Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
niedziela, 18 października 2009

Poprzedni wpis wygenerował chyba najwięcej kontrowersji spośród wszystkich, które ukazały się na tym blogu - w ciągu 9 dni pojawiło się pod nim prawie 450 komentarzy. Dopóki rynek nie rozstrzygnie losu przedstawionej przed tygodniem prognozy proponuję się zająć przez chwilę czym innym. Wśród wielu wykresów, które zamieściłem przed tygodniem był jeden, któremu chciałbym poświęcić trochę więcej uwagi. Mam na myśli wykres 7-miesięcznej zmiany wartości indeksu S&P 500. Jak już zwracałem uwagę, by znaleźć zarówno 7-miesięczną zwyżkę jak i 7-miesięczną zniżkę większą niż te obserwowane w okresie minionych kilkunastu miesięcy trzeba cofnąć się aż do 1938 roku. Co jest ładnym potwierdzeniem poczynionej już w grudniu ub. r. obserwacji, że rynki akcji w zachodnich krajach rozwiniętych są już w 9-tym roku bessy w ujęciu realnym (po uwzględnieniu inflacji), co czyni obecną sytuację podobną do tej z 1975 roku oraz do tej z właśnie 1938 roku.

Do tej listy można dorzucić "Panikę 1907 roku", na której podobieństwo do ostatniego kryzysu zwracano już uwagę wielokrotnie, a którą to analogię ostatnio niezależnie natrafił za pomocą swego programu do rozpoznawania wzorców i opisał na swoim blogu pan Podtwórca. Tej analogii do kryzysu sprzed 100 lat trzeba będzie poświęcić nieco więcej uwagi w przyszłości, bo - potraktowana poważnie - nieco modyfikuje wyobrażenia na temat możliwej ścieżki rozwoju sytuacji na rynkach akcji w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy, daje pretekst do spekulacji na temat długich cykli gospodarczych i geopolitycznych a zresztą jest interesujaca sama w sobie, za względu na rolę odegraną wtedy przez J.P.Morgana i znaczenie ówczesnych wydarzeń dla genezy Rezerwy Federalnej powołanej do życia 6 lat później

Ale dziś chciałbym poświęcić chwilę innemu aspektowi tej sprawy, a mianowicie fenomenowi długoterminowych oscylacji obserwowanej zmienności cen akcji. Historię minionych 80 lat na Wall Street da się bowiem - moim skromnym zdaniem - podzielić na kolejno po sobie następujące okresy rosnącej i malejącej zmienności indeksów. Tą tezę próbowałem zilustrowałeć na poniższym wykresie:

 

 

Mama Forresta Gumpa mówiła, że "życie jest jak pudełko czekoladek". Na podstawie powyższej - tylko leciutko naciąganej - interpretacji historii Wall Street minionych 80 lat można by to powiedzenie strawestować dochodząc do wniosku, że "historia (zmienności cen akcji) jest jak cukierek".

Jak - mam nadzieję - widać na powyższym wykresie od czasu wybuchu zmienności cen akcji na przełomie lat 20-tych i 30-tych mieliśmy do czynienia z ponad 20-letnim okresem spadku zmienności, który kulminował mniej więcej na na początku lat 50-tych. Potem wahania cen akcji stawały się coraz większe aż do apogeum zmienności podczas kryzysu połowy lat 70-tych. Jak widać środek naszego "cukiereczka" znajduje się gdzieś w połowie pomiędzy ekstremami dynamiki cen akcji z września 1974 roku i kwietnia 1975 roku.  Potem zmienność cen akcji stopniowo zamierała aż do prawie pełnego zaniku pod koniec pierwszej połowy lat 90-tych. Od tamtego czasu - czyli od kilkunastu lat - zmienność stopniowo rośnie: kolejne wahnięcia cen akcji są coraz silniejsze. Ostatnie było już na tyle silne, że prawie przetrąciło kręgosłup światowego systemu finansowego.

Gdyby powyższą obserwację potraktować poważnie natychmiast nasunęłoby się pytanie o to, czy trwający od pierwszej połowy lat 90-tych okres wzrostu zmienność już się zakończył. Osobiście skłaniałbym się ku odpowiedzi, że jeszcze nie. Jeśli przyjmiemy podpowiadane przez zachowanie rynków założenie, że "jesteśmy w" 1938 roku, a środek naszego 80-letniego "cukiereczka" to przełom 1974 i 1975 roku (co się wtedy - pomiędzy ustąpieniem prezydenta Nixona w USA, a upadkiem Sajgonu - wydarzyło?), to zakładając tu symetrię "cukiereczka" dochodzimy do wniosku, że z dalszym wzrostem zmienności cen akcji w USA należy się liczyć jeszcze przez ok. 9 lat. W takiej interpretacji "niedźwiedzie" rozczarowane tym, że ostatni kryzys nie przybrał formy katastrofalnego załamania na giełdach analogicznego do tego z lat 1929-1932, doczekałyby się swego upragnionego deflacyjnego Armagedonu w ostatnich latach przyszłej dekady. Oczywiście o ile przetrwałyby inflacyjny boom z lat 2012-2017, również wynikający z takiej "cukierkowej" interetacji historii...

11:10, bialek.wojciech
Link Komentarze (980) »
piątek, 09 października 2009

 

Czas się skończył. Taki przynajmniej wniosek płynie z analizy zachowania większości narzędzi, które w okresie minionych kilku kwartałów sugerowały wzrosty cen akcji. Tym razem dosyć jednoznacznie sugerują nadejście silnej przynajmniej miesięcznej korekty (WIG-20 1900 pod koniec pierwszej dekady listopada?).

Obecna prognoza jest obarczona o tyle dużym ryzykiem, że w przeciwieństwie do poprzednich dotyczy krótkoterminowego ruchu korekcyjnego następującego wbrew dominującej średnioterminowej tendencji wzrostowej mającej związek z trwającą od wiosny fazą ożywienia gospodarczego. 

Ze swej natury prognoza krótkoterminowego ruchu rynku musi opierać się przede wszystkim na narzędziach analizy technicznej i analizy sentymentu. Narzędzia analizy makroekonomicznej nie mogą tu być zbyt pomocne.

Konsekwencja wymaga jednak, by wyciągać wnioski z sygnałów płynących ze stosowanych narzędzi nie tylko wtedy, kiedy sugerują wzrosty, lecz również gdy podpowiadają spadki cen akcji.

Ze swej natury korekcyjny ruch krótkoterminowy rynku ma charakter odreagowania wcześniejszego ruchu rynku, który nastąpił "we właściwą" - z punktu widzenia zjawisk zachodzących w gospodarce - stronę. W obecnej sytuacji takim średnioterminowym ruchem był wzrost cen akcji od lutego/marca związany z rozpoczętym jakiś czas później odreagowaniem gospodarczym. Ten ruch był bardzo silny. Dopiero wykorzystując mające długą historię dane z amerykańskiego rynku akcji możemy natrafić na okres o zbliżonej zmienności - tak jak ostatnio w obie strony! - cen akcji. Jest to oczywiście nasz dobry znajomy rok 1938-y:

 

 

Istnieje ryzyko, że tak potężny ruch cen akcji w górę był przesadny w stosunku do skali odreagowania gospodarczego, które nastąpi w najbliższej przyszłości. 

Proponuję zacząć od odwiedzenia starej dobrej analogii obecnej sytuacji na rynkach światowych do tej z lat 1938 i 1975. Na poniższym wykresie przedstawiono synchronizację indeksu S&P 500 z jego uśrednioną ścieżką z lat 1938-1940 i oraz 1974-1976. Synchronizacji obu wykresów dokonano w minimum ostatniej korekty z czerwca i lipca:

 

 

Czekałem z umieszczeniem na blogu w miarę jednoznacznie  w krótkoterminowej perspektywie pesymistycznego tekstu do momentu osiągnięcia przez powyższy historyczny wzorzec swego maksimum poprzedzającego spadek do poziomu odpowiadającemu w dzisiejszych warunkach S&P 500 na poziomie 900 pkt. Ten moment właśnie nadszedł. Amerykański rynek może oczywiście nadal jeszcze przez kilka dni błądzić na obecnych wysokich poziomach, ale sądzę, że ryzyko jest obecnie już zbyt duże, by na to na poważnie liczyć.

Ponieważ ta analogia służyła nam tu wiernie od marca, byłoby nieelegancko porzucać ją teraz.
 

Teraz pora na zestaw podobnych synchronizacji dokonanych dla WIG-u 20 w trzech różnych punktach (dołkach bessy, punktach "golden cross" czyli przecięciach średnich 45-cio i 200-sesyjnych, oraz minimach średniej 200-sesyjnej) pomiędzy tegoroczną ścieżką rynku a uśrednionymi przebiegami indeksu z lat 1994-1995, 1998-1999 i 2001-2002:

 

 

Obecne odchylenia WIG-u 20 od tych wzorców nie są duże. Wynoszą odpowiednio: +14,8 proc., +6,7 proc. oraz +3,5 proc. Problem polega na tym, że gdyby indeks chciał pozostać na obecnych poziomach dłużej, to za 30 sesji w pierwszym przypadku, 79 sesji w drugim przypadku i 52 sesje w trzecim przypadku odchylenie od wzorca wzrosłoby odpowiednio do +24,1 proc, +22,6 proc. oraz +11,4 proc. Wynika to stąd, że owe "historyczne wzorce" albo już weszły albo lada moment wejdą w okres korekt kulminujących odpowiednio na poziomach 1782, 1804 i 1984 dla WIG-u 20 (średnio 1857).

Powyższa metoda sugeruje koniec korekty gdzieś za ok. 10-11 tygodni (średnia z 30, 79 i 52 sesji) czyli dopiero na Boże Narodzenie. Przedstawiona powyżej historyczna analogia dla S&P sugerowała koniec korekty za 3 miesiące, czyli w dopiero styczniu.

 

Inne metody podpowiadają znacznie bliższe terminy. Dominująca od 2 lat ok. 4-miesięczna cykliczność sugeruje termin odległy o dokładnie miesiąc.

Poniżej ten sam cykl przedstawiony na wykresie wskaźnika A/D-Line dla giełdy nowojorskiej. Jego uśredniona od 2007 roku długość sugeruje nadejście kolejnego ważnego dołka cen akcji już na Wszystkich Świętych:

 

 

 Podobny wiosek płynie z analizy sezonowości cen akcji:

  

 

 

Jasno z tego wynika, że od przełomu kwietnia i maja (sesja nr. 81) do początku listopada (sesja nr. 215) od rynku akcji nie należy specjalnie oczekiwać jakichś rewelacji (poza wiosenno-letnimi dywidendami oczywiście). W ramach tego "martwego sezonu" WIG-20 najgorszy okres przeżywa - w takim "uśrednionym" roku oczywiście - pomiędzy 181 a 215 sesją. Dla porządku należy zauważyć, że piątkowa sesja była już 196-ta. To sugeruje, że sezon na zbieranie akcji zaczyna się za niecały miesiąc.

Przez wiele tygodni przeszkodą dla ewentualnego spadku rynku była dosyć powszechna świadomość ryzyka związanego z wejściem rynku w najsłabszy z sezonowego punktu widzenia okres (wrzesień i październik to najgorsze dla cen akcji miesiące w roku) oraz możliwością pojawienia się "echa" ubiegłorocznego krachu wynikającego z "efektu bazy". Ten argument wydaje się być już nieaktualny. Co prawda ceny akcji  nie rosną od 25 sierpnia, ale sentyment się od tego wcale nie pogorszył. Co więcej doszło do eksplozji pozytywnych nastrojów do najwyższego poziomu od października 2007 roku. Tak to przynajmniej wygląda w cotygodniowym badaniu Consensus Bullish Sentiment:

Pamiętam, że pierwszy "Wykres dnia", który zrobiłem 9 marca po  przejściu do CDM Pekao dotyczył właśnie nastrojów amerykańskich inwestorów. Tyle, że wtedy - dokładnie w dołku  1,5-rocznej fali bessy - na rynku panowały najgorsze nastroje od 18 lat. Teraz mamy do czynienia z sytuacją w dużej mierze odwrotną.

Podsumowując te rozważania: uważam, że od poniedziałku pełne animuszu "byki" zostaną zaskoczone niespodziewanym atakiem "niedźwiedzi". Ten  atak powinien wyglądać mniej więcej tak, a po miesiącu efekt na giełdach europejskich przypominać to: 

 

 

 

20:24, bialek.wojciech
Link Komentarze (468) »