Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 26 kwietnia 2012

Wypada udokumentować częściowe niepowodzenie tezy postawionej jakiś czas temu, zgodnie z którą do wiosny ceny akcji na GPW odrobią straty poniesione w trakcie letniej paniki z ub. r. Teza ta była oparta na założeniu, że takie właśnie wzrosty czekają rynki zagraniczne, a nasza giełda - w przeszłości rzadko ujawniająca posiadanie jakiejś własnej indywidualności - nie będzie miała wyjścia i powieli globalny wzorzec (wydawało się, że jako lider wzrostu gospodarczego w Europie nie powinnyśmy mieć z tym problemów). Tezę o braku bezpośredniego zagrożenia jakimś Armagedonem starałem się uzasadnić w komentarzu opublikowanych tuż przed Bożym Narodzeniem ("Dziesięć argumentów (i pół)"") i rozwinąłem 11 stycznia przedstawiając tam projekcję wartości WIG-u 20 sięgającą poziomu 2700 punktów ("13:1") wywiedzioną z hipotezy, że WIG-20 - jak to zwykł czynić w przeszłości - wyrówna z czasem deficyt wzrostów w stosunku do giełd zagranicznych. Początkowo te prognozy wydawały się spektakularnych sukcesem: zamiast globalnego załamania dostaliśmy najpierw LTRO, a już w lutym nowe wieloletnie maksima giełd w USA, a WIG-20 w ciągu niewiele ponad 3 tygodni od 11 stycznia wzrósł o ponad 12 proc. Na WIG-u, sWIG-u 80 oraz mWIG-u 40 wzrosty trwające do połowy marca podniosły wartość indeksów o kolejno 12,7 proc., 17,7 proc. oraz 21,7 proc.).

Niestety od początku lutego koniunktura panująca na GPW zaczęła systematycznie słabnąć. Pomimo ponawianych przeze mnie "zaklęć" ("Nie komplikujmy spraw""Kolejne sygnały") WIG-20 raz po raz okazywał się niezdolny do podążenia za większością indeksów zagranicznych pracowicie odrabiających straty poniesione podczas paniki z lata ub. r. Następne kilka wykresów stanowi dokumentację tej słabości:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak widać pomimo spadku premii, którą trzeba płacić na ubezpieczenie polskiego długu od bankructwa, pomimo umocnienia złotego do najwyższego poziomu od pół roku, pomimo spadku rentowności polskich obligacji skarbowych, wzrostu cen akcji w USA do wieloletnich maksimów, wzrostu MDAXa (indeksu cen akcji średnich spółek w Niemczech, który w okresie minionej dekady był praktycznie kopią WIG-u 20) do najwyższego poziomu od 25 lipca ub. r. (WIG-20 miał wtedy wartość 2734 pkt.) oraz wzrostu indeksu MSCI Emerging Markers (benchmarku dla rynków wschodzących) do najwyższego poziomu od 1 sierpnia 2011 (WIG-20 miał wtedy wartość 2702 pkt.) WIG-20 nie tylko nie zdołał pokonać poziomów lokalnych szczytów z końca sierpnia i końca października, ale wreszcz osunął się do poziomów niewiele wyższych niż te, przy których w grudniu i styczniu formowane były cytowane na początku optymistyczne tezy.

Post factum przyczyny tej słabości naszego rynku można próbować podzielić na 1) globalne - skrajnie niekorzystna była ostatnio dla WIG-u 20 (i generalnie polskiego rynku) strukturą preferencji sektorowych inwestorów (w WIG-u 20 najlepsze ostatnio sektory na świecie – IT, Health Care, Consumers Staples and Consumer Durables, to co najwyżej niewiele ponad 5 proc.), 2) regionalne - globalni gracze najwyraźniej uważają, że europejskie rynki „wschodzące” są bardziej narażone niż ich amerykańskie, azjatyckie czy afrykańskie odpowiedniki na skutki tlącego się nadal kryzysu strefy euro i 3) lokalne - restrykcyjna polityka prowadzona jest - warunkach okołorecesyjnej sytuacji u naszego głównego partnera handlowego czyli strefy euro - równocześnie przez RPP (w warunkach wysokiego tempa inflacji brak obniżek stóp a nawet dywagacje na temat możliwości kolejnych podwyżek) jak i przez rząd (zamiar redukcji skali deficytu finansów publicznych w 2012 roku z 5,1 proc. do 2,9 proc.).  

Pierwotny plan zakładał wzrosty cen akcji trwające do wiosny (dla S&P 500 pierwotny szczyt na początku maja, a wtórny szczyt i początek poważnego tąpnięcia na przełomie czerwca i lipca). Wiosna miała być więc terminem sugerowanego ponownego zmniejszenia pozycji na rynku akcji przed oczekiwanym latem nawrotem słabości, która powinna kulminować jesienią dołkami cyklu dekadowego. Myślę, że należy się tego planu trzymać mimo, że nasz rynek zachował się niezgodnie z założeniami. Oczywiście zmiana preferencji sektorowych na świecie może się  dokonać z dnia na dzień w wyniku jakiegoś wydarzenia, które ponownie popchnie ceny surowców w górę, przesuwając nagle zainteresowanie inwestorów w stronę rynków "wschodzących" z ich sektorami wydobywczymi. Ale może się też nie dokonać, więc należy zacząć zachowywać coraz większą czujność.

 Na razie mamy za sobą wyraźne sygnały zakończenia trwającego od marca trendu spadkowego. Jako przykład można podać uformowanie się na wykresie Nasdaq Composite formacji „wyspy odwrotu” („luka wyczerpania” w poniedziałek, „luka startu” w środę).

 

 

Dopóki ten sygnał nie zostanie zanegowany można przyjąć, że krótkoterminowy trend na światowych rynkach akcji zmienił się na wzrostowy. Z bardzo podobną „wyspą odwrotu” na wykresie Nasdaq Composite mieliśmy do czynienia pod sam koniec listopada ub. r. (spadku marcowo-kwietniowe już wcześniej wydawały się być podobnej klasy do tych z listopada). Wtedy towarzyszył temu 7-sesyjny wzrost WIG-u 20 do poziomu 12-sesyjnego maksimum, co w obecnych realiach sugerowałoby rychły powrót indeksu do zakresu świecy z 18 kwietnia (2246-2274 pkt.).

Z kolei poniedziałkowe dynamiczne wyjście dołem z kształtującego się od połowy marca kanału spadkowego na WIG-20 miało analogiczny charakter do podobnego ruchu z 6 marca. W marcu po takim „straszeniu” nastąpił 8-sesyjny ruch w górę do poziomu do poziomu 16-sesyjnego maksimum. Powtórzenie tego schematu w obecnych realiach oznaczałoby wzrostu WIG-u 20 w okolice poziomu 2288 pkt.

Jeszcze inna zależność oparta na typowym w okresie minionych 3 lat zachowaniu  hiszpańskiego rynku akcji (najsłabszego w ostatnim okresie) sugeruje, że ma on - i WIG-20 przy okazji  - przed sobą ok. 2,5 miesiąca korekty wzrostowej (w trakcie której jednak z dużym prawdopodobieństwem ostatnie minima IBEX-a zostaną naruszone w trakcie fali B).

Według jeszcze innych "czarów marów" przeprowadzonych na wykresie DAX-a szczyt obecnych wzrostów powinien wypaść w okolicach 8 czerwca, zaś początek załamania cen akcji w okolicach 2 lipca.  W scenariuszu, który osobiście uznaję za najgorszy możliwy przypadek ostatnie marcowo-kwietniowe spadki to odpowiednik zniżki z maja-czerwca ub. r. W takim wypadku ostatni moment na wycofanie się z rynku przed spodziewanym letnim osłabieniem wypadłby za ok. 1,5 miesiąca:

 

20:09, bialek.wojciech
Link Komentarze (423) »
czwartek, 12 kwietnia 2012

Gdyby na początku października ub. r., gdy S&P 500 znalazł się na najniższym poziomie od roku, ktoś powiedział, że już w lutym 2012 wyjdzie na nowe wieloletnie maksimum, to z pewnością zostałby wyśmiany (nawet ja ze swoim optymizmem nie sądziłem, że odrobienie całości strat pójdzie Amerykanom tak szybko). Taka sztuka udaje im się bowiem stosunkowo rzadko - średnio raz na dekadę:

 

 

Gdyby jednak pół roku temu przyjęto taką śmiałą tezę za dobrą monetę, to z kolei z pewnością wyszydzone zostałoby ewentualne stwierdzenie, że pomimo rekordów S&P WIG-20 pozostanie na poziomach o ponad 20 proc. niższych od szczytów z 2011 roku. Tak rzecz nie zdarzyła się bowiem od 13 lat:

 

 

Pojawiło się wiele różnych prób wyjaśnienia tego fenomenu. Ja chciałbym zaproponować hipotezę, że głównym odpowiedzialnym za nieoczekiwane pozostanie WIG-u 20 w blokach startowych odpowiedzialna jest taka a nie inna struktura sektorowa tego indeksu. Tak na ten temat pisałem w komentarzu w ubiegłotygodniowym "Parkiecie":

 

"Interesującym przyczynkiem do prób wyjaśnienia źródeł frustrującej słabości naszego rynku w okresie minionych 2 miesięcy może być tabela stosownych stóp zwrotu globalnych sektorowych indeksów S&P 700. Spośród 10 głównych sektorów (w klasyfikacji GICS) 4-y z najniższymi stopami zwrotu w tym okresie to Meterials (-7,7 proc.), Energy (-5,3 proc.), Telecommunication Services (-2,5 proc.) oraz Financials (-2,5 proc.). Analogicznie 4 najlepsze pod względem 2-miesięcznej stopy zwrotu indeksy sektorowe to IT (+9 proc.), Consumer Staples (+4,1 proc.), Consumer Discretionary (+3,4 proc.) oraz Health Care (+0,3 proc.). W tym czasie zmiana WIG-u 20 wyniosła -4,9 proc. Teraz wystarczy zadać sobie pytanie o to, jaką wagę w WIG-u 20 mają spółki zaliczane to 4 najgorszych od początku lutego sektorów, a jaką te należące do 4 najlepszych globalnych sektorów w tym okresie…"

 

Skonstruujmy sobie indeks złożony z 4 najsłabszych w okresie minionych 2 miesięcy globalnych indeksów sektorowych S&P - Materials, Telecommunication Services, Financials i Energy (to klasyfikacja GICS) oraz porównajmy sobie jego zachowanie z wykresem WIG-u 20:

 

 

 

A teraz porównanie zachowania WIG-u 20 z wykresem indeksu "mocnych" w ostatnim okresie globalnych sektorów:

 

 

Jeśli zsumujemy udziały "słabych" ostatnio na świecie sektorów w WIG-u 20 - 40,4 proc. finanse (PKO BP, PZU, Pekao, BRE, Handlowy), 20,4 proc. surowce (KGHM, Bogdanka, JSW, Synthos), 6,7 proc. telekomunikacja (TPSA) i 13,3 proc. paliwowy (potraktowany jako "Energy"; PKNOrlen, PGNiG, Lotos), to otrzymamy 80,8 proc. Dodając IT (czyli Asseco Poland) i spółki konsumpcyjne czyli TVN i Kernel (przyjmując łaskawie, że nie jest to kolejna spółka surowcowa) dostajemy dla odmiany 5,6 proc. udział w WIG-u 20. Ta rażąca dysproporcja jednoznacznie pokazuje, że ciągle jesteśmy jeszcze rynkiem niezbyt rozwiniętym, co w okresie minionej dekady było maskowane korzystnymi dla "tradycyjnych" sektorów inflacyjnymi tendencjami na świecie.

Zerknijmy jeszcze dla porównania jak być może wyglądałby wykres WIG-u 20, gdyby miał w sobie więcej tego, co cieszy się ostatnio na świecie największym wzięciem (patrz wykres Nasdaq Composite) czyli IT:

 

 

Jedyna nadzieja posiadaczy polskich akcji w tym, że "sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu" i teraz, gdy przyczyna naszej ostatniej słabości stała się zrozumiała, niekorzystny ostatnio dla polskiego rynku układ globalnych preferencji sektorowych ulegnie rychłej zmianie. Wykres względnej siły indeksów obu grup sektorów, który właśnie spadł do wieloletniego minimum sugeruje, że ten niekorzystny dla polskiego rynku trend - trwający de facto od połowy 2008 roku ma dużą siłę, a obecna sytuacja przypomina pod tym względem tę z połowy lat 90-tych.

 

 

 

16:15, bialek.wojciech
Link Komentarze (789) »