Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 24 września 2015

Spadający od ponad 4 lat reprezentujący ceny akcji producentów złota i srebra Philadelphia Gold/Silver Sector Index (XAU) trafił w lipcu i sierpniu na najniższe od kilkunastu lat poziomy. W przeszłości takie sygnały - XAU najniżej od prawie 15 lat - pojawiały się jedynie 2-krotnie: w sierpniu 1998 roku (tuż po ówczesnym bankructwie Federacji Rosyjskiej) oraz jesienią 2000 roku, kiedy to indeks ustanowił swe historyczne minimum. Minima indeksu z ostatnich tygodni jedynie minimalnie przewyższały ten historyczny dołek sprzed 15 lat. 


 

Jeśli spojrzymy na umieszczony na powyższym obrazku wykres Dollar Indeks to zobaczymy, że obecna sytuacja - w rok po wybiciu się dolara w górę z wieloletniego okresu słabości - bardzo przypomina tę z drugiej połowy 1998 roku. 

Wtedy - jeden cykl Kuznetsa temu - FED przymierzający się do podwyżek stóp zaskoczony został konsekwencjami bankructwa Rosji (m.in. groźbą upadku gigantycznego zarządzanego przez noblistów funduszu spekulacyjnego Long-Term Capital Management) i zmuszony jesienią 1998 do dokonania 3 obniżek stóp. Przyczyniło się do gwałtownego osłabienia dolara pomiędzy końcem sierpnia a połową października 1998 (Dollar Index spadł o 10 proc.), a złoto podrożało o 9,7 proc. Na XAU przełożyło się na korekcyjny wzrost aż o 77 proc. w przeciągu 5 tygodni. 

Obecnie na razie nie ma oczywiście sygnałów sugerujących, że zbliża się dramatyczna zmiana planów Rezerwy Federalnej. Ale sam fakt ponownego odroczenia podwyżki stóp w USA (w sumie to FOMC jeszcze nigdy nie rozpoczynał podnoszenia stóp, gdy dynamika CPI była równie niska jak obecnie) i wzrost niepewności co do tego, kiedy taka podwyżka może nastąpić w przyszłości, będzie dla rynku zachętą do kontynuacji rozpoczętej w marcu korekty na dolarze. W takim przypadku złoto wykonałoby kolejną kilkutygodniową korektę o 13-18 proc., który w okresie minionych 4,5 lat było już pięć:

 


 

W takim scenariuszu cena złota dotarłaby w przeciągu najbliższych kilku tygodni do okolic najwyższego od lutego poziomu 1256 dolarów. Ze względu na bardzo silną ostatnio korelację pomiędzy cenami złota i cenami akcji jego producentów oznaczałoby to zapewne również wzrost XAU do najwyższego poziomu od lutego, czyli wzrost o ponad 70 proc. dokładnie tak jak w pomiędzy końcem sieprnia a październikiem 1998 roku. 

 


 

Gdyby ten wysoce spekulatywny scenariusz się zmaterializował, to po realizacji zysków w październiku można by się zainteresować na następne kilka tygodni dewastowanymi właśnie akcjami niemieckich producentów samochodów. Ujawnione właśnie praktyki Volkwagena nie wróżą niemieckim koncernom samochodowym zbyt dobrze na przyszłość, ale w końcu nie mówimy tu o żeniaczce, a jedynie o wykorzystaniu możliwego krótkoterminowego odbicia Automobile Index giełdy we Frankfurcie takiego jak to, które rozpoczęło się 8 października 1998 (+62,3 proc.) czy to, które rozpoczęło się 24 października 2008 (+148 proc.). 

 


 


19:23, bialek.wojciech
Link Komentarze (184) »
środa, 16 września 2015

Podobnie jak wcześniejszy kryzys związany z niezdolnością Grecji do obsługi swego zadłużenia obecny spektakularny kryzys migracyjny jest w dużej mierze konsekwencją istnienia strefy euro. O ile euro jest walutą zbyt mocną dla Grecji, co powoduje niezdolność tego kraju do osiągnięcia równowagi finansowej, o tyle dla Niemiec euro jest walutą zbyt słabą. Jedną z tego konsekwencji jest systematycznie narastająca nadwyżka w obrotach bieżących Niemiec z zagranicą - przy obecnym kursie euro eksport z Niemiec jest bardzo opłacalny, a import niekoniecznie. W praktyce całość nadwyżki obrotów bieżących strefy euro to nadwyżka Niemiec:

 


 

Boom eksportowy w Niemczech przekłada się na sytuację na tamtejszym rynku pracy. Stopa bezrobocia jest najbniższa od czasu zjednoczenia Niemiec:

 

 

Również wyjwyższa od ćwierćwiecza jest partycypacja populacji w sile roboczej a udział bezrobotnych najniższy:

 

 

Liczba wolnych miejsc pracy osiągnęła rekordowo wysokie poziomy:

 

 

W efekcie tych napięć na rynku pracy jednostkowe koszty pracy począwszy od 2009 roku zaczęły  rosnąć w Niemczech szybciej niż w strefie euro: 

 

 

Brak rąk do pracy i konieczność płacenia coraz więcej dostępnej sile roboczej z pewnością wywołały niezadowolenie niemieckich kół gospodarczych i spowodowały ostatnie nieodpowiedzialne zachowanie władz niemieckich, które bez oglądania się na obowiązujące w UE przepisy, relacje z sąsiadami, swoje możliwości przyjmowania uchodźców i zdrowy rozsądek de facto wystosowały zaproszenie dla wszystkich chętnych do osiedlenia się w Niemczech:

 

 

Od zawsze wiadomo, że sposobem na likwidację problemów generowanych przez istnienie strefy euro byłoby wprowadzenie unii fiskalnej, która pozwoliłaby na transfer środków finansowych z regionów strefy euro będących beneficjentami istnienia wspólnej waluty (takich jak centralnie położone w Europie Niemcy) do upośledzonych krajów peryferyjnych (takich jak otoczona biednymi sąsiadami i odizolowana od reszty strefy euro Grecja).

Likwidująca niemiecką markę Europejska Unia Walutowa była narzuconą przez Francję ceną za zgodę na zjednoczenie Niemiec. Jak widać Niemcy poradziły sobie z tym wymuszonym ograniczeniem bardzo sprawnie i raczej nie wydaje się by miały wielką ochotę na to by nałożono im kolejny kaganiec. Bez tego istnienie strefy euro w dotychczasowej postaci będzie dostarczać nam w przyszłości kolejnych tematów do rozmów u cioci na imieninach i pretekstów do silnych ruchów na rynkach. W skrajnym przypadku skończyć się to może kiedyś w przyszłości rozpadem Unii Europejskiej i jej rozbiorem. 

 

 


15:44, bialek.wojciech
Link Komentarze (290) »
piątek, 04 września 2015

W Raporcie tygodniowym z 21 sierpnia przedstawiłem wykres relacji pomiędzy wartością S&P 500 a ceną baryłki ropy naftowej (WTI) w okresie minionych ponad 140 lat. Wykres reprodukuję poniżej:

 

 

Z powyższego obrazka wynika, że po latach hossy na rynku akcji i po ostatnim załamaniu na rynku ropy, akcje zaczynają być notowane być relatywnie "wysoko" w stosunku do ropy naftowej a ropa jest notowana relatywnie "nisko" w stosunku do akcji. Celowo nie używam tu słów "drogie" i "tanie", bo wykres względnej siły to za mało by dokonać realnej wyceny. Oczywiście podobnie wysokie proporcje pomiędzy cenami akcji a cenami ropy mogą się utrzymywać długo i nie zapowiadają natychmiastowej zmiany trendu. Przykładowo w ostatnim cyklu osiągnięty obecnie poziom odchylenia wykresu względnej siły S&P 500 do ropy naftowej rósł jeszcze przed prawie 2 lata po tym jak osiągnął obserwowany obecnie poziom.

Trzeba też oczywiście pamiętać o tym, że "rewolucja łupkowa" mogła spowodować tak znaczne zaburzenia, że dotychczas obserwowane prawidłowości już nie są aktualne. 

Tym niemniej tak się przypadkowo składa, że w ciągu minionych 2 tygodni S&P 500 zaliczył jeden z gwałtowniejszych kilkusesyjnych spadków w historii, a ropa naftowa jeden z najgwałtowniejszych skoków ceny w górę. Czyżby ktoś doszedł do podobnych wniosków?

Uwzględniając fakt, że ostatni 5-sesyjny skok ceny ropy o +28,7 proc. startował z wieloletniego minimum dla ostatniego ruchu można znaleźć 4 precedensy historyczne: kwiecień 1996, marzec a potem czerwiec 1998 oraz grudzień 2009. 

 

 

2 z tych 4 sygnałów generowanych było przez pierwszą falę wzrostową nowej hossy na rynku ropy naftowej, w 1998 roku był to falstart. Jak jest obecnie? Trudno powiedzieć.

Jak widać w każdym przypadku 1,5 roku po takim sygnale ropa była droższa o przynajmniej 40 proc. niż w momencie jego generowania. Z drugiej strony, jeśli obecny sygnał to odpowiednik falstartu z marca 1998 roku, to kupując ropę na szczycie ostatniego tygodniowego skoku w górę stracimy po drodze do tego przynajmniej 40 proc. zysku również 40 proc. 

Uśrednienie tych 4 historycznych ścieżek ropy daje jednak projekcję ceny ropy, która już nie spada poniżej poziomów sierpniowych dołków chociaż również nie rośnie przez następne prawie 4 miesiące:

 

 

Jak będzie w rzeczywistości nie wiadomo, ale powyższa ścieżki i uzyskana projekcja sugerują, że każdy ewentualny spadek ceny ropy naftowej z obecnych poziomów można będzie życzliwie potraktować jako okazję do zakupów ropy czy też szerzej aktywów związanych z cenami surowców energetycznych. 

Co ciekawe podobną - choć w mniejszej skali czasowej - do obserwowanej na S&P 500 relację w stosunku do ceny ropy naftowej możemy obserwować na WIG-u:

 

 

Pomimo tego, że koniunktura na krajowym rynku akcji uległa od maja wyraźnemu schłodzeniu polskie akcje nada wydają się być notowane bardzo wysoko w stosunku do cen złotowych cen ropy naftowej i odwrotnie ropa (w złotych) wydaje się być notowana bardzo nisko w stosunku do polskich akcji.

Nasuwa się ten podobny wniosek co poprzednio - wydaje się, że po długim okresie bessy na rynku surowców energetycznych można powoli przestawiać się na nieco bardziej życzliwy niż dotychczas stosunek do tej klasy aktywów (przynajmniej relatywnie w stosunku do akcji). 

Oczywiście na ewentualny wzrost względnej siły złotowych cen ropy naftowej w stosunku do WIG-u w następnych latach podobny np. do tego z lat 1998-2000 może złożyć się dowolna kombinacja siły ropy, słabości akcji, siły dolara i słabości złotego. 

14:35, bialek.wojciech
Link Komentarze (172) »