Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
piątek, 30 grudnia 2016

Sytuację na rynkach finansowych można rozpatrywać w przynajmniej trzech horyzontach czasowych: krótkoterminowym - liczonym w dniach i tygodniach, średnioterminowym - wielomiesięcznym i długoterminowych - obejmującym okres wieloletni. W najkrótszym horyzoncie działa tylko analiza techniczna i sentyment, w horyzoncie średnioterminowym działa również analiza makroekonomiczna, zaś w horyzoncie długoterminowym dochodzi wycena (analiza wartości). W tym miejscu rzadko zajmuję się analizą wartości, bo po pierwsze słabo się na tym znam, a po drugie - poza Warrenem Buffetem - ludzie tyle nie żyją: instrumenty finansowe potrafią pozostawać "za drogie" albo "za tanie" całymi latami. Dzisiaj postanowiłem zrobić wyjątek i zająć się próbą muśnięcia odpowiedzi na tytułowe pytanie. 

Pierwszym przybliżeniem może być porównanie obecnej wartości CAPE (czyli "cyclically adjusted price earnings ratio") dla S&P 500 do historycznych wartości tego wskaźnika. CAPE to zaproponowana przez profesora Shillera relacja pomiędzy S&P 500 a średnią zysków z poprzednich 10 lat (czyli średnią z zysków z mniej więcej pełnego cyklu od jednej recesji do następnej czyli cyklu Juglara). 

 

1CAPE

 

Ten wskaźnik wartości akcji w USA porusza się w ramach cyklu pokoleniowego i obecną wartość 27,26 można porównać do szczytów z 4 poprzednich cykli: 25,24 z 1901 roku, 32,56 z 1929 roku, 24,06 z 1966 roku oraz 44,2 z 1999 roku. Jak widać obecna wartość jest już niewiele niższa od mediany ze szczytów z 4 poprzednich pokoleń równej 28,9. 

Próby wykorzystanie tego wskaźnika do stworzenia prostej długoterminowej strategii spekulacyjnej (kupujemy gdy CAPE jest poniżej 13,5, sprzedajemy, gdy jest powyżej 24) nie przyniosły zbyt dobrych wyników. Co prawda strategia oparta jedynie na długich pozycjach okazała się w okresie minionych ponad 130 lat lepsza od S&P 500 o 50 proc., ale już strategia otwierająca krótkie pozycje po sygnale sprzedaży dała wynik niewiele różniący się od wyniku strategii "kup i trzymaj". W tym sensie przesadne przejmowanie się wyceną rynku w USA nie wydaje się mieć wielkiego praktycznego znaczenia. 

 

0strategiaCAPE

 

W ostatnich latach podobna do obecnej wartość tego wskaźnika pojawiała się w styczniu-lutym 2004, grudniu 2004, 3-krotnie od grudnia 2006 do października 2007 oraz w lutym 2015.

 

2CAPE

 

Można to zinterpretować tak: od pierwszego pojawienia się takiej wyceny w styczniu 2004 do początku silnej bessy poprzedzającej recesję (fazy spadkowej cyklu Juglara) upłynęło 3,5 roku, zaś w obecnym cyklu taka wycena pojawiła się w lutym 2015, co sugeruje, że i obecnie początek silnej bessy poprzedzającej recesję może nadejść dopiero gdzieś w drugiej połowie 2018 roku. Można też jednak zauważyć, że pojawianie się tak wysokiej wyceny w USA poprzedzało początki cyklicznych spadków w ramach cyklu Kitchina (na WIG-u kwiecień 2004, lipiec 2007 i maj 2015 o kolejno 3 miesiące, 7 miesięcy oraz 3 miesiące. 

Oczywiście powodem, dla którego na amerykańskim rynku akcji pojawiły się tak wysokie wyceny jest jeszcze wyższa wycena obligacji skarbowych rządu USA. Czy to w lipcu 2012 czy to w lipcu 2016 wskaźnik cena/zysk dla 10-letnich obligacji skarbowych (czyli odwrotność ich rentowności) sięgał 70. Nawet obecnie inwestorzy mają do wyboru akcje z P/E (wobec średnich zysków z poprzednich 10 lat) na poziomie 27 i obligacje skarbowe z "P/E" w okolicach 40.

Oczywiście zysk z obligacji jest "gwarantowany", a ten z akcji obciążony podwyższonym ryzykiem, ale mimo tego ta relacja nadal nie wydaje się faworyzować obligacji. 

 

 

3powrnaniePEakcjiiobligacji


Jeszcze bardziej niekorzystnie wygląda porównanie ze wskaźnikiem cena/zysk liczonym na podstawie oczekiwanych zysków spółek (16,8):

 

4powrnaniePEakcjiFORWARDiobligacji

 

Żeby nie przedłużać upraszczając: relacja pomiędzy wskaźnikami cena/zyska (odwrotnością rentowności) dla amerykańskich akcji i obligacji skarbowych rządu USA musiałaby obecnie wzrosnąć dwukrotnie, by osiągnąć poziom ze szczytu hossy z 2007 roku. 

 

5relacjaCZ1

 

6relacjaCZ2

 

Można by to osiągnąć przez:

 

1) dwukrotny wzrost cen akcji w USA (S&P 500 w okolicach 4500)

lub

2) spadek zysków spółek o połowę (do okolic poziomów z dna Wielkiej Recesji z 2009 roku)

lub

3) dwukrotny wzrost rentowności długoterminowych obligacji skarbowych w USA (do ok. 5 proc.)

 

7EPSSP500renot

 

Oczywiście w praktyce taki rezultat - dwukrotne zmniejszenie relacji pomiędzy wyceną obligacji i akcji - można by uzyskać przez jakąś kombinację tych 3 parametrów czyli wzrostu cen akcji, spadku zysków firm i wzrostu rentowności obligacji. 

Podsumowując: w ujęciu bezwzględnym akcje w USA są już od jakiegoś czasu drogie w perspektywie historycznej, ale - uwzględniając obecne rentowności obligacji skarbowych w USA - na razie nie są droższe niż w 2010, 2011 czy 2014 roku. Przy dalszym wzroście cen akcji lub wzroście rentowności obligacji mogą się w przyszłym roku pojawić się na amerykańskim rynku akcji napięcia podobne do tych z 2010 (majowy "Flash Crash"), 2011 (-20 proc. w okresie kwiecień-październik) czy lat 2015-16 (-14 proc.), ale wydaje się, że z punktu widzenia relatywnej wyceny wobec rynku obligacji ciągle nie ma na amerykańskim rynku akcji warunków do trwałej bessy poprzedzającej recesję takiej jak ta z lat 2007-2009.  

 

 

14:15, bialek.wojciech
Link Komentarze (210) »
czwartek, 22 grudnia 2016

Od lipca trwa na rynkach obligacji cykliczna bessa. W USA od historycznego dołka rentowność 10-letnich obligacji wzrosła o 1,2 pkt. proc. Z podobnymi sygnałami - "rentowność 10-latek rośnie z wieloletniego dołka o 1,2 pkt. proc." - mieliśmy w USA wcześniej do czynienia w okresie minionego pokolenia 7-krotnie. 

 

rentronieo1i21

 

Te - podobne do obecnego - sygnały można nanieść na wykres S&P 500:

 

rentronieo1i22

 

Jak przekonuje analiza zachowania S&P 500 w okresie 2 lat po takich sygnałach wzrost rentowności o skali obserwowanej w ciągu minionych 5 miesięcy nie stanowi w typowym przypadku jakiegoś specjalnego zagrożenia dla cen akcji. 

 

rentronieo1i23

 

Zdecydowanie najgorszy i jedyny oczywisty był przypadek sygnału z kwietnia 1987 roku. Wtedy S&P 500 zakończył - bardzo silną!  S&P wzrósł kolejne +20 proc. po sygnale z 14 kwietnia 1987 - hossę już 4 miesiące później, a po następnych 2 miesiącach zaliczył największy jednodniowy spadek w historii. Krach na rynku Nasdaq począwszy od marca 2000 rozpoczął się dopiero w 10 miesięcy po takim sygnale. Oczywiście sygnały z 1987 oraz 1999 roku powinny natychmiast kojarzyć się z komentarzem sprzed 2 miesięcy: "Hossa do kwietnia, potem krach". Dodatkowo sygnał z maja 1999 powinien oczywiście przypomnieć komentarz sprzed tygodnia: "Nowy sygnał teorii Dowa".

Idźmy dalej. By ochronić się przed "Flash Crashem" z maja 2010 należało akcje sprzedać dopiero w 11 miesięcy po tym jak rentowność 10-latek rządu USA wzrosła o tyle, o ile ostatnio. Załamanie na MSCI Emerging Markets Index (no bo przecież nie na Wall Street) związane z wybuchem kryzysu meksykańskiego rozpoczęło się w pół roku po sygnale z marca 1994 (co ciekawe WIG nie czekał na inne EM i rozpoczął krach właśnie w marcu 1994, ale ówczesna sytuacja po ponad 30-krotnym wzroście WIG-u nijak się na do obecnej). "Pędząca" - a więc zupełnie niegroźna - korekta cyklicznej bessy z lat 2004-2005 rozpoczęła się w 9 miesięcy po sygnale z lipca 2003. Po sygnale z 1984 roku niby coś tam spadało, ale z pewnością nie należało wtedy sprzedawać akcji. Podobnie po sygnale z lipca 2013 roku.

Projekcja uzyskana przez uśrednienie zachowania S&P 500 po 7 wspomnianych sygnałach rośnie w ciągu 2 lat po sygnale o 25 proc. i nawet jej tu nie reprodukuję, bo skłonny jestem nie dawać wiary, że również obecnie rynek akcji zlekceważy wzrost rentowności obligacji w taki sposób. 

Do tematu będę w wracał, ale na podstawie powyższego można stwierdzić jednoznacznie, że dotychczas obserwowany wzrost rentowności obligacji trudno uznać za jednoznaczne i bardzo poważne zagrożenie dla rynku akcji ("this time is different"). 

Podsumowując: na podstawie historycznych doświadczeń można ocenić, że dotychczasowa skala bessy na rynku obligacji na razie nie zagraża kontynuacji hossy na rynku akcji. Do tematu można będzie wrócić w kwietniu i - jeśli do tego czasu obserwowany będzie silny wzrost cen akcji - rozważyć zasadność analogii z przedkrachową sytuacją z sierpnia 1987 roku. 

 

18:21, bialek.wojciech
Link Komentarze (369) »
czwartek, 15 grudnia 2016

W maju ub. r. zwróciłem uwagę na ówczesne półroczne minimum średniej transportowej Dow Jonesa ustanawiane w czasie, gdy średnia przemysłowa biła kolejny historyczny rekord. Taka dywergencja pomiędzy tymi indeksami w "teorii Dowa" jest sygnałem ostrzegającym przed możliwością nadejścia bessy. I rzeczywiście w ciągu następnych 9 miesięcy średnia przemysłowa Dow Jonesa spadła o kilkanaście procent.

W tekście z maja ub.r. znalazł się wniosek, że ówczesna zachowanie DJIA i DJTA najbardziej przypomina to z 1998 roku. Obecnie - rok i 7 miesięcy później - pojawił się sygnał, który ostatni raz wystąpił w 1999 roku. Mam tu na myśli wyjście średniej transportowej Dow Jonesa na nowy historyczny rekord następujące w ciągu roku od ustanowienia 1,5-rocznego minimum indeksu. 

 

DJTA1

 

Obok sygnału sprzed ponad 17 lat (z maja 1999) mieliśmy też identyczny do obecnego sygnał 8,5 roku temu (w czerwcu 2008 roku). W obu przypadkach po takim sygnale średnia transportowa rozpoczynała potężną bessę. Można sądzić, że gdyby koszty paliwa nadal rosły, to i obecnie losy spółek transportowych w najbliższym czasie również nie powinny zapowiadać się zbyt ciekawe. 

Podobieństwo obecnej sytuacji do tej z 2008 roku można odrzucić ze względu na zupełnie inne niż wtedy zachowanie średniej przemysłowej Dow Jonesa. Obecnie ustanawia ona historyczne rekordy - tak jak w 1999 roku - zaś w czerwcu 2008 była już od 8 miesięcy w bessie. 

 

DJTA21

 

Na placu gry zostaje więc analogia z 1999 rokiem, co stanowi tylko kolejne potwierdzenie tego wniosku wywiedzionego wcześniej z interpretacji cyklu Kuznetsa. W 1999 roku DJIA po wybiciu ponad szczyt z 1998 roku miał do zrealizowania wzrost do poziomu wyznaczonego przez rozmiar wcześniejszej konsolidacji. Ta metoda dawała 11566 pkt. jako cel zwyżki. W rzeczywistości indeks wzrósł do stycznia 2000 do wyższego o 1,3 proc. poziomu 11723 pkt. Ta sama metoda obecnie sugeruje jako cel obecnego wzrostu poziom 21414 pkt. wyższy od obecnego o jeszcze ponad 8 proc. W tej analogii do szczytu hossy Dow Jones Industrial Average ma jeszcze 8 miesięcy, a pozostałe główne indeksy 10 miesięcy. 

Przywołane w poprzednim akapicie wywiedzione z mojej interpretacji cyklu Kuznetsa na rynku surowców wcześniejsze projekcje dla głównych indeksów rynków rozwiniętych robią szczyt w marcu-kwietniu przyszłego roku, a więc już za 3-4 miesiące. Ta półroczna rozbieżność pomiędzy obydwoma oszacowaniami jest oczywiście bardzo duża, ale należy mieć nadzieje, że w miarę zbliżania się do wspomnianych terminów można będzie próbować formułować nieco bardziej precyzyjne projekcje i prognozy. Warto zwrócić uwagę, że krach na rynku Nasdaq (i innych giełdach) rozpoczął się w marcu 2000 dopiero po zejściu średniej transportowej Dow Jonesa do prawie 3-letniego minimum. Taki sygnał pojawił się 7 marca 2000 a Nasdaq Composite 3 dni później rozpoczął 2,5-letnią bessę, którą odrobił nominalnie dopiero po 15 latach. W świetle ostatniego historycznego rekordu DJTA pojawienie się takiego sygnały w najbliższym czasie wydaje się być mało prawdopodobne, ale oczywiście różne rzeczy się na rynkach zdarzały. 

 

DJTA5
 

Na koniec warto wspomnieć o trzecim z najbardziej starożytnych indeksów Dow Jonesa - Dow Jones Utilities Average. Indeks ten do lipca ustanawiał nowe historyczne rekordu, a od 5 miesięcy spada. Jeśli potraktować spółki użyteczności publicznej jako klasyczne spółki dywidendowe, to łatwo można powiązać ostatnie spadki cen akcji z bessą na rynku obligacji, która rozpoczęła się właśnie w lipcu tego roku. Przy takim - dosyć rozsądnym - założeniu DJUA będzie spadać mniej więcej do momentu, w którym obligacje skarbowe w USA ustanowią dno bessy (a rentowności szczyt). W fazie poprzedniego cyklu Kuznetsa, której odpowiednikiem jest obecna sytuacja, czyli w latach 1999-2000 bessa na rynku obligacji skarbowych zakończyła się na amerykańskich 10-latkach w styczniu 2000 (czyli w szczycie hossy na DJIA i na 2 miesiące przed początkiem krachu na rynku Nasdaq). Dow Jones Utilities Average zakończył wywołany tą bessą półroczny spadek o 19,3 proc. w grudniu 1999 roku na 22 miesięcznym minimum, w marcu  2000 udeptał ten dołek i do końca 2000 roku wzrósł o ponad 50 proc. 

 

DJTA4

 

Na razie DJUA spada od 5 miesięcy, straciła 13,6 proc., a do 22 miesięcznego minimum ma bardzo daleko. Na moje oko DJIA jest obecnie w takiej samej sytuacji jak po 5 miesiącach spadku w 1999 roku, czyli jak w listopadzie 1999. Jeśli mam rację, to indeks ten powinien zaliczyć w ciągu najbliższego miesiąca silny zjazd w dół, podczas którego dojdzie do przełamania dolnego ograniczenia kanału trendu wzrostowego, w obrębie którego indeks przebywa od ponad 7 lat. Jeśli tak się stanie - i jeśli moja interpretacja całej sytuacji na Wall Street - jest poprawna, to powstanie sytuacja, w której poważnie trzeba będzie rozważyć możliwość pojawienia się na tym rynku podobnego do tego z grudnia 19999 ponad 50 proc. potencjału wzrostowego.

Oczywiście taki potencjał wzrostowy cen akcji spółek użyteczności publicznej (również u nas?!) w 2017 roku może zostać zrealizowany, jeśli w tym czasie na rynku obligacji dojdzie do zakończenia obecnej bessy i rozegra się silny spadek rentowności. Z takim scenariuszem będziemy mieli do czynienia jedynie w przypadku wystąpienia w 2017 roku silnego tąpnięcia cen akcji, który na tyle przestraszy władze FED, by te na jakiś czas zrezygnowały ze snucia wizji dalszych podwyżek stóp procentowych. 

Oczywiście znowu pomiędzy moją ostatnią tezą - "DJUA jest tam, gdzie była w listopadzie 1999" - a omówionym wcześniej sygnałem na DJTA i DJIA (maj 1999) jest aż półroczna rozbieżność. Diabeł tkwi w szczegółach, więc z praktycznego punktu widzenia detale będą jeszcze wymagać dopracowania, ale mam nadzieję, że ogólny obraz sytuacji na Wall Street jest na podstawie powyższych uwag dosyć jasny. 

Podsumowując: 1) DJTA powinna na dniach zacząć trwałą silną bessę. 2) DJUA powinna silnie spadać w najbliższych tygodniach łamiąc dolnego ograniczenia długoterminowego kanału trendu wzrostowego. 3) Jeśli taki spadek się zmaterializuje, to akcje spółek użyteczności publicznej staną się potencjalnie bardzo atrakcyjnym instrumentem do akumulacji przed hossą w 2017 roku. 4) DJIA przed zakończeniem hossy powinna jeszcze wzrosnąć o ok. ponad 8 proc. wzrostu. 5) Obecne zachowanie DITA (takie jak w maju 1999) i DJUA (takie jak w listopadzie 1999) sugeruje, że obecna hossa na rynkach akcji powinna potrwać przynajmniej do kwietnia 2017. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

19:03, bialek.wojciech
Link Komentarze (448) »
piątek, 09 grudnia 2016

W ponad 43 tygodnie po dnie bessy z 20 stycznia, ponad 19-tygodni po pobrexitowym do dołku z 6 lipca, w niecałe 10 tygodni po dołku z 12 września i niecałe 5 tygodni po dołku z 17 października WIG ustanowił 18 listopada wspólne minimum cykli 5-, 10-, 20- i 40-tygodniowych i rozpoczął dynamiczny wzrost. W ciągu pierwszych 14 sesji tej zwyżki wartość indeksu zyskała do czwartku prawie 9 proc. Po raz ostatni taka 14-sesyjna dynamika WIG-u  obserwowana była 25 września 2013 roku, a wcześniej 26 czerwca 2012.

 

1WIGroniew14sesjioprawie9proc

 

Podczas ostatnich sesji zmiana roczna WIG-u, która jeszcze wiosną przekraczała -20 proc. wyszła na plus pod raz pierwszym w tym cyklu. W poprzednim cyklu taki sygnał pojawił się po raz pierwszy 16 sierpnia 2012. W przeszłości taki sygnał zawsze stanowił potwierdzenie trwania fazy wzrostowej cyklu Kitchina, chociaż czasami - np. w 2002 roku - taki sygnał poprzedzał wystąpienie znaczącej korekty. 

 

3WIGdynamikawychodzinaplus

 

Równocześnie w tym tygodniu wartość WIG-u po raz pierwszy w tym cyklu osiągnęła roczne maksimum. W poprzednim cyklu taki sygnał pojawiał się po raz pierwszy również 16 sierpnia 2012. W poprzednich cyklach tylko raz - w grudniu 1999 - taki sygnał nie zapowiadał długotrwałej hossy, ale i wtedy do szczytu WIG miał jeszcze 3 miesiące i ok. 30 proc. 

 

2WIGwychodzinaplussygnal

Na tegorocznym wykresie WIG-u można dopatrzyć się formacji podwójnego dna, którą indeks właśnie opuścił górą. Jej rozmiary sugeruję poziom nieco przewyższający 57000 jako ostateczny cel obecnego wybicia. Z bardzo podobnego podwójnego dna bessy WIG wybił się w górę we wrześniu 2012. Rozmiary ówczesnej formacji sugerowały okolice poziomu 48912 jako cel zwyżki. W rzeczywistości WIG dotarł – przed nadejściem półrocznej korekty -  na początku stycznia do poziomu 48222 pkt. czyli 1,4 proc. niżej. Powtórzenie tego schematu obecnie dałoby początek korekty w marcu przyszłego roku po wyjściu WIG-u na poziom 9-letniego maksimum.

 

4WIGwybijasizpodwjnegodna1

 

W najnowszych czwartkowym odczycie Indeksu Nastrojów Inwestorów publikowanego przez SII przewaga optymistów nad pesymistami wzrosła do +13,7 pkt. proc. W 4 ostatnich cyklach 20-tygodniowych formowaniu się lokalnego szczytu cen akcji towarzyszyło pojawianie się odczytów INI wynoszących kolejno +29,5, +27,7, +32,3 oraz +45,4 pkt. proc. Można więc uznać, że obecny poziom nie świadczy jeszcze o jakimś zapowiadającym korektę przegrzaniu sentymentu.

Z punktu widzenia cyklu Kitchina dołek sprzed 3 tygodni był pierwszym dołkiem cyklu 40-tygodniowego po dołku cyklu Kitchina. W mojej interpretacji jest to sytuacja analogiczna do tej z kwietnia/maja 2013. 

 

5WIGcykle

Podsumowując: już dawno wykres WIG-u nie wyglądał równie obiecująco z technicznego punkt widzenia co obecnie. Wydaje się, że w najgorszym przypadku - faza wzrostowa obecnego cyklu 40-tygodniowego potrwa tak jak poprzedniego tylko 10 tygodni - końca obecnych wzrostów można oczekiwać na przełomie stycznia i lutego w okolicach 9-letniego maksimum WIG-u z maja zeszłego roku (57379 pkt.). 

 

 

 

 

 

13:44, bialek.wojciech
Link Komentarze (335) »
czwartek, 01 grudnia 2016

W zeszłym tygodniu wspomniałem o umieszczeniu zakupu polskich akcji wśród transakcji rekomendowanych przez bank Goldman Sachs na przyszły rok. Większość pozostałych pomysłów Goldmana ma silniejszy lub słabszy związek z ich lansowaną od dłuższego czasu przez ten bank prognozą aprecjacji amerykańskiego dolara. W zeszłym roku rynek już w połowie lutego naruszył "stop-lossy" zaproponowane przez GS pod koniec 2014 roku i wymusił zamknięcie rekomendowanych dolarowych pozycji. Kusi myśl, że w przyszłym roku będzie podobnie. By to sprawdzić postanowiłem odświeżyć moje oparte na cyklu Kuznetsa projekcje dla dolara. 

Zacznijmy od porównania zachowania dolara względem euro i jena do projekcji przedstawionych w połowie września. Zgodnie z projekcją euro miało dosyć jednostajnie słabnąć względem dolara i rzeczywiście od połowy września do końca listopada kurs EUR/USD spadł z 1,12 do 1,05, chociaż i tak nie dogonił spadającej jeszcze szybciej projekcji. 

 

1_EURUSDstaraprojekcja

 

Ciekawiej przedstawia się kwestia zachowania USD/JPY, który odbił się już we wrześniu i październiku od poziomu 100 i do początku grudnia - czyli wyraźnie przedwcześnie - zrealizował prawie cały sugerowany przez projekcję (kolor niebieski) sprzed 2,5 miesiąca potencjał wzrostowy. 

 

2_USDJPYstaraprojekcja

 

Podobnie zachował się jen w stosunku do jeszcze starszej projekcji (kolor niebieski) dla USD/JPY. 

 

3_USDJPYjeszczestarszaprojekcja

 

Nowe projekcje dla dolara oparłem na poniższej interpretacji cyklu Kuznetsa na dolarze:

 

4_KuznetsaNowaInterpretacja

Utożsamienie - odległych od siebie o 16-18 lat - dołków Dollar Index z maja tego roku, października 1998 oraz stycznia 1983 daje następującą projekcję zachowania tego indeksu:

 

5_DOllarIndexProjekcja

 

Jak widać obecna fala aprecjacji dolara kończy się już w grudniu, po czym projekcja wchodzi w 7-miesięczną "pędzącą" korektę, w której lokalne dołki dolara wypadają w lutym i lipcu,  a kolejny po grudniowym lokalny szczyt dolara w maju 2017. Od lipca projekcja Dollar Index ponownie zaczyna silnie rosnąć. 

Zastosowanie tych samych punktów synchronizacji wobec EUR/USD nie wnosi wiele zmian. Zgodnie z oczekiwaniami analityków Goldman Sachs euro słabnie względem dolara, a owa "pędząca" korekta od grudnia do lipca sugerowana przez projekcję dla Dollar Index przybiera tu niezbyt znaczącą bardzo słabą postać. 

 

6_EURUSDNowaProjekcja

Ciekawiej sprawa przedstawia się na nowej "kuznetsowej" projekcji USD/JPY. Tutaj mamy do czynienia - nieco zaskakująco - z trwającym do lipca silnym spadkiem kursu dolara względem jena. Nie za bardzo mam na razie pomysł, jakie wydarzenia mogłyby stać się pretekstem do takiego ruchu. 

 

7_USDJPYNowaProjekcja

 

W zeszłym roku dolar przestał się umacniać i wszedł w 5-miesięczną korektę 30 listopada czyli na 16 dni przed podwyżką stóp FED. Obecnie kolejna podwyżka stóp FED oczekiwana jest 14 grudnia. Po drodze w niedzielę jest jeszcze powtórka wyborów prezydenckich w Austrii i referendum konstytucyjne we Włoszech, czyli wydarzenie w okolice których teoretycznie powinna celować słabość euro. W tym kontekście grudniowy szczyt dolara wydaje się być dosyć prawdopodobny. W takim scenariuszu początek nowego roku rzeczywiście przyniósłby na rynku walutowym wydarzenia idące wbrew prognozom Goldman Sachs, chociaż oczywiście fajnym wstępem do takiego - trwającego do lutego? - osłabienia dolara byłoby zejście w grudniu EUR/USD do nowego 13-letniego dołka, która to informacja trafiłaby na pierwsze strony serwisów informacyjnych. Niezależnie od tego nowa projekcja dla EUR/USD nadal sugeruje, że europejska waluta powinna pozostać słaba, co zdaje się pasować i do oczekiwanego w 2017 roku klimatu politycznego w strefie euro (kwietniowo/majowe wybory we Francji, wrześniowe wybory w Niemczech). 

Przedstawiając we wrześniu zapowiadające nadchodzącą falę aprecjacji amerykańskiego dolara projekcje sugerowałem, że jej beneficjentami powinny być akcje krajów mogących skorzystać z dewaluacji swoich walut czyli nastawione na eksport Japonia czy kraje strefy euro takie jak Niemczy. Nikkei rzeczywiście wzrósł o kilkanaście procent, ale na razie dewaluacja euro względem dolara nie wpłynęła specjalnie pozytywnie na indeksy krajów strefy euro. Być może przyczyną jest utrzymujące się w strefie euro ryzyko polityczne. 

Podsumowując: wiarygodność powyższych projekcji w krótkoterminowej perspektywie nie jest zbyt duża, gdyż oparte one zostały jedynie na doświadczeniach dwóch ostatnich cykli, a moja interpretacja pozycji rynku w ramach obu cykli może być błędna, ale sugerują one, że obecna fala aprecjacji dolara powinna kulminować w drugiej połowie grudnia, po czym w okresie do okolic lipca przyszłego roku dolar powinien wejść w korektę, która - gdyby uzyskany wynik traktować dosłownie - powinna być szczególnie widoczna na parze USD/JPY

 

 

14:39, bialek.wojciech
Link Komentarze (275) »