Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
piątek, 26 sierpnia 2016

W lipcu stopa bezrobocia w naszym kraju spadła do najniższego poziomu od ćwierć wieku

 

Odległość pomiędzy 3-ma szczytami stopy bezrobocia z lipca 1994, lutego 2003 i lutego 2013 oraz pomiędzy dwoma dołkami stopy bezrobocia z lipca 1998 i października 2008 to średnio 9 lat i 7 miesięcy. Na tej podstawie następnego dołka tego parametru należałoby oczekiwać w okolicach maja 2018 roku. 

Cykliczny spadek tego parametru trwał do lipca przez 3 lat i 5 miesięcy. Podobny do obecnego (sierpień 2016) wiek dwie fazy spadkowego w poprzednich cyklach osiągały odpowiednio w styczniu 1998 i sierpniu 2006. Na razie ścieżka stopy bezrobocia trzyma się projekcji uzyskanej przez uśrednienie przebiegu spadku tego wskaźnika podczas dwu poprzednich cykli. Gdyby nadal tak się działo, to następny cykliczny dołek stopy bezrobocia wypadnie w okolicach października 2018 roku. 

 


 

Jeśli okres dobrej koniunktury w polskiej gospodarce - bo trwający spadek wysokości stopy bezrobocia sugeruje, że z koniunkturą gospodarczą nie jest aż tak źle - dotrwa do 2018 roku, to oznaczać to będzie, że Polska gospodarka rosnąć - bez recesji - będzie przez kolejne 26 lat. Innym krajem, który od 1992 roku nie zaznał recesji jest Australia.

 

 

Australijczycy już w ubiegłym roku ekscytowali się możliwością pobicia przez ich gospodarkę rekordu długości ożywienia gospodarczego ustanowionego w ostatnich dziesięcioleciach przez Holandię, która nie zaznała recesji w latach 1982-2008. 

 

 

Jest jasne, że gospodarka Australii ten okres prosperity zawdzięcza w dużej mierze popytowi generowanemu przez fenomenalny wzrost Chin w ostatnim ćwierćwieczu. Ewentualny kryzys gospodarczy w Chinach zapewne zatopiłby australijską "zielona wyspę". Ja konsekwentnie trzymam się hipotezy, że ChRL podążą z pokoleniowym opóźnieniem ścieżką ZSRR. Historię obu krajów można synchronizować za pomocą dat powstania obu krajów (1922, 1949), dat "wielkiego głodu" wyznaczający momenty przejścia do forsownej industrializacji dokonywanej kosztem chłopstwa (1932-33, 1958-61) czy wyznaczających zachłyśnięcie się własną potęgą dat organizacji igrzysk olimpijskich (1980, 2008). Jak nie liczyć Chinageddon wypada w latach 2018-2019. 

Powyższe napisane zostało oczywiście na pół serio, ale rozpędzający się w Chinach wzrost cen nieruchomości, traktuję jako typową dla  schyłkowych okresów koniunktury ucieczkę systemu we wzrost zadłużenia gospodarstw domowych (via kredyty hipoteczne) podobną do tej, która nastąpiła w USA w latach 2003-2007 po krachu giełdowych z lat 2000-2002. 

Australijczycy powinni w takim scenariuszu mocno ucierpieć, ale jak uczy historia cen akcji australijskich przedsiębiorstw w okresie minionych 140 lat, tamtejszy kapitalizm i z tego szoku powinien się raczej prędzej niż później otrząsnąć. Z drugiej strony szkoda, że my do tej zabawy dołączyliśmy tak późno:

 


 

Jeśli nałożyć ścieżki dynamiki PKB w Polsce od 1992 i Holandii od 1982 roku, synchronizując obie serie danych w II kw. 1982 (kiedy Holandia wyszła z recesji notując dodatnie tempo wzrostu PKB r/r) i II kw. 1992 (kiedy z recesji wyszła Polska) to uzyskany obraz nie będzie zbyt optymistyczny. W tej analogii ujemna dynamika PKB pojawia się już w IV kw. przyszłego roku. 

 

Osobiście jestem większym optymistą, a ten optymizm opieram między innymi na relatywnie mało agresywnej w obecnym cyklu polityce FED (dziś po południu z przemówienia Janet Yellen w Jackson Hole dowiemy się o tej polityce nieco więcej). W obu poprzednich cyklach stopa bezrobocia w naszym kraju zaczynała rosnąć w 4 lat 4 miesiące - 4 lata 6 miesięcy po rozpoczęciu przez FED podnoszenia stóp procentowych. Tyle czasu zajmowało FED-owi w obu tych cyklach wyprodukowanie jakiegoś spektakularnego bankructwa (Rosji w sierpniu 1998 i Lehman Brothers we wrześniu 2008), który to kryzys finansowy uruchamiał falę wzrostu bezrobocia w Polsce (od sierpnia 1998 i od października 2008). Obecnie FED zaczął podnosić stopy w grudniu ub. r., co na podstawie doświadczeń poprzednich cykli pozwala mieć nadzieję, że negatywne skutki tej zmiany kierunku polityki pieniężnej ujawnią się na naszym rynku pracy dopiero w okolicach początku 2020 roku. 

 

 

Oczywiście stałoby się tak w optymistycznym scenariuszy, w którym obecne ożywienie gospodarcze w USA okaże się dłuższe niż powojenny rekord ustanowiony w latach 1991-2001. Wyrównanie rekordu lat 90-tych oznaczałoby początek nowej recesji w USA w 2019 roku. 

 

 

Podsumowując: w bazowym scenariusz "dobre czasy" powinny potrwać do 2018 roku, co daje przynajmniej kilkanaście miesięcy na dokończenie rozpoczętej w styczniu cyklicznej hossy na krajowym rynkach akcji (i innych EM). 

12:53, bialek.wojciech
Link Komentarze (194) »
piątek, 19 sierpnia 2016

Dane GUS na temat tempa wzrostu gospodarczego w lipcu okazały się zaskakująco słabe, nawet jeśli uwzględnić fakt, że tegoroczny lipiec miał 2 dni robocze mniej niż zeszłoroczny. W miarę przyzwoita była jedynie dynamika sprzedaży detalicznej (+4,4 proc. wobec +6,5 proc. w czerwcu), ale produkcja przemysłu była niższa niż przed rokiem o 3,4 proc., a w budownictwie ujemna dynamika wyniosła aż -18,8 proc. Po wrzuceniu tych danych do prostego modelu rocznej dynamiki PKB otrzymujemy ledwie +1,4 proc. 

 

 

Oczywiście po uwzględnieniu różnicy w liczbie dni roboczych wynik byłby mniej jednoznacznie negatywny, ale nie zmienia to faktu, że drugie półrocze w polskiej gospodarce rozpoczęło się raczej słabo. Jest to dla mnie zaskoczenie, bo zastanawiając się w kwietniu na znaczeniem słabych danych za marzec sugerowałem, że ówczesne osłabienie było przejściowe i niebawem tempo wzrostu wróci do przedziału obserwowanego w okresie minionych 2 lat. Tak się rzeczywiście stało w II kw. (+3,1 proc. dynamika PKB), ale lipiec przyniósł nawrót słabości. 

Obecnie mam trzy uwagi. Po pierwsze w przeszłości dynamika WIG-u wyprzedzała dynamikę PKB o średnio 5 miesięcy. W maju dynamika WIG-u sięgnęła ponad -18 proc., co historyczny byłoby spójne z dynamiką PKB nieco niższą niż 2 proc. W lipcu dynamika PKB spadła poniżej 2 proc., więc na razie wszystko się zgadza. Traktując zachowanie rynku akcji jako wskazówkę apogeum słabości polskiej gospodarki należałoby spodziewać się w okolicach października. 

 

 

Po drugie uśredniając przebieg 4 ostatnich cyklu Kitchina w polskiej gospodarce (dołki na danych kwartalnych IV kw. 1998, IV kw. 2001, I kw. 2009 i I kw. 2013) otrzymujemy projekcję końca fazy spadkowej obecnego cyklu w IV kw. tego roku. 

 


 

Robiąc to samo dla modelu dynamiki PKB opartego o dane miesięczne dostajemy projekcję dołka spowolnienia w październiku tego roku. 


 

Można również przyjrzeć się co działo się na rynku akcji, gdy w okresie 4 poprzednich cykli dynamika PKB spadała poniżej poziomu 1,5 pkt. proc. W poprzednim cyklu takie osłabienie pojawiło się we wrześniu 2012 (dowiedzieliśmy się o tym w październiku), czyli w 3 miesiącu trwania silnej hossy (w II półroczu 2012 WIG zyskał ok. 1/3 wartości). Taki sygnał był również świetnym momentem do zakupów akcji wiosną 2005 roku. Analogiczne spadki dynamiki PKB z listopada 2008 oraz grudnia 2000 pojawiły się odpowiednio na 3 miesiące i 9 miesięcy przed dołkami bessy na rynku akcji. Uśredniając te przesunięcia w czasie otrzymujemy okolice października jako optymalny moment do zakupów akcji, ale ponieważ te scenariusze są mocno rozbieżne, to nie należy się do tego terminu zbytnio przywiązywać. 

 

 

Równocześnie te słabe dane z gospodarki raczej zmniejszają ryzyko rychłego rozpoczęcia regularnej bessy na krajowym rynku obligacji związanej zwykle z nadejściem inflacyjnej fazy cyklu gospodarczego, która zwykle poprzedzona jest wejściem gospodarki w fazę silnego ożywienia gospodarczego. 

 


Podsumowując: z jednej strony słabe - nawet po uwzględnieniu mniejszej liczby dni roboczych - lipcowe dane na temat tempa wzrostu gospodarczego w polskiej gospodarce studzą nieco entuzjazm co do perspektyw krajowego rynku akcji w najbliższych miesiącach (redukują szanse na to, że strefa oporu na WIG-u znajdująca się w przedziale 50000-52000 zostanie z marszu pokonana już latem w stylu podobnym do tego z lata 2012). Z drugiej strony wydaje się, że wiosenna słabość rynku akcji już zdyskontowała to spowolnienie w gospodarce, które - gdyby obecny cykl miał okazać się "typowy" - powinno kulminować w okolicach jesieni. Równocześnie te słabe dane odsuwają w czasie perspektywę rozpoczęcia się na rynku obligacji skarbowych regularnej cyklicznej bessy. 

13:23, bialek.wojciech
Link Komentarze (306) »
piątek, 12 sierpnia 2016

Od 20 stycznia indeks amerykańskiego dolara względem "commodity currencies" (dolara kanadyjskiego, dolara australijskiego, dolara nowozelandzkiego oraz randa połundiowoafrykańskiego) spadł z wieloletniego szczytu o ponad 10 proc. łamiąc trend wzrostowy i trafiając na roczny dołek. To najbardziej znaczące umocnienie "walut surowcowych" od 2011 roku i silny sygnał sugerujący zmianę trendu. Poprzednie szczyty tego indeksu (dołki "commodity currencies") w okresie minionego pokolenia ustanawiane były w latach 1986, 1993, 2001, 2009, więc jego długość można oszacować na 7,5 roku. Z tego względu następnego po tym  z marca 2009 szczytu dolara względem "walut surowcowych" należało oczekiwać w okolicach września tego roku. Zmiana trendu, która nastąpiła w styczniu wypadła więc trochę zbyt wcześnie, ale na razie wszystko wskazuje, że jest rzeczywista. 

 


 

Jeśli zdefiniujemy następujący warunek "indeks commodity currencies spada na w ciągu roku z 4-letniego maksimum na roczne minimum" i te sygnały zaznaczymy na wykresie Goldman Sachs Commodity Index, to otrzymamy poniższy obrazek:

 

Nie muszę chyba robić opartej o te sygnały projekcji GSCI - i bez tego jest jasne, że tak mocne jak ostatnio zachowanie "walut surowcowych" pojawiające się po długim okresie słabości w minionego pokolenia bardzo dobrze się sprawdzało jako sygnał kupna surowców. Czy będzie też tak teraz, oczywiście nie wiadomo, ale z pewnością jest to jakiś pomysł na spekulacyjną pozycję ze średnioterminowym horyzontem. 

Na razie sugerujące odbudowę popytu na świecie umocnienie "commodity currencies" jest za słabe by przekładać się na zdecydowaną poprawę koniunktury w polskim przemyśle, ale jeśli ten trend będzie kontynuowany to i na to przyjdzie czas:

 


 

Jest bardzo prawdopodobne, że ewentualna kontynuacją hossy na rynku surowców zrobiłaby dobrze cenom akcji na "rynkach wschodzących":

 


 

W kwietniu przedstawiłem sygnały na MSCI Emerging Markets Index, który w przeszłości bezbłędnie (poza brakiem sygnału w 2005 roku) wychwytywał pierwsze fale hossy na rynkach "wschodzących" w ramach cyklu Kitchina ("Dołek cyklu Kitchina potiwerdzony na WIG-u"). Referendum w Wielkiej Brytanii wprowadziło trochę zamieszania, ale projekcja oparta o te sygnały generalnie na razie dobrze się sprawdza:

 

 

Podsumowując: dotychczasowe zachowanie "commodity currencies" potwierdza zmianę trendu na rynku surowców, co  w średnioterminowym horyzoncie stanowi dobrą wróżbę dla całego uniwersum rynków "wschodzących". 


15:24, bialek.wojciech
Link Komentarze (236) »
piątek, 05 sierpnia 2016

Reagując na korzystniejszą - czy też raczej mniej niekorzystną - dla sektora bankowego niż wcześniejsze obawy treść prezydenckiego projektu ustawy o „frankowiczach” ceny akcji notowanych na GPW banków poszybowały we wtorek w górę. WIG-Banki wzrósł o 6,4 proc., co było największym 1-sesyjnym skokiem tego indeksu od 30 listopada 2011 roku (ponad 3,5 miesiące po podobnym sygnale z 11 sierpnia 2011). Wcześniej taki sygnał pojawił się 10 maja po "flash crashu", a jeszcze wcześniej wielokrotnie w okresie luty-lipiec 2009 podczas pierwszej fali ówczesnej cyklicznej hossy. 

 


 

Dwa sygnały z 2011 roku poprzedzały lokalny szczyt indeksu o 3 sesje, a sygnał z 2010 roku wypadł w lokalnym szczycie. W krótkoterminowej perspektywie może więc to być pułapka. W dłuższym horyzoncie skłaniam się do utożsamienia styczniowego dołka cen akcji z minimum z września 2011. Następnego po styczniowym dołka cyklu 40-tygodniowego należy spodziewać się w okolicach listopada. W poprzednim cyklu odpowiednikiem tego dołka było minimum z czerwca 2012, po którym rozpoczęła się regularna hossa na akcjach krajowych banków. 

 

Względna siła WIG-Banki do WIG-u spadała od kwietnia 2014 i osiągnęła w poprzednim tygodniu poziom obserwowany poprzednio w 2009 roku i 2004 roku. Przy założeniu braku jakieś kompletnej katastrofy widać tu miejsce dla ewentualnego 4-5-letniego odreagowania.

 

 

Nie ma jednoznacznego przełożenia pomiędzy koniunkturą na rynku akcji banków w strefie euro i tym co dzieje się z akcjami banków notowanych na GPW, ale do ewentualnej zmiany trendu na naszym rynku przydałoby się przełamanie kłopotów sektora bankowego w strefie euro. Euro Zone STOXX Banks Index znalazł się na obecnym poziomie po raz szósty od 1987 roku. Wcześniej testował te poziomu w lipcu 2012 podczas apogeum obaw przed Eurogedonem, w marcu 2009 w trakcie kryzysu obejmującego m.in. upadek banku Lehman Brothers, czy jeszcze wcześniej w sierpniu 1992, a więc miesiąc przed poprzednim "Brexitem" czyli opuszczeniem przez walutę Wielkiej Brytanii "węża walutowego" Europejskiego Mechanizmu Walutowego (poprzednika obecnej Europejskiej Unii Monetarnej). 

 


 

Przeprowadzone przez ECB "strestesty" sprzed tygodnia nie wypadły jakoś specjalnie źle, ale cały czas pojawiają się spekulacje na temat ilości złych długów w systemie i skali koniecznego dokapitalizowania banków. Względna siła indeksu banków strefy euro do indeksu szerokiego rynku spada od kwietnia 2014. Jak napisałem powyżej, od dokładnie tego samego momentu datuje się początek słabości kursów akcji polskich banków. 

 

Podobne fale słabości europejskich banków z okresu minionych prawie 30 lat trwały kolejno 53 miesiące, 42 miesiące, 22 miesiące, 29 miesięcy i 35 miesięcy. Mediana to 35 miesięcy, średnia - nieco ponad 36 miesięcy. To sugeruje marzec-kwiecień przyszłego roku jako orientacyjna datę końca relatywnej słabości banków w strefie euro. 

Podsumowując: wtorkowy skok cen akcji krajowych banków w górę może być jeszcze falstartem, ale - zakładając brak (mało prawdopodobnego) wymknięcia się sytuacji w strefie euro spod kontroli ECB czy też zaostrzenia warunków ustawy o "frankowiczach"- najbliższe 3 kwartały powinny stać pod znakiem akumulacji akcji banków poprzedzającej powrót ich relatywnej siły. 


13:29, bialek.wojciech
Link Komentarze (257) »