Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
piątek, 25 marca 2016

Dosyć jednoznaczne sygnały wyjścia WIG-u z dołka cyklu Kitchina, o których wspomniałem przed tygodniem:

 

 

... pozwalają stworzyć nową projekcję dla WIG-u. Można jednak podejrzewać, że całkiem mechaniczne podejście nie da wiarygodnego rezultatu, z powodu wyraźnie niższej zmienności występującej na naszym rynku akcji obecnie w porównaniu do tej z przeszłości. Widać to na poniższym obrazku, na którym umieszczono ścieżki WIG-u wokół kitchinowych dołków ze stycznia 2016, lutego 2009, października 2001 i października 1998. Obecna ścieżka wyróżnia się wyraźnie znacznie mniejszą dynamiką. 

 


 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie tych 3 historycznych ścieżek będzie z tego powodu wyglądać mało realistycznie najprawdopodobniej zawyżając przyszłą wartość WIG-u:

 


 

Można sobie z tym próbować radzić zauważając że projekcja osiąga we wrześniu 13-miesięczne maksimum i wchodzi w korektę, a w obecnych warunkach 13-miesięczne maksimum WIG-u we wrześniu pojawi się po osiągnięciu poziomów z sierpnia ub. r. czyli powiedzmy poziomu 51000 pkt, a nie 67000 pkt. sugerowanych przez mechaniczną projekcję. Zilustrowałem to na powyższym obrazku. 

 

Istnieje jednak bardziej elegancki sposób poradzenia sobie z tym problemem. Mam na myśli regresyjny model wartości WIG-u oparty na indeksie stworzonym przez uśrednienie zachowania indeksu wokół kitchinowych dołków z października 1998, października 2001 oraz lutego 2009. Jedna z tak utworzonych projekcji przedstawiona jest poniżej. Jak widać we wrześniu trafia ona raptem do okolic poziomu 51200 pkt, a wiosną 2018 dociera jedynie do poziomów szczytów hossy z maja ub. r. 

 


Powyżej napisałem, że jest to jedna z projekcji, bo podobnych można niestety uzyskać wiele wybierając okres czasu, na podstawie którego utworzony ma być model. W powyższej projekcji bazą dla modelu  było zachowania WIG-u w okresie obejmującym poprzedni pełny cykl hossa bessa. Jak widać jedną z wad tego modelu jest bardzo szeroki przedział ufności (90%). 

 

Współczynnik determinacji (R2) tego modelu mierzący jego dopasowanie do rzeczywistości wynosi 0,72 i można próbować go powiększyć skracając okres "nauki".  Ograniczając się do czasu po ustanowieniu ostatniego cyklicznego szczytu WIG-u z maja ub. r. .uzyskujemy poniższą wersję nieco bardziej optymistyczną niż poprzednia (R2=0,88)

 


 

Myślę, że zaprezentowana wyżej podejście stanowi krok naprzód w stosunku do prostej metody stosowanej dotychczas. 

Oczywiście żaden z tych 3 podpowiadanych przez rynek historycznych precedensów dla obecnej sytuacji nie jest jej doskonałym powtórzeniem. Każdy ma swoje zalety (dołki z 1998 i 2016 roku łączy cykl Kuznetsa; dołki z 2001, 2009 i 2016 łączy cykl 6,(66)) i swoje wady. Mnie intuicja podpowiada, że najlepszym z tej trójki wzorcem jest najsłabszy nich czyli ten z 2001 roku. Przyjęcie takiego scenariusza (do maja WIG rośnie lekko powyżej szczytów z września-października ub. r., potem dystrybucja do września i wreszcie wtórne tąpnięcie do stycznia 2017) daje miejsce dla kolejnego osłabienia na giełdach w drugiej połowie roku, które to osłabienie nawet umożliwiałoby zejście indeksów niektórych rynków do nowych minimów. Tak było w 2002 roku, kiedy to rynki rozwinięte trapione bankructwami w sektorze informatycznym i telekomunikacyjnym (WorldCom) spadły do nowych minimów bessy, zaś "Emerging Markets" obroniły dołki bessy z jesieni 2001 roku. Najgorsze w historii otwarcie roku na Wall Street sugeruje, że w drugiej połowie roku istnieje możliwość nawrotu słabości na rynkach rozwiniętych. Jakaś forma powtórki wariantu przerabianego w latach 2001-2002 mogłaby być rozsądnym kompromisem. 


12:12, bialek.wojciech
Link Komentarze (91) »
piątek, 18 marca 2016

Najsłabsze otwarcie roku w historii na S&P 500, groźba bankructw w amerykańskim sektorze wydobywczym i nawrót słabości w - zapewne zaangażowanym w finansowanie "rewolucji łupkowej" - sektorze bankowym w krajach rozwiniętych skłoniły FED do zmniejszenia siły nacisku na monetarny hamulec. W porównaniu do grudniowych prognoz członkowie FOMC obniżyli w środę swoje oczekiwania co do wysokości przyszłych stóp procentowych na koniec tego roku o mniej więcej pół punktu procentowego:

 

 

Wystarczyło to do wygenerowania bardzo optymistycznie wyglądających sygnałów na ropie naftowej (pisałem o tym przed tygodniem), MSCI Emerging Markets Index (na 7 takich sygnałów 6 sygnalizowało wyjście z dołka):


 

 

... oraz na WIG-u:

 

 

Podrożały nawet gwałtownie akcje takich wydobywczych gigantów  wskazywanych jeszcze w styczniu jako kandydaci do bankructwa jak firma Chesapeake:

 

 

Umocnił się oczywiście również złoty, a skala spadku średniego kursu euro i dolara względem złotego w okresie minionych 2 miesięcy okazała się największa od dołka poprzedniego cyklu Kitchina z 2012 roku:

 

 

Takie umocnienie złotego następujące po podobnym osłabieniu oznacza powrót na polski rynek zagranicznego kapitału, więc zobaczmy te same sygnały na wykresie WIG-u:

 


 

Na 8 sygnałów 6 było dobrymi (przynajmniej w krótkoterminowej perspektywie) sygnałami kupna, ten z lutego 2012 roku okazał się miesiąc później  krótkoterminową pułapką, ale w średnim terminie WIG urósł i jedynie sygnał z grudnia 2000 roku był jednoznaczną katastrofą z punktu widzenia posiadaczy akcji. 

Wydaje się, że obecnie można bać się już tylko analogii właśnie z grudniem 2000 roku. Dlaczego? Ano z 3 powodów. Po pierwsze pod koniec 2000 roku ustanowiony został pobity w styczniu poprzedni rekord liczby kolejnych spadkowych miesięcy na WIG-u 20. Po drugie pękanie bańki inwestycyjnej w Chinach rymuje się w ramach cyklu 6,(66)-letniego z analogicznymi procesami na rynku obligacji hipotecznych w USA w latach 2007-2009 oraz w sektorze informatycznym i telekomunikacyjnym z lat 2000-2002. I po trzecie ścieżka Shanghai Composite z ostatnich lat koreluje na poziomie ponad 0,9 ze ścieżką Nasdaq Composite z lat 1999-2000, o czym wspominałem 2 tygodnie temu

Shanghai Composite jest obecnie 9 miesięcy po początku krachu z czerwca 2015 dokładnie tak jak Nasdaq Composite w grudniu 2000 (czyli w momencie generowania podobnego do obecnego sygnału na złotym, nad którym się rozwodzę) był 9 miesięcy po początku swojego krachu z marca 2000...

 


 

Osobiście jestem od kilku lat wielkim zwolennikiem Chinageddonu, choćby z powodów geopolitycznych (zapadnięcie się gospodarcze Chin zwolniłoby USA z przykrego obowiązku toczenia w przyszłości wojny o kontrolę nad Morzem Południowochińskim, tak jak zapaść Japonii zlikwidowała potrzebę konfliktu amerykańsko-japońskiego, do którego słabi w prognozowaniu przyszłości  Amerykanie już się zaczynali ćwierć wieku temu szykować. W takim scenariuszu USA mogłyby się zająć realizacją jakiś bardziej pożytecznych z naszego punktu widzenia zadań. Z drugiej strony Chinageddon nie zając i nie ucieknie, a ewentualna gołębia ścieżka FED w najbliższym czasie pomogłaby w wypełnieniu się  wielu zależności, o których tu pisuję.

Jakkolwiek więc powtórkę z grudnia 2000 roku uznaję za scenariusz niezbyt obecnie prawdopodobny, to jednak warto zachować czujność i dzień nadal rozpoczynać od zerknięcia na zachowanie kursu juana względem dolara. Gdyby Chiny miały wracać na chinageddoniczny kurs zapewne najpierw znajdzie do odzwierciedlenie w zachowaniu tamtejszej waluty. Na razie juan kontynuuje rozpoczętą na początku stycznia aprecjację. 


 


14:08, bialek.wojciech
Link Komentarze (81) »
piątek, 11 marca 2016

Podczas wczorajszej konferencji prasowej po posiedzeniu ECB szef banku stwierdził, że czwartkowa obniżka stóp była już ostatnią w obecnym cyklu. Reakcja rynków była zaskakująca. O ile wcześniej akcje gwałtownie drożały a euro gwałtownie słabło w reakcji na podjęte przez ECB decyzje (obok obniżki stopy refinansowej do zera i depozytowej do -0,4 proc. zwiększenie z 60 do 80 mld euro skali comiesięcznego skupu aktywów oraz włączenie obligacji korporacyjnych do skupowanych instrumentów), o tyle po sławach Mario Draghiego doszło do gwałtownej zmiany trendu na rynkach. 

Napisałem, że reakcja była zaskakująca, bo historia poucza, że ostatnie w danym cyklu obniżki stóp ECB, były doskonałymi okazjami do zakupów akcji. Zilustrowałem to na przykładzie WIG-u na poniższym obrazku:


 

Odnosząc zachowanie WIG-u po poprzednich ostatnich w danym cyklu obniżkach stopy refinansowej ECB do obecnej sytuacji otrzymujemy sugestię, że gdyby czwartkowa obniżka stóp rzeczywiście była ostatnią w tym cyklu, a zależności z przeszłości nadal pozostawały w mocy, to za ponad 3 miesiące WIG będzie powyżej poziomu 55000 pkt., a na początku przyszłego roku będzie w okolicach 70000 pkt. 

 

 

Niezależnie od tego za jak bardzo nierealistyczny uznamy powyższy wniosek, jednoznacznie pokazuje on, że zakończenie przez ECB serii obniżek stóp było historycznie świetną informacją dla rynku akcji. Dlaczego? Z oczywistego powodu: ECB obniża stopy, gdy boi się narastającej deflacji. Rynki akcji nie lubią deflacji, bo zwykle źle wpływa ona na zyski. ECB przestawał w przeszłości obniżać stopy, gdy uznawał, że ryzyko dalszego pogłębiania się deflacji zanikło. Rynki akcji dochodząc do tego samego wniosku wchodziły w silną hossę. 

Jeśli obecnie presja deflacyjna w strefie euro zelżeje,  a potem zmieni się w presję inflacyjną, to ECB nie będzie już dalej obniżał stóp, a rynki akcji zareagują wzrostami tak jak poprzednio.

Oczywiście pozostaje pytanie, czy Mario Draghi deklarując koniec obniżek dzielił się z nami jedynie swoimi pobożnymi życzeniami, że nie będą już one potrzebne, bo zagrożenie pogłębieniem deflacją zaniknie, czy też jego stwierdzenie oparte było na pogłębionej analizie tego, co czeka gospodarkę strefy euro  w najbliższej przyszłości. 

Osobiście sądzę, że Mario Draghi powiedział wczoraj prawdę. Na rynku ropy bowiem w okresie minionego miesiąca wygenerowany został sygnał, który dosyć jednoznacznie moim zdaniem wyznacza koniec okresu deflacji. Otóż w ciągu 18 sesji do środy cena baryłki amerykańskiej ropy (West Texas Intermediate) podrożała o 46,2 proc. odbijając się z prawie 13-letniego minimum na poziomie 26,1 USD z 11 lutego. To największy 18-sesyjny skok ceny ropy od ponad 25 lat.  Wtedy latem 1990 roku ropa drożała w wyniku paniki wywołanej inwazją Iraku na Kuwejt. W okresie minionego pokolenia poza przypadkiem z 1990 roku miały miejsce jeszcze tylko 3 18-sesyjne epizody, w trakcie których ropa drożała o ponad 30 proc. Takie sygnały pojawiły się 15 maja 1986 roku, 26 marca 1999 roku oraz 22 stycznia 2009 roku. W każdym przypadku taki sygnał oznaczał koniec krachu na rynku ropy i początek silnej hossy.

 

 

Co bardzo ciekawe 2 ostatnie z tych 4  skoków ceny ropy naftowej poprzedzały ostatnie obniżki głównej stopy refinansowej ECB o odpowiednio 4 miesiące (styczeń-maj 2009) oraz 2 tygodnie (marzec 1999-kwiecień 1999). To zresztą jest logiczne - ECB widzi drożejącą ropę i rozumie, że czasy spadającego tempa inflacji się już skończyły. 

W 1986 roku taki jak ostatni wystrzał ceny ropy naftowej w górę wyprzedził minimum  dynamiki CPI w strefie euro o 8 miesięcy, w 1999 roku tempo inflacji zaczęło przyspieszać równolegle ze wzrostem ceny ropy, a w 2009 roku odstęp czasowy pomiędzy skokiem w górę cen ropy z minimum dynamiki CPI wyniósł 6 miesięcy. 

Projekcja ceny ropy oparta na tych 4 sygnałach z okresu minionego pokolenia rośnie do lata br. do poziomu z października ub. r (50 dolarów), potem koryguje się, a następnie wznawia wzrost i w połowie przyszłego roku osiąga poziom szczytu z wiosny ub.r. czyli okolice 61 dolarów. Zastosowane podejście sugeruje, że w najbliższych latach na więcej na rynku ropy nie można liczyć. 




 

We wspisie z końca grudnia zatytułowanym "WIG-20 a ceny ropy naftowej" sugerowałem, że dołek ceny ropy wypadnie klasycznie w sezonowym minimum dla tego surowca. Wydaje się, że tak się właśnie stało na rynku WTI, chociaż ropa Brent zaczęła drożeć już w styczniu. Uwzględniając obserwowaną od ponad roku doskonałą korelację pomiędzy ceną ropy (na obrazku poniżej dla odmiany Brent) a WIG-iem 20:

 

 

... można roboczo założyć, że ewentualnemu powrotowi ceny ropy na poziomy szczytów z października ub. r. zapewne towarzyszyłby powrót WIG-u 20 w okolice październikowego maksimum (2143 pkt.), a wzrost ceny ropy do poziomów z wiosny 2015 oznaczałby powrót WIG-u 20 do poziomu szczytu z kwietnia ub. r. (2549 pkt.). 

Oczywiście z czasem bardzo silna obecnie korelacja pomiędzy WIG-iem 20 a cenami surowców powinna zacząć słabnąć, ale na razie chyba za wcześnie by się tym przejmować. 


11:55, bialek.wojciech
Link Komentarze (127) »
piątek, 04 marca 2016

Po tym, gdy po długim oczekiwaniu na chińskim rynku akcji wiosną ub. r. doszło do załamania cen akcji, zaproponowałem nieco żartobliwie porównanie bieżącej ścieżki Shanghai Composite Index z zachowaniem WIG-u z lat 1993-1994. Wyglądało to tak:

 


 

W 8 miesięcy później po minimalnej modyfikacji (zmiany przesunięcia o 5 sesji) nadal można odnieść wrażenie, że Shanghai Composite zapatrzył się w WIG sprzed 21 lat:

 


 

Wydaje się, że istnieje tylko jeden racjonalny argument za tym, że chiński indeks powiela ścieżkę WIG-u z lat 1993-1994. Jest nim zdominowana przez indywidualnych spekulantów struktura handlu w Szanghaju obecnie i na GPW 21 lat temu. Być może panika wśród indywidualnych spekulantów wygląda zawsze i wszędzie podobnie. 

Gdyby potraktować powyższą zabawę poważnie (współczynnik korelacji pomiędzy obiema seriami w okresie minionych 2 lat wynosi 0,97!), to otrzymamy wniosek, że rozpoczęte w czerwcu ub. r. załamanie cen akcji w Chinach zakończy się w wiosną tego roku (podwójne dno kwiecień-czerwiec po jeszcze jednej fali spadku od mniej więcej 23 marca), a potem nadejdzie 2-letnia hossa. 

Sprawa jest jednak wbrew pozorom poważniejsza. Jeśli porównamy ostatnie zachowanie Shanghai Composite ze ścieżkami kilku słynnych historycznych załamań na rynkach akcji, to zobaczymy dwa odmienne wzorce.

 

 

Jeden to ścieżka wydeptana przez DJIA w latach 1929-32, Nikkei 225 w latach 1990-1992 oraz Nasdaq Composite w latach 2000-02 czyli klasyczne mniej więcej 2,5-letnie załamania typowe dla pękających baniek inwestycyjnych.

Drugi wzorzec to Hang Seng z lat 1997-98 czyli czasów kryzysu azjatyckiego i rosyjskiego, czy "krótkie" roczne załamanie (fioletowy kolor na powyższym obrazku). 

Jeśli policzymy współczynniki korelacji pomiędzy Shanghai Composite a tymi 4 indeksami z okresu wspomnianych krachów, to okaże się, że Hang Seng z lat 1996-1998 daje najgorsze dopasowanie, a najlepszym wzorcem jest Nasdaq Composite z lat 1998-2000 (współczynnik korelacji 0,91). 

Krach WIG-u, który rozegrał się pomiędzy marcem 1994 a marcem 1995, był załamaniem tego drugiego "hangsengowego" typu. 

Innymi słowy, jeśli obecna sytuacja na światowych rynkach - a przynajmniej w Chinach - przypomina tę z 1998 roku - a taką tezę stawiałem w przeszłości wielokrotnie - to krach na chińskiej giełdach skończy się już za ponad 3 miesiące. Jeśli zaś mamy do czynienia z pełnoskalowym Chinageddonem podobnym do krachów na Wall Street w latach 1929-1932, w Japonii w latach 1990-1992 czy na Nasdaqu w latach 2000-2002, to z bessą w Chinach będziemy mieli do czynienie do końca 2017-tego roku. 

Ja, na tyle jednoznacznie na ile jest to możliwe, opowiadam się za tą pierwszą wersją. 


15:03, bialek.wojciech
Link Komentarze (86) »