980 i 1981-82 traktuję jako pojedynczą) czyli okres minionych 50 lat. 

 

110commm3

 

Tu za sygnał ostrzegawczy uznaję spadek "spreadu" poniżej poziomu -0,6 pkt. proc. (na koniec lipca wynosił +0,77 pkt. proc.). Takie sygnały pojawiały się kolejno w 17, 5, 14, 16, 7 i 12 miesięcy przed początkiem gospodarczej recesji (średnia 12 miesięcy, mediana 13-miesięcy). 

Do wygenerowania sygnału ostrzegawczego brakuje obecnie dalszego spadku "spreadu" o ponad 1,37 pkt. proc. Spadek o tyle właśnie zajął minione 3 lat (z 2,19 pkt. proc. do 0,77 pkt. proc. obecnie). Oczywiście w każdej chwili może dojść do przyspieszenia tempa spadku tej różnicy. Gdyby jednak do tego nie doszło, to sygnał wyprzedzający początek gospodarczej recesji o średnio rok, pojawiłby się dopiero za kolejno 3 lat. Dołek następnego spowolnienia gospodarczego w ramach cyklu Kitchina powinien pojawić się w drugiej połowie 2019 roku, czyli już za mniej więcej rok. W świetle powyższych rozważań wydaje się wątpliwe, by w faza spadkowa obecnego cyklu kulminowała gospodarczą recesją w USA. 

Dla miłośników historii wykres różnicy pomiędzy rentownością rządowych 10-latek i rentownością 3-miesięcznych papierów komercyjnych sięgający końca XIX wieku. 

 

3duugahistoria

 

Podsumowując: zachowanie różnicy pomiędzy rentownością 10-letnich obligacji rządu USA a rentownością 3-miesięcznych papierów komercyjnych amerykańskich spółek sektora niefinansowego można potraktować jako argument za tezę, że w fazie spowolnienia obecnego cyklu Kitchina (2018-2019/20) w gospodarce USA nie wystąpi regularna gospodarcza recesja. To przemawiałoby za relatywnie łagodnym/krótkim przebiegiem cyklicznej bessy 2018-2019 odmiennym od związanych z gospodarczymi recesjami "rynków niedźwiedzia" z lat 2000-2001(2) i 2007-2009. 

 

 

© Blog Wojciecha Białka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci