Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 19 czerwca 2008

We wczorajczym wpisie można znaleźć wykres ilustrujący tezę: "akcje 2008 = akcje 2001". Dziś ilustracja drugiej tezy, która wydaje się być kusząco prawdopodobna, tezy brzmiącej "surowce 2008 = akcje 2007":

 

Oczywiście to tylko zabawa w nakładanie wykresów - tu wykresu cen akcji na świecie w zeszłym roku i na początku tego i wykresu togorocznych cen ropy). Niemniej jednak sugerowany przez tę zabawę scenariusz rozwoju sytuacji na rynku ropy naftowej w drugim półroczu - podwójny szczyt lipiec-październik potem krach - wydaje się być wysoce prawdopodpobny.  Warto zwrócić uwagę na sezonowość na rynku ropy naftowej, której wykres zawdzięczam panu harryportierowi:

Warto zapamiętać, że - o ile akcje kupuje się na Wszystkich Świętych, a sprzedaje pod koniec kwietnia, to ropę kupuje się pod koniec lutego, a sprzedaje w połowie października. Dodać do tego można ramy czasowe sezonu huraganów w Zatoce Meksykańskiej oraz - last but not least - wybory prezydenckie w USA 4 listopada, które - jeśli przyniosą zwycięstwo kandydata Demokratów - mogą zostać odebrane przez spekulantów jako zakończenie sezonu wojen na Bliskim Wschodzie, co spowodowałoby gwałtowny spadek premii za ryzyko geopolityzcne (Iran) zawartej obecnie w cenach ropy). Pierwszy test tej hipotezy nastąpi w drugiej połowie lipca i w sierpniu, kiedy to cena ropy naftowej op ustanowieniu historycznych szczytów analogicznych do historycznych szczytów cen akcji z lipca 2007, powinna rozpocząć silną korektę w okolice 100 dolarów za baryłkę.

15:00, bialek.wojciech
Link Komentarze (7) »
środa, 18 czerwca 2008

Gdy zdarzy nam się wyjątkowo długo czekać na przystanku na przyjazd autobusu może to oznaczać dwie rzeczy: albo autobus pojawi się na zakręcie już za chwilę dokładnie w momencie, w którym zrezygnujemy z dalszego czekania (po prostu zdarzyła się jakaś bardzo rzadka koincydecja zdarzeń, która wpłynęła na dłuższe niż zwykle się to zdarza opóźnienie), albo też autobus nie przyjedzie ani za chwilę ani w ogóle tego dnia, bo zdarzyło się coś, co całkowicie znosi dotychczasowe zależności (np. strajk kierowców). W pierwszym przypadku utrata cierpliwości i rezygnacja z czekania byłaby błędem, w drugim wprost przeciwnie.  Z nieco podobną sytuacją mamy obecnie do czynienia na rynku akcji  Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Jeszcze nigdy w jego ponad 17-letniej historii wartość WIG-u nie spadała równie długo co obecnie bez przynajmniej 20 proc. korekty. Oczywiście zdarzały się bessy i dłuższe i głębsze, ale zawsze poszczególne fale spadku przerywane były przynajmniej 20-proc. korektami wzrostowymi. Do tej pory najdłuższą sekwencją spadkową pozbawioną takiego 20-proc. przerywnika była fala bessy, która rozegrała się pomiędzy grudniem 2000 roku a październikiem roku 2001. Wtedy WIG spadał przez 10 miesięcy, a najsilniejsza korekta wzrostowa miała w tym czasie zaledwie +11,7 proc. Obecnie WIG spada już 11 miesiecy od 6 lipca 2007, a największe korekty w tym czasie miały +15,8 proc. (sierpień-październik 2007) oraz +12,8 proc. (styczeń-luty 2008).

Wypada uściślić, że formalnie rzecz biorąc w stycznionym dołku WIG był niżej niż obecnie (intraday) - ale patrząc po kursach zamknięcia ostatnie miinima wypadły niżej niż te sprzed 5 miesięcy.

Oto porównanie obecnych spadków z tymi z okresu grudzień 2000 - październik 2001 roku dotychczas dzierżącymi palmę pierwszeństwa jeśli chodzi o czas trwania  :

 Co taki rekordowo długi spadek oznacza? Czy zwiększa on prawdopodpobieństwo rozpoczęcia wzrostów? Czy też wprost przeciwnie: słabość rynku w okresie, który powinien przynieść korektę - zawsze w historii GPW po tak dużym spadku w ciągu kilku miesięcy następowało przynajmniej 20 proc. korekcyjne odbicie w górę - zapowiada nadejście kolejnej silnej fali bessy na rynku akcji?

 Osobiście skłaniam się ku drugiej odpowiedzi. Wskaźniki wyprzedzające koniunktury gospodarczej zarówno w kraju jak i na świecie dosyć jednoznacznie sugerują, że z punktu widzenia wzrostu gospodarczego lata 2007-2008 powinny być porównywalne do lat 2000-2001. To oznacza, że dobre - dla rynku akcji - wieści z gospodarki nie zaczną napływać przed początkiem 2009 roku.

Poniżej graficzna ilustracja tezy sugerującej podobieństwo obecnej bessy do tej z okresu marzec 2000 - październik 2001:

 

 Jak widać, do tej pory obecna bessa rozwijała się mniej więcej zgodnie ze ścieżką wytyczoną 7 lat wcześniej. Gdyby tak miało być nadal, to po chwilowym uspokojeniu sytuacji i wzrostach w lipcu (WIG 46-47000?) spadki powinny powrócić na GPW i utrzymać się do końca roku. Pełna analogia pomiędzy obydwiema bessami oznaczałaby spadek WIG-u do końca roku do poziomu o połowę niższego niż w szczycie z lipca 2007 czyli do ok. 34000 pkt. Dopiero po osiągnięciu tego poziomu rozpoczęłaby się w 2009 roku trwała fala hossy.

13:11, bialek.wojciech
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 czerwca 2008

Jednym z kluczowych elementów wpływających na skuteczność zarządzania inwestowanymi środkami jest zdolność do identyfikacji kierunku przepływów kapitału pomiędzy sektorami gospodarki reprezentowanymi przez notowane na giełdach firmy. Jest dosyć naturalne, że kapitał płynie tam, gdzie w danym momencie "jest biznes do zrobienia". W latach 2002-2006 "biznes był robiony" w skali globalnej na rynkach nieruchomości i powiązanym z nimi poprzez kredyty hipoteczne sektorze finansowym. Historycznie niskie stopy procentowe sprzyjały w tym okresie wzrostom cen nieruchoności na świecie, hossa na rynku nieruchomości napędzała popyt na finansowenie inwestycji i spekulacji na "real estate", boom kredytowy powiększał przychody i zyski inwstytucji finansowych. Nic dziwnego, że od czasu zakończenia w 2002 roku kryzysu z początku tej dekady wywołanego pęknięciem bańki spekulacyjnej w sektorach telekomunikacyjnym i IT (Nasdaq), kapitał lokowany na giełdach skierował się w dużej mierze w stronę sektora finansowego. Można to zaobserwować na poniższym wykresie względnej siły globalnego sektora Financials w stosunku do benchmarku (z którego to wykresu dodatkowo usunięty został długoterminowy trend). Pomiędzy 2002 a 2006 rokiem spółki sektora finansowego były systematycznie silniejsze od rynku osiągając 2 lata temu po 4-letniej wędrówce w górę znaczący historycznie poziom "wykupienia" względem długoterminowego trendu. Podobną do tej osiąginętej w 2006 roku pozycję Financials osiągnęły w 2001 roku (tuż przed ujawnieniem kłopotów firm typu Enron czy Worldcom), w 1998 roku (przed bankructwem Rosji/funduszu LTCM), w 1993 roku (przed kryzysem meksykańskim) oraz w 1989 roku (przed poprzednim kryzysem na rynku nieruchomości w USA określanym jako "S&L crisis").

Spółki sektor finansowego utrzymywały się na tym osiągniętym wysokim poziomie przez około rok. W tym czasie dynamika wzrostu cen nieruchomości stopniowo słabła w ślad za rosnącymi stopami procentowymi (czyli kosztem finansowania spekulacji). Wreszcie na początku roku na tej lśniącej fasadzie zaczęły się pojawiać pierwsze pęknięcia (luty-marzec 2007 upadek New Century Financial specjalizującego się w sub-prime'ach). Co było potem, wszyscy wiedzą. W ciągu roku względna siła sektora finansowego wykonała "ostrą jazdę bez trzymanki" na południe i w marcu tego roku w momencie upadku Bear Stearnsa znalazła się na poziomach obserwowanych w okresie minionych 2 dekad jedynie 8 i 16 lat temu. Nieczęsto obserwowana skala osłabienia sektora finansowego na świecie względem reszty rynku oraz kusząca 8-letnia cykliczność sugerują, że w tym roku na wykresie względnej siły globalnego sektora finansowego powinien zostać ustanowiony istotny dołek, po czym sektor ten powinien ponownie zacząć umacniać się względem reszty rynku.

Takie hipotetyczne umocnienie może odbyć się na dwa sposoby. Po pierwsze akcje banków, deweloperów itp., mogą zacząć silnie zwyżkować. Wydaje się to obecnie ciągle jeszcze mało prawdopodpobne. Istnieje natomiast druga mozliwość: sektor finansowy pozostanie względnie słaby, ale część innych sektorów zacznie być jeszcze słabsza pociągając w dół globalny indeks i powodując relatywne umocnienie się Financials.

Proponuję przyjrzeć się drugiemu z 10 głównych sektorów giełdowych według GICS (Global Industry Classification Standard) czyli sektorowi Energy:

Jak widać, przez większą część przedstawionej historii względna siła sektora spółek wydobywających i produkujących surowce energetyczne poruszała się mniej więcej jak lustrzane odbicie względnej siły sektora finansowego. Nie trzeba się specjalnie głowić, by odgadnąć przyczyny takiej ujemnej korelacji obu sektorów. Od strony praktycznej warto zauważyć, że obecnie pozycja względnej siły sektora Energy wobec rynku przypomina pozycją sektora finansowego w szczycie boomu na rynku kredytów hipotecznych w 2006 roku. Równocześnie sektor Energy osiągnął poziom "wykupienia" względem rynku porównywalny jedynie do 2 epizodów z ostatnich 20 lat: paniki wywołanej udarzeniami huraganów Katrina i Rita w III kw. 2005 oraz szoku spowodowanego zajęciem Kuwejtu przez Irak latem 1990 roku. Jak widać na wykresie osiągnięcie przez względną siłę sektora Energy podobnego do obecnego odchylenia od długoterminowego trendu skończyło się odpowiednio półtorarocznym okresem słabości sektora (październik 2005-marzec 2007) oraz 5-letnim okresem podobnego osłabienia względem rynku (lata 1990-95).

Oczywiście sektor spółek wydobywających i produkujących surowce energetyczne może pozostawać silny jeszcze dowolnie długo. Dwa lata temu siła względna sektora finansowego pozostawała na wysokim poziomie przez rok zanim rozpoczął się kryzys. Czynnikiem decydującym będzie zachowanie cen surowców energetycznych, a w szczególności cen ropy naftowej. Zimą ub.r. silne historyczne wyprzedanie względnej siły sektora Energy względem długoterminowego trendu sugerowało, że być może spadek cen ropy naftowej do 50 dolarów za baryłkę, który nastąpił po zakończeniu paniki z III kw. 2005., stanowił dobrą okazję do zaangażowania się w tym sektorze. I rzeczywiście sektor ten wraz z ceną ropy wszedł w trwającą ponad rok silną falę hossy. Obecnie sytuacja jest dokładnie odwrotna. Skrajne wykupienie względnej siły indeksu sektorowego sugeruje, że być może rynek ropy naftowej jest obecnie przegrzany i pomimo możliwości utrzymywania się wysokich cen przez jeszcze jakiś czas jego perspektywy w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy nie są jednak zbyt rewelacyjne.... 

18:11, bialek.wojciech
Link Dodaj komentarz »