Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 24 kwietnia 2014

W komentarzu z listopada ub. r. przedstawiłem związek, które zdaje się zachodzić pomiędzy kolejno po sobie następującymi zmianami poziomu inflacji (CPI), poziomu stóp procentowych (WIBOR), dynamiki "gorącego" pieniądza (M1) a dynamiką cen akcji (WIG). Tą samą prostą koncepcję cyklu gospodarczego można zastosować do próbach prognozowania tempa wzrostu gospodarczego.

Na poniższych rysunkach przedstawiłem zależności pomiędzy wspomnianymi trzema podstawowymi wskaźnikami wyprzedzającymi koniunktury gospodarczej (tempo inflacji, stopy procentowe, podaż pieniądza M1) a roczną dynamiką relanego PKB. Okres wyprzedzenia wynosi od średnio ok. 5 miesięcy w przypadku dynamiki M1, przez mniej więcej 12 miesięcy dla dynamiki CPI aż do 17 miesięcy dla zmiany rocznej 3-miesięcznego WIBOR-u:

 

 

 

 

 

Uśredniając marzec, czerwiec i listopad otrzymujemy lipiec tego roku jako orientacyjną datę cyklicznego szczytu obecnego ożywienia gospodarczego. Oczywiście ten wniosek trzeba będzie na bieżąco uzgadniać z sugestiami płynącymi z innych obszarów.

Niezależnie od powyższego na podstawie dotychczasowego zachowania tych trzech wskaźników nie można na razie formułować tezy o zbliżaniu się jakiegoś poważniejszego spowolnienia gospodarczego. Sugerujące takie spowolnienie  spadek dynamiki w przypadku M1 i wzrosty dynamiki w przypadku CPI i WIBOR-u dotarły na razie do poziomów, które korespondowały w przeszłości z tempem wzrostu PKB wyższym od tego obserwowanego obecnie. Pojawienie się na horyzoncie głębszego spadku tempa wzrostu gospodarczego wymagałoby znacznie wyraźniejszego niż dotychczasowy wzrostu dynamiki wskaźnika inflacji, który pociągnąłby za sobą podobny wzrost stóp procentowych, co z kolei wpłynęłoby na ponowny wzrost relacji pomiędzy "zamrożonymi" na depozytach terminowych oszczędnościami a napędzającym wzrost gospodarczy "gorącym" pieniądzem (M1).

18:29, bialek.wojciech
Link Komentarze (470) »
piątek, 18 kwietnia 2014

Najnowsze dane GUS na temat dynamiki płac w sektorze przedsiębiorstw w maju, która okazała się najwyższa od ponad 2 lat, mogą być użyte jako argument za tezą o zbliżającym się odbiciu dynamiki wskaźnika inflacji z bardzo niskich poziomów, na których znajduje się ona od dłuższego czasu:

 

 

Ten sygnał nie jest nieoczekiwany. W ostatnich lata dynamika CPI była przesunięta w stosunku do dynamiki PKB o średnio 11 miesięcy. Innymi słowy wejście polskiej gospodarki w fazę ożywienia gospodarczego z wynoszącym niecały rok opóźnieniem przekładało na wzrost dynamiki cen towarów i usług konsumpcyjnych. W obecnych realiach owe uśrednione 11 miesięcy od historycznego minimum tempa inflacji w czerwcu ub. r. mija w maju i gdyby wszystko miało odbywać się w typowy sposób, to w drugim półroczu powinniśmy się spodziewać jakiegoś bardziej zauważalnego wzrostu dynamiki CPI:

 

 

Nie jest jasne, czy wzrost dynamiki cen w oczekiwanej na podstawie powyższych obserwacji inflacyjnej fazie cyklu gospodarczego będzie silny i trwały. Trzeba bowiem zdawać sobie sprawę, że w wielu segmentach gospodarki światowej zdają się działać obecnie potężne procesy deflacyjne o czym może świadczyć na przykład schodzenie dynamiki wskaźników tempa inflacji w strefie euro do najniższych poziomów od 4 lat czy też spadek rocznej dynamiki wzrostu podaży pieniądza w Chinach do poziomu najniższego od przynajmniej 1998 roku.

Niezależnie od tych wątpliwości można zaryzykować tezę, że dotychczasowy dołek rocznej dynamiki CPI z czerwca ub. r. rzeczywiście okaże się ostatecznie cyklicznym minimum tempa inflacji. Jeśli tak, to można zadać pytanie o typowe losy cen akcji po takim dołku tempa inflacji. Zilustrowane one zostały na poniższym rysunku na którym zaznaczono momenty ustanawiania przez CPI dołków w poprzednich cyklach koniunkturalnych:

 

 

Te historyczne cykliczne minima dynamiki CPI wypadały kolejno w lutym 1999, kwietniu 2003, marcu 2006 oraz sierpniu 2010. Poprzedzały one o kolejno 13 miesięcy, 12 miesięcy, 16 miesięcy oraz 8 miesięcy cykliczne maksima WIG-u ustanawiane odpowiednio w marcu 2000, kwietniu 2004, lipcu 2007 oraz kwietniu 2011.

Porównanie historycznych ścieżek WIG-u po datach wyznaczanych przez cykliczne minima CPI ze ścieżką indeksu po czerwcu 2013 (domniemanym dołku tempa inflacji w obecnym cyklu) przedstawione została na poniższym rysunku. Odnosząc te trwające odpowiednio 8, 12, 13 i 16 miesięcy okresy pomiędzy dołkiem tempa inflacji a końcem cyklicznej hossy na WIG-u otrzymujemy luty, lipiec, sierpień i październik tego roku jako końce hossy na rynku akcji:

 

 

Uśrednienie tych 4 historycznych ścieżek WIG-u odniesione do obecnej sytuacji sugeruje lipiec tego roku jako optymalny moment na sprzedaż akcji (chociaż taka projekcja jeszcze przez wiele miesięcy utrzymuje się na wysokim poziomie i zaczyna spadać dopiero gdzieś mniej więcej od lutego 2015:

 

 

Jak zwykle w przypadku podobnych rozważań do powyższej projekcji należy podchodzić z dystansem. W obecnym cyklu - podobnie zresztą jak w poprzednim - WIG zwykle z czasem zaczyna pozostawać w tyle za takimi historycznymi wzorcami. Nie jest jasne, czy wynika to ze skutkującej spadającą "betą" rosnącej dojrzałości rynku (większej kapitalizacji spółek), czy też z obserwowanej od dłuższego relatywnej ociężałości rynków "wschodzących", która udziela się GPW, czy też działania specyficznych negatywnych czynników regionalnych (kryzys ukraiński) czy lokalnych (groźba wzrostu podaży akcji wynikająca z rządowego zamachu na oszczędności emerytalne zgromadzone w OFE).

Jednakże uzyskaną powyżej lipcową datę optymalnego momentu na sprzedaż akcji można porównać z majem-czerwcem uzyskanym przed tygodniem, początkiem sierpnia sprzed dwóch tygodni czy innymi tego typu rezultatami przedstawianymi w tym miejscu i jakoś uwzględnić w swoich planach dotyczących alokacji aktywów.

 

 

10:46, bialek.wojciech
Link Komentarze (321) »
piątek, 11 kwietnia 2014

W ostatnich dniach pojawiły się sygnały sugerujące grożące giełdowym krachem przegrzanie koniunktury. Najpierw w poprzedni piątek rentowność włoskich 10-letnich obligacji skarbowych spadła do poziomu 3,17 proc. To najniżej od przynajmniej 1958 roku (do tego roku sięgają dostępne mi dane). W apogeum „eurogeddonicznych” lęków w listopadzie 2011 rentowności tych obligacji sięgały 7,3 proc. i jak widać po tych lękach nie został nawet ślad:

 

 

W przeszłości jedynie raz zdarzył się równie silny 29-miesięczny ponad 50-procentowy spadek rentowności. Miało to miejsce pomiędzy marcem 1995 roku, który przyniósł kulminację obaw związanych z kryzysem meksykańskim a latem 1997:

 

 

Można zaryzykować tezę, że dla rynku włoskiego - i innych rynków strefy euro - jest to - podobnie jak w 1997 roku - pozytywny sygnał zapowiadający hossę na rynku akcji trwającą przez następne 3 lata (1997-2000=2017-2017?). Co jednak bardziej interesujące w krótkoterminowym horyzoncie czasowym ówczesny sygnał z włoskiego rynku obligacji poprzedził bezpośrednio wybuch kryzysu azjatyckiego, który w październiku 1997 zaowocował potężnym tąpnięciem na światowych rynkach akcji w tym i na GPW. Synchronizacja ścieżki WIG-u ostatnio i tej sprzed 17 lat dokonana w szczytach z lutego 1997 i listopada 2013 została przedstawiona na poniższym rysunku. Jak widać tu optymalnym momentem na wyjście z rynku akcji w obecnym cyklu jest lipiec, a na wszelki wypadek chyba raczej czerwiec, gdyż tu tąpnięcie na WIG-u następuje w 8 miesięcy po pierwotnym szczycie (luty 1997, listopad 2013) czyli również w lipcu tego roku:

 

 

 

Drugi sygnał o podobnym charakterze nadszedł w czwartek z USA, gdzie liczba nowych bezrobotnych spadła do najniższego poziomu od 2007 roku (300 tys.):

 

Taki sygnał pojawił się latem 1987 roku, a więc na kilka tygodni przed krachem z października 1987 roku:

 

 

Synchronizacja kluczowych minimów S&P 500 z marca 2009 i sierpnia 1982 przedstawiona na poniższym rysunku sugeruje, że do takiego krachu może dojść lada moment (chociaż podobnie jak w przypadku sygnału włoskiego, nie ma tu mowy o końcu świata, lecz jedynie o gwałtownym schłodzeniu koniunktury poprzedzającego kontynuację hossy, kulminującej 3 lata później):

 

 

Sądzę, że bardziej właściwe od poprzedniego jest zsynchronizowanie krótszych niż 5-letnie ścieżek S&P 500 poprzedzających tego typu sygnały z amerykańskiego rynku pracy. Poniżej widać synchronizację opartą na utożsamieniu dołków ponad 3-miesięcznych korekt indeksu z 3 lutego 2014 i 20 maja 1987. W tej interpretacji szczyt akcji wypadnie w maju, a naprawdę ostatni moment na ucieczkę z rynku tuż przed krachem w czerwcu:

 

 

 

W obu wersjach akcje należy dosyć szybko odkupić po takim tąpnięciu we wrześniu/październiku, chociaż w przypadku analogii z 1987 roku jesienny dołek S&P 500 jest "ostateczny" i wytrzymuje następne kilka lat, natomiast we "włoskiej" analogii taki dołek na WIG-u poprzedza jedynie silną korektę wzrostową trwającą do przełomu grudnia 2014 i stycznia 2015, po której następuje kolejna fala słabości. 

Jakkolwiek nie można opierać wiarygodnych prognoz na zdarzeniach, które mają tylko pojedyncze precedensy historyczne, to jednak podobieństwo obu uzyskanych wniosków jest niepokojące. Wnioskiem z poprzedniego komentarza była sugestia sprzedaży akcji na początku sierpnia. Tym razem optymalny moment sprzedaży przesunął się na okres maj-lipiec.

Raczej nie można liczyć, że którakolwiek z tych obserwacji pozwoli wyznaczyć precyzyjnie szczyt cen akcji czy ostatni moment na ich sprzedaż przed poważniejszą przeceną, ale  wydaje się, że warto szczególnie uważnie obserwować rozwój sytuacji na rynkach w najbliższym czasie, bo wydaje się, że na rynkami akcji powoli zaczynają się gromadzić czarne chmury.

 

07:18, bialek.wojciech
Link Komentarze (561) »
środa, 02 kwietnia 2014

W komentarzu zamieszczonym w tym miejscu 12 lutego zastanawiałem się nad tym, czy nasz rynek ma już za sobą dołek cyklu 40-tygodniowego. Jak pokazały następne tygodnie sprawa nie była aż tak oczywista, bo w połowie marca WIG jednak spadł na dwie sesje poniżej styczniowego minimum. Co ciekawe nie zdołał tego samego zrobić WIG-20, co spowodowało pojawienie się charakterystycznej dywergencji pomiędzy obydwoma wykresami.

Z odwrotną rozbieżnością mieliśmy do czynienia w poprzednim dołku cyklu 40-tygodniowego, kiedy to WIG ustanowił dołek w kwietniu ub. r., gdy tymczasem WIG-20 zdołał jeszcze pogłębić to kwietniowe minimum w czerwcu.

Wydaje się, że ta dywergencja pomiędzy głównymi indeksami GPW pozwala na uznanie obecnej sytuacji za najbardziej podobną do tej z połowy lipca ub. r.:

 

 

Gdyby tą analogię potraktować poważnie, to następna runda strachów powinna na rynku rozegrać się w maju po przełamaniu zaznaczonych na powyższym rysunku linii oporu poprowadzonych przez szczyty indeksów z listopada i lutego.

Wydaje się to dobrze pasować do zaplanowanego na 25 maja terminu wyborów na Ukrainie.

W 2013 roku szczyt indeksu wypadł w połowie listopada, więc jeśli mamy obecnie na GPW rzeczywiście odpowiednik połowy lipca 2013, to podobnego  maksimum cen poprzedzającego poważniejsze spadki, należałoby się spodziewać za 4 miesiące, czyli na początku sierpnia. To z kolei można - jak się bardzo chce - dopasować do zakończenia okresu, w trakcie którego członkowie OFE mogą decydować o dalszym przekazywaniu części swoich składek emerytalnych do funduszy emerytalnych.

15:20, bialek.wojciech
Link Komentarze (865) »