Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 23 sierpnia 2012

W jednym z lipcowych komentarzy postawiłem tezę, że warunkiem nadejścia na GPW trwałej hossy jest spadek dynamiki cen detalicznych będącej popularnym wskaźnikiem tempa inflacji. Postanowiłem sprawdzić, czy zależność tę można wytropić na poziomie globalnym. W tym celu skonstruowałem sobie przybliżenie globalnej dynamiki CPI uśredniając - z wagami proporcjonalnymi do wielkości nominalnego PKB - dynamiki CPI w 16 największych gospodarkach świata. Następnie nałożyłem tak powstały wykres średniej dynamiki cen detalicznych na świecie na zmianę roczną indeksu MSCI World reprezentującego ceny na globalnym rynku akcji. Najwyższa wartość współczynnika korelacji pomiędzy obydwiema seriami pojawiła się w ostatnich latach przy 8 miesięcznym wyprzedzeniu, które zastosowałem na poniższym wykresie. 

 

 

Jak widać dopasowanie obu serii było ostatnio bardzo wyraźne. Jeśli założyć, że będzie się ono nadal utrzymywać to wynika z niego prognoza systematycznego pięcia się rocznej zmiany MSCI World w kierunku poziomu ponad 10 proc. na przełomie tego i następnego roku. Ponieważ ceny akcji na świecie były pod koniec 2011 roku relatywnie nisko, to taki wzrost rocznej dynamiki nie musi oznaczać silnej hossy. Równocześnie jednak zależność ta sugeruje małe prawdopodobieństwo wznowienia bessy na rynkach akcji w tym okresie. 

 

Jaki jest mechanizm przedstawionej zależności? Proponuję myśleć o rynkach finansowych (w tym akcji) i realnej gospodarce jako konkurentach w "walce" o pozyskanie środków pieniężnych (czy też o rynkach finansowych jako "zbiornikach retencyjnych" otrzymujących środki pieniężne niepotrzebne w danym momencie realnej gospodarce). Boom w gospodarce objawiający się silnym wzrostem realnego PKB i cen towarów oznacza wzrost zapotrzebowania na pieniądz, który w związku z tym jest "odsysany" z rynków finansowych. To dlatego bessy na rynku akcji zaczynają się w szczycie gospodarczej prosperity jak np. ostatnio w 2007 roku. I odwrotnie załamanie gospodarcze prowadzące do spadku realnego PKB i obniżki cen towarów uwalnia pieniądz z konieczności obsługi sfery realnej, co powoduje jego migrację na rynki finansowe (najpierw na rynek pieniężny, potem obligacji skarbowych i wreszcie akcji). To dlatego hossy na rynku akcji zaczynają się zwykle podczas spowolnienia gospodarczego. 

Ponieważ raczej trudno w najbliższym czasie liczyć na spadek tempa globalnej inflacji porównywalny do tego z 2009 roku (ok. 0,5 proc. w dołku), więc i zapewne nie można liczyć na dynamikę hossy taką ją jak w latach 2009-2010 (MSCI World +50 proc. r/r). Warto jednak obserwować zachowanie wskaźników inflacji na świecie, bo ich zachowanie powinno dawać nam wskazówki co do przyszłych losów globalnego rynku akcji. 


10:20, bialek.wojciech
Link Komentarze (404) »
niedziela, 12 sierpnia 2012

Od jakiegoś czasu mam możliwość korzystania z konkurencyjnej wobec Reutersowego Ecowina bazy danych Macrobond. Umożliwia ona dostęp do długich serii danych dla Polski udostępnianych przez MFW i OECD. Po połączeniu ich z danymi GUS daje to możliwość stworzenia ponad 20-letnich wykresów dla krajowej produkcji przemysłowej, produkcji budowlano-montażowej oraz sprzedaży detalicznej (urealnionej CPI). Oto one:

 

 

 

 

 

Te serie można wrzucić do prostego modelu regresji rocznej zmiany realnego PKB (które to dane dostępne są od 1996 roku):

 

 

Model nie jest doskonały (tłumaczy 64% zmienności PKB), ale dzięki niemu można uzyskać w miarę dobre wyobrażenie na temat tempa wzrostu gospodarczego w naszym kraju od 1989 roku. Wynika z niego dosyć jednoznacznie, że po raz ostatni mieliśmy do czynienia w Polsce z regularną recesją - spadkiem rocznej dynamiki PKB poniżej zera - na początku 1992 roku. Od tamtej pory - czyli od ponad 20 lat - polska gospodarka pozostawała wolną od recesji gospodarczą "Zieloną Wyspą".  

W ciągu tych ponad 20 lat zdarzyło się - w "kitchinowskim" średnio 40-miesięcznym rytmie - 6 okazji do wpadnięcia naszej gospodarki w recesję: kryzys meksykański (1994/1995), kryzys azjatycki/rosyjski (1997/1998), pęknięcie inwestycyjnej bańki  w sektorze IT/telekomunikacyjnym (2000-2002), bezkryzysowe spowolnienie z lat 2004/2005, kryzys rynku kredytów hipotecznych (2007/2008) oraz ostatni kryzys strefy euro (2010-?). Na razie polska gospodarka nie skorzystała z tych okazji. Grupa krajów, w których od początku lat 90- tych (w USA był to czas poprzedniego kryzysu kredytów hipotecznych - S&L Crisis, w Europie Zachodniej był to okres kryzysu Europejskiego Sytemu Walutowego, w Japonii właśnie pękała tamtejsza bańka inwestycyjna) nie wystąpiła recesja jest pewnie bardzo nieliczna. Zapewne jedną z przyczyn tej dotychczasowej odporności polskiej gospodarki na recesję był bardzo niski poziom startu po "straconej dekadzie" lat 80-tych (Polska była wtedy odpowiednikiem obecnej Grecji).

Obecne spowolnienie gospodarcze w naszym kraju trwa już 1,5 roku i na razie nie doprowadziło do recesji. Słabe zachowanie rynku akcji a w szczególności sektora spółek budowlanych w okresie ostatniego roku (tu i tu) sugeruje, że trwa właśnie gwałtowne załamanie tempa inwestycji w gospodarce, ale na razie zachowanie indeksu wskaźników wyprzedzających OECD dla Polski raczej nie sugeruje nadejścia regularnej recesji w obecnym cyklu.

W następnych latach pojawią się kolejne cykliczne okazje do wystąpienia recesji. Gdyby wszystko miało rozgrywać się konwencjonalnie, to w latach 2014/2015 z rynków "wschodzących" zostanie odessany kapitał, gdy FED zacznie zaostrzać politykę pieniężną a dolar się umocni (odpowiednik kryzysu meksykańskiego z lat 1994/95). Potem po 2017 roku powinien przyjść czas na "Chinagedon" (odpowiedni kryzysu azjatyckiego).

21:20, bialek.wojciech
Link Komentarze (314) »
czwartek, 02 sierpnia 2012

Chciałbym na szybko podzielić się sensacyjną informacją, którą dziś rano w swoim komentarzu zamieszczonym pod ostatnim wpisem na blogu umieściła pani "ulica_mainstreet". Otóż najnowszy sondaż przeprowadzany wśród "strategów" z Wall Street ujawnił załamanie się poziomu optymizmu do najniższej wartości w historii, czyli od przynajmniej 1985 roku. Wskaźnik ten - Bank of America Merill Lynch's Sell Side Consensus Indicator - obliczany jest na koniec każdego miesiąca jako średnia z rekomendowanego przez strategów z Wall Street zaangażowania w akcje:

 

 

Pozwoliłem sobie zaznaczyć na wykresie S&P 500 momenty, w których omawiany wskaźnik przebijał od góry zaznaczone na powyżej kolorem czerwonym dolne ograniczenie wstęgi obejmującej większość wartości indeksu nastrojów (poza skrajnymi odchyleniami od wieloletniej średniej takimi jak to, z którym mamy do czynienia obecnie):

 

 

 

Te momenty to koniec 1997 roku (po krachu z października), wiosna 1988, wiosna 1989, koniec 1990 roku (po załamaniu cen akcji wywołanym wejściem gospodarki USA w recesję spowodowaną skokiem cen ropy naftowej po zajęciu Kuwejtu przez Irak), koniec 1994 roku (kryzys meksykański), przełom 1996 i 1997 roku (tu stratedzy mieli rację obawiając się negatywnych skutków zapowiadanego przez FED zaostrzenia polityki pieniężnej tyle, że bessa nadeszła nie na Wall Street - tam akcje wzrosły - ale na rynkach "wschodzących") i I kw. 2009 (apogeum poprzedniego kryzysu).

Jak widać kupując akcje w momentach takiego skrajnego pesymizmu - zwykle przecież "z natury" optymistycznie nastawionych - "sell-side'owych" analityków nie można było stracić. Można by nawet powiedzieć, że po takich sygnałach na Wall Street nigdy już nie bywało taniej...

Jest jasne, że analitycy boją się skutków drastycznego zacieśnienia polityki fiskalnej, które ma nastąpić w USA od 1 stycznia 2013, które zapowiada wejście gospodarki USA w recesję na początku przyszłego roku.  Na podstawie historii tego wskaźnika jest jednak równie jasne, że te lęki są niezbyt uzasadnione (jeśli negatywne skutki się ujawnią, to raczej nie na amerykańskim rynku akcji).

Widzą ten sygnał poczułem się niepewnie pamiętając, że w moim własnym modelowym portfelu aktywów akcje mają zaledwie 30 proc. udział. Pocieszam się, że GPW to nie NYSE, więc być może - dzięki trwającemu w strefie euro kryzysowi - nasz rynek da jeszcze okazję to zwiększenia zaangażowania w akcje przy w miarę przyzwoitych cenach. Uważam jednak, że biorąc pod uwagę jednak ten pesymistyczny konsensus - uczestniczą w nim również indywidualni inwestorzy - należy w dosyć szybkim tempie rozpocząć przestawianie się na tory kontrariańskiego myślenia, co w tym przypadku oznacza zakupy akcji. Taki pesymizm inwestorów musi zostać ukarany przez rynki i być może na nadejście tej kary nie trzeba zbyt długo czekać (konsensus rynkowy zakładający spadki cen akcji do października jednak okaże się błędny).

 

 

14:37, bialek.wojciech
Link Komentarze (231) »