Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
środa, 25 września 2013

Amerykański dolar jest światową walutą rezerwową i walutą, w której odbywa się międzynarodowy handel surowcami. Z tego względu wahania amerykańskiej waluty, powinny mieć wyraźny związek z przebiegiem globalnego cyklu koniunkturalnego. Ponieważ podstawowym cyklem produkcyjno-handlowym w gospodarce jest średnio 40-miesięczny cykl Kitchina, to oscylacje dolara powinny pozostawać w jakimś związku z tym cyklem. Proponuję sprawdzić, czy tak jest rzeczywiście i co ewentualnie z tego wynika na najbliższą przyszłość.

Kitchinowską cykliczność stosunkowo łatwo zidentyfikować na wykresie Dollar Index przedstawionym poniżej. W okresie istnienia polskiego rynku kapitałowego w jego współczesnym wydaniu mieliśmy 6 pełnych cykli na dolarze. Dołek pierwszego wypadł 1 września 1992 roku, a dołek ostatniego 29 kwietnia 2011, co daje nam średnią długość cyklu równą nieco ponad 37 miesięcy. Nie jest to dokładnie kitchinowskie 40 miesięcy, ale wydaje się, że rozbieżność jest na tyle nieduża, że utożsamienie obu cykli jest kuszące.

 

 

Mając zidentyfikowaną cykliczność danego rynku możemy od razu przystąpić do porównania przebiegu obecnego cyklu rozpoczętego w dołku dolara z końca kwietnia 2011 do średniego przebiegu cykli poprzednich. Jak widać poniższa projekcja Dollar Index oparta na uśrednionym przebiegu sześciu poprzednich cykli sugeruje następny dołek dolara w okolicach czerwca przyszłego roku.

 

 

Gdyby więc obecny cykl na dolarze był typowy, to czas na jego umocnienie nadszedłby dopiero za 9 miesięcy. Ponieważ w ramach cyklu wyższego rzędu - cyklu Kuznetsa - dolar wydaje się być w sytuacji analogicznej do tej z 1996 roku, a więc w przeddzień potężnego umocnienia, które miało silny związanej z późniejszym kryzysem azjatyckim, więc osobiście cały czas niepokoję się, że wynikające z tej analogii umocnienie dolara zdławi inflacyjną fazę cyklu gospodarczego, w trakcie której najlepiej spisującą się klasą aktywów będą surowce. Powyższa projekcja trochę ten niepokój osłabia, bo sugeruje, że dolar powinien słabnąć przez następne 9 miesięcy potrzebne do wykonania zwyżki na rynku surowców (której szczyt lokuję w okolicach lipca 2014, a więc raptem o miesiąc od czerwcowego dołka dolara uzyskanego w tej projekcji).

Oczywiście w którymś momecie ta oczekiwana przez następne trzy kwartały dalsza zniżka dolara przełoży się na spadek opłacalności europejskiego eksportu do USA, a rosnące wyrażane w taniejących dolarach ceny surowców przełożą się na wzrost tempa inflacji w USA, co sprowokuje zaostrzenie polityki pieniężnej FED. Kiedy można spodziewać się, że te procesy przełożą się na bessę na krajowym rynku akcji?

Na pierwszym z dwu powyższych wykresów czerwonymi strzałkami zaznaczyłem odpowiadające sobie momenty z obecnego i poprzedniego cyklu na dolarze. Takie same strzałki zaznaczyłem na poniższym wykresie USD/PLN:

 

 

Podobnie jak na Dollar Index tak i na USD/PLN obecna sytuacja do złudzenia przypomina tę z września-października 2010 roku. Można więc zastanowić się, czy i na rynku akcji sytuacja jest podobna. Otóż najwyraźniej jest, a tę analogię można rozszerzyć nawet na poprzedni cykl:

 

 

Jak widać już po raz trzeci praktycznie na tych samych poziomach USD/PLN i WIG-u rozgrywa się ta sama zabawa. Jeśli dalszy ciąg miałby być podobny do tego po październiku-listopadzie 2006 i po wrześniu-październiku 2010, to końca hossy na rynku akcji oczekiwać można za około 7-9 miesięcy, czyli gdzieś w II kw. przyszłego roku. Chciałoby się westchnąć: "powiedź mi coś, czego jeszcze nie wiem". Zaczynam tęsknić za analizami, które będą prowadzić do jakichś odmiennych wniosków.

 

13:41, bialek.wojciech
Link Komentarze (728) »
czwartek, 19 września 2013

Federalny Komitet Otwartego Rynku amerykańskiej FED nie odważył się w środę na rozpoczęcie redukowania skali skupu aktywów prowadzonego w ramach polityki "quantitative easing". Można odnieść wrażenie, że członkowie komitetu chętnie przerzuciliby większą część oczekiwanego zaostrzenia polityki pieniężnej na nowe kierownictwo Rezerwy Federalnej. Kadencja Bena Bernanke kończy się 31 stycznia przyszłego roku i od 1 lutego FED powinien być już kierowany przez nową osobę. W minionym tygodniu z kandydowania zrezygnował Lawrence Summers, który kiedyś podpadł środowiskom feministycznym kilkoma swymi uwagami na temat roli kobiet w nauce, co ostatecznie wpłynęło na utratę przez niego stanowisk prezydenta uniwersytetu Harvarda i sekretarza skarbu w rządzie Obamy. Po rezygnacji Summersa główną kandydatką na następcę Bena Bernanke stała się Janet Yellen. Nie bardzo widać, czym - poza płcią - pani Żanetka różni się od Summersa, ale podobno uważana jest na Wall Street się za "gołębicę", wiec jej kandydatura odbierana jest przez rynki akcji pozytywnie.

Pomijając personalia sama zmiana szefa FED może kojarzyć się posiadaczom akcji niezbyt dobrze. Powodem jest zbiegnięcie się początku kadencji Alana Greenspana w sierpniu 1987 roku ze szczytem 5-letniej zwyżki cen akcji na Wall Street poprzedzającym o 2 miesiące październikowe załamanie, w trakcie którego amerykańskie indeksy straciły jednego dnia ponad 20 proc. Można spekulować, że mogą istnieć psychologiczne mechanizmy powodujące, że ustępujący szef Rezerwy Federalnej może wykazywać tendencję do kształtowania polityki pieniężnej USA w taki sposób, by jej negatywne dla rynków skutki pojawiły się dopiero po jego ustąpieniu. Proponuję sprawdzić, czy to podejrzenie jest uzasadnione przyglądając się zachowaniu cen akcji na Wall Street w okolicach 3 poprzednich zmian wachty na stanowisku szefa FED z okresu minionego pokolenia.

Interesować nas będą trzy daty: 6 sierpnia 1979 (początek kadencji Paula Volckera), 11 sierpnia 1987 (początek kadencji Alana Greenspana) oraz 1 lutego 2006 (początek kadencji Bena Bernanke):

 

 

Zobaczmy najpierw jak zachowywał się S&P 500 na 4,5 miesiąca przed zmianą na stanowisku szefa FED i po tej zmianie:

 

 

 

Z powyższego obrazka wynika, że w przeszłości w okresie na 4,5 miesiąca przed zmianą na stanowiska szefa FED S&P 500 generalnie zwyżkował i w pół roku od momentu odpowiadającego obecnej sytuacji był zawsze o przynajmniej 5 proc. wyżej. Po drodze ryzyko straty nie przekraczało 6,1 proc. Uśrednienie tych 3 powyższych ścieżek daje następującą projekcję wartości S&P 500 w najbliższym czasie:

 

 

Projekcja powyższa sugeruje, że generalnie S&P 500 w ciągu najbliższych 37 sesji powinien korygować ostatnie wzrosty (dołek na początku listopada na poziomie 1645 pkt.), po czy powinien ruszyć do kolejnej zwyżki kulminującej podwójnym szczytem w okolicach poziomu 1843 pkt. za 105-130 sesji (luty-marzec 2014). Późniejsze tąpnięcie to oczywiście wpływ krachu z października 1987 roku, który nastąpił w 2 miesiące po zmianie na stanowisku szefa FED. Ani po rozpoczęciu kadencji Paula Volckera w 1979 roku ani po początku urzędowania Bena Bernanke załamań aż o takiej skali nie było, wiec teza o lutowo-marcowym szczycie S&P 500 nie musi być traktowana przesadnie poważnie. Warto jednak zauważyć, że w tych trzech historycznych sytuacjach sprzedając akcje mniej więcej w 1,5 miesiąca po zmianie przewodniczącego Rezerwy Federalnej mogliśmy je odkupić taniej w ciągu następnych 3-4 miesięcy.

 

 

Co niezwykłe zmiana na stanowisku przewodniczącego FED następowała w okresie minionego pokolenia zawsze w mniej więcej 5 lat po recesji w gospodarce USA i związanej z nią bessie na Wall Street: Volcker przychodzi w 1979 rok w 4-5 lat po recesji 1974-1975, Greenspan 1987 roku w 5 lat po recesji z 1982 roku, Bernanke w 2006 roku po recesji z 2001 roku. Ostatnia recesja skończyła się w 2009 roku, więc - zgodnie z tym schematem - 5 lat później - 1 lutego 2014  - pora na roszadę personalną.

Równocześnie następna recesja - 1982, 1990-1991 i 2008-2009 - przychodzi w 2-3 lata po początku kadencji nowego szefa FED, a bessa na S&P 500 z tą recesją związana kończy się zawsze w 3 lata -3 lata 2 miesiące po takiej zmianie.

Równocześnie S&P 500 zawsze był wyżej w 2-2,5 roku później niż w momencie odpowiadającemu obecnej sytuacji.

To wszystko sugeruje, że nowy szef FED pojawia się w sytuacji, w której jego poprzednik zdołał w ciągu poprzednich 4-5 lat poradzić sobie ze skutkami ostatniego załamania gospodarczego, a jego zadaniem jest schłodzenie koniunktury gospodarczej. Rynek to wie, więc zwykle w ciągu kilku następnych miesięcy po takiej zmianie reaguje profilaktycznie mniej lub bardziej gwałtowną wyprzedażą (luty-marzec 1980, sierpień-październik 1987, maj-czerwiec 2006). Zaostrzenie polityki pieniężnej zajmuje jednak sporo czasu, więc po drodze rynek jeszcze raz wchodzi w hossę kulminującą 1,5-2,5 roku po początku nowej kadencji (listopad 1980, październik 1989, październik 2007). Potem przychodzi następna bessa (1980-1982, 1989-1990, 2007-2009) związana z kolejną recesją.

W obecnych realiach przekłada się to na oczekiwania wzrostu cen akcji w USA do lutego-marca 2014. Później czekałoby nas tąpnięcie na rynkach. Osobiście obstawiam krach a la 1987 rok pomiędzy marcem a październikiem przyszłego roku. Potem przyszłaby fala hossy kulminująca na przełomie 2015 i 2016 roku, a następnie kolejna bessa. Ten scenariusz wywiedziony z oczekiwanej zmiany na  stanowisku  przewodniczącego Rezerwy Federalnej w latach 2016-2017 rozjeżdża się z moim bazowym scenariuszem, w którym fala hossy, kóra ma najdeść po przyszłorocznym tąpnięciu potrwa do lat 2016-2017, a późniejsze załamanie (domniemana "fala E" kształtującego się od 2000 roku na S&P 500 rozbieżnego trójkąta) potrwałoby nawet do końca dekady. Proponuję jednak tą rozbieżnością zacząć martwić się dopiero za 2 lata.

15:19, bialek.wojciech
Link Komentarze (291) »
piątek, 13 września 2013

Sztuczki, którą w ciągu minionego 1,5 tygodnia wykonał nasz rynek akcji nie widuje się zbyt często. W okresie minionych 14 lat sytuacja, w której WIG najpierw spada w ciągu 3 sesji o ponad 6,8 proc., a bezpośrednio później rośnie o przynajmniej tyle samo, zdarzyła się wcześniej jedynie 2-krotnie. Sygnały analogiczne do tego ze środy pojawiły 29 października 2008 oraz 16 sierpnia 2011. Pierwsza z tych dat to czas początku odbicia cen akcji w górę po panice wywołanej upadkiem banku Lehman Brothers, druga z nich to moment odbicia w górę po panice związanej z bankructwem Grecji. Gdyby szukać cech wspólnych obu tych historycznych epizodów podobnych do ostatniego, to można by wskazać na podobny niezbyt duży potencjał wzrostowy w przeciągu kilku miesięcy po takim sygnale (odpowiednio +3,7 proc. i +3,3 proc., co w obecnych realiach przekładałoby się na WIG w strefie 50564-50749 pkt. w ciągu 2-9 sesji licząc od piątku) i większy potencjał spadkowy rzędu -10,6- -13 proc. (czyli test dołka w ciągu następnych 5 tygodni; w sezonowym dołku cen akcji w okolicach Wszystkich Świętych?). Trwały wzrost cen akcji rozpoczynał się dopiero w 4-10 miesięcy po obu tych historycznych epizodach paniki rynkowej.

 

 

Tego typu sygnały pojawiały się na WIG-u też w latach 1995-1999 w okolicach wywołujących wtedy nerwowych reakcje inwestorów kryzysów - meksykańskiego i rosyjskiego:

 

 

Na zachowanie WIG-u można spojrzeć też inaczej. W trakcie ostatnich 5 sesji przeniósł się z 30-sesyjnego dołka na 13-sesyjny szczyt. Taka sytuacja - w warunkach rosnącej średniej 100-sesyjnej - zdarzyła się jedynie 10 razy w okresie minionych 18 lat. Generalnie na 9 wcześniejszych sygnałów 6 pojawiało się tuż po istotnych dołkach, a w 3 przypadkach mieliśmy do czynienia z pułapkami pojawiającymi się podczas wzrostowych korekt spadkowych. Wpadając w te pułapki mogliśmy zarobić jeszcze +1,1, +5,7 i +0,2 proc. w ciągu 7, 7 i 1 sesji, a następnie stracić maksymalnie 7,5, 9 i 10,3 proc. w ciągu następnego półtora miesiąca.

 

 

Uzyskany na początku wynik sugerujący niezdolność rynko do wejścia w trwałe wzrosły przez 4-10 miesięcy po "efekcie yo-yo" podobnym do ostatniego nieco mnie zaniepokoił, bo w moich scenariuszach rynki akcji na całym świecie mają czas do wiosny przyszłego roku na rozpoczęcie trwających trendów wzrostowych. W ostatnich dniach Nasdaq Composite jako jeden z pierwszych indeksów na świecie wyszedł na nowe cykliczne szczyty wykorzystując brak większych niepokojów związanych ze zbliżającym się początkiem zaostrzania polityki pieniężnej przez FED i uspokojenie nastrojów spowodowane "odwołaniem" ataku na Syrię. Tezę o końcu  w pierwszej połowie 2014 roku hossy rozpoczętej w 2009 roku zilustruję więc na przykładzie Nasdaqa. Na poniższym rysunku zawarta jest sugestia, że dołki z listopada 2012, lipca 2006 oraz października 1998 są swoimi technicznymi odpowiednikami w ramach kilkuletnich trendów wzrostowych rozpoczynanych w 1994, 2002 i 2009 roku. Z tego zaś płynie wniosek, że obecna sytuacja - 10 miesięcy później - jest zbliżona do tej z okolic sierpnia 1999 (na 7 miesięcy przed końcem hossy na Nasdaq Composite i S&P 500) i maja 2007 (na 5 miesięcy przed końcem hossy). To analogia daje często otrzymywany wniosek, o końcu obecnej hossy w okolicach lutego-kwietnia 2014:

 

 

Gdy w czwartek zobaczyłem najnowsze dane na temat najniższej od 6 lat liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA (292 tys.), to najpierw pomyślałem, że jest to potwierdzenie powyższego wniosku. W okresie minionego pokolenia jedynie dwukrotnie ten wskaźnik zaczynał ustanawiać 6-letnie dołki. Takie sygnały "przegrzania koniunktury" pojawiły się w grudniu 1986 oraz czerwcu 1999. W obu przypadkach prowokowały FED do zaostrzania polityki pieniężnej, co odpowiednio 8 i 9 miesięcy później przekładało się na początek silnego spadki cen akcji. W naszych realiach dawałoby to koniec hossy w maju-czerwcu 2014. Później jednak okazało się, że powody tak niskiej liczby wniosków o zasiłek były raczej techniczne (wymiana oprogramowania w odpowiedzialnych za gromadzenie tych danych intytucjach w 2 stanach), więc sygnał można uznać za niebyły.  Giełdowy krach w 1987 rozpoczął się w momencie osiągnięcia przez "initial jobless claims" 9 letniego mainimum w sierpniu 1987 (choć taki sam sygnał z 99 roku poprzedził koniec hossy aż o 9 miesięcy). W obecnych realiach taki sygnał padłby, gdyby liczba nowych wniosków spadła poniżej minimum ze stycznia 2006 roku czyli poniżej poziomu 282 tys. Za tydzień w czwartek przekonamy się na ile wymówka z brakiem danych z 2 stanów była prawdziwa.

 

 

Na froncie walki rządu o przejęcie oszczędności emerytalnych obywateli pojawiał się nowa kuriozalna informacja. Według wypowiedzi wiceministra finansów ponowną deklarację przekazywania swoich składek do OFE będzie można składać jedynie osobiscie w oddziałach ZUS. Natychmiast skojarzyło mi się to ze stosownym fragmentem książki Douglasa Adamsa "Autostopem przez galaktykę":

 

"Prosser poczuł na twarzy palące wypieki pod wpływem szyderczych uśmieszków operatorów buldożerów. Przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą, ale na obu było mu równie niewygodnie. Najwyraźniej ktoś tu był przerażająco niekompetentny i pan Prosser pokładał w Bogu nadzieję, że to nie on.

- Wie pan, w odpowiednim czasie miał pan pełne prawo odwołać się od tej decyzji - odezwał się.

- W odpowiednim czasie?! - wrzasnął Artur. W odpowiednim czasie?! Po raz pierwszy dowiedziałem się o tym wczoraj, kiedy do mojego domu przyszedł robotnik! Zapytałem go, czy przyszedł umyć okna, a on odpowiedział, że nie, że przyszedł zburzyć mój dom. Oczywiście nie powiedział mi tego od razu. O nie! Najpierw przetarł parę okien i zażądał piątaka. Dopiero wtedy mi o tym powiedział.

- Ależ panie Dent, plany były do wglądu w miejscowym biurze planowania przez ostatnie dziewięć miesięcy.

- O tak, wczoraj po południu, jak tylko się o tym dowiedziałem, natychmiast poszedłem je obejrzeć. Nie zadał pan sobie szczególnie wiele trudu, żeby zwrócić na nie czyjąś uwagę, prawda? Na przykład żeby komuś o nich powiedzieć.

- Ależ plany były na wystawie...

- Na wystawie? Aby je znaleźć, musiałem ostatecznie zejść do piwnicy!

- To właśnie dział wystaw.

- Z latarką!

- Cóż, pewnie zabrakło prądu.

- Schodów też.

- Ale w końcu znalazł pan te plany, prawda?

- O tak! - warknął Artur. - W końcu je znalazłem. Były na wystawie, na dnie zamkniętej na klucz szafki, którą wepchnięto do nieczynnej ubikacji z napisem na drzwiach: Uwaga, zły lampart!

Nad ich głowami przepłynęła chmura. Rzuciła cień na Artura Denta leżącego w zimnym błocie i podpierającego się łokciem. Chmura rzuciła cień na dom Artura Denta. Pan Prosser zmarszczył na ten widok brwi.

- Nie powiem, żeby to był szczególnie ładny dom - zauważył.

- Trudno. Tak się składa, że mnie się podoba.

- Autostrada też się panu spodoba.

- Niech się pan zamknie - powiedział Artur Dent. - Niech się pan zamknie i zabiera stąd!"

 

W sumie coś w tym jest:  samo grabienie nie daje pewnie tyle satysfakcji co upokarzanie grabionych.  Ofiarom tych upokorzeń, które jak za czasów PRL-u nocami będą marznąć w kolejkach społecznych, pozostaną pewnie jedynie bezsilne fantazje o strasznej pomście na swych oprawcach, której będą mogli dokonać w latach 2014-2015 przy urnach wyborczych. W niedawnej historii naszego kraju już raz zdarzyło się, że partia rządząca nie weszła do następnego Sejmu, więc nie jest to całkiem niemożliwe. Z drugiej strony zabranych przez rząd oszczędności emerytalnych to do życia nie przywróci.

 

08:31, bialek.wojciech
Link Komentarze (349) »
czwartek, 05 września 2013

Rząd stara się zrobić wszystko by przeszkodzić w realizacji mojej prognozy dla WIG-u sprzed prawie 2 lat. Zgodnie z nią we wrześniu 2013 indeks powinien znajdować się już powyżej poziomu 55000 punktów, gdy tymczasem wskutek reakcji rynku na potwierdzenie przez rząd zamiarów przeforsowania pomysłu konfiskaty części oszczędności emerytalnych obywateli zgromadzonych w OFE WIG ponownie odbił się od oporu na poziomie 50000 punktów.

 

 

Cała sytuacja kojarzy się ze starym sowieckim dowcipem z serii o Radiu Erewań o Ładach rozdawanych na Placu Czerwonym w Moskwie ("tak to prawda, tyle że nie w Moskwie a w Leningradzie, nie samochody a rowery i nie rozdają a kradną"). W naszym przypadku: nie 100 milionów (przed denominacją) a ponad 9 tysięcy, nie Wałęsa a Tusk z Rostowskim, i nie dadzą a zabiorą. Suma nieco ponad 9 tysięcy to 51,5 proc. (skala planowanego przez rząd uszczuplenia aktywów OFE) z 17,7 tysiąca złotych średniego stanu indywidualnego konta w OFE wyliczonego przez podzielenia aktywów OFE (286 mld złotych) przez liczbę uczestników II filaru systemu emerytalnego (16,2 mln).

Z punktu widzenia "cyklu pokoleniowego" cały pomysł wywłaszczenia obywateli z połowy gromadzonych w OFE przez minione 14 lat oszczędności emerytalnych, to odpowiednik zawieszenia przez rząd generała Jaruzelskiego obsługi zagranicznych długów do czego doszło 32 lata temu w 1981 roku. Co ciekawe, tym razem padło nie na zagranicznych wierzycieli a na obywateli Polski...

Oceniając te wydarzenia w jeszcze dłuższej perspektywie chciałbym postawić tezę, że o ile poprzednie stulecia stały pod znakiem konfliktów rasowych i klasowych, to w bieżącym stuleciu będziemy mieli - przynajmniej na półkuli północnej - z systematycznym nasilaniem się konfliktu międzypokoleniowego. Ze względu na trwający spadek dzietności i postępy medycyny prowadzące do wydłużenia życia dotychczasowy model finansowania bytu osób w podeszłym wieku ze składek (podatków) płaconych przez osoby pracujące (czyli ZUS) z konieczności będzie stopniowo marginalizowany. Coraz wyższa proporcja liczby osób w wieku poprodukcyjnym do liczby osób w wieku produkcyjnym będzie wywierać presję na spadek realnej wysokości emerytur i coraz dalsze przesuwania wieku przejścia na emeryturę (model "marchewki na kiju"). Próby hamowanie tego trendu przez podnoszenie wysokości składek ZUS będą wywoływać protesty osób pracujących i skutkować np. masową ucieczką ludzi młodych do państw, w których z takich czy innych względów fiskalizm związany z repartycyjnymi systemami emerytalnymi będzie mniejszy (na południe, gdzie kryzys demograficzny przyjdzie później? do krajów Nowego Świata przyzwyczajonych do przyjmowania imigrantów?). Z drugiej strony w wyniku postępujących procesów demograficznych osoby w wieku emerytalnym i przedemerytalnym będą zdobywały dominującą pozycję w ramach systemu demokratycznego i forsować coraz bardziej skrajne opodatkowanie młodszych osób w wieku produkcyjnym. To wszystko to przepis na nieustanny konflikt pomiędzy "młodymi" i "starymi", który jedynie częściowo będzie mógł być niwelowany przez postęp techniczny.

Wprowadzenie w 1999 roku II filara systemu emerytalnego (OFE) było próbą złagodzenia konsekwencji tego nieuniknionego problemu społecznego. Przyglądanie się jak obecny rząd próbuje ten system rozmontować dla jakichś doraźnych krótkoterminowych korzyści politycznych powinno napełniać trwogą.

Oczywiście na dłuższą matę rząd nie jest w stanie zaszkodzić rynkowi, bo społeczeństwo pozbawione ok. 140 mld złotych oszczędności emerytalnych próbując wrócić do homeostazy po prostu ograniczy konsumpcję i zwiększy prywatne oszczędności by uzupełnić powstałą lukę. Skutkiem tego w krótkim terminie może być być recesja gospodarcza. Można będzie wtedy mówić o "niezamierzonych konsekwencjach" krótkowzrocznych działań rządu.

Na krótką metę, jeśli przedstawione przez rząd propozycje były próbą przetestowania, na ile rząd może sobie pozwolić, to reakcja rynku ewidentnie świadczy o tym, że rząd próbuje pozwolić sobie na zbyt wiele.

Oczywiście będąc przywiązany do swoich prognoz niechętnie przyjmuję ostatnie pomysły rządu, ale z drugiej strony niewykluczone, że da się je w te prognozy wkomponować. Zgodnie z zapowiedziami ewentualne zmiany zostaną wprowadzone w przyszłym roku. W szczególności w przyszłym roku ma zacząć działać tzw. "suwak", czyli obowiązek przekazywania oszczędności emerytalnych do ZUS (czyli na wypłaty bieżących emerytur) już na 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Jak rozumiem związane to będzie z konieczności upłynnienia przez OFE części akcji (do ZUS przekazywana byłaby gotówka). Trwająca przecena akcji wynika zapewne z obaw, że w połączeniu ze spadkiem wielkości odprowadzanej do OFE składki, spowoduje to w przyszłym roku przejście OFE na pozycje sprzedawcy akcji netto.

Jak widać na powyższym rysunku moja prognoza obejmuje - po zakończeniu obecnej hossy gdzieś w marcu-kwietniu przyszłego roku  - potężny krach związany z paniką na EM spowodowaną wycofywaniem środków wymuszoną spodziewanym zaostrzeniem polityki pieniężnej FED.  Sprokurowana przez polski rząd przyszłoroczna wyprzedaż akcji w wykonaniu OFE ładnie pasowałaby do tej prognozy.

Równocześnie, jeśli 3-miesięczny okres podejmowania decyzji o przekazywaniu składek (OFE czy ZUS) miałby rozpocząć się 1 stycznia 2014, to właśnie pod koniec I kwartału skończyłby się czas, w którym OFE mógłby próbować za pomocą jak najwyższej stopy zwrotu zachęcać do przekazywania im swoich składek. To ładnie pasuje do opartej na "wzorcu dekadowym" hipotezy, że WIG zakończy cykliczną hossę mniej więcej w okolicach marca-kwietnia 2014 (patrz marzec 1994 i kwiecień 2004).

No dobrze, ale na ile prawdopodobne jest dokończenie hossy w sytuacji, w której reagując na pomysły rządu WIG traci ponad 4,3 proc.? No cóż w tym i poprzednim cyklu takie sesje zdarzyły się wcześniej jedynie 4-krotnie za każdym razem wyznaczając bardzo dobry moment do akumulacji akcji:

 

 

Powyższe pasuje do hipotezy, że we wrześniu WIG powinien ustanowić kolejne dno cyklu 20-tygodniowego.

Pomijając analogiczny do tego z czerwca obecny krótkoterminowy szok średnioterminowe perspektywy rynku akcji wynikające z pozycji w ramach cyklu koniunkturalnego pozostają cały czas takie same. Jesteśmy w 9 miesięcy po dnie spowolnienia gospodarczego:

 

 

W przeszłości jeszcze nie zdarzyło się by WIG "kupiony" w 9 miesięcy po dołku spowolnienia był w niecały rok później "na plusie" mniejszym niż ponad 40 proc.

 

 

Co więcej w okolicach kwietnia przyszłego roku maksymalny będzie oczekiwany pozytywny wpływ na ceny akcji spadku krótkoterminowych stóp procentowych, który się dokonał:

 

 

Powyższa korelacja jest na tyle silna, że sądzę, że nawet jeśli rząd napnie się z całych sił próbując zaszkodzić krajowemu rynkowi kapitałowemu, to i tak logika cyklu koniunkturalnego okaże się silniejsza. W przeszłości jeszcze nigdy WIG "kupiony" w dołku rocznej dynamiki WIBOR-u nie kontynuował hossy krócej niż przez pół roku i nie kończył hossy przed zwyżką o kolejne przynajmniej +32 proc.:

 

 

Oczywiście należy pamiętać, że kluczem będzie zdolność zagranicznych rynków do wznowienia wzrostów.

Na powyższym wykresie nie widać jeszcze żadnym negatywnych zjawisk związanych ze wzrostem stóp procentowych, bo ten - na krótkim końcu krzywej rentowności  - jeszcze się nie rozpoczął. Tymczasem taki wzrost stóp trwa już na rynku obligacji. Rozpoczął się on w niecały miesiąc po tym jak umieściłem w tym miejscu wpis zatytułowany "Mane, tekel, fares dla rynków obligacji" . Wzrost rentowności, które nastąpił w okresie minionych 4 miesięcy był  najsilniejszy od dokładnie10 lat (patrz wzorzec dekadowy): 

 

 

Z pewnością pomysł rządu odmowy honorowania części swych wynikających ze sprzedaży obligacji skarbowych zobowiązań nie będzie wpływał na spadek rentowności obligacji polskiego rządu. Każdy przyszły nabywca będzie musiał ryzyko pojawienia się podobnych pomysłów w przyszłości wliczać w cenę pożyczanych rządowi Polski kapitałów.

Najwyższa korelacja pomiędzy zmianami rentowności 10-latek polskiego rządu a roczną dynamiką WIG-u występuje przy wynoszącym niecały rok wyprzedzeniu. Jeśli i tym razem wyprzedzenie będzie podobne, to negatywny wpływ wzrostu rynkowych długoterminowych stóp procentowych powinien zacząć ujawniać się począwszy od mniej więcej marca przyszłego roku. Wydaje się, że w obecnym cyklu pomysły rządu wymuszające na OFE sprzedaż akcji w przyszły roku ("suwak") mogą znakomicie wzmocnić ten trend.

 

 

 

15:43, bialek.wojciech
Link Komentarze (812) »