Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
|
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
poniedziałek, 11 października 2010

W poprzednim komentarzu wskazałem sezonowość rynku akcji jako jeden z argumentów przemawiających przeciwko hipotezie, że trzymanie polskich akcji w okresie następnego mniej więcej miesiąca przyniesie zyski. Sezonowa cykliczność rynku akcji została zilustrowana rysunkiem, którego zaktualizowaną wersję widać poniżej. Na wykresie tym zachowanie WIG-u 20 w tym roku zostało porównane z typowym przebiegiem tego indeksu w ciągu roku uzyskanym przez uśrednienie zachowania WIG-u 20 w latach 1995-2009.

 

  

Po stworzeniu tego sezonowego wzorca koniunktury, z którego wynika, że optymalny - z sezonowego punktu widzenia - moment powrotu na rynek akcji nastąpi dopiero za 18 sesji, czyli po Wszystkich Świętych a przed Świętem Niepodległości, zadowolony spocząłem na laurach czekając na materializację prognozy zupełnie nieświadomy, że praca moja zostanie poddana krytyce.

Krytyka ta na szczęście okazała się konstruktywna a dokonał jej kolega Piotr Kaźmierkiewicz, z którym mam przyjemność pracować w CDM Pekao. Samą krytykę i wnioski z niej płynące pozwoliłem sobie skopiować poniżej:

  

"Sezonowy model przebiegu WIG20, zaproponowany przez Wojtka Białka, mówiący o dogodnym momencie do wyjścia z rynku akcji, napotyka na kilka zarzutów. Wśród nich najistotniejsze to:

  • wykorzystanie indeksu WIG20, który nie uwzględnia dywidend,
  • zastosowanie średniej do wyznaczenia ścieżki przebiegu indeksu,
  • wykorzystanie wszystkich dostępnych obserwacji na naszym rynku do tworzenia modelu.

 

Pierwsze dwa argumenty jesteśmy w stanie szybko uwzględnić w skorygowanym modelu zmienności naszej giełdy w postaci medianowej ścieżki indeksu WIG (rys. 1).

 

Rysunek 1 Sezonowy model WIG-u

  

 

 

W tym miejscu warto jednak posłużyć się teorią czarnego łabędzia, w celu uszczegółowienia otrzymanego modelu. W myśl tej teorii chcąc prognozować zjawiska typowe należy spośród obserwacji wykluczyć zjawiska o mocno odstające od pozostałych, czyli tzw. „czarne łabędzie”, przy czym muszą to być zjawiska o znaczącym wpływie, rzadkie i niespodziewane, lecz jednocześnie dające się wytłumaczyć „po fakcie”. W historii GPW takimi zdarzeniami są dwa lata głębokiej bessy – rok 2001 oraz 2008. W tych latach indeks WIG odnotowywał przebieg znacząco odbiegający od pozostałych, lecz całkowicie wytłumaczalny po fakcie z punktu widzenia inwestora. Tworząc zatem medianowy przebieg indeksu WIG z wykluczeniem tych dwóch lat otrzymujemy ścieżkę zobrazowaną na poniższym wykresie (rys. 2).

 

Rysunek 2 Sezonowy model WIG-u, bez „czarnego łabędzia”

 

 

 

 

W tym miejscu napotykamy na jeszcze jedną przeszkodę – różną dynamikę rynków w poszczególnych latach. Chcąc bowiem stworzyć model standardowego przebiegu indeksu WIG należałoby sprowadzić poszczególne lata do porównywalności. Uzyskujemy ją poprzez normalizację (tutaj za pomocą standaryzacji) zmian indeksu w poszczególnych latach. Tworząc ścieżkę medianową z otrzymanych danych uzyskujemy poniższy model (rys. 3).

 

Rysunek 3 Sezonowy model WIG-u, bez „czarnego łabędzia” ze standaryzowaną dynamiką wahań

 

 

 

 

Co ciekawe wnioski płynące z takiego modelu są zbieżne co do kierunku giełdy na najbliższe sesje z wnioskami otrzymanymi z projekcji poczynionej przez Wojtka. Chyba zatem wszystkie znaki na niebie i zmieni (nawet te znormalizowane) mówią, że bezpieczniej jest w tym momencie wysiąść z kolejki górskiej i poczekać aż ponownie zawita na peronie o nazwie „41 600 pkt”."

 

Jakkolwiek krytyka ze strony Piotrka okazała się miażdżąca, to jednak wnioski z niej płynące w sumie dosyć dobrze pasują do ogólnej tezy o październikowej korekcie cen akcji poprzedzającej ustanowienie na niższych poziomach sezonowego minimum cen akcji. Mam nadzieję, że za miesiąc do wątku sezonowości można będzie powrócić stawiając tezę o sensowności zakupów na GPW poprzedzających nadejście najlepszego dla akcji okresu w roku.

14:57, bialek.wojciech
Link Komentarze (1068) »
niedziela, 03 października 2010

Wrzesień 2010 roku okazał się być na Wall Street najlepszym wrześniem od 71 lat. Tak, tak - od września 1939 roku.  W minionym miesiącu S&P 500 zyskał +8,8 proc. wobec +14,4 proc. w pierwszym miesiącu II Wojny Światowej. Tę reakcję rynku można uznać za całkowicie irracjonalną. W przeciwieństwie do września 1939 nie mamy przecież obecnie do czynienia w Europie z początkiem wojny światowej, która mogłaby wypłoszyć za Ocean szukające bezpiecznej przystani kapitały, czy też podnieść wycenę akcji amerykańskich przedsiębiorstw w nadziei na zyski ze sprzedaży walczącym Europejczykom materiałów wojennych lub też uzyskanie przez USA w wyniku zwycięstwa w wojnie światowej dominacji. Co prawda jeszcze pod koniec sierpnia pesymizm indywidualnych inwestorów osiągnął poziom sugerujący oczekiwania początku przynajmniej III Wojny Światowej, ale  jak to zwykle z tego typu ekstremami nastrojów bywa, zamiast wojny światowej dostaliśmy zwykłą "letnią zwyżkę". 

Zresztą optymizm inwestujących na Wall Street we wrześniu 1939 roku też chyba był jednak - w średnioterminowej perspektywie - kosztowną pomyłką. Co prawda wszystko się ostatecznie dobrze skończyło, ale nastąpiło to dopiero ponad 5 lat później:

 

 

Kupując amerykańskie akcje na ostatniej sesji września 1939 roku można było zarobić w ciągu następnego miesiąca maksymalnie 3,3 proc., a stracić w ciągu następnych 3 lat do 41,6 proc. Maksymalny poziom strat wystąpił pod koniec kwietnia 1942 roku. Od tamtej pory Wall Street zaczęła dyskontować sukcesy sił alianckich w bitwie o Midway (3-7 czerwca 1942), pierwszej bitwie pod El Alamein (1-31 lipca 1942) i bitwie pod Stalingradem (17 lipca 1942 - 2 lutego 1943).

A może teraz też jednak toczy się już jakaś wojna światowa, której przełomowe bitwy rozegrane zostaną w 2013 roku...?

Tak czy siak rynek zdaje się po raz kolejny dawać nam znak potwierdzający wcześniejszą identyfikację obecnej sytuacji na rynkach w ramach "cyklu pokoleniowego", na której temat tak pisałem pod koniec ub. r.:

 

"Oczywiście z punktu widzenia właśnie ochrzczonego "cyklu pokoleniowego" rok 2010 będzie odpowiednikiem lat 1976, 1939 i 1909."

  

Z ciekawości możemy sobie odświeżyć płynącą z tej identyfikacji synchronizację obecnego trwającego od marca 2009 roku wzrostu cen akcji na Wall Street z wzorcem wynikającym  z uśrednionej ścieżki pokryzysowych odbić:

 

 

Ze względu na to, że przyszły rok jest trzecim - najlepszym dla akcji - rokiem "cyklu prezydenckiego" w USA przedstawiona projekcja jest prawdopodobnie zbyt pesymistyczna w odniesieniu do 2011 roku, ale - inaczej niż jeszcze niewiele ponad miesiąc temu - obecny potencjał wzrostowy w stosunku do tego historycznego wzorca ponownie uległ redukcji.

Zgodnie ze znanym powiedzeniem "rynek wspina się po ścianie strachu". Wybuch entuzjazmu wobec akcji, który nastąpił ponad 2 tygodnie temu wśród indywidualnych inwestorów w USA, raczej nie pasuje do tej formuły. Wręcz odwrotnie. Uśrednienie ścieżek S&P 500 20 w tygodniach następujących po podobnych sytuacjach w okresie minionych 3 lat sugeruje, że ceny akcji w USA przez kilka następnych tygodni powinny teraz odchorowywać wrześniową euforię. To samo rozumowanie zastosowane do WIG-u prowadzi do wniosku, że gdzieś pomiędzy okolicami Wszystkich Świętych a Świętem Niepodległości WIG-20 można będzie zbierać - przed hipotetycznym kończącym rok "rajdem świętego Mikołaja" - w okolicach sierpniowego dołka (czyli ciut poniżej poziomu 2400 pkt.).

 

 

 

Podobny wniosek płynie z analizy sezonowości krajowego rynku akcji:

 

 

 

Wzorzec sezonowy oparty na doświadczeniach z lat 1995-2009 osiąga minimum na 215 sesji roku. Piątkowa sesja była 191-ą. Do sezonowego minimum - w którym każda osoba szanująca tradycję powinna kupić sobie trochę akcji - pozostały więc jeszcze 24 sesje. To najgorszy dla akcji okres w roku. Być może w tym roku nie będzie tak źle. A być może będzie.

Zgodnie z występującymi ostatnio korelacjami taki scenariusz dla akcji oznaczałby według wszelkiego prawdopodobieństwa wzrost kurs dolara względem złotego również w okolice poziomów z końca sierpnia, czyli do mniej więcej 3,17 zł z obecnych 2,85 zł:

 

 

Co jednak, gdy ten scenariusz zawiedzie? Już przed rokiem zdarzyło się, że próba "wymuszenia" na silnym rynku sezonowej jesiennej korekty w dużej mierze zawiodła. Co jeśli i w tym roku będzie podobnie? Wtedy oczywiście WIG-20 najpierw przełamie opór na 2600, a późniejszy spadek cen akcji będzie miał już charakter wyłącznie "ruchu powrotnego".

 

  

 

W takim scenariuszu spodziewany krótkoterminowy zysk z zamiany akcji na dolary wzrośnie z obecnych 2-3 proc. do 10 proc. dopiero po przekroczeniu przez WIG-20 poziomu 2700 i spadku kursu dolara w okolice poziomu 2,70 zł.

14:06, bialek.wojciech
Link Komentarze (428) »