Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
|
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 30 czerwca 2016

W trakcie pierwszych dwu sesji po brytyjskim referendum FTSE 250 stracił 13,6 proc. Był to największy 2-dniowy spadek tego indeksu od czasu krachu z października 1987 roku. 29 lat temu po takiej 2-dniowej wyprzedaży 19 i 20 października (-18,9 proc.) indeks odbił się w górę na kolejnej sesji, a potem spadał przez następne 20 dni tracąc kolejne 27,9 proc. Dopiero wtedy ustanowiony został dołek, który nie został pobity do dziś. 

 

 

To skojarzenie byłoby bardzo niepokojące w krótkoterminowej perspktywie, gdyby nie to, że inny indeks giełdy londyńskiej - FTSE 100 - który spadł w piątek i poniedziałek jedynie o 5,6 proc., czyli mniej niż podczas 2 sesji 21 i 24 sierpnia ub. r. (-7,4 proc.) - już w środę znalazł się na najwyższym poziomie od ponad 2 miesięcy. 

 

 

To nie jest typowe zachowanie rynku w trakcie krachu. Raczej wprost przeciwnie. Na wykresie FTSE 100 można dopatrzyć się kształtującego się prawego ramienia formacji odwróconej głowy z ramionami. 

Jeśli chodzi o kurs funta względem euro to na razie porusza się on zgodnie z opartym na doświadczeniach z września 1992 roku scenariuszem zaproponowanym przed tygodniem:

 

 

DAX spadł w 2 sesje najbardziej od 15-16 października 2008 roku, ale jego zachowanie można uznać za mieszczące się w ramach wzorca z 1992 roku:

 


 

S&P 500 najpierw spadł o 5,3 proc., a potem wzrósł o 3,5. Ostatni raz takie yo-yo zdarzyło się w sierpniu ub. r. sygnalizując minięcie dołka cyklu 20-tygodniowego. Wtedy z zakupami należał się wstrzymać miesiąc i jeden dzień do czasu testu sierpniowego dołka. 

 


Piątkowa – pobrexitowa - sesja na GPW rozpoczęła się potężnym spadkiem wartości WIG-u 20. W pewnym momencie indeks znalazł się nawet poniżej poziomu styczniowego dołka. Zamknięcie piątkowej sesji nastąpiło jednak znacznie wyżej – ponad 7 proc. powyżej minimum sesji. W okresie minionych 16 lat tylko 2 razy mieliśmy na WIG-u 20 do czynienia z podobnym zjawiskiem. Tak wysoka biała świeca pojawiła się 24 listopada 2008 oraz 11 sierpnia 2011. Pierwszy przypadek był o tyle odmienny od obecnego, że wtedy cała sesja była wzrostowa. W drugim przypadku – tak jak w piątek – sesja zaczęła się od silnego spadku. W 2008 roku po takim sygnale WIG-20 rósł przez 43 dni o 11,6 proc., zaś w 2011 roku przez 20 dni o 6,9 proc. W 7,5 roku temu ostateczny dołek spadków ustanowiony został niecałe 3 miesiące po omawianym sygnale, zaś 7 lata temu 1,5 miesiąca później.  

 

 

Scalenie tych różnych sygnałów w spójny scenariusz dla rynku na najbliższe miesiące nie jest łatwe, ale biorąc po uwagę bardzo mocne w ostatnich dniach zachowanie rynków "wschodzących" sądzę, że dołek cyklu 20-tygodniowego o charakterze zbliżonym do tych z sierpnia ub. r. i stycznia tego roku już został na naszym rynku ustanowiony, chociaż na najsłabszych rynkach strefy euro prawdopodobny jest w lipcu test ostatnich minimów (patrz wrzesień 2015 i luty 2016).

14:06, bialek.wojciech
Link Komentarze (812) »
wtorek, 21 czerwca 2016

Od półwiecza - od czasu upadku systemu z Bretton Woods - kurs brytyjskiego funta względem dolara porusza się w obrębie w miarę regularnego 8-letniego cyklu. 

 

 

Ten cykl to połowa cyklu Kuznetsa, ale ponieważ wydaje się to być bardzo ważna kwestia, to napiszę o niej szerzej przy jednej z następnych okazji. 

Zaczepiona w dołku ze stycznia 2009 roku projekcja kursu USD/GBP uzyskana przez uśrednienie przebiegu 4 poprzednich cykli sugeruje szczyt w maju przyszłego roku w okolicach 0,75 za dolara. 

 

 

Oczywiście ewentualne osłabienie funta po ewentualnej (niewiążącej z prawnego punktu widzenia) decyzji brytyjskiego ludu pracującego miast i wsi o opuszczeniu przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej pasowałoby do tego cyklicznego schematu dosyć dobrze. 

Gdyby cykl ten miał okazać się regularnie 8-letni, to minimum funta względem dolara (szczyt USD/GBP) powinno wypaść na początku 2017 roku w 8 lat po dołku funta z 23 stycznia 2009 roku. Można też odkładać 16 lat od szczytu USD/GBP z 11 czerwca 2000 roku, czy 24 lata od dołka funta z 15 lutego 1993 roku. 

Ta ostatnia data jest interesująca, bo wypada w 5 miesięcy po poprzednim Brexicie, który miał miejsce 16 września 1992 roku, kiedy to rząd Wielkiej Brytanii podjął decyzję o opuszczeniu przez brytyjską walutę "węża walutowego" EMR (European Exchange Rate Mechanizm). W ramach tego poprzednika euro waluty krajów będących członkami Europejskiego Systemu Walutowego mogły wahać się w przedziale +/-2,25 proc. wokół ustalonego kursu parytetowego. W tamtym okresie Niemcy przyciągając kapitał potrzebny do sfinansowania przejęcia NRD podniosły stopy prawie do poziomu 10 proc. Brytyjczycy nie byli wstanie lub też nie chcieli zrobić tego samego i zdecydowali się na wyjście z EMR skutkujące dewaluacja funta. Przecena brytyjskiej waluty trwała przez następne 5 miesięcy (kurs stracił wobec odpowiednika euro niecałe 13 proc.). 

 

 

FTSE reagując pozytywnie na dewaluację krajowej waluty zaczął od razu zwyżkować i kontynuował hossę przez następne 17 miesięcy,...

 

 

 ... zaś niemiecki DAX z tego samego powodu stracił 10,4 proc. w ciągu 20 dni. W ciągu tego czasu straty poniesione przez niemieckich eksporterów zostały uwzględnione w cenach akcji i DAX już nigdy później nie był niżej.

Porównanie ścieżek DAX-a ostatnio i 24 lata temu zsynchronizowanych na 3 dni przed decyzją o Brexicie (tą faktyczną z 16 września 1992 i tą możliwą w czwartek) przedstawiono na poniższym obrazku. 


 

Pomysły typu kupowanie złota zupełnie wtedy nie wypaliły. Cena tego kruszcu wystrzeliła w górę dopiero pół roku później, gdy dolar przestał się umacniać względem funta w ramach wspomnianego na początku 8-letniego cyklu (patrz dołki złota z lutego 1985 i marca 1993). 

 


 

Oczywiście można z różnych powodów kwestionować zasadność przedstawionej analogii pomiędzy obecną sytuacją a zachowaniem rynków w trakcie kryzysu Europejskiego Systemu Walutowego sprzed 24 lat. Z drugiej strony, jeśli ktoś nie ma lepszych pomysłów, to doświadczenia po Brexicie z września 1992 roku można potraktować jako orientacyjną wskazówkę co do zachowania kursu funta i indeksów giełdowych po ewentualnym Brexicie z 2016 roku. 

Podsumowując: na podstawie doświadczeń z 1992 roku, gdy brytyjski rząd podjął decyzję o wycofania funta z Europejskiego Systemu Walutowego, w przypadku czwartkowej decyzji o opuszczeniu przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej można spodziewać się trwającego ok. 5 miesięcy osłabienia funta względem euro o ok. 13 proc., pozytywnej reakcji brytyjskiego rynku akcji na taką dewaluację krajowej waluty oraz trwającego ok. 20 dni spadku DAX-a o ok. 10 proc. Logicznie rzecz biorąc w przypadku decyzji o pozostaniu Wielkiej Brytanii w UE można by oczekiwać odwrotnych trendów (mocnego funta i DAX-a i krótkoterminowego osłabienia FTSE). 


 

15:51, bialek.wojciech
Link Komentarze (282) »
czwartek, 16 czerwca 2016

4 tygodnie temu zastanawiając się nad terminem następnego lokalnego minimum cen akcji związanego z cyklem 20-tygodniowym otrzymywałem generalnie daty wypadające w czerwcu ("Byle do Euro?"). W ostatnich dniach seria sondaży sugerujących rosnącą przewagę zwolenników opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej uruchomiła falę ucieczki od ryzyka na rynkach światowych. O konsekwencjach ewentualnego Brexitu postaram się napisać w przyszłym tygodniu jeszcze przed czwartkowym referendum, a dziś proponuję przyjrzeć się sygnałom wygenerowanym przez rynek w ostatnich dniach. 

Jednym z nich był trwający do wtorku 5-sesyjny spadek DAX-a o 7,5 proc. połączony ze spadkiem indeksu do najniższego poziomu od 3 miesięcy. Podobne sygnały pojawiły się na DAX-ie 10 miesięcy temu 21 sierpnia 2015 oraz 5 miesięcy temu 8 stycznia. 

 

 

Ścieżki indeksu po oby sygnałach były bardzo podobne:

 

 

W oby przypadkach po ustanowieniu pierwotnego dna takiej fali mini-paniki przychodziła korekta wzrostowa kończąca się na 13-sesji po sygnale (w obecnych realiach byłyby to okolice pierwszej sesji lipca), a potem rozpoczynała się wtórna zniżka kulminująca w obu przypadkach na 24 sesji po sygnale (w obecnych realiach byłyby to okolice 24 lipca). Potem rozpoczynała się zwyżka trwająca 47-50 sesji, czyli 9-10 tygodni, a w jej trakcie DAX rośnie o 19,2-20,7 proc. 

Drugi ciekawy sygnał pojawił się w czwartek na krajowym rynku. W najnowszym badaniu sentymentu indywidualnych inwestorów INI saldo optymistów i pesymistów spadło do trzeciego najniższego poziomu w 5-letniej historii tego sondażu. 

 

 

Saldo optymistów i pesymistów spadło do poziomu -20,2 pkt. proc. Można to porównać z odczytami na poziomie -22,1 pkt. proc. 21 stycznia 2016 (dzień do dołku WIG-u), -19,8 pkt. proc. 7 czerwca 2012 (2 dni po dołku WIG-u) oraz -21,4 pkt. proc. 24 listopada 2011 (dzień po lokalnym minimum WIG-u, a 26 dni przed ostatecznym dołkiem indeksu). W każdym z tych 3 przypadków WIG był na 53-ciej sesji po sygnale 11,4-13,3 proc. powyżej poziomu notowanego w momencie generowania sygnału.

 


 

Projekcja dla DAX-a uzyskana przez uśrednienie ścieżek indeksu wokół podobnych do wtorkowego sygnałów ze stycznia i sierpnia robi dołek dopiero w okolicach 18 lipca. 

 


 

Tymczasem projekcja wartości WIG-u uzyskana na podstawie 3 opisanych powyżej sygnałów INI robi dołek od razu i rośnie o niecałe 15 proc.

 

 

Czy te na pierwszy rzut oka sprzeczne wnioski da się jakoś pogodzić? Myślę, że tak. I 10 miesięcy temu i 5 miesięcy temu w poprzednich dołkach cyklu 20-tygodniowego. WIG nie potwierdzał już wtórnego dołka DAX-a. Innymi słowy wtórne minima WIG-u we wrześniu i w lutym wypadały już na wyższym poziomie niż dołki pierwotne z sierpnia i stycznia.

 

 

Myślę, że i obecnie powtórka tego schematu jest prawdopodobna, co oznaczałoby, że WIG właśnie robi dołek, którego nie pobije w lipcu natomiast na ostatecznie minimum DAX-a możemy rzeczywiście poczekać do połowy przyszłego miesiąca. Oczywiście istotny wpływ na zachowanie rynków będą miały wydarzenia w Wielkiej Brytanii, ale o tym w następnym wpisie. 

 

Podsumowując: niezależnie od ostatecznego rozstrzygnięcia kwestii Brexitu czwartkowy bardzo niski odczyt sentymentu w sondażu INI otwiera nastawionym kontrariańsko spekulantom drogę do zajmowania na krajowym rynku akcji długich pozycji, które w perspektywie następnych 10-11 tygodni powinny dać zarobić - biorąc WIG jako punkt odniesienia - +11,4-+13,3 proc. 

18:46, bialek.wojciech
Link Komentarze (116) »
czwartek, 09 czerwca 2016

Miałem dziś zacząć poruszać na blogu tematy, które pojawiły się w mojej sobotniej prezentacji  zatytułowanej "Kiedy recesja Janet Yellen?", którą miałem zaszczyt i przyjemność przedstawić w Karpaczu na Konferencji Wall Street po raz 20-ty już zorganizowanej przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, ale do zmiany planów sprowokowała mnie informacja, że Goldman Sachs przedstawił wyniki swego modelu stworzonego w celu przewidzenia wyników Mistrzostw  Europy w piłce nożnej, które w piątek rozpoczną się we Francji. Tak się składa, że całkiem niezależnie też stworzyłem podobny model. Nie za bardzo znam się na piłce nożnej, więc by móc uczestniczyć w prowadzonych przez kolegów "na zakładzie" dyskusjach postanowiłem wspomóc się pomocą komputera. Teraz zaś nadarza się okazja do sportowej rywalizacji z Goldmanem i Sachsem. 

Już pobieżny rzut oka na wyniki modelu GS sugeruje, że zwycięstwo - przynajmniej w fazie grupowej - będzie moje (to znaczy mojego modelu) i przyjdzie łatwo. Według GS 23 z 36 meczy fazy grupowej zakończy się remisami. Jest to oczywiście zupełnie nieprawdopodobne. Podczas 4 ostatnich mistrzostw Europy w fazie grupowej składającej się z 24 meczy remisów było odpowiednio 5, 3, 7 i 4. Uwzględniając większą liczbę drużyn (24-y wobec 16-tu) a zatem i większą liczbę meczów (36 wobec 24) liczba remisów w obecnych mistrzostwach powinna być zbliżona do 7-iu. 

Swój model oparłem na 4 filarach: rankingu UEFA, wartości rynkowej piłkarzy poszczególnych drużyn na rynku transferowym, wynikach eliminacji oraz wynikach meczy sparingowych rozegranych po zakończeniu eliminacjiZ interpretacją rankingu UEFA i rankingu drużyn opartym o wartość rynkową tworzących je piłkarzy nie było problemu. Jeśli chodzi o wyniki eliminacji to jako podstawę to stworzenia rankingu przyjąłem iloczyn liczby zdobytych punktów i salda bramek strzelony i straconych. Wyniki sparingów interpretowałem na trzy różne sposoby: 1) uwzględniłem liczbę zdobytych punktów w przeliczeniu na jeden mecz, 2) dodawałem (za pokonanie danej drużyny) i odejmowałem (za porażkę z nią) punkty liczone jako 204 minus pozycja tej drużyny w rankingu FIFA i 3) szacowałem pozycję danej drużyny na podstawie pozycji w rankingu FIFA drużyn, z którymi rozegrała ona mecze towarzyskie (np. jeśli pokonała 20-tą drużynę z rankingu, to dostawała 10 miejsce, jeśli z nią zremisowała 20-te miejsce, a jeśli przegrała (204-20)/2 miejsce. 

Zastanawiałem się jeszcze nad uwzględnieniem wyników poszczególnych drużyn w meczach o wysoką stawkę (na mistrzostwach Europu i świata), ale ostatecznie z tego zrezygnowałem, by nie premiować dodatkowo faworytów. 

Wyniki czterech uzyskanych w ten sposób sub-rankingów uśredniłem uzyskując ostateczne uszeregowanie szacunkowej siły uczestniczących w Euro 2016 drużyn. W symulowanym bezpośrednim starciu wygrywała oczywiście drużyna stojąca w tym rankingu wyżej, o ile różnica pozycji w rankingu była wystarczająco duża. W przeciwnym wypadku mecz kończył się remisem, a próg ustawiłem tak, by w fazie grupowej pojawiło się tych remisów siedem. 

W przeciwieństwie do modelu analityków Goldman Sachs nie bawiłem się w prognozowanie dokładnych wyników meczów ograniczając się do wskazania zwycięzcy (lub jego braku). 

Oto prognoza wyników meczy grupowych uzyskana w opisany powyżej sposób:


 

Niezależnie od odmiennego podejścia do remisów, wskazania obu modeli, jeśli chodzi o listę drużyn, które mają się zakwalifikować do 1/8 finału, różnią się tylko w jednym puncie: u mnie awansuje (z trzeciego miejsca z 3 punktami Turcja), a u nich Węgry (które u mnie zdobywają jedynie 1 punkt w zremisowanym meczu z Islandią). 

Swoją drogą z mojego modelu wyszło, że do awansu do 1/8 finału wystarczy zdobycie 3 punktów (oczywiście w rzeczywistości może być inaczej). Generalnie oznacza to, że jeśli ktoś ma obawy co do formy polskiej reprezentacji, to powinien cieszyć z każdego remisu w meczach rozgrywanych w innych grupach pomiędzy słabeuszami. 

Prognozowane przez model GS wyniki fazy pucharowej aż do finału Francja-Hiszpania, który wygrywa Francja, widać poniżej:

 

 

Mój model widzi to zaś tak:

 

 

Jeśli chodzi o skład ćwierćfinalistów to u mnie pojawia się Polska (u GS Szwajcaria) i to jest jedyna różnica. Zapewniam, że starałem się świadomie nie przekazywać modelowi żadnych motywowanych nacjonalizmem preferencji. Widać to zresztą, bo w ćwierćfinale Polska reprezentacja jednak przegrywa z obecnymi mistrzami Europy czyli Hiszpanią, obok której do półfinału wchodzą jeszcze Anglia, Francja i Niemcy dokładnie tak jak w według GS. 

Mój model jako zwycięzcę meczu Anglia-Hiszpania widzi Anglię, a model GS Hiszpanię. Co do wyniku półfinału Francja-Niemcy oba modele są zgodne. Oba również wskazują na zwycięstwo gospodarzy w finale. 

Jak widać z powyższego Polsce kibicować do - miejmy nadzieję - ćwierćfinału będę podwójnie, a dodatkowo w fazie grupowej będę trzymał kciuki za Turcję, a w ewentualnym półfinale za Anglię. 

19:09, bialek.wojciech
Link Komentarze (118) »
czwartek, 02 czerwca 2016

Od 20 lat już nawet nie przebieg WIG-u ale wręcz jego nominalna wartość jest zwykle wierną kopią indeksu MSCI Emerging Markets w lokalnych walutach. 

 

 

Oznacza to, że z praktycznego punktu widzenia krajowe wydarzenia można spokojnie ignorować, bo i tak kierunek cen na GPW wyznaczony ostatecznie zostanie przez globalny trend dominujący w uniwersum rynków peryferyjnych. 

Czasami jednak dochodzi do krótkoterminowych odchyleń od globalnego wzorca i z czymś takim mieliśmy do czynienia w okresie minionych 5 sesji, w trakcie których WIG był słabszy od MSCI Emerging Markets Index (w lokalnych walutach) o 5,4 pkt. proc. 

 


 

 

By odkryć, co było przyczyną tego odchylenia się koniunktury na krajowym rynku akcji, wystarczy sprawdzić, kiedy w przeszłości mieliśmy ostatnio do czynienia z podobnymi odchyleniami w dół od globalnego wzorca. Otóż coś takiego zdarzyło się poprzednio dwukrotnie w 2013 roku. Takie sygnały jak środowy pojawiły się 27 czerwca 2013, gdy rząd przedstawił propozycje zmian w OFE oraz 5 września 2013, gdy rząd podjął decyzje o konfiskacie połowy oszczędności emerytalnych obywateli zgromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych. 

 

 

Co ciekawe w obu przypadkach takie wywołane informacjami o zakusach rządu na OFE 5-sesyjne odchylenie WIG-u od MSCI Emerging Markets Index o przynajmniej 5 pkt. proc. pojawiało się dokładnie w dołkach indeksu, po których WIG był wyżej przez następne 2 lata. 

Z podobną sytuacją mamy do czynienia obecnie. Tydzień temu w mediach pojawiły się pogłoski o rozważanej przez rząd nacjonalizacji reszty oszczędności emerytalnych pozostających w OFE w postaci akcji przedsiębiorstw

Jak pokazują przypadki z czerwca i września 2013 (ale też 10 sierpnia 2011 czy września 2009), na krótką metę ostatnią lokalną panikę można traktować jako okazję do spekulacyjnych zakupów polskich akcji (które okażą się zapewne zyskowne, jeśli globalna koniunktura okaże się w najbliższych tygodniach korzystna). 

Na dłuższą metę jak pokazuje przypadek węgierski relatywna słabość rynku akcji po likwidacji funduszy emerytalnych może utrzymywać się przez ponad 4 lata. 

 

 

Gdyby te balony próbne z ostatnich dni się ostatecznie potwierdziły - a przecież "nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niesprawiedliwości, której nie mógłby dopuścić się skądinąd łagodny i liberalny rząd - jeśli zabraknie mu pieniędzy" - to doszłoby do największego od lat 40-tych upaństwowienia udziałów w przedsiębiorstwach na sumę mniej więcej 140 mld złotych. W wielu firmach oznaczałoby to znaczący wzrost wpływów rządu w akcjonariacie, a w licznych  przypadkach po prostu przejęcie przez rząd kontroli nad spółkami.

Wydaje się, że dla akcjonariuszy niektórych prywatnych obecnie spółek wizja przejęcia przez rząd władzy w ich firmach może być mało atrakcyjna i podejmą one jakieś próby obrony przez nacjonalizacją. Taką formą obrony mogłyby być emisje nowych akcji skierowane do prywatnych inwestorów czy też skup akcji, który mógłby paradoksalnie pozytywnie wpływać na kurs zagrożonych niepożądaną nacjonalizacją firm. 

Co ciekawe równolegle z pogłoskami o przejęciu przez rząd drugiej połowy oszczędności emerytalnych zgromadzonych w starych OFE pojawił się pomysł na utworzenie nowych lepszych OFE, które lokowałyby część wynagrodzeń osób pracujących w państwowe inwestycje. Pomysł fajny, tylko jaka jest po ekscesach z ostatnich lat wiarygodność polskiego rządu w kwestii oszczędności emerytalnych?

09:19, bialek.wojciech
Link Komentarze (144) »