Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 31 lipca 2014

Gdy w zeszłym roku zastanawiałem się na możliwymi skutkami zakończenia przez FED prowadzonego od 2008 roku skupu aktywów dosyć jednoznacznie obstawiałem załamanie słabnących od 3-4 lat rynków wschodzących oraz relatywną odporność rynków rozwiniętych, które kryzys mają już za sobą. Tymczasem na razie jedyny sygnał słabości, który można by ewentualnie wiązać z działaniami FED pojawił się w strefie euro (Portugalia), a MSCI Emerging Markets jest (w USD) +7,6 proc. powyżej poziomu z końca zeszłego roku (ten sam indeks w lokalnych walutach jest najwyżej od ponad 6 lat). Co prawda takie zachowanie nie wyklucza słabości w końcówce roku - w 1994 roku, gdy FED zaostrzał politykę pieniężną po poprzednim kryzysie na rynku nieruchomości, MSCI EM rósł do września i dopiero później nadszedł kryzys meksykański - ale na razie nie widać zbyt wielu sygnałów słabości. Co więcej w ostatnim czasie pojawił się zaskakujący sygnał, który sugeruje konieczność przemyślenia perspektyw EM.

W ostatnich miesiącach zaczęły mianowicie oznaki życia wykazywać indeksy wskaźników wyprzedzających dla krajów BRIC. Poza Brazylią, gdzie nadal spadają, wzrost tych wskaźników trwa w Indiach od grudnia, a w Chinach i Rosji od marca:

 

 

Średnia z 4 indeksów wyprzedzających koniunktury gospodarczej dla krajów BRIC w przeszłości wykazywała przyzwoitą korelację z dynamiką PKB w Polsce (0,63 przy niewielkim średnio 2-miesięcznym wyprzedzeniu):

 

 

Co ciekawsze w kwietniu i maju ten wskaźnik wzrósł po raz pierwszy od ponad 3 lat. W okresie minionych 20 lat taki sygnał - średni CLI dla krajów BRIC rośnie po raz pierwszy po okresie spadku - pojawił się wcześniej 6-krotnie jednoznacznie sygnalizując początek wszystkich kolejnych fal ożywienia gospodarczego za wyjątkiem ostatniego (tego rozpoczętego u nas na przełomie 2012 i 2013 roku). Na poniższym wykresie MSCI Emerging Matkets USD Free Index zaznaczyłem daty tych sygnałów:

 

 

Ścieżki tego indeksu wokół tych sygnałów przedstawiono poniżej. Jak widać w 4 na 6 przypadków indeks nie był nigdy niżej po takim sygnale przez następne 2,5 roku, a we wszystkich 6 przypadkach indeks był wyżej 1,5 roku po sygnale:

 

 

Uśrednienie zachowania MSCI Emerging Markets Free USD Index po takich sygnałach produkuje projekcję, która rośnie przez następne ponad 2 lata o ponad 50 proc.:

 

 

Przy okazji te same sygnały na WIG-u:

 

 

Jak widać pojawienie się takiego sygnału początku fazy ożywienia gospodarczego w krajach BRIC 5-krotnie mniej lub bardziej precyzyjnie sygnalizowało początek cyklicznej hossy na GPW. Taki sygnał jednak nie pojawił się w ostatnim cyklu (po części zapewne dlatego był on tak słaby), a obecne jego wystąpienie wydaje się być mocno zaskakujące. W przeszłości pojawiał się zawsze po okresach globalnego spowolnienia gospodarczego i związanymi z nią bessami na rynku akcji. Teraz - pomimo ostatniej słabości - raczej trudno o czymś takim mówić. Z tego względu przy interpretacji znaczenie opisanego sygnału trzeba zachować ostrożność. Z drugiej strony takie obserwowane ostatnio zjawiska jak umocnienie KGHM czy sygnały życia dawane przez chiński rynek akcji mają niewątpliwie związek z opisanym zachowaniem CLI dla krajów BRIC. Opisany sygnał może okazać się pułapką, a ożywienie iluzją, ale warto śledzić rozwój wydarzeń na największych rynkach wschodzących w najbliższym czasie, bo być może szykują nam one jakąś niespodziankę.

14:26, bialek.wojciech
Link Komentarze (309) »
środa, 16 lipca 2014

Nasz rynek akcji na razie z godnością zareagował na najnowsze wieści z Portugalii, gdzie spółka matka jednego z największych banków spóźniła się z płatnością odsetek od długu. Wychodząc z 4-miesięcznego dołka WIG-20 w ciągu  3 sesji do wtorku zyskał 2 proc. W okresie minionych 5 lat tego typu sygnały pojawiły się kilkukrotnie i zwykle sygnalizowały dobry moment do zakupów akcji (chociaż często bezpośrednio po takim sygnale występowały kilkusesyjne cofnięcia indeksu). Jedynym poważnym wyjątkiem był tego typu sygnał z 21 lipca 2011, kiedy to raptem kilka sesji później rozpoczęło się bardzo silne tąpnięcie cen akcji.

 

 

Wagę wspomnianego sygnału podnosi to, że właśnie mniej więcej teraz oczekiwany był kolejny dołek związany z funkcjonowaniem na rynku cyklu 10-tygodniowego:

 

 

Okolice dołka cyklu 10-tygodniowego powinny być w miarę dobrym momentem do zakupów, a stawką w grze wydają się być wzrosty związane z ostatnimi tygodniami fazy wzrostowej cyklu 40-tygodniowego. Od ostatniego szczytu związanego z cyklem 40-tygodniowym minęło już 233 dni czyli prawie 8 miesięcy. Na poniższym rysunku zaznaczyłem czerwonymi strzałkami analogiczne sytuacje (WIG prawie 8 miesięcy po szczycie cyklu 40-tygodniowego) z 4 poprzednich cykli. Jak widać  w dwu przypadkach był to świetny momentem do krótkoterminowych zakupów akcji, a w dwu przypadkach na taki moment trzeba było jeszcze poczekać 12-23 dni.

 

 

Projekcja wartości WIG-u uzyskana poprzez uśrednienie ścieżek WIG-u po szczytach 4 ostatnich cykli 40-tygodniowych (kusi myśl, że w jednym 40-miesięcznym cyklu Kitchina mieszczą się 4 takie cykle) już jest - jak zwykle ostatnio - silniejsza niż faktyczne zachowanie rynku, ale wyraźnie sugeruje, że do września powinna na rynku dominować tendencja wzrostowa:

 

 

 

Ten ostatni wniosek można skonfrontować z zachowaniem giełdy w Portugalii. Moje pierwsze skojarzenie zilustrowałem na poniższym rysunku. Marcowo-czerwcowy - podwójny szczyt na indeksie PSI General wydaje się być kopią tego z okresu październik 2009-styczeń 2010, a obecna sytuacja po wybiciu w dół z tej formacji i spadku o jej rozmiar wydaje się być analogiczna do tej z lutego 2010 (proszę zauważyć, że na pierwszym z powyższych rysunków w lutym 2010 pojawia się podobny do obecnego sygnał na WIG-u 20). Gdyby tę analogię potraktować poważnie, to teraz czekałoby nas ok. 9 tygodni wzrostu (co dałoby szczyt w drugiej połowie września) a następnie jeszcze jedno 3-tygodniowe tąpnięcie kulminujące czymś podobnym do "Flash Crashu" na Wall Street z 6 maja 2010.

 

 

Odpowiednio manipulując różnymi kryteriami próbowałem znaleźć w historii innego indeksu giełdy w Lizbonie - PSI-20 - sytuacje podobne do obecnej. Poniżej rezultat tych usiłowań. Jak widać właściwie 6 z 8 wcześniejszych tego typu sygnałów można potraktować jako zapowiedź bessy na giełdzie portugalskiej. Trzykrotnie - w maju 2000, wrześniu 2007 i lutym 2010 (ta data pojawiła się w poprzednim akapicie) - była to zapowiedź potężnego 2-letniego "rynku niedźwiedzia". Sygnał z sierpnia 2004 również można potraktować jako zapowiedź bessy, tyle że takiej, która - podobnie jak na WIG-u w tamtym okresie - przyjęła postać fali "pędzącej". W dwu przypadkach - maju 1994 i wrześniu 1999 - ówczesne spadki można potraktować jako bessę, tyle że taką, która kończyła się w 1,5-miesiąca po pojawieniu się takiego jak obecny sygnału. Dwóch przypadków - czerwiec 2005 i czerwiec 2013 - nijak nie da się potraktować jako zapowiedzi bessy.

 

 

Warto zauważyć, że sygnały z 1994, 2000 i 2007 roku można ładnie uzgodnić ze schematem cyklu 6,(66)-letniego, o którym pisałem w poprzednim tygodniu. Osobiście jestem przekonany, że analogie obecnej sytuacji z tymi z lat 2000 i 2007 są błędne (jest mało prawdopodobne, że trzeci raz z rzędu faza spadkowa tego cyklu przyjmie postać potężnej 2-letniej bessy). Za bardziej właściwe uważam analogie z 1994 rokiem (podkreślane przez identyczną co obecna pozycję rynku akcji w ramach 4-letniego cyklu prezydenckiego i 10-letniego "decennial pattern" i z 1987 rokiem (niestety z braku danych nie wiem jak się wtedy zachowywał rynek akcji w Lizbonie). W wersji z 1994 roku przez następne 5-kwartałów na rynku nie wydarzy się nic godnego uwagi, a potem nadejdzie potężna fala hossy (dobrym pretekstem byłoby wdrażanie w strefie euro jakieś formy unii fiskalnej, która usunęłaby obecne wady unii monetarnej).

Portugalski rynek akcji mocno ucierpiał, ale na razie zachowanie zarówno tamtejszego rynku obligacji:

 

 

... jak i rynku CDS-ów:

 

 

 ... nie świadczyło o jakieś szczególnej powadze obecnej sytuacji.

Również koniunktura gospodarcza w tym kraju wydawała się całkiem przyzwoita jeszcze w czerwcu, co jednak oczywiście raczej nie może być poważnym argumentem za niemożnością bessy (niejako z definicja bessa zaczyna się, gdy koniunktura gospodarcza jest bardzo dobra):

 

15:23, bialek.wojciech
Link Komentarze (860) »
czwartek, 10 lipca 2014

Obserwacja zawarta w poprzednim wpisie na blogu prowadziła do wielce optymistycznych wniosków co do losów cen akcji w USA w najbliższym czasie (poważniejszego tąpnięcia w tym roku nie powinno być, a silna hossa poprzedzająca ostateczne załamanie powinna potrwa do okolic 2017 roku). Dziś chciałbym zwrócić uwagę na zależność o generalnie przeciwnej wymowie.

Już dawno temu obserwatorzy polskiego rynku akcji zwróci uwagę na to, że kluczowe szczyty cen akcji minionych 23 lat pojawiły się w 6-7-letnich odstępach. Chodzi oczywiście o szczyty indeksu z marca 1994, marca 2000 i lipca 2007, po których następowały potężne załamania cen akcji. Łatwo było wyliczyć, że jeśli ta cykliczność miałaby zostać zachowana, to następnego szczytu cen akcji tej klasy należałoby oczekiwać w okolicach marca tego roku. Oczywiście określenie "w okolicach" trzeba rozumieć elastycznie, w końcu jeden cykl miał równe 6 lat (co sugerowałoby szczyt WIG-u w lipcu 2013, a drugi 7 lat i 4 miesiące, co daje maksimum indeksu w listopadzie tego roku)

  

 

Powyższą obserwację można było oczywiście zlekceważyć jako efekt złudzenia, wynikającego z wrodzonej ludziom tendencji do poszukiwania wzorców nawet tam, gdzie ich nie ma, ale można wskazać dwa powody by tak nie czynić. Po pierwsze średnia odległość pomiędzy wspomnianymi kluczowymi maksimami WIG-u to 6 lat i 8 miesięcy, czyli dokładnie dwukrotność średniego czasu trwania podstawowego cyklu gospodarczego - cyklu wykorzystania istniejących mocy produkcyjnych - czyli cyklu Kitchina. To nie wydaje się być przypadek. Ponieważ taki podwójny Kitchin to 6 lat i 8 miesięcy czyli 6 lat i 2/3 roku, a ułamek 2/3 to w zapisie dziesiętnym 0,(66), więc cyklowi temu nadałem demoniczną nazwę cyklu "6,(66)".

Po dodaniu do tego dosyć zdroworozsądkowej tendencji postulowanej przez teorię Elliotta określanej jako "zasada zmienności korekt", otrzymujemy koncepcję dużego krachu giełdowego rozgrywającego się co drugi cykl czyli w tym przypadku średnio co 6 lat i 8 miesięcy (dla odmiany co druga bessa związana z cyklem Kitchina w gospodarce miałaby relatywnie łagodny charakter).

Ta koncepcja stała po części za moją prognozą sprzed prawie 3 lat, która zakładała, że bessa z lat 2011-2012 będzie miała relatywnie łagodny przebieg (co się potwierdziło), a dopiero bessa oczekiwana w latach 2014-15 znowu okaże się podobna do załamań z lat 1994-1995, 2000-2001 czy 2007-09:

 

 

Drugi powód by tej domniemanej cykliczności szczytów cen akcji nie lekceważyć, to  fakt, że można ją znaleźć również na amerykańskim rynku akcji:

 

 

Co prawda średnia odległość pomiędzy 7 szczytami S&P 500 od lutego 1962, to nie moje 6,(66) roku, ale 6,9, ale myślę, że można to zwalić na niestaranność Amerykanów. Przyjęcie tej wydłużonej długości cyklu daje wrzesień tego roku jako orientacyjną datę szczytu. Oczywiście i tutaj należy pamiętać, że w praktyce długość poszczególny cykli była zmienna i wynosiła kolejno 83, 95, 81, 77, 74 i 91 miesięcy.

Jeśli przyjmiemy, że oba cykle szczytów cen akcji i ten obserwowany na GPW i ten widziany na wykresie S&P 500 to to samo zjawisko, to zobaczymy, że cykl 6,(66) nieco traci na swej demoniczności. O ile bowiem na GPW związane z tym cykle szczyty z marca 1994, marca 2000 i lipca 2007 zawsze poprzedzały silne załamanie wartości indeksu o przynajmniej 50 proc., o tyle w przypadku rynku amerykańskiego wcale tak nie było. Na 7 "rynków niedźwiedzia" związanych z tym cyklem 3 rzeczywiście były głębokich i długich (1973-1974, 2000-2002 i 2007-2009), ale pozostałe były albo krótkie (np. 2 miesiące pomiedzy sierpniem a październikiem 1987 roku), albo płytkie (np. 1994 roku).

Ponieważ cykl 6,(66) czyli podwójny cykl Kitchina ma średnio 80 miesięcy, to będzie synchronizował się ze 120-miesięcznym "wzorcem dekadowym" i 48-miesięcznym cyklem prezydenckim co 20 lat (240 miesięcy). 20 lat temu mieliśmy oczywiście 1994 rok (wtedy też tak jak teraz w 2 lata po kryzysie finansowych w Europie FED zaczynał zaostrzać politykę pieniężną), co można potraktować jako argument za tezą, że obecny rok będzie na Wall Street podobny właśnie do 1994-tego (rynki "wschodzące" rosły wtedy do września, a potem do marca 1995 straciły ponad 20 proc.).

Porównanie ścieżki S&P 500 od poprzedniego szczytu cyklu z października 2007 prowadzi do wniosku, że ostatni cykl nie wyróżniał się raczej in plus na tle 6 poprzednich. Indeks był ostatnio zaledwie 26 proc. powyżej szczyty z 2007 roku - jedynie 2 cykle były wyraźnie słabsze.

 

 

Uśrednienie tych 6 historycznych ścieżek S&P 500 po szczytach z 1966, 1973, 1980, 1987, 1994 i 2000 roku i porównanie takiej projekcji do faktycznej ścieżki od szczytu z 2007 roku prowadzi do wniosku, że następnego szczytu cyklu 6,(66) należ spodziewać się za tydzień. Innymi słowy ktoś, kto w ostatnich latach kupował a potem trzymał amerykańskie akcje zakładając, że wszystko rozegra się w typowy sposób i następny szczyt wypadnie dopiero niecałe 7 lat po tym z października 2007 roku powinien za tydzień pozbyć się tych akcji.

 

 

Jak pogodzić wyraźną sprzeczność pomiędzy wnioskami sprzed tygodnia, a tymi opisanymi powyżej? No cóż uwzględnianie w realnym portfelu sprzecznych sygnałów nie jest łatwa. Oczywiście można arbitralnie jeden z sygnałów uznać za prawdziwy a drugi za błędny. Ja jednak wolę ostrożniejsze podejście. Jeśli wyobrazimy sobie przyporządkowanie poszczególnych części portfela różnym w miarę wiarygodnym (przynajmniej dla nas) narzędziom, to po prostu część związana z sygnałem opisanym tydzień temu będzie raczej wypełniona amerykańskimi akcjami przez następne ok. 3 lata, a część związana z cyklem 6,(66) raczej pusta mniej więcej do wiosny 2016.  

Można to sobie wyobrazić jako uczestnictwo w rozgrywanych równocześnie wielu partiach - tam gdzie wydaje nam się, że mamy dobre karty przystępujemy do gry, tam gdzie w naszej ocenie karty są słabe mówimy pas. Oczywiście zdarzą się rozdania, w których zdecydowana większość stosowanych przez nas narzędzi oceny perspektyw rynku pokaże to samo i wtedy będzie można zaryzykować zdecydowane obstawienie jednego scenariusza, ale raczej nie będzie tak zawsze.

 

15:50, bialek.wojciech
Link Komentarze (250) »
czwartek, 03 lipca 2014

Jedną z charakterystycznych cech rozgrywającej się na amerykańskim rynku akcji w ostatnich latach hossy była "uporczywość" wzrostów. Przyjmijmy za miarę tej uporczywości liczbę wzrostowych miesięcy S&P 500 w danym przedziale czasu. Zacznijmy od końca września 2011, czyli najniższego miesięcznego zamknięcia S&P 500 po ostatnim wartym zapamiętania okresie spadków cen akcji na Wall Street. Od tamtej pory do końca czerwca upłynęły 33 miesiące, z których 25 było dla S&P 500 wzrostowych. Sprawdźmy sobie, kiedy w przeszłości mieliśmy do czynienia na amerykańskim rynku akcji z podobnymi 33-miesięcznymi okresami zawierającymi przynajmniej 25 wzrostowych miesięcy. Okazuje się, że w okresie minionych ponad 140 lat z taką sytuacją mieliśmy wcześniej do czynienia jedynie dwukrotnie: analogiczne do tego z końca czerwca tego roku sygnały pojawiały się na koniec czerwca 1927 i na koniec listopada 1996:

 

 

Synchronizacja obecnej sytuacji z tymi dwoma epizodami z lat 90-tych i lat 20-tych daje poniższy rezultat:

 

 

Zadajmy teraz podobne pytanie, ale dotyczące okresu od końca lutego 2009, czyli od najniższego miesięcznego zamknięcia S&P 500 bessy z lat 2007-2009. Od tamtej pory minęły 64 miesiące, z których 45 było na S&P 500 wzrostowych. Okazuje się, że również to kryterium było spełnione w przeszłości jedynie podczas "rynków byka" lat 20-tych i 90-tych minionego stulenia. Tu sygnały pojawiały się na koniec grudnia 1926 i na koniec stycznia 1996:

 

 

 

A tak wygląda porównanie ścieżki S&P 500 z ostatnich lat z tymi wokół grudnia 1926 i stycznia 1996: 

 

 

 

Gdyby uzyskane analogie sytuacji na amerykańskim rynku akcji z obecnej dekady z tym co działo się na Wall Street w latach 20-tych i 90-tych XX wieku potraktować poważnie, to otrzymalibyśmy dwa wnioski. Po pierwsze po takim pokazie siły hossy wzrosty S&P 500 były kontynuowane przez następne przynajmniej 2 lata i 2 miesiące, a S&P 500 podwajał swoją wartość. Po drugie po takim wzroście nadchodziło poważne załamania redukujące wartość indeksu o połowę (2000-2002) lub 90 proc. (1929-1932).

Uśrednienie uzyskanych dat końca hossy - sierpnia 2016, lutego 2017, marca 2018 i stycznia 2019 - daje wrzesień 2017 roku.

Mnie oczywiście najbardziej podoba się fakt, że po zastosowaniu opisanej metody pojawiła się analogia "2014=1926", którą zaproponowałem w marcu.

Oczywiście z obserwacji, że rynek akcji w USA w ostatnich latach zachowywał się w sposób podobny do tego, co można było obserwować w latach 20-tych i latach 90-tych minionego stulecia, nie wynika, że tak musi być nadal. Ale jak zawsze w przypadku tego typu analogii można na zakład, że jednak tak będzie, postawić jakąś niewielką część swego przeznaczonego do giełdowej spekulacji kapitału.

Nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie, czy należy to zrobić już teraz (narażając się na możliwą po tak długich wzrostach korektę), czy czekać do końca III kwartału, kiedy to - statystycznie rzecz biorąc - powinny zacząć na rynek działać pozytywne siły związane z cyklem prezydenckim (narażając się na utratę części zysków, jeśli żadnej poważniejszej korekty do tego czasu nie będzie). Osobiście jednak proponuję różne sygnały traktować osobno: na koniec III kw. ktoś, kto będzie chciał zagrać na to, że cykl prezydencki zadziała 21-y raz z rzędu, będzie w amerykańskich akcjach mógł ulokować kolejny niewielki pakiet. I podobnie zrobić na koniec grudnia tego roku, obstawiając dla odmiany to, że rok kończący się 5-tką będzie dla S&P 500 pozytywny po raz 14-ty z rzędu ("decennial pattern").

13:51, bialek.wojciech
Link Komentarze (398) »