Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 29 marca 2012


W oparciu o koncepcję 16-letniego cyklu amerykańskiego dolara wyłożoną w jednym z poprzednich wpisów ("Historyczny rym: Obama, Clinton, Carter") można pokusić się o próbę wyobrażenia sobie zachowania różnych klas aktywów i instrumentów finansowych w w warunkach nadejścia w latach 2012-2017 fali umocnienia dolara analogicznej do tej sprzed 16 lat (1996-2001) czy tej sprzed 32 lat (1980-1985). Proponuję zacząć od najbardziej oczywistych w tym kontekście projekcji dla kursów EUR/USD, USD/CHF oraz USD/JPY:

 

 

Na powyższych wykresach na czerwono zaznaczono ścieżki kursów po 31 grudnia 1995, na niebiesko analogiczne ścieżki po 31 grudnia 1979,  na czarno ich uśrednienie stanowiące projekcję na następne mniej więcej 6 lat, a na zielono ścieżki tegoroczne,

Wszystkie wartości zostały przeskalowane do dzisiejszych poziomów. Na osi odciętych widać numer kolejnych sesji (ostatnia sesja ub. r. to sesja zerowa).

Wniosek jest oczywisty i wynika z samej idei 4-kadencyjnego czyli trwającego połowę pokolenia cyklu USD: najbliższe kilka lat powinno przynieść potwierdzenie zmiany dominującego na rynku walutowym trendu. Samych poziomów kursu - EUR/USD na 0,75, USD/CHF na 1,50 i JPY/USD na 97 - nie należy traktować dosłownie podobnie jak sugerowanych przez te projekcje dat osiągnięcia szczytów dolara. Tendencja jest jednak jasna. Szczególnie wrażenie wywiera porównanie ścieżek USD/CHF od 1980 roku i od 1996 roku: były niemalże identyczne. To sugeruje, że cała koncepcja 16-letniego cyklu może nie być aż tak ezoteryczna, jak by się to mogło komuś wydawać.

Zresztą czy fakt, że USD/JPY właśnie złamał wieloletni trend spadkowy w sposób identyczny do tego sprzed ponad 16 laty może być przypadkowy?

Ceny surowców wyrażane są tradycyjnie w dolarach, nie będzie więc chyba niespodzianką, jeśli okaże się, że projekcje cen surowców na lata 2013-2017 oparte na ich zachowaniu z lat 1997-2001 i 1981-1985 przewidują ich głębokie załamanie:

 

 

 

 

 

Drugi z tych wykresów przedstawiający projekcję cen miedzi na najbliższe lata jest nieco przerażający. Czyżby decyzja o międzynarodowej ekspansji KHGM i wprowadzenie w życie przez rząd planów podatku od kopalin rzeczywiście wyznaczyły istotny szczyt cen miedzi? Jeśli tak, to rząd nie powinien się zbyt przywiązywać do wizji kokosów, które w przyszłości budżet zbije na tym podatku. Być może rozpoczęcie prac nad systemem dopłat z budżetu do sektora wydobywczego byłoby bardziej wskazane...

By zrozumieć jaka może być fundamentalna przyczyna takiej drastycznej zmiany tendencji rynkowych, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić w okresie minionych ponad 10 lat wystarczy rzut oka na poniższy wykres produkcji ropy naftowej i gazu ziemnego w USA:

 

... i poczytać sobie o dramatycznych problemach, które firmy z Północnej Ameryki już teraz mają z nadmiarem gazu, który jest tam 6-krotnie tańszy niż ten który my kupujemy od Rosji. Kapitalizm jest rzeczywiście okrutny!

Na zakończenie dwie projekcje zachowania indeksów giełdowych:

 

 

 

I znowu ani DAX-a na 15000 ani S&P 500 na poziomie 2500 pkt. w 2017 roku nie należy traktować dosłownie. Osobiście stawiałbym na znacznie niższe poziomy. Ważna jest natomiast sama tendencja, która w obu przypadków jest oczywista i co więcej - jeśli kupimy tezę o rewolucji związanej z gazem z łupków i ropą z łupków - dosyć zrozumiała od strony fundamentalnej: rozwiązanie problemu drogiej energii stanowiłoby dla jej importerów netto czyli krajów rozwiniętych rozwiązanie dużej części trapiących je obecnie problemów.

Ciekawa w tym kontekście jest kwestia zachowania się - w przypadku materializacji przedstawionego scenariusza - "wschodzących" rynków akcji, w szczególności takich eksporterów netto energii jak np. Rosja (ta ostatnio albo całkiem się rozpadała albo bankrutowała, gdy ceny surowceów energetycznych spadały). Jest chyba oczywiste, że taka zmiana trendu dla wielu z nich oznaczałaby prawdziwą katastrofę. Jak zachowałby się w takiej sytuacji - boomu na rynkach rozwiniętych i silnego osłabienia koniunktury w krajach peryferyjnych czyli sytuacją, z którą mieliśmy do czynienia w połowie latach 80-tych i później w drugiej połowie lat 90-tych - nasz rynek akcji? Proponuję rozważania na ten temat zostawić na inną okazję. Warto jednak zastanowić się, czy uporczywa słabość WIG-u 20 w stosunku do S&P 500 nie ma jakiegoś związku z postawionymi powyżej tezami...

 

20:57, bialek.wojciech
Link Komentarze (485) »
wtorek, 20 marca 2012

Pomimo przełamania w górę linii lutowego trendu spadkowego WIG-20 nie był na razie w stanie przełamać poziomów oporów wyznaczonych przez lokalne szczyty z końca sierpnia i końca października ub. r. oraz początku lutego tego roku. Co prawda spadki z kilku ostatnich dni wydają się naturalnym ruchem powrotnym do przełamanego oporu poprzedzającym wznowienie wzrostów, a 3-miesięczna cykliczność dominująca na rynku akcji od 2 lat sugeruje, że rynek powinien obecnie w miarę niedaleko od dołka podobnego do tego sprzed 3 miesięcy (19 grudnia) czy 6 miesięcy (23 września), ale utrzymująca się relatywna słabość naszego tynku podbudzała frustrację krajowych spekulantów, których nadzieje rozbudzane nowymi kilkuletnimi maksimami cen na Wall Street wyraźnie nie były zaspakajane przez GPW.

 

 

Tymczasem pojawiły się dwa kolejne sygnały o dosyć jednoznacznie pozytywnej dla rynku akcji wymowie. Przede wszystkim na rynku obligacji skarbowych krajów rozwiniętych rozpoczęło się coś co potencjalnie może okazać się "mini-krachem". Ze względu na ścisłą odwrotną korelację pomiędzy WIG-iem 20 a cenami długoterminowych obligacji skarbowych USA przedstawioną na poniższym wykresie takie załamanie cen obligacji wydaje się warunkiem koniecznym kontynuacji hossy na krajowym rynku akcji. Można zakładać, że jest to początek spodziewanego już od dłuższego czasu powrotu na "ryzykowne" rynki kapitału, który w drugiej połowie zeszłego roku oraz na początku rok bieżącego uciekał w "bezpieczeństwo" obiecywane przez długoterminowe obligacje rządu USA:

 

  

Załamanie cen obligacji w krajach rozwiniętych z ostatnich dni, które nastąpiło w kilka miesięcy po panice windującej ceny obligacji powyżej poziomu 20-letniego kanału trendu wzrostowego, to sygnał, który od 1994 roku pojawił się po raz 5-ty: 

  

 

Z punktu widzenia zachowania amerykańskich obligacji 30-letnich becna sytuacja na rynku obligacji skarbowych USA do złudzenia przypomina to co działo się w kwietniu 2009 (po panice związanej z upadkiem banku Lehman Brothers), sierpniu 2003 (po pęknięciu bańki na rynku Nasdaq kulminującej bankructwem firmy WorldCom), w styczniu 1999 roku (po kryzysie rosyjskim) czy w lutym 1996 roku (po kryzysie meksykańskim).

Jak widać, na poniższym wykresie zachowanie WIG-u 20 po tego typu sygnałach było w przeszłości dosyć jednorodne: w każdym przypadku w mniej więcej pół roku po takim sygnale WIG-u 20 był przynajmniej 22 proc. wyżej, a w 1,5 roku później o przynajmniej 42 proc. wyżej:

 

 

Projekcja wartości WIG-u 20 po takich sygnałach w przeszłości dosyć jednostajnie rośnie przez najbliższy rok, a potem utrzymuje się na wysokim pułapie:

 

 

Drugi sygnał o podobnej wymowie nadszedł z Niemiec, gdzie opublikowany został najnowszy sondaż ZEW:

 

 

Kolejny wzrost wartości wskaźnika oczekiwań gospodarczych spowodował skok 4-miesięcznej zmiany (3-miesięcznej też) tego parametru o rozmiarach nie obserwowanych w okresie minionych 20 lat, dla których dostępne są dane. Cztery porównywalne choć nie aż tak silne 4-miesięcznie epizody poprawy nastrojów niemieckich ekonomistów miały miejsce w okresie styczeń-kwiecień 1996 (po kryzysie meksykańskim), styczeń-kwiecień 1999 (po kryzysie rosyjskim), listopadzie 2001-marcu 2002 (po panice związanej z atakami terrorystycznymi z 11 września i bankructwie firmy Enron) i październiku 2008-lutym 2009 (po upadku Lehman Brothers): 

 

  

Poniżej widać ścieżki WIG-u 20 wokół tych 5 sygnałów:

 

 

Tu również projekcja wartości WIG-u 20 uzyskana przez uśrednienie 4 powyższych historycznych ścieżek rośnie jednostajnie przez najbliższy rok stabilizując się później na wysokim poziomie: 

 

 

 

O ile histroryczne sygnały generowane przez obligacje skarbowe w USA miały jednoznacznie optymistyczną wymogę, o tyle jeden z 4 historycznych sygnałów na ZEW Expectations Index - ten z marca 2002 roku - nie może być już w tak jednoznaczny sposób zinterpretowany, gdyż w tym przypadku ryzyko wynosi aż 25 proc., a trwałe zyski pojawiają się dopiero po 1,5 roku oczekiwania. Nałożenie obecnej sytuacji na tę z początku 2002 roku rzeczywiście ujawnia pewne podobieństwo:

 

 

Można z tego podobieństwa wyciągnąć optymistyczny wniosek: jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z mniej prawdopodobna sytuacją, w której ceny akcji nie wznowią szybko marszu w górę, to na ewakuację z rynku przed spodziewaną w tej analogii letnią wyprzedażą są jeszcze 3 miesiące.

Tę ostatnią analogię do sytuacji sprzed 10 lat można próbować wpisywać w koncepcję "wzorca dekadowego". Ponieważ jednak dekadę temu na początku 2002 roku indeks małych spółek robił nowe dołki, co ostrzegało przed nadejściem kolejnej fali słabości a S&P 500 nie ustanawiał wieloletnich maksimów tak jak teraz, to do tej analogii nie należy przywiązywać chyba na razie zbyt dużej wagi.

16:09, bialek.wojciech
Link Komentarze (585) »