Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
wtorek, 30 lipca 2013

BUX stracił w ciągu ostatnich 9 sesji  7,9 proc., co było największym tego typu spadkiem indeksu od 14 miesięcy. Była to reakcja rynku na kolejny pomysł tamtejszego rządu tym razem związany z chęcią ulżenia losu posiadaczy kredytów walutowych. Inwestorzy najwyraźniej uznali, że odbędzie się to kosztem węgierskich banków i zareagowali stosownie. Ponieważ w Polsce w ostatnim okresie można zaobserwować pewne symptomy "madziaryzacji" polityki finansowej naszego rządu, to proponuję dziś zabawić się we wróżby z kursu węgierskiego forinta z nadzieją, że wynikną z nich również jakieś pożyteczne wnioski w odniesieniu do naszego rynku.

Najpierw chciałbym postawić tezę o istnieniu na węgierskim rynku walutowym cykliczności o średnio 32 miesięcznym okresie:

 

 

Jak mam nadzieję widać wyraźnie na powyższym wykresie średnio właśnie co 32 miesiące kurs EUR/HUF ustanawia istotny średnioterminowy szczyt wyznaczający lokalne apogeum wyprzedaży forinta. Z ostatnim takim apogeum paniki na węgierskim rynku walutowym mieliśmy do czynienia 4 stycznia 2012 roku. Ówczesny dołek kursu forinta wypadł w szczycie ówczesnym "eurogeddonicznych" lęków. Wcześniejszy dołek z 5 marca 2009, to oczywiście również okolice ówczesnego globalnego maksimum obaw przed rozpadem światowego systemu finansowego zainicjowanych upadkiem banku Lehman Brothers we wrześniu 2008.

Niestety na razie nie za bardzo potrafię utożsamić tego domniemanego średnio 32-miesięcznego cyklu widocznego na forincie z żadnym znanych mi cykli gospodarczych czy finansowego.

Nie przejmując się tym jednak zbytnio proponuję zabawić się w porównanie ścieżki EUR/HUF od czasu szczytu ostatniej paniki na węgierskim rynku walutowym z przebiegiem kursu węgierskiej waluty względem euro z poprzednich cykli. Można więc zakładać, że i w obecnym cyklu w apogeum następnej wyprzedaży forinta jego kurs względem euro przekroczy poziom ostatniego szczytu czyli 320.

 

 

Jak widać ścieżka EUR/HUF od stycznia 2012 mieści się od biedy w "historycznej normie" wyznaczonej przed poprzednie cykle, chociaż ostatnio obecna ścieżka forinta bywała nasjłabsza w porównaniu do 4 wcześniejszych cykli. Warto również zauważyć, że w każdym z tych cyklu ścieżka EUR/HUF po apogeum paniki ustanawiała szczyt następnej powyżej punktu startu poprzedniej (powyżej 100)

Uśrednijmy sobie te ścieżki węgierskiej waluty z 4 poprzednich cykli:

 

 

Gdyby forint miał się zachowywać w sposób typowy dla 4 poprzednich cykli, to ostatnie osłabienie powinno okazać się tymczasowe, a fala aprecjacji węgierskiej waluty względem euro powinna sprowadzić EUR/HUF być może nawet poniżej dołka z sierpnia 2012. Nawet gdyby się tak nie stało z powodu działań tamtejszego rzadu, to uzyskany przebieg wykres EUR/HUF z poprzednich cykli sugeruje, że do okolic stycznia przyszłego roku węgierska waluta powinna umacniać się albo w najgorszym przypadku zachowywać stabilnie.

Dosyć jednoznacznie wygląda natomiast późniejsze zachowanie uzyskanej projekcji. Pomiędzy 525-tą a 700-ną sesją od poprzedniego cyklicznego szczytu EUR/HUF forint silnie zniżkuje. W tym czasie wartość projekcji rośnie o 17 proc. W obecnych realiach odpowiadałaby temu silna przecena forinta rozgrywająca się pomiędzy mniej więcej styczniem a mniej więcej wrześniem przyszłego roku.

 

Ze względu na występującą korelację pomiędzy złotym a forintem:

 

 

 

... ewentualne wyjście kursu EUR/HUF na nowe maksima w okolicach września przyszłego roku oznaczałoby duże prawdopodobieństwo wzrostu kursu EUR/PLN powyżej poziomu ze przełomu 2011 i 2012 roku czyli powyżej 4,57.

Niezależnie od wiarygodności uzyskanej projekcji kursu forinta warto zapamiętać orientacyjny przedział czasowy styczeń-wrzesień 2014 jako możliwy termin kolejnego znaczącego wzrostu awersji do ryzyka na globalnym rynku finansowym w trakcie, podczas którego posiadanie zagranicznych walut bedzie jedną z bardziej zyskownych strategii.

Do wyznaczonego powyżej hipotetycznego momentu rozpoczęcie tego okresu zostało nam jeszcze mniej więcej pół roku.

 

16:53, bialek.wojciech
Link Komentarze (628) »
czwartek, 18 lipca 2013

Złagodzenie tonu retoryki Bena Bernanke, do którego doszło ponad tydzień temu miało wśród swych powodów prawdopodobnie dwa zjawiska, które mogliśmy na rynkach obserwować w ostatnich tygodniach. Pierwszym z nich był jeden z 8-iu największych w minionym ćwierćwieczu (w ujęciu punktowym, bo w procentowym był największy w historii) 2-miesięczny skok w górę rentowności amerykańskich obligacji skarbowych, do którego doszło pomiędzy początkiem maja a początkiem lipca (ostrzeżenie, które sformułowałem 11 kwietnia "Mane tekel fares dla rynków obligacji" okazało się jak widać bardzo na czasie). To de facto zaostrzenie polityki pieniężnej w USA, którego dokonał rynek obligacji skarbowych w reakcji na zapowiedź FED zakończenia skupu aktywów, było na tyle gwałtowne, że z pewnością musiało przestraszyć członków FOMC i skłonić do - przynajmniej tymczasowego - złagodzenia tonu.

Drugim sygnałem, który mógł być dla FED sygnałem, że z zaostrzaniem polityki pieniężnej nie trzeba sie spieszyć, był największy od niepamiętnych czasów kwartalny spadek ceny (w USD) złota (-22,8 proc. w II kw. tego roku). Złoto to swego rodzaju "anty-dolar" i  z tego względu ważny dla FED-u wskaźnik zaufania do amerykańskiej waluty. Jego rekordowy spadek był dla FED-u zapewne sygnałem, że rynek - pomimo lat "druku pieniądza" - najmniej spośród wszystkich potencjalnych zagrożeń boi się groźby wzrostu inflacji.

Proponuję przyjrzeć się dziś, co działo się na rynku metali szlachetnych po porównywalnych spadkach cen w przeszłości. Dla złota można wskazać dwa prawie tak duże jak ten z II kw. kwartalne załamania ceny złota o 20 proc. w I kw. 1982 i o 18,9 proc. z III kw. 1973:

 

 

Próba synchronizacji obecnej sytuacji z tymi z 1982 i 1973 roku prowadzi do wniosku, że złoto należy kupić za niecałe 3 miesiące po jeszcze jednej fali spadkowej:

 

 

Analogia ze spadkiem z III kw. 1973 jest mocną wątpliwa, bo ówczesna gwałtowna zniżka ceny złota była jedynie korektą w obrębie silnego trendu wzrostowego. Ale zachowanie złota w okresie minionych kilku lat i na przełomie lat 70-tych i 80-tych jest jak najbardziej podobne, więc analogia z 1982 rokiem zdaje się mieć znacznie więcej sensu. Jej zastosowanie do obecnej sytuacji prowadzi do wniosku, że złoto ustanowił ważny dołek za mniej więcej 55 sesji (początek października) w okolicach poziomu 1141 USD (11,3 proc. poniżej obecnych poziomów), a następne wejdzie w bardzo silny trend wzrostowy trwający następne ok. 8 miesięcy (mniej więcej do połowy 2014 roku):

 

 

Z równie silnym załamaniem cen mieliśmy do czynienia w ostatnich okresie na rynku srebra. Kryterium "cena srebra na prawie 3-letnim minimum ponad 60 proc. poniżej poziomu 3,5-letniego maksimum" spełnione było jedynie 4-krotnie w historii minionych przynajmniej 66 lat: ostatnio oraz w marcu 1982, marcu 1986 oraz w październiku 1990:

 

 

Wszystkie te przypadki wyglądają bardzo podobnie i ich porównanie prowadzi do wniosku, że za niecałe 4 miesiące oszacowane na podstawie historii średnioterminowe ryzyko zakupu srebra spadnie do "zera":

 

 

Uśrednienie trzech historycznych ścieżek ceny srebra wokół analogicznych sygnałów z przeszłości daje następujący rezultat:

 

 

Uzyskana "projekcja" ceny srebra osiąga minimum w pierwszej połowie października w okolicach poziomu 15,80 USD, a potem rośnie w ciągu niecałego roku o 78 proc. (do poziomu 28,2 USD).

Metoda, która posłużyła do uzyskania powyższych projekcji ceny złota i srebra - wnioskowanie na podstawie nielicznych precedensów historycznych - nie jest oczywiście zbyt wiarygodna. Ale warto zapamiętać ten wniosek - start na początku jesieni silnej trwającej 3-4 kwartały korekcyjnej zwyżki cen metali szlachetnych  - bo być może ceny złota i srebra w ciągu najbliższych 3 miesięcy rzeczywiscie będą trzymały się przedstawionych ścieżek, a w tym czasie pojawią się jakieś dodatkowe przesłanki przemawiające za nadejściem takiego inflacyjnego impulsu.

Na marcowej konferencji Fund Forum organizowanej przez Analizy Online przedstawiłem poniższą prognozę zachowania złotowych cen surowców (GSCI w PLN):

 

 

Ta prognoza sprzed 4 miesięcy również zakładała wczesnojesienny start ożywienia na rynku surowców, więc uzyskane powyżej projekcje cen złota i srebra jak najbardziej do tej koncepcji pasują.

18:22, bialek.wojciech
Link Komentarze (501) »
środa, 10 lipca 2013

Nasz kraju już bywał "drugim Kuwejtem" (gdy w 1981 roku trysnęła nam ropa w Karlinie), "drugą Japonią" (w latach 80-tych) i "drugą Irlandią" (przed wyborami w 2007 roku). Ostatnie tego typu porównania do "druga Norwegia" czy "drugie Węgry". Dziś proponuję zastanowić się na losami koniunktury giełdowej w naszym kraju w przypadku, gdyby jednak Polska miała okazać się "drugą Grecją (Portugalią, Hiszpanią)". Ostatni pomysł rządu likwidacji oszczędności emerytalnych zgromadzonych w OFE z pewnością może kojarzyć się z działaniami polityków Grecji, które z czasem popchnęły ten kraj do katastrofy z lat 2007-2012. Porównania Polski do grupy krajów określanych złośliwie jako PIGS jest o tyle zasadne, że w globalnym rankingu międzynarodowej pozycji inwestycyjnej netto pokazującym relację różnicy pomiędzy zagranicznymi aktywami i zobowiązaniami danego kraju w stosunku do PKB nasz kraj znajduje się w ścisłej czołówce:

  

 

CountryDateGDPDateNIIPDateNIIP in % GDP
 Portugal 2009 168.586 bil. [87] 2009 -184.017 bil. [88] 2012 2997883500000000000−116.5[15]
 Greece 2012 193.749 bil. [83] 2012 -210.262 bil. [84] 2012 2997885900000000000−114.1[15]
 Hungary 2012 - 2012 - 2012 2997896800000000000−103.2[15]
 Ireland 2009 160.596 bil. [85] 2009 -157.075 bil. [86] 2012 2998042000000000000−95.8[15]
 Spain 2010 1062.591 bil. [78] 2010 -925.600 bil. [79] 2012 2998070000000000000−93[15][80]
 New Zealand 2009 185.850 bil. NZ$[81] 2009 -167.517 bil. NZ$[82] 2009 2998099000000000000−90.1
 Cyprus 2012 17,979.3 bil. [83] 2012 -15.683 bil. [89] 2012 2998122999999999999−87.7[15]
 Bulgaria 2012 - 2012 - 2012 2998192000000000000−80.8[15]
 Poland 2010 1412.784 bil. zl[70] 2010 -890.652 bil. zl[71] 2012 2998343009999900000−65.7[15]

 

Polska znajduje się tu na 9-tym miejscu. Wśród 8-miu krajów, które nas pod tym względem wyprzedzają, jest Portugalia, Grecja,  Irlandia, Hiszpania oraz Cypr, gdzie doszło w ostatnich latach do prawdziwych katastrof gospodarczych oraz Węgry również kojarzone z kryzysem finansowym.

Kwestia likwidacji OFE ma tu o tyle duże znaczenie, że fundusze emerytalne generowały w ostatnich latach stabilny popyt na dług publiczny zmniejszając tym samym uzależnienie od zagranicznego kapitału a utrzymanie tej sytuacji w dłuższym horyzoncie wprowadziłoby Polskę do grupy państw "poważnych", to znaczy takich, które będąc zadłużone głównie w stosunku do własnych obywateli są relatywnie niezależne w kwestiach finansowych od zagranicznych pożyczkodawców i inwestorów. Po likwidacji OFE rząd będzie musiał za jakiś czas pożyczać zagranicą pieniądze na wypłatę ZUS-owskich emerytur. Będzie to o tyle utrudnione, że z racji nieubłaganych procesów demograficznych w przyszłości liczba ludzi starszych znacząco wzrośnie w stosunku do liczby ludzi w wieku produkcyjnym. Wypłata nawet głodowych emerytur będzie możliwa tylko przy jeszcze większym niż obecnie opodatkowaniu pracy w naszym kraju. Jest jasne, że młodzi ludzie zareagują na dalszy wzrost składek ZUS i podatków potrzebnych do łatania deficytu ZUS emigracją do krajów zdolnych - dzięki byciu atrakcyjnym dla imigrantów - do trzymania zdrowszej struktury demograficznej (już to robią). Oczywiście w takiej sytuacji utrzymanie zdolności rządu do pożyczenia zagranicą funduszy na bieżące wypłaty emerytur będzie możliwe tylko po zaoferowaniu pożyczkodawcom bardzo atrakcyjnych warunków w postaci np. wysokich stóp procentowych i niskiego kursu złotego. Albo - jak w przypadku krajów PIGS - po całkowitym wyzbyciu się kontroli nad finansami publicznymi.

W celu porównania koniunktury giełdowej w Polsce do tej w Grecji, Portugalii i Hiszpanii z czasów, kiedy kraje to dopiero wkraczały na ścieżkę wiodącą ku przepaści proponuję wykonanie synchronizacji ostatniej historii naszego kraju z historią wspomnianej trójki za pomocą porównania dat kluczowych wydarzeń politycznych. Wybrałem daty przejścia od dyktatury do demokracji (pierwsze w pełni demokratyczne wybory do parlamentu po upadku junty wojskowej w Grecji - 1974, w Portugalii - 1975, Hiszpanii - 1977, Polska - 1991), wejścia do EWG/UE (Grecja - 1981, Portugalia i Hiszpania 1986, Polska - 2004) oraz wejścia do NATO (Hiszpania - 1982, Polska -1999). Uzyskane 7 par dat (1974-1991, 1975-1991, 1976-1991, 1981-2004, 1986-2004, 1986-2004, 1982-1999) odległych jest o od siebie średnio o 17,7 lat a mediana tych różnic to równe 17 lat.

Oczywiście precyzyjna odpowiedź na pytanie na ile Polska jest opóźniona w rozwoju społecznym w stosunku do tria Grecja/Portugalia/Hiszpania wymagałoby napisania obszernej pracy naukowej. Dla naszych blogowych potrzeb wniosek, że to opóźnienie wynosi dokładnie połowę długości trwania pokolenia czyli 17 lat, powinno wystarczyć.

A tak wygląda praktyczne zastosowanie otrzymanego wniosku, że nasz kraj jest tam gdzie Grecja/Portugalia/Hiszpania znajdowały się mniej więcej w 1996 roku, w odniesieniu do cen na rynku akcji:

 

 

 

 

 

Jak widać z powyższego ewentualne wkroczenie na "grecką ścieżkę" oznaczałoby WIG mniej więcej na 100 tys. punktów w okolicach 2016 roku i katastrofalne załamanie począwszy od ok. 2024 roku.

Powyższe to w dużej mierze tylko zabawa historią. Faktyczne utrzymanie Polski na takim kursie wymagałoby oczywiście dalszych systematycznych działań ze strony władz naszego kraju. Wymienić należy przede wszystkim dwa kluczowe. Źródłem boomu w krajach PIGS z lat 1996-2000 były "convergence plays" związane z utworzeniem strefy euro, której te kraje miały stać się członkami.

Grecja weszła do strefy euro 1 stycznia 2001 roku. Gdyby nasz kraj miał się ostatecznie stać "drugą Grecją" do Polska powinna stać się członkiem strefy euro mniej więcej 17 lat później czyli w okolicach początku 2018 roku. Nie widać powodów by sądzić, że skutki takiej akcesji byłyby dla naszego kraju inne niż w przypadku Grecji, Portugalii i Hiszpanii: najpierw boom spowodowany zaniżeniem wysokości stóp procentowych i spadkiem ryzyka kursowego, a potem załamanie pod ciężarem góry długów. Na razie mamy tu lekkie opóźnienie, bo wejście naszego kraju do strefy euro oczekiwane jest w 2019 roku:

 

"Polska prawdopodobnie przystąpi do strefy euro w roku 2019, a do europejskiego mechanizmu kursowego ERM-2 wejdzie trzy lata wcześniej, wynika z opublikowanej w piątek ankiety agencji Reuters.

Polska, wstępując do Unii Europejskiej, zobowiązała się, że przyjmie wspólną walutę, jednak nie wyznaczyła terminu, kiedy miałoby to nastąpić. Mediana prognoz 23 ekonomistów ankietowanych w dniach 21-22 lutego wskazuje, że najbardziej prawdopodobną datą wejścia Polski do eurolandu jest rok 2019."

 

W takim scenariuszu wisienką na szczycie tortu byłoby oczywiście zorganizowanie w naszym kraju Igrzysk Olimpijskich, które byłyby odpowiednikiem Olimpiady w Atenach z 2004 roku, która zogranizowana została w 3 lata po wejściu Grecji do strefy euro i na 3 latach przed wtórnym szczytem cen akcji poprzedzającym kulminujące w ubiegłym roku załamanie. Jeśli mamy obecnie w Polsce odpowiednik sytuacji, w której Grecja znajdowała się w 1996 roku, to Olimpiada w Polsce powinna odbyć się za ok. 8 lat czyli w okolicach 2021 roku. Na 2011 rok nie planowana jest niestety żadna Olimpiada, ale rok później już tak i tak się dobrze składa, że aż 3/4 Polaków popiera ideę zorganizowania wraz ze Słowacją Zimowej Olimpiady w Zakopanem w 2022 roku:

 

 

 

Warto zauważyć, że w przypadku Grecji, Hiszpanii i Portugali ceny akcji ustanowiły pierwotny szczyt dosyć szybko - już w latach 1999-2000 - natomiast ceny nieruchomości rosły aż do początku 2008 roku. W Hiszpanii ceny nieruchomości wzrosły pomiędzy 1996 a 2008 rokiem 3-krotnie:

 

 

Czy taki wzrost cen nieruchomości byłby możliwy w naszym kraju? Można uznać, że byłby pewny. Po likwidacji OFE z czasem obywatele naszego kraju uświadomiliby sobie, że pozbawieni zostali oszczędności emerytalnych i skazani na zależność od ZUS, który z przyczyn demograficznych będzie mógł wypłacać jedynie de facto głodowe zasiłki emerytalne (lub "godne" emerytury ale dopiero dla 80-latków). Polacy rozpoczęliby wtedy gorączkowe próby zgromadzenia kapitału do wykorzystania po przejściu na emeryturę. Naturalnym wyborem stałyby się tu nieruchomości - drugie i trzecie mieszkania kupowane na kredyt - dające bieżący dochód z wynajmu. Po wejściu Polski do strefy euro naturalnym źródłem finansowania takich zakupów byłby kredyt - tani dzięki niskim stopom ECB. Dalszy ciąg byłby już oczywiście powtórką losu Grecji, Portugalii, Hiszpanii czy Irlandii z lat 2007-2012 w ramach kolejnej fazy spadkowej cyklu inwestycji infrastrukturalnych znanego jako cykl Kuznetsa.

Z pewnością przedstawiona powyżej wizja lasów naszego kraju może być pociągająca dla tej części obywateli Polski, którą można by określić jako bezdzietni kamienicznicy w podeszłym wieku. Dla pozostałych? Trudno powiedzieć.

16:35, bialek.wojciech
Link Komentarze (265) »
środa, 03 lipca 2013

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła dziś stopy procentowe po raz 8-y w obecnym cyklu. Z taką sytuacją mamy do czynienia po raz pierwszy od 13 lat: w okresie 2001-2003 RPP obniżała stopy aż 20-krotnie (8-a obniżka wypadła w kwietniu 2002). W ujęciu procentowym roczny spadek wysokości stopy referencyjnej RPP (-47,4 proc.) również jest największy od 2002 rok (ale to największy w historii minionych kilkunastu lat spadek 8-miesięczny stóp). W ujęciu punktowym spadek stóp o 2,25 pkt. proc., który się dokonał od listopada jest największy od 2009 roku. Środowa obniżka stóp (zdaniem Rady kończąca obecny cykl) jest sygnałem, że inspiracji dla oceny obecnej sytuacji na rynku należy szukać w 2002 roku, co ma sens o tyle, że obecna cykliczna hossa jest na razie silniejsza (nieznacznie) jedynie od tej z lat 2001-2004. W tym ujęciu obecna - w ponad rok po dołku bessy - sytuacja na rynku akcji jest odpowiednikiem tej z października 2002:

 

 

 

Nie "lubię" tego wniosku, bo analogia z 2002 roku pojawia się we wskazaniach innych narzędzi stosunkowo rzadko, a ponadto łamie ona dekadową cykliczność ("decennial pattern"), ale fakt jednoczesnego pojawienia się najsłabszej od 11 lat cyklicznej hossy na rynku akcji i najbardziej od 11 lat uporczywej serii obniżek stóp w wykonaniu RPP nie jest zapewne przypadkiem.

Dla porządku wypada przedstawić uaktualnienie wcześniejszych projekcji WIG-u po pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej, piątej i szóstej w danym cyklu obniżce stopy referencyjnej:

 

 

Jak widać WIG jest ciągle wyżej niż "powinien być" w 8 miesięcy po pierwszej podwyżce stóp. Jednakże w każdej kolejnej projekcji (po drugiej i dalszych obniżkach) rzeczywisty przebieg WIG-u w obecnym cyklu coraz bardziej odstaje in minus od sugerowanego przez uśrednione doświadczenia przeszłości. Porównując indywidualne ścieżki WIG-u z poszczególnych cykli z obecną widać (choć tego już nie pokażę, by nie mnożyć wykresów), że obecna jest dosyć typowa, jeśli uwzględnimy zachowanie po pierwszej obniżce stóp (dwa cykle były mocniejsze - te rozpoczęte w latach 2005 i 2009, dwa słabsze - rozpoczęte w 1998 i 2001 roku). Tak samo to wygląda w przypadku ścieżek po drugiej obniżce stóp. Dla 3-ciej obniżki obecny cykl jest mocniejszy już tylko od jednego z czterech przebiegów, a dla 4-tej, 5-tej i 6-tej obniżki jest najsłabszy z wszystkich 4 ostatnich cykli.

Nie jest jasne jak należy to wszystko interpretować. Najwyższy współczynnik korelacji pomiędzy zmianami stóp procentowych a roczną dynamiką WIG-u pojawia się przy wyprzedzeniu ze strony stóp RPP wynoszącym średnio ok. 8,5 miesiąca:

 

 

 

 

Jak widać zmiana roczna WIG-u jakoś specjalnie nie odstaje od tego, czego moglibyśmy oczekiwać na podstawie tej zależności. RPP jeszcze w maju 2012 podnosiła stopy, a zaczęła je obniżać dopiero w listopadzie ub. r., czyli 8 miesięcy temu. Z tego wynika, że do I kw. WIG znajdował się jeszcze pod negatywnym wpływem podwyżek stóp z ubiegłego roku, a pozytywny wpływ najdłuższej od 11 lat serii obniżek stóp powinien zacząć się stopniowo ujawniać - jeśli w obecnym cyklu opóźnienie transmisji impulsu monetarnego okaże się typowe - dopiero począwszy od III kw. tego roku.

Z powyższego względu proponuję nie przejmować się za bardzo tym, że WIG mocno pozostał w tyle w stosunku do najnowszych projekcji, gdyż wydaje się, że na razie nie mogły one - ze względu na występujące opóźnienia - faktycznie wpłynąć na zachowanie rynku akcji. Oczywiście założenie, że obecny cykl - pomimo ciosów, które na rynek spadają raz z jednej raz z drugiej strony (Cypr, krach na rynku metali szlachetnych, FED, załamywanie się indeksów giełdowych na niektórych ważnych rynkach "wschodzących", zamach na OFE) - okaże się jednak typowy, wymaga wykonania ryzykownego "leap of faith". O tym, czy zakończy się on w miarę miękkim lądowaniem, czy też nie, zadecyduje zapewne zdolność globalnego rynku do kontynuowania obecnej  - rozpoczętej w październiku 2011 - cyklicznej hossy. Na razie ostatni wzrost wartości indeksu MSCI Emerging Markets wygenerował sygnał, który w okresie minionych 4 lat 4-krotnie wyznaczał początek krótkoterminowych zwyżek cen na rynkach wschodzących.

 

 

Być może i obecnie będzie podobnie. Nie można wykluczyć, że impulsem, który ożywi rynki "wschodzące" będzie - związany zapewne z nawrotem niepokojów politycznych w Egipcie - ostatni wzrost ceny ropy naftowej (WTI) do najwyższego od roku poziomu.

18:06, bialek.wojciech
Link Komentarze (219) »