Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 26 czerwca 2014

Afery podsłuchowe, z których obecna jest już bodajże 9-tą w naszym kraju w okresie minionych 20 lat, zawsze wywołują znaczny wzrost pobudzenia emocjonalnego wśród polityków i dziennikarzy, ale również wśród aktywnych na rynku inwestorów i spekulantów (przy okazji tu i tu najnowsze nagrania wysokich urzędników państwowych). Z ciekawości postanowiłem sprawdzić, jak ceny akcji na GPW zachowywały się po wybuchach poprzednich afer tego typu. Na poniższym rysunku zaznaczyłem momenty ujawnienia/nagłośnienia kolejnych afer:

 

 

Z kontrariańskiego punktu widzenia polityczne afery powinny być w miarę przyzwoitymi momentami do zakupu akcji. I tak rzeczywiście zwykle jest. Najbardziej zyskowny był zakup polskich akcji w momencie ujawnienia afery Olina (ok. 20 grudnia 1995) - WIG nigdy później nie był już niżej, a w ciągu 10 miesięcy zyskał dwukrotnie na wartości.

+50 proc. w ciągu 10 miesięcy dały zarobić afera Rywina (ok. 7 grudnia 2002) i ta związana z "taśmami prawdy" Renaty Begier (ok. 26 września 2006), chociaż w tym pierwszym przypadku można było po drodze stracić na WIG-u niecałe 7 proc.

Średniakami dającymi zarobić 15-22 proc. były nagrania Oleksy/Gudzowaty (ok. 21 marca 2007), afera hazardowa (ok. 1 października 2009) i ostatnie nagrania Serafin/Sawicki (ok. 16 lipca 2012). W dwu z tych trzech przypadków po drodze do tych zysków można było w przeciągu tygodnia przejściowo stracić 3-3,2 proc.

Właściwie tylko dwie – „afera gruntowa” (ok. 9 lipca 2007) oraz afera posłanki Sawickiej (ok. 1 października 2007) poprzedzały większe spadki cen akcji na GPW, ale przecież trudno uznać, że rozpoczynająca się wtedy największa od pokolenia czy dwóch globalna bessa została przez te wydarzenia spowodowana.

 

 

Jakkolwiek więc trudno przedstawić metodę, która pozwalałaby w miarę jednoznacznie ocenić wpływ afer politycznych na koniunkturę giełdową (nigdy nie da się wyizolować wpływu jednego jedynego czynnika na ceny instrumentu finansowego), to jednak uśrednienie ścieżek WIG-u wokół tych 8 afer przedstawione na poniższym rysunku, które rośnie w ciągu 10 miesięcy od wybuchu afery o +18,7 proc. sugeruje, że nie należy przesadzać z oczekiwaniami co do dramatycznie negatywnego wpływu obecnej afery podsłuchowej na ceny akcji na GPW. Być może ceny akcji spadną w najbliższym czasie, ale jeśli tak to powody ku temu będą zapewne zupełnie inne.

 

 

18:41, bialek.wojciech
Link Komentarze (327) »
piątek, 13 czerwca 2014

W ostatnich dnia w mediach pojawiły się omówienia prognoz zawartych w ostatnim Raporcie Instrumentu Szybkiego Reagowania przygotowywanych przez zespół prof. Jerzego Hausnera sugerujących podwyższone prawdopodobieństwo wystąpienia w okolicach II kw. przyszłego roku recesji w krajowym przemyśle:

 

 

Przestawiona powyżej prognoza oparta na ISR sugeruje osiągnięcie szczytu trwającego od przełomu lat 2012 i 2013 ożywienia gospodarczego już w okolicach połowy tego roku. To podobny wniosek jak ten, który można wyciągnąć z zachowania takich kluczowych wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej jak dynamika cen detalicznych, dynamika rynkowych krótkoterminowych stóp procentowych i dynamika podaży pieniądza M1, które omawiałem w kwietniu ("Kiedy szczyt cyklicznego ożywienia gospodarczego w Polsce?").

Wrzucając te trzy wskaźniki do prostego regresyjnego modelu dynamiki PKB otrzymamy poniższy rezultat, który sugeruje osiągnięcie szczytu ożywienia gospodarczego w okolicach maja-czerwca tego roku:

 

 

Co ciekawe OECD-owski indeks wskaźników wyprzedzających dla Polski w wersji "amplitude adjusted" spadł już 3 razy w lutym, marcu i kwietniu, co - przy założeniu, że obserwowane w przeszłości średnio 7-miesięczne wyprzedzenie w stosunku do dynamiki PKB wystąpi i tym razem - sugeruje szczyt ożywienia w okolicach sierpnia tego roku.

 

 

Bawiąc się w tym tygodniu OECD-owski indeksami wskaźników wyprzedzających dla 34 krajów i regionów stworzyłem coś co można określić jako wskaźnik "szerokości" wzrostu gospodarczego w krajach OECD. Przyjmuje on tym wyższą wartość im więcej krajów z tego grona może pochwalić się rosnącymi z miesiąca na miesiąc wartościami indeksu wskaźników wyprzedzających. Wartość współczynnika korelacji z dynamiką polskiego PKB nie jest jakaś powalająca (0,5), ale również ten wskaźnik spada już od pół roku, co uwzględniając występujące w przeszłości wyprzedzenie sugeruje szczyt ożywienia gospodarczego w Polsce w okolicach lipca.

 

 

Swoją drogą analizują 34 OECD-owskie indeksy wskaźników wyprzedzających dla różnych krajów (w wersji "amplitude adjusted") odkryłem, że jedynym z nich (oczywiście oprócz tego dla Polski), którym warto sobie zawracać głowę przy próbach prognozowania koniunktury w polskiej gospodarce jest wskaźnika dla Chin. Tylko ten wskaźnik wykazywał się w okresie minionych niecałych 20 lat wartym uwagi wyprzedzeniem w stosunku do zmiany rocznej PKB w Polsce na poziomie średnio 6 miesięcy  (7 miesięcy dla analogicznego CLI dla Polski)  przy przyzwoitym współczynniku korelacji na poziomie 0,68 (0,79 dla CLI dla Polski).

 

 

Dorzucenie do CLI dla Polski analogicznego wskaźnika dla Chin nieznacznie poprawia miarę dopasowania R-kwadrat prostego modelu regresyjnego zmiany rocznej PKB w naszym kraju z 62,4 do 65,9.

Jak widać na powyższym wykresie pozytywny wpływ sytuacji w Chinach na koniunkturę gospodarczą panującą w Polsce dosyć wyraźnie słabł w ostatnim okresie. Niska wartość OECD-owskego indeksu wskaźników wyprzedzających dla Chin plasowała ten kraj w grupie tych o najsłabszych krótkoterminowych perspektywach gospodarczych, do której należały ostatnio również Indonezja, Indie, Turcja, Węgry i Brazylia. To interesujące w kontekście mojej wiary, że jeszcze w tej dekadzie będziemy światkami pęknięcia bańki inwestycyjnej w Chinach, a następny kryzys finansowy - inaczej niż dwa poprzednie - rozegra się (a latach 2014-15?) raczej na rynkach "wschodzących".

Żeby jednak sprawy pogmatwać bardziej chciałbym zwrócić uwagę na zachowanie publikowanego przez Citigroup wskaźnika Economic Surprise Index dla Chin, który jeszcze w maju notował najniższe wartości od początku 2009 roku, ale w ciągu ostatniego miesiąca zanotował dynamiczny wzrost sugerujący pojawienie się wyraźnie lepszych od oczekiwań danych gospodarczych. Warto obserwować zachowanie tego wskaźnika próbując ocenić na ile ta sugerowana poprawa koniunktury gospodarczej w Chinach okaże się trwała.

 

 

 

11:35, bialek.wojciech
Link Komentarze (781) »
czwartek, 05 czerwca 2014

ECB podjął w czwartek bezprecedensową decyzję ustalając ujemną wysokość stopy depozytowej (-0,10 proc.). W praktyce oznacza to, że banki będą od tej pory „karane” za umieszczenie w ECB depozytów, gdyż każda taka operacja wiązać się będzie z - niewielką co prawda – ale jednak stratą. Ten krok i inne zapowiedziane (m.in. zawieszenie sterylizacji dotychczasowych zakupów obligacji) szacowane na łącznie 400 mld euro w ciągu 4 lat stanowią próbą odsunięcia groźby wejścia strefy euro w okres permanentnej deflacji a la Japonia.

Od listopada ub. r. kiedy to wysokość głównej stopy refinansowa ECB spadła do 0,25 proc. ta podstawowa stopy procentowa strefy euro znalazła się na tym samym poziomie co oprocentowanie funduszy federalnych FED, które tkwi na poziomie 0,25 proc. od grudnia 2008 roku. Od dziś wysokość głównej stopy ECB spada poniżej poziomu głównej stopy FED. Ostatni raz z takim sygnałem mieliśmy do czynienia dekadę temu w grudniu 2004, tyle że wtedy stopa ECB znalazła się na niższym poziomie niż stopa FED wskutek wzrostu wysokości tej ostatniej (stopa ECB leżała na pokryzysowym dnie jeszcze przez rok). Jeśli uwzględnić stopy Bundesbanku, to wcześniejszy tego typu sygnał znajdziemy w listopadzie 1994 roku, kiedy to znowu stopa FED już rosła, a stopa Bundebanku miała jeszcze spadać przez prawie 2 lata.

 

 

Wszystkie te 3 przypadki – obecna sytuacja i przecinanie się wysokości stóp ECB/Bundesbanku i FED z 2004 i 1994 roku – łączy jedno: związane były z rozjeżdżaniem się koniunktury w USA i Europie. Za każdym razem sytuacja gospodarcza w USA już się wyraźnie poprawiała po zakończonym jakiś czas wcześniej kryzysie, gdy tymczasem wyraźne ożywienie w Europie spóźniało się.

Oczywiście te daty - 2014, 2004 i 1994 - kojarzą się z dekadowym cyklem na rynkach akcji znanym jako "decennial pattern". Dwa lata temu wiosną 2012 odwoływałem się do tego dekadowego rytmu sugerując, że zbliża się koniec ówczesnego trendu spadkowego na giełdach krajów peryferyjnych strefy euro. Zobaczmy jak przywołany wówczas przypadek hiszpańskiego IBEX-a wygląda obecnie:

 

 

Tu też najwyraźniej sytuacja jest bardzo podobna do tej z 2004 i tej z 1994 roku. Jedyna różnica to ta, że w 2004 roku IBEX zakończył wzrosty w kwietniu a w 1994 roku w lutym, a tymczasem obecnie mamy już czerwiec a indeks nadal ustanawia nowe cykliczne maksima.

Analogia z 1994 rokiem jest o tyle interesująca, że w Europie mieliśmy wtedy do czynienia z bardzo podobną sytuacją do obecnej. Wtedy mijały 2 lata od apogeum kryzysu Europejskiego Systemu Walutowego, które wypadło w październiku 1992, obecnie zaś mijają 2 lata od apogeum kryzysu strefy euro, które - jeśli sądzić po spreadzie obligacji hiszpańskich - miało miejsce w lipcu 2012.

 

 

Dzięki temu, że rynki potraktowały poważnie deklarację ECB, że nie pozwoli na załamanie rynków obligacji w kolejnych po Grecji krajach strefy euro, ten spread zawęził się już tak bardzo, że kusi myśl, że tak jak w 1994 roku pora już na korektę tego trendu.

Wydaje się, że losy rynków akcji w strefie euro w najbliższym czasie zostaną zdeterminowane przez zdolność ECB do osłabienia euro względem dolara. Dwie dekady temu euro zaczęło słabnąć dopiero od sierpnia 1995 roku, i ta zmiana trendu nie nastąpiła zanim FED nie podniósł z stóp 3 na 6 proc. wywołując przy okazji kryzys meksykański. Z drugiej strony 20 lat temu waluty europejskie umacniały się przez równe 2 lata od apogeum związanej z kryzysem ESW słabości z sierpnia 1993. Obecnie podobne 2 lata od apogeum słabości euro związanej z kryzysem ECB minie już w lipcu tego roku:

 

 

Osobiście kusi mnie myślę, że rynki podroczą się w tym roku z ECB podejmując jeszcze jedną próbę umocnienia euro/osłabienia dolara. Gdyby tak się stało i z EUR/USD jakimś cudem przekroczył poziom 1,40, to otrzymalibyśmy piękny pretekst do ponownego rozjechania się spreadów w ramach strefy euro i do cyklicznej bessy na rynkach akcji podobnej do tych z 2004 czy z lat 1994-1995 (czyli niezbyt silnej).

Oczywiście z czasem odpowiednia dawka zaostrzenia polityki pieniężnej w USA (z podwyżkami stóp włącznie) i poluzowania w strefie euro (pełnowymiarowe QE a la BoJ i FED?) przełoży się na zmienę trendu na EUR/USD, co da wyraźną poprawę koniunktury w strefie euro. Jak już wspomniałem mam wrażenie, że na razie jeszcze tego etapu nie osiągneliśmy.

18:44, bialek.wojciech
Link Komentarze (537) »