Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 30 października 2014

We wrześniu stopa bezrobocia w naszym kraju spadła. W okresach słabszej koniunktury gospodarczej, w trakcie których stopa bezrobocia ma tendencję wzrostową, jej sezonowa zwyżka zwykle zaczyna się już we wrześniu. Tak było ostatnio w latach 2009-2013 a wcześniej w okresie 1999-2003. W okresach lepszej koniunktury stopa bezrobocia zazwyczaj we wrześniu jeszcze spada tak jak to było w latach 2003-2008 czy 1994-1997. Z tego punktu widzenia wrześniowy spadek stopy bezrobocia do poziomu 11,5 proc. można uznać za pozytywne świadectwo na temat panującej koniunktury gospodarczej. 


 


 

Wrześniowe 11,5 proc. na stopie bezrobocia to poziom 4-letniego dołka tego wskaźnika. W obu poprzednich cyklach stopy bezrobocia w naszym kraju (związanych z cyklem Juglara) taki sygnał - 4-letni dołek na stopie bezrobocia - pojawiał się po raz pierwszy odpowiednio w 1996 i 2005 roku:


 

 

Również w latach 1996 i 2005 pojawił się inny sygnał, z którym mamy obecnie do czynienia - spadek wysokości stopy bezrobocia o ponad 2,8 pkt. proc. w stosunku do cyklicznego szczytu (w obecnym cyklu wypadł w lutym 2013 na poziomie 14,4 proc.):

 

 

Można przyjrzeć się również dynamice stopy bezrobocia. W ciągu minionego roku stopa spadła o 1,5 pkt. proc. W poprzednich cyklach na rynku pracy podobny sygnał pojawiał się po raz pierwszy w 1995 roku i 2006 roku:

 

 

To samo dla 1,5-rocznej dynamiki (wynosi obecnie -2,8 pkt. proc.) daje sygnały w 1997 i 2005 roku. 

 

 

Porównując uzyskane daty pojawiania się podobnych do obecnych sygnałów - w latach 90-tych to kolejno 1994, 1996, 1996, 1995 i 1997, a w poprzedniej dekadzie kolejno 2003, 2005, 2005, 2006 i 2005 - możemy dojść do ogólnego wniosku, że jeśli uwzględniać stopę bezrobocia obecna sytuacja przypomina tę z okolic 1996 i okolic 2005 roku.

Oczywiście z punktu widzenia prognozowania na przykład zachowania rynku akcji określenia "okolice 1996" czy "okolice 2005" nie są zbyt użyteczne. Podjąłem jednak próbę zsynchronizowania zachowania WIG-u w obecnym cyklu stopy bezrobocia (cyklu Juglara) z tym co działo się w cyklach poprzednich. 

W obecnym cyklu stopa bezrobocia osiągnęła szczyt w lutym 2013. W poprzednim cyklu podobny szczyt wypadł dokładnie dekadę wcześniej czyli w lutym 2003. To sugerowałoby, że cykl stopy bezrobocia jest tożsamy z cyklem dekadowym, ale to oczywiście byłaby nieprawda. Na przykład w jeszcze wcześniejszym cyklu stopa bezrobocia osiągnęła maksimum w lipcu 1994. 

Dysponując tymi trzema datami jako punktami orientacyjnymi szukałem najwyższych współczynników korelacji pomiędzy zachowaniem WIG-u wokół marca 2013 a tym obserwowanym wokół marca 2003 i wokół lipca 1994. Jak się okazało synchronizacja obecnego cyklu na WIG-u z tym z lat 2000-nych wymagała korekcyjnego przesunięcia o jedynie 20 sesji (1 miesiąc). Zgodnie z tą analogią mamy obecnie na WIG-u odpowiednik września 2004:


 

Synchronizacja obecnej dekady z latami 90-tymi wymagała dokonania większego przesunięcia w stosunku do punktów odniesienia wyznaczanych przez maksima stopy bezrobocia. Z tego punktu widzenia momentem z historii odpowiadającym obecnej sytuacji okazał się kwiecień 1995, chociaż to porównanie obecnej sytuacji z pionierskim okresem GPW jest wyjątkowo mało wiarygodne:



 

Trzeba wyraźnie podkreślić, że to raczej zabawa historią, ale dla porządku porównanie ostatniego zachowania WIG-u z uśrednieniem obu przedstawionych wyżej historycznych ścieżek WIG-u z dwu poprzednich cykli Juglara:

 

 

Stopa bezrobocia jest wskaźnikiem doskonale nadającym się do śledzenia przebiegu pozycji gospodarki w ramach cyklu Juglara, który jest cyklem inwestycji w nowe środki trwałe (tak jak cykl Kitchina jest cyklem wykorzystania istniejących środków trwałych). Decyduje o tym  wysoka korelacja (na poziomie 0,79) pomiędzy dynamiką nakładów brutto na środki trwałe a zmianami stopy bezrobocia:

 

 

Wyniki sondaży na temat perspektyw zatrudnienia przeprowadzane wśród polskich przedsiębiorstw z różnych segmentów gospodarki rysują obraz najbardziej zbliżony do tego z okolic 2005 roku, kiedy do następnego minimum stopy bezrobocia mieliśmy jeszcze 3 lata (a do istotnego szczytu hossy na rynku akcji 2 lata):

 

 


 

Oprócz zmian stopy bezrobocia z dynamiką inwestycji koreluje silnie (0,84) również inny parametr - dynamika kredytu dla przedsiębiorstw:

 

 

Co ciekawe to dynamika inwestycji wyprzedza dynamikę kredytu o średnio 9 miesięcy, więc obecne pozytywne zachowanie stopy bezrobocia można traktować jako zapowiedź przyspieszenia dynamiki kredytu dla przedsiębiorstw w okresie następnych 3 kwartałów. 

18:36, bialek.wojciech
Link Komentarze (324) »
czwartek, 23 października 2014

Amerykański rynek akcji być może uwzględnił część argumentów zawartych we wpisie sprzed tygodnia, bo w trakcie kilku ostatnich sesji wykonał  zwrot w stylu, którego nie widzieliśmy od drugiej połowy 2011 roku

To odbicie w górę zmniejszyło po części złe wrażenie wywołane przez fakt, że pomiędzy 9-tą a 14-tą sesją września mieliśmy do czynienia z najsłabszym startem optymalnej fazy cyklu prezydenckiego od 80 lat (od 21 cykli).  Nawet teraz po tym odbiciu (i środowym spadku) -2,3 proc. strata od końca września to jeden z 3 najgorszych wyników (od 1934 roku).

 

 

Pierwsze 16 sesji optymalnej dla cen akcji fazy cyklu  prezydenckiego (czyli pierwsze 16 sesji października drugiego roku po wyborach prezydenckich w USA) były gorsze jedynie w 1978 roku (-4,3 proc.) i 1962 roku (-2,3 proc.). Ścieżki indeksu w tych dwu cyklach o równie słabych co obecnie początkach widać na poniższym obrazku:

 


 

Pan sajetann zwrócił mi dziś uwagę na poniższy fragment najnowszego raportu firm Markit omawiającego październikowy Flash PMI, który nieco psuje ten ogólnie optymistyczny obraz:


"Manufacturers indicated an accumulation of post-production stocks for the fourth month running in October, although the rate of growth was only marginal. Meanwhile, pre-production inventory levels rose at the sharpest pace in the seven-and-a-half year survey history, which firms linked to a combination of increased purchasing activity and slower-than-expected output growth in October." 

 

Zainteresowany postanowiłem sprawdzić jak to wygląda w raportach ISM Manufacturing. Zawsze traktowałem składową Consumer's Inventories jako wskaźnik wyprzedzający (średnio o 3 miesiące) zachowanie głównego wskaźnika koniunktury w przemyśle przetwórczym USA. Ponieważ ten subindeks jest odwrotnie skorelowany z ISM Manufacturing:


 

... to za zagrażającą przyszłej koniunkturze uznać można sytuację, w której bieżący PMI jest bardzo wysoko, ale równocześnie do wysokich poziomów rosną zapasy klientów - za chwilę klienci - o czym ankietowani zaopatrzeniowcy jeszcze nie widzą - ograniczą z powodu przepełnionych magazynów zamówienia. Takie momenty powinny być sygnalizowane przez wysokie wartości sumy PMI i Consumers' Inventories. I rzeczywiście w sierpniu wskaźnik ten osiągnął najwyższą wartość od 1997 roku, czyli od momentu, kiedy dostępne są wartość składowej Consumers' Inventories.


 

 

Jeśli ustawić alarm na poziomie 104,5 pkt., to okazuje się, że w przeszłości byłby uruchamiany po czerwcu 1997 (2 miesiące później zaczęło się załamanie związane z kryzysem azjatyckim), po listopadzie 1999 (3 miesiące później zaczął się krach na rynku Nasdaq), po lutym 2007 (4 miesiące później rozpoczęła się bessa związana z późniejszym globalnym kryzysem na rynku kredytowym) i po styczniu 2011 (2 miesiące później rozpoczął się spadek związany - głównie - z kryzysem strefy euro). 

Brzmi to dosyć niepokojąco, ale z wyskakiwaniem przez okno chyba nie ma się co spieszyć, bo porównanie tych dat z optymalnymi momentami na sprzedaż S&P 500 sugeruje, że kolejny tego typu dobry moment do sprzedaży wypadnie za 5 do 12 tygodni:

 


 

 

Oczywiście, jeśli się odrzuci - jak ja to zrobiłem - analogię z latami 2000 i 2007, to podobieństw do obecnej sytuacji trzeba raczej szukać z przypadkami z 1997 i 2011 roku. 


19:39, bialek.wojciech
Link Komentarze (181) »
czwartek, 16 października 2014

S&P 500, który jeszcze miesiąc temu ustanawiał historyczne rekordy, zamknął się w środę najniżej od pół roku. Nie spodziewałem się takiego rozwoju wydarzeń i miałem po temu oczywiście dobre powody: w okresie minionych 86 lat (dysponuję historią dziennych danych S&P 500 od 1928 roku) taka sztuczka udała się S&P wcześniej tylko jeden jedyny raz. Stało się to 7 marca 1966 roku, kiedy to indeks, który jeszcze 9 lutego 1966 ustanawiał kolejny historyczny szczyt, spadł do najniższego poziomu od pół roku.

 

 

Z jednego precedensu nie należy pewnie wyciągać zbyt daleko idących wniosków, ale dla porządku wypada zauważyć, że po ówczesnym sygnale S&P 500 odbił się w trakcie 2 kolejnych sesji, później spadał do 15 marca 1966, następnie rósł przez 5 tygodni do 2-miesięcznego maksimum, po czym wznowił spadki, które kulminowały w październiku 1966 roku, na poziomie, który odniesiony do dzisiejszych realiów, odpowiadałby mniej więcej ruchowi powrotnemu indeksu do szczytów z 2000 i 2007 roku (1527-1565 pkt.). Powtórka takiego scenariusza obecnie wyglądałaby tak:

 

 

Poluzujmy teraz nieco kryteria by znaleźć więcej sytuacji podobnych do obecnej. Na poniższym rysunku zaznaczone zostały momenty, w których S&P 500 spada do półrocznego dołka - tak jak obecnie - po tym jak w ciągu poprzednich 8 miesięcy ustanawiał 2-letnie maksimum. W okresie minionego pokolenia takich sytuacji znajdziemy kilkanaście:

 

 

Narzucające się pytanie brzmi, czy obecna sytuacja jest podobna do tej ze stycznia 2008 lub października 2000 (czerwone strzałki na powyższym wykresie).

Odpowiedź na powyższe pytanie jest dosyć zdecydowanie negatywna (pomimo tego, że byłoby to zgodne z cyklem 6,(66)-letnim). Zarówno bessa z lat 2000-2002 jak i ta z lat 2007-2009 poprzedzone były klasycznymi objawami przegrzania koniunktury gospodarczej czego objawami była drożejąca ropa (roczna zmiana jej ceny przekraczająca 100 proc. i w 2000 i w 2008 roku), rosnące tempo inflacji w USA i podwyżki stóp FED (do 6,5 proc. w 2000 roku i 5,25 proc. w 2007 roku).

 

 

Oczywiście obecna sytuacja jest diametralnie odmienna - obecnego osłabienia nie poprzedzał żaden szok naftowy podobny do tych, które wystąpiły bezpośrednio przed 5-cioma z 6-ciu ostatnich recesji gospodarczych w USA (1974-75, 1980, 1990-91, 2001, 2008-09; wyjątkiem była recesja w 1982 roku).

Sprawdźmy, kiedy w przeszłości ropa była (tak jak obecnie) tańsza niż przed rokiem o przynajmniej 10 proc. (obecnie jest tańsza o 20 proc.). a S&P 500 notował półroczne minimum:

 

 

A to sygnały generowane, gdy S&P 500 spada do półrocznego dołka a cena ropy naftowej jest w okolicach swego 2-letniego minimum:

 

 

Sygnały z lat 1982 i 1998 można uprzywilejować z racji zbliżonej do obecnej domniemanej pozycji w ramach cyklu Kuznetsa i cyklu prezydenckiego, podobnie jak sygnał z 1994 roku z racji zbliżonej do obecnej pozycji w ramach  cyklu dekadowego (i prezydenckiego). Żaden z nich nie stanowi idealnej analogii do obecnej sytuacji, ale moim zdaniem stanowią znacznie lepszy wzorzec rozwoju wydarzeń w najbliższej przyszłości niż sygnały z 2000 i 2008 roku. Jeśli tak jest rzeczywiście, to możliwa skala dalszego spadku wartości S&P 500 spada do maksymalnie 10,1 proc. w ciągu najwyżej pół roku, zamiast 42-49 proc. w ciągu następnych 14-24 miesięcy.

19:33, bialek.wojciech
Link Komentarze (195) »
czwartek, 09 października 2014

W jednym z poprzednich wpisów wykorzystałem wrześniowy sygnał w postaci wyjścia Dollar Index na 4-letnie maksimum do stworzone analogii pomiędzy obecną sytuacją na rynku surowców a tym co działo się wokół podobnych sygnałów na dolarze z maja 1981 i kwietnia 1997. "Od zawsze" wyobrażałem sobie, że tak jak umocnienie dolara z pierwszej połowy lat 80-tych związane było z bankructwem Meksyku z sierpnia 1982 (a nieco wcześniej bankructwem PRL), a umocnienie dolara z drugiej połowy lat 90-tych z bankructwem Rosji z sierpnia 1998 (z dokładką w postaci upadku LTCM 2 miesiące później), tak i w obecnym cyklu Kuznetsa umocnieniu dolara towarzyszyć będzie jakieś spektakularne bankructwo a przynajmniej widowiskowy kryzys finansowy w krajów gabarytów Meksyku czy Rosji.

Meksyk zbankrutował w sierpniu 1982 w 15 miesięcy po wyjściu Dollar Index na 4-letni szczyt, a Rosja zbankrutowała w sierpniu 1998 w 16 miesięcy po podobnym sygnale. Teraz wyjście Dollar Idndex na 4-letni szczyt nastąpiło we wrześniu tego roku, a więc obecnie odpowiednika bankructw Meksyku i Rosji należałoby szukać gdzieś w okolicach przełomu 2015 i 2016 roku.

"Od zawsze" wyobrażałem sobie, że w obecnym cyklu Kuznetsa bańką, której pęknięcie będzie towarzyszyć (zarówno jako przyczyna jak i skutek) wejściu dolara w fazę silnego umocnienia będzie gigantyczna bańka inwestycyjna w Chinach, a kryzys ten żartobliwie określałem mianem Chinagedonu.

 

 

Teraz gdy dysponujemy już w miarę jednoznacznym sygnałem, który pozwala synchronizować obecny cykl Kuznetsa ze swoimi dwoma poprzednikami proponuję podobne do tego sprzed 2 tygodni ćwiczenie przeprowadzić tym razem dla tych indeksów rynków akcji, których dostępna historia sięga początku lat 80-tych. Wybrałem indeksy giełd w Niemczech, Francji, Włoszech, Wielkiej Brytanii, USA, Kanadzie, Australii, Japonii, Korei Południowej i Hongkongu. Na poniższym rysunku przedstawiono projekcje ścieżek 10 indeksów giełdowych uzyskane poprzez uśrednienie zachowania tych indeksów wokół sygnałów z maja 1981 i kwietnia 1997:

 

 

Jak - mam nadzieję - widać te 10 indeksów można na podstawie ich uśrednionego zachowania po dwu poprzednich sygnałach podzielić na dwie grupy. W pierwszej są giełdy w Niemczech, Francji, Włoszech, Wielkiej Brytanii i USA, gdzie w ciągu 4 lat po sygnale zyski zdecydowanie przekraczały możliwe do zaliczenia po drodze straty (w rok po sygnale przynajmniej kilkunastoprocentowy zysk, w 3 lata po sygnale przynajmniej 50 proc. zysk). W drugiej grupie mamy Hongkong, Koreę Południową, Japonię, Australię i Kanadę, gdzie w 1,5 roku po sygnale w każdym przypadku pojawiała się przynajmniej kilkunastoprocentowa strata.

Jako ilustrację zachowania indeksu z tej pierwszej grupy wokół 4-letniego maksimum Dollar Index ustanawianego po dłuższym okresie słabości amerykańskiej waluty niech posłuży niemiecki DAX:

 

 

Na drugim biegunie znajduje się najsłabszy reprezentant tej drugiej grupy krajów czyli rynek akcji w Hongkongu:

 

 

 

W sumie uzyskane rezultaty nie powinny specjalnie dziwić: umocnienie dolara to zjawisko korzystne dla europejskich eksporterów, które równocześnie ogranicza konkurencyjność Hongkongu, którego waluta od 1983 roku związana jest stałym kursem z dolarem amerykańskim.

Z przedstawionej analogii dla Hang Senga wynika, że 12-17 miesięczna bessa, która zmniejszy wartość indeksu o 60-62 proc. powinna rozpocząć się za 1-3 miesiące.

To ciekawy wniosek, bo już 1,5 roku temu dokonując podobnej synchronizacji Hang Senga na podstawie zachowania kursu USD/JPY uzyskałem sugestie, że początek następnego tąpnięcia na tym indeksie powinien nastąpić w okolicach okresu wyznaczanego przez takie daty jak marzec 2014, sierpień 2014, styczeń 2015 i lipiec 2015.

 

 

 

Rozstrzał duży, ale po uśrednieniu tych 4 dat otrzymamy listopad tego roku, a więc podobny wniosek, co po uśrednieniu wskazań projekcji opartych na zachowaniu Dollar Index (szczyt za 1-3 miesiące, co daje grudzień tego roku).

Oczywiście nie jest jasne, na ile warunki w Azji są obecnie podobne do tych z 1997 czy 1981 roku, ale niewątpliwie powyższe obserwacje potwierdzają moją wcześniejszą intuicję, że Chiny czy szerzej Azja wydają się być obecnie rejonem podwyższonego ryzyka inwestycyjnego w najbliższym czasie.

Nie bardzo wiem jak pogodzić ten wniosek z generowanymi w ostatnich miesiącach w krajach BRIC pozytywnymi sygnałami, o których pisałem w lipcu i we wrześniu. W poprzednim cyklu CLI dla wszystkich 4 krajów BRIC zaczęły spadać równocześnie dopiero w lipcu 1997, o czym dowiedzieliśmy się 2 miesiące później. Hang Seng zrobił szczyt hossy w sierpniu 1997, skrachował w październiku 1997, Rosja  zbankrutowała w sierpniu 1998, a WIG zrobił dołek w październiku 1998. W 4 poprzednich cyklach przejście od pełnego optymizmu (CLI dla wszystkich 4 krajów BRIC rosną tak jak jeszcze w sierpniu tego roku) do pełnego pesymizmu (CLI dla wszystkich krajów BRIC spadają) zajmowało kolejno 13 miesięcy (lipiec 1999-sierpień 2000), 9 miesięcy (styczeń 2004-październk 2004), 5 miesięcy(sierpień 2007-styczeń 2008) i 17 miesięcy (grudzień 2009-maj 2011). W teorii więc w sytuacji takiej jak styczeń 2008 moglibyśmy się znaleźć już w styczniu 2015, choć na razie nie za bardzo się na to zanosi.

18:34, bialek.wojciech
Link Komentarze (318) »
czwartek, 02 października 2014

We wtorek 30 września amerykański rynek akcji minął optymalny z punktu widzenia cyklu prezydenckiego moment na zakup akcji. W okresie minionych 80-ciu lat w trakcie ostatnich 20-tu 4-letnich cykli prezydenckich ani razu kupując S&P 500 na koniec III kwartał drugiego roku po wyborach prezydenckich w USA i sprzedając 5 kwartałów później na koniec roku przedwyborczego nie ponieślibyśmy straty. Minimalny zysk w tej strategii wyniósł +1,8 proc., maksymalny +47,9 proc., średni +25,4 proc., a mediana tych 20 15-miesięcznych stóp zwrotu +29 proc. Nie słyszałem o strategii o bardziej korzystnych - oszacowanych na podstawie przeszłości  - parametrach. W efekcie poniższa projekcja zachowania S&P 500 stworzona przez uśrednienie tych 20 ścieżek indeksu startuje od sesji zerowej (odpowiadającej 30 września drugiego roku po wyborach) do dynamicznego wzrostu:

 

 

Oczywiście nie oznacza to, że za każdym razem co 4 lata S&P 500 zaczyna rosnąć na początku października i rośnie nieustannie przez następne 5 kwartałów. Jak widać na poniższym rysunku przedstawiającym te 20 ścieżek indeksu obejmujących 15 miesięcy jakkolwiek zawsze na koniec indeks wychodził na plus, to po drodze mógł notować przejściowe straty.

 

 

Najgorzej było w latach 1938-39, kiedy to po drodze można było zaliczyć nawet -15,8 proc. stratę.

Można to zinterpretować tak, że w najgorszym przypadku S&P 500 może w okresie następnych 5 kwartałów spaść przejściowo najwyżej do poziomu 1660 pkt., czyli do poziomu z dołka z października ub. r. Takiemu zdarzeniu można przypisać - jeśli traktujemy cykl prezydencki poważnie - niskie prawdopodobieństwo 5 proc.

Drugi najgorszy wynik to -11,2 proc. w latach 1934-35. W 18 pozostałych przypadkach (90 proc.) największy spadek nie przekroczył 10 proc. Czyli na 90 proc. do końca przyszłego roku S&P 500 nie spadnie poniżej pozimu 1751 pkt. czyli poziomu tegorocznego dołka z lutego.

W 3 przypadkach skala przejściowego spadku zmieściła się w przedziale -5 - -10 proc. (-9,8 proc. w latach 1978-79, -8,2 proc. w latach 1946-47 i -5,7 proc. w latach 1998-99. W 15 przypadkach (75 proc.) kupując S&P 500 na koniec września drugiego roku po wyborach nie notowaliśmy po drodze do zysku na koniec roku przedwyborczego przejściowej straty większej niż 5 proc.

Spośród tych 20 historycznych epizodów można wybrać te, w trakcie których S&P 500 wykazywał najwyższą korelację z tym co indeks robił w okresie minionych 12 miesięcy. Z tego punktu widzenia obecna sytuacja jest najbardziej podobna do tej z początków października w latach 1998, 1946, 1986, 2006, 1994, 1954 i 1990. Poniżej porównanie zachowania S&P 500 w trakcie minionego roku ze tymi "najbardziej podobnymi" ścieżkami:

 

 

W połowie z tych przypadków (3 na 6) zysk, który można było osiągnąć w trakcie tych 5 kwartałów przekraczał 40 proc., w 2/3 przypadków (4 na 6) przekraczał jedną trzecią, a w 5 na 6 przypadków przekraczał 17 proc. Tylko jeden z tych 6 sygnałów (ten z 1946 roku) był wyraźnie nieudany.

Średnia i mediana stóp zwrotu po 5 kwartałach od zakupu wynosi dla tych 6 sygnałów +22,9 proc., a więc jest nieco gorsza, niż w przypadku średniej i mediany dla wszystkich 20 przypadków. Po części wynika to zapewne z negatywnego wpływu krachu z 1987 roku, który drastycznie redukuje wysokość dodatniej stopy zwrotu z sygnału z końca września 1986. To sugestia, że rynek rosnący tak mocno jak w ciągu ostatniego roku może mieć problemu z utrzymaniem takiej dynamiki w trakcie kolejnych 5 kwartałów.

Sprawdźmy więc, jak jak wyglądały ścieżki S&P 500 po sygnałach, które pojawiały się w drugich latach cyklu prezydenckiego, w których indeks notował na koniec września roczną stopę zwrotu przekraczającą +10 proc. (na koniec tego września było +17,3 proc.). Takich przypadków było cztery w latach 1950, 1954, 1958 oraz 1986. Ścieżki z lat 1954-1955 i 1986-1987 był już prezentowane wyżej, więc poniżej tylko przypadki z lat 1950 i 1958:

 

 

W przypadku tych 4 sygnałów pojawiających się w momencie, gdy S&P 500 notuje dynamikę roczną przekraczającą 10 proc. średnia stopa zwrotu po następnych 5 kwartałach wynosi +22,4 proc. w mediana +20,9 proc.

Na obu przedstawionych wcześniej listach pojawiły się lata 1954 i 1986. Gdybym miał wskazać swego osobistego faworyta, to byłby to rok 1954-ty, który dodatkowo jest podobny do obecnego z punktu widzenia cyklu dekadowego ("decennial pattern").

Ścieżki tych 8 najbardziej podobnych do obecnego przypadków nigdy nie spadały w trakcie pierwszych 6 miesięcy po sygnale o więcej niż -5,7 proc. Spadając w środę 1 października o -1,3 proc. S&P 500 wyczerpał już część tego "maksymalnego" potencjały spadkowego pojawiającego się po "podobnych" do obecnego sygnałach.

 

 

Z ostatecznym ogłoszeniem "końca" zagrożenia spadkami proponuję jednak poczekać do Wszystkich Świętych czyli do sezonowego minimum cen akcji. W końcu jakkolwiek to wrzesień jest historycznie najgorszym dla amerykańskich akcji miesiącem, to jednak październik - "miesiąc krachów" - też potrafi zaskoczyć in minus.

Oczywiście obecnie z jakichś względów po tym jak w 20 rzutach monetą wypadł orzeł (więc nabraliśmy graniczących z pewnością podejrzeń, że moneta nie jest symetryczna i obstawianie orła jest opłacalne), może jednak wypaść reszka. Jeśli powyższą statystykę znam ja, to powinny ją znać również grające na giełdach komputery. W teorii więc ta prawidłowość powinna zostać prędzej czy później zniszczona (np. podwyższone stopy zwrotu przesuną się w stronę III kw. drugiego roku po wyborach, i "zabraknie ich" w IV kw. roku przedwyborczego). Warto zauważyć, że zarówno 4 lata temu jak i 8 lat temu stopy zwrotu z zakupów czynionych na koniec września drugiego roku po wyborach były relatywnie niskie - odpowiednio +10,2 proc. i +9,9 proc. W przeszłości nigdy jeszcze nie zdarzyły się dwa kolejne równie słabe cykle, więc być może z taki zjawiskiem zanikania tej prawidłowości mamy już rzeczywiście do czynienia. Tradycyjnie więc pomimo statystycznej atrakcyjności opisanej strategii nie należy na nią raczej stawiać całego majątku. Ale drobną część? Czemu nie.

13:15, bialek.wojciech
Link Komentarze (216) »