Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 23 grudnia 2010

W dyskusji na temat tego jak zostaną rozegrane na GPW ostatnie sesje tego roku i pierwsze sesje roku nowego chciałbym oddać głos koledze z CDM-u Piotrowi Kaźmierkiewiczowi, którego już raz gościłem w tym miejscu:

 

"Niewielka zmienność ostatniej przedświątecznej sesji skłania do kilku refleksji na temat hipotetycznego zakończenia obecnego roku. Analizując przełomy poszczególnych lat w okresie od 1997 do 2010 roku dochodzimy do wniosku, że przed nami szykuje się stosunkowo atrakcyjny czas dla inwestycji, szczególnie pod względem relacji oczekiwanego zysku do potencjalnej straty. Okazuje się bowiem, że w ciągu tych ostatnich 14 przełomów poszczególnych lat kupując portfel akcji w postaci indeksu WIG na zamknięciu szóstej sesji przed nowym rokiem (w tym roku wypada to dziś, 23. grudnia), i sprzedając ten sam portfel na zakończeniu trzeciej sesji Nowego Roku (w przyszłym roku będzie to dzień przed świętem Trzech Króli, czyli 5 stycznia 2011) możemy średnio oczekiwać 4,0% wzrostu wartości indeksu WIG w tym czasie (mediana wynosi 3,9%). Co ciekawe maksymalny zarobek na przestrzeni tych 8 sesji został osiągnięty w 1999 roku i wyniósł 12,6%. Należy jednak podkreślić, że w analizowanym okresie jedynie dwukrotnie inwestorzy ponosili stratę: -0,4% w 2005 i -0,5% w 2008 roku. Dla odważniejszych inwestorów okazalsza może okazać się strategia zakładająca wstrzymanie się z zakupami do zamknięcia piątej sesji przed Nowym rokiem (czyli w obecnym przypadku do poniedziałku) i przetrzymanie akcji jeszcze jeden dzień po Trzech Króli (oznaczałoby to sprzedaż w piątek 7. stycznia na zamknięciu). W tej konfiguracji nasz średni zarobek rośnie do 4,2%, zaś mediana wynosi już wtedy 5,0%. Niestety zgodnie z teorią wraz ze wzrostem oczekiwanego zysku rośnie też potencjalna strata, która wynosi -2,4% (rok 2008). Oprócz tego w takim okresie występują jeszcze dwie obserwacje przynoszące stratę: -1,3% w 2007 i -1,2% w 2005 roku.

 

 

 

 

 

 

 

Kończąc rozważania pozostaje nam jedynie życzyć Państwu, by nadchodzące dni wpasowały się w powyższe statystyczne rozważania, a okres poświąteczny przyniósł realizację jedynie optymistycznego scenariusza.

 

Spokojnych Świąt!"

 

Przedstawiony na ostatnim rysunku stosunek mediany "okołonoworocznego" zysku do maksymalnej straty przy zakupie akcji dokonanym na 4 do 7 sesji przed końcem roku i ich sprzedaży  na jednej z pierwszych sesji roku wydaje się być atrakcyjny. Mnie zatem pozostaje tylko dołączyć się do życzeń Piotrka.  Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i samych udanych pomysłów inwestycyjnych w Nowym Roku!

 

 

 

15:01, bialek.wojciech
Link Komentarze (670) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010

 

 

 

Zastanawiając się na perspektywami ostatniej prognozy dla WIG-20 przedstawionej w  Raporcie Tygodniowym z 10 grudnia zrobiłem sobie przegląd podobnych przewidywań z okresu ostatnich kilkunastu miesięcy. Ta zamieszczona w Raporcie Tygodniowym z 20 listopada 2009 widoczna jest poniżej wraz ze zaktualizowanym przebiegiem wartości WIG-u 20. Jak widać prognoza sprzed ponad roku dosyć trafnie wyznaczyła kolejne punkty zwrotne na rynku, natomiast wyraźnie przeszacowana została prognozowana zmienność cen akcji. Późniejsza rynkowa rzeczywistość okazała się wyraźnie mniej dramatyczna.    

 

 

Inaczej nieco sprawa przedstawiała się z prognozą, którą znaleźć można było w Raporcie Tygodniowym z 9 kwietnia. Zakładałem wtedy, że po wyrównaniu rekordu liczby kolejnych wzrostowych tygodni WIG-20 wejdzie w korektę, która do przełomu II i III kw. sprowadzi indeks do poziomu lutowego dołka. Korekta rzeczywiście nadeszła, ale dopiero tydzień później, czyli po ustanowieniu nowego historycznego rekordu długości sekwencji wzrostowych tygodni. Spadek miał zupełnie inną stukturę niż ta prognozowana i zakończył się nico wyżej niż to zakładała przedstawiona prognoza. Zgodził się natomiast z dokładnością do paru dni termin zakończenia spadków i rozpoczęcia "letniej zwyżki". Co ciekawe zasięg późniejszych wzrostów twających do grudnia odpowiadał dokładnie temu prognozowanemu 9 kwietnia.

 

 

 

Inną prognozę dotyczącą tego samego okresu znaleźć można w Raporcie Tygodniowym z 28 maja. W tym przypadku z kolei krótkoterminowe ruchy rynku zostały zaprognowane z prawie 100 proc. dokładnością natomiast wyraźnie widać wpływ spadków, które nastąpiły, na zwiększenie dynamiki prognozowanych ruchów. Spadek, który na początku kwietnia miał - zgodnie z ówczesną prognozą - sięgnąć poziomu lutowego dołka, tym razem schodzi wyraźnie niżej. Pojawienie się w hipotetycznym dołku z połowy roku zaznaczonym na wykresie znaku pytajnika świadczy też wyraźnie o wzroście niepewności, który nastąpił wskutek "flash crash" z 6 maja i ujawnienia skali problemów Grecji. Co ciekawe wzrost pesymizmu odnośnie skali spadku rekompensowany był wzrostem rozmiarów i dynamiki prognozowanej "letniej zwyżki".

 

 

 

Powyższe projekcje wartości WIG-u 20 można generelnie ocenić pozytywnie. W gruncie rzeczy poprawnie przewidziały one 5 kolejnych krótkoterminowych ruchów rynku: wzrost do stycznia 2010, spadek do przełomu lutego/marca, ponowny wzrost do kwietnia, późniejsze spadki kulminujące dokładnie w połowie roku i wreszcie "letnią zwyżkę", która po nich nastąpiła.

W Raportach Tygodniowych z tego roku można było znaleźć również przykład prognozy kompletnie nieudanej. Rozbieżność pomiędzy zaznaczonymi na poniższym rysunku kolorem czerwonym prognozami dla indeksu S&P 500 a tym, co się później na rynku wydarzyło dobrze pokazuje, co można zdziałać, gdy się dysponuje sumką 600 mld dolarów (a przynajmniej możliwością wydrukowania takiej sumy). "Don't fight the FED"?

  

 

Niektóre z prognoz czekają jeszcze na ostateczną weryfikację, tak jak ta dla EUR/USD widoczna poniżej. W tym przypadku zaburzenie wywołane przez listopadową interwencję FED było nieco mniejsze niż na rynku akcji i ciagle jest jeszcze nadzieja, że ewentualna ponowna eskalacja kryzysu peryferiów strefy euro rzeczywiście w I kw. 2010 doprowadzi do przetestowania przez EUR/USD czerwcowych minimów (ok. 1,18). Oczywiście należy być ostożnym, bo i tym razem Amerykanie mogą wymyślić jakiś sposób na - choćby tymczasowe - osłabienie dolara.

 

 

Najnowsza prognoza dla WIG-u 20 oparta w praktyce na założeniu, że I kw. 2011 będzie przypominał II kw. 2010, a wygląda tak:

 

  

 

Za nieco ponad 3 miesiące pod koniec marca przyszłego roku można będzie dokonać jej - oraz prognozy dla EUR/USD - ostatecznej oceny. Trochę dodatkowych rozważań na ten temat umieściłem w ostatnim raporcie tygodniowym z minionego piątku.

00:05, bialek.wojciech
Link Komentarze (197) »
piątek, 10 grudnia 2010

W - poprzednim komentarzu - omawiałem aktualną pozycję rynków w ramach 4-letniego "cyklu prezydenckiego".  Zwracałem tam uwagę na bardzo optymistyczny dla posiadaczy akcji fakt, że od 76 lat nikt kto kupił akcje wchodzące w skład indeksu S&P 500 w sytuacji - z punktu widzenia pozycji w ramach tego cyklu - analogicznej do tej z końca września tego roku i sprzedał je 5 kwartałów później pod koniec następnego roku, nie stracił. Jeśli ta reguła sprawdzi się po raz 20-ty z rzędu, to indeks S&P 500 będzie miał pod koniec 2011 roku wartość nie niższą niż 1141,2 pkt., a najprawdopodobniej znacznie wyższą. 30 września wartość WIG-u 20 wynosiła 2615,2 pkt., gdyby więc mechanicznie przenieść ten wniosek dotyczący giełdy nowojorskiej na realia GPW uzyskalibyśmy wstępne (dokładniej tą kwestią zajmę się kiedy indziej) oszacowanie poziomu, poniżej którego indeks ten nie powinien się znaleźć na koniec przyszłego roku.

Niestety rynkowa rzeczywistość nie jest taka prosta. W praktyce na rynku mamy do czynienia z interakcją wielu cyklicznych zjawisk o różnej naturze, których interferencja czasami prowadzi do wzajemnego wzmocnienia trendu a czasami do jego wygaszenia. 48-miesięczny "cykl prezydencki" jest pochodną cyklu politycznego wyznaczanego przez bardzo stabilny kalendarz wyborczy w USA oraz konsekwencją istnienia łatwo poddającego się manipulacji papierowego pieniądza oraz banku centralnego podatnego na naciski ze strony rządu. Dziś chciałbym poruszyć temat innego cyklu o chyba jeszcze bardziej fundamentalnym charakterze. Mam na myśli tzw. "krótki cykl" gospodarczy odkryty przez żyjącego w latach 1861-1932 brytyjskiego statystyka Josepha Kitchina i noszący jego imię.  "Cykl Kitchina" ma ok. 40 miesięcy a jego odkrycie przypada na lata dwudzieste ubiegłego stulecia. Poniżej zreprodukowałem pierwszą stronę wydanej przez "MIT Press" pracki Kitchina z 1923 roku zatytułowanej "Cycles and Trends in Economic Factors", gdzie opisuje on swoje odkrycie:

 

 

Według autora hasła na temat "cyklu Kitchina" zamieszczonego w angielskiej wersji Wikipedii

 "Uznaje się, że za cyklem tym stoją opóźnienia czasowe w przepływie informacji wpływające na podejmowanie decyzji w przedsiębiorstwach."

... i trudno się z tą skrótową charakterystyką nie zgodzić.

Ktoś jednak może zadać pytanie o to, cóż nas może obchodzić jakiś cykl obserwowany w XIX i na początku XX wieku w gospodarkach Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Otóż wydaje się, że może. Tak się bowiem składa, że w całkiem innych realiach geograficznych i historycznych czyli w Polsce przełomu XX i XXI wieku gospodarką zdaje się rządzić dokładnie taka sama 40-miesięczna cykliczność. Spójrzmy na poniższy wykres rocznej dynamiki PKB w naszym kraju:

 

 

Obejmuje on 3 pełne cykle gospodarcze: pomiędzy IV kw. 1996 a I kw. 2007, jeśli liczyć "po szczytach" i pomiędzy I kw. 1999 a I kw. 2009, jeśli liczyć "po dołkach". Jak łatwo zauważyć średnia długość podstawowego cyklu gospodarczego wynosiła w Polsce w okresie minionych kilkunastu lat 41 miesięcy licząc odległość pomiędzy szczytami gospodarczych boomów, czy też dokładnie kitchinowskie 40 miesięcy, jeśli uwzględnić odległości pomiędzy dołkami kolejnych spowolnień. Czyż to nie piękne, że to zjawisko gospodarcze odkryte prawie 100 lat temu ma tak uniwersalny charakter?

Czy ten uniwersalny charakter "cyklu Kitchina" można wykorzystać w praktyce do średnioterminowej spekulacji giełdowej? Oczywiście a to ze względu na łączące gospodarkę i rynek akcji intymne więzi. Ten temat pojawił się już w tym miejscu w sierpniu:

 "Pomiędzy początkiem pierwszej bessy na GPW a początkiem  ostatniej upłynęło 16 lat i 2 miesiące. W tym czasie rozegrało się 5 pełnych cykli bessa-hossa.  To daje 3 lata i 3 miesiące na pełny cykl."

"3 lata i 3 miesiące" średniej długości pełnego cyklu hossa-bessa na GPW to 39 miesięcy o 1 miesiąc mniej niż 40 miesięcy Kitchina (pamiętajmy, że ani gospodarka ani rynek akcji to jednak nie są zegary z kukułką).

 Warto zapamiętać tę prawidłowość, bo wynika z niej, że kolejnego szczytu hossy należy oczekiwać w mniej więcej 40 miesięcy po szczycie poprzedniego "rynku byka", a kolejnego dna bessy mniej więcej w 40 miesięcy po dnie poprzedniego "rynku niedźwiedzia". Ostatni szczyt hossy wypadł w lipcu 2007 roku, dno ostatniej bessy w lutym 2009. Stosują "regułę 40 miesięcy" otrzymujemy listopad 2010 jako "orientacyjny" szczyt obecnej hossy i czerwiec 2012 jako orientacyjny dołek następnej bessy. Co proszę? Przecież listopada 2010 skończył się 10 dni temu? Jak to się ma do wspomnianej wcześniej treści poprzedniego komentarza sugerującego wysoki poziom cen akcji na koniec przyszłego roku? Jak pogodzić oczekiwania rychłego pojawienia się w szczytu obecnej hossy - a zatem początku cyklicznej bessy -  z przyjmowanym praktycznym założeniem, że ceny akcji nie spadną w istotny sposów lub nawet wzrosną do końca grudnia 2011?

Próbą uzgodnienia tych na pozór sprzecznych oczekiwań zajmę się w jednym z najbliższych komentarzy. Niniejszy zakończę natomiast aktualizacją wzorca dla WIG-u 20 wyznaczonego przez uśrednienie przebiegu 4 ostatnich cyklicznych "rynków byka" na GPW. Te hossy na rynku akcji były oczywiście związane ze wzrostowymi fazami "cykli Kitchina" w gospodarce (lata 1995-1997, 1999, 2001-2004 i 2005-2007 - patrz powyższy wykres). Podobnie jest oczywiście i teraz: cykliczny wzrostu WIG-u 20 trwa od 17 lutego 2009 i czyli dokładnie od dna gospodarczego spowolnienia z lat 2007-2009 wywołanego globalnym kryzysem finansowym.  

 

  

Z przedstawionego powyżej wzorca wynika, że jeśli obecna cykliczna hossa miałaby okazać się typowym średniakiem, to powinna zakończyć się za ok. 35 sesji, gdy WIG-20 osiągnie okolice poziomu 2903 pkt. Takimi wypracowanymi na postawie historii wzorcami nie trzeba się aż tak bardzo przejmować, bo przebieg każdego kolejnego cyklu może się od wzorca w mniejszym lub większym zakresie odchylać, ale z pewnością nie należy lekceważyć tego, że dwie oparte pośrednio na "cyklu Kitchina" metody szacowania terminu szczytu obecnej hossy dały  niepokojąco nieodległe daty: listopad 2010 i styczeń 2011...

 

17:47, bialek.wojciech
Link Komentarze (361) »
środa, 01 grudnia 2010

Nawrót kryzysowych tendencji w strefie euro oraz pojawienie się wątpliwości co do zdolności polskiego rządu poradzenia sobie w racjonalny i elegancki sposób z narastającymi napięciami fiskalnymi ponownie pogorszył w okresie minionych kilku tygodni nastroje uczestników rynku. Trudno się temu specjalnie dziwić. Analogia obecnego kryzysu strefy euro do kryzysu azjatyckiego sprzed 13 lat zarysowana pół roku temu nadal zachowuje swoją ważność. Jedną z konsekwencji z niej wynikających miał być "letnia zwyżka" cen akcji. Ta rzeczywiście nastąpiła wskutek interwencji FED przeciągając się aż do początku listopada. Kolejnym zjawiskiem z tej analogii wynikającym miał być jednak nawrót kryzysu po mniej więcej pół roku od ujawnienia problemów Grecji. I dokładnie z początkiem takiego nawrotu mamy najwyraźniej od jakiegoś czasu do czynienia. Analogia do sytuacji rynkowej z czasu kryzysu na rynkach wschodzących z lat 1997-1998 sugeruje, że kulminacja kryzysu strefy euro nastąpi dopiero za kilka miesięcy w środowisku inwestycyjnym być może przypominającym to z lata i jesieni 1998 roku czyli z okresu bankructwa Rosji i upadku gigantycznego funduszu spekulacyjnego Long-Term Capital Management.

Kilka przesłanek sugeruje, że taka ewentualna kulminacja kryzysu będzie dobrym momentem do zakupów akcji. Jedną z tych przesłanek chciałbym opisać dziś.

Na rynkach finansowych funkcjonuje wiele reguł inwestycyjnych (typu "sell in May, go away on holiday"), zwykle mają one jednak charakter probabilistyczny, to znaczy sprawdzają się "zwykle" ale nie zawsze. Jest jednak jedna reguła, która nie zawiodła nigdy od 76 lat. Co prawda daje ona sygnał kupna jedynie raz na 4 lata, ale 19 ostatnich tego typu sygnałów przyniosło zyski i żaden nie przyniósł straty.

Z 19 sygnałów kupna na przestrzeni minionych 76 lat 19 zakończyło się sprzedażą z zyskiem.

Oto stopy zwrotu uzyskane w tych transakcjach:

+9,9 proc.

 +36,4 proc. 

+44,5 proc.

+33,1 proc.

+36,3 proc.

+6,8 proc.

+37,0 proc.

+5,3 proc.

+41,9 proc.

+21,2 proc.

+26 proc.

+33,3 proc.

+19,6 proc.

+40,8 proc.

+22,2 proc.

 +2,3 proc.

+31,9 proc.

+1,8 proc.

+47,9 proc.

Średnia z tych 19 stóp zwrotu to +26,2 proc., mediana +31,9 proc. Najniższy zysk to +1,8 proc., najwyższy to +47,9 proc.

Najnowszy sygnał tego typu został wygenerowany nie tak dawno bo raptem  pod koniec września tego roku. Ówczesny zakup dał do 5 listopada zysk w wysokości 7,4 proc. Potem te zyski zaczęły topnieć i na koniec listopada wynosiły już jedynie 3,5 proc. Do momentu pojawienia się - za 13 miesięcy - sygnału sprzedaży wielkość tej bieżącej stopy zwrotu będzie się jeszcze wielokrotnie zmieniać.

Pora już chyba zdradzić jakieś szczegóły owej "niezawodnej" od prawie 80 lat strategii spekulacyjnej. Oczywiście oparta ona jest na występujacym na amerykańskim rynku akcji zjawisku tak zwanego "cyklu prezydenckiego", czyli  tendencji do oscylowania stóp zwrotu z lokat w akcje w ramach 4-letniego cyklu politycznego wyznaczanego przez kalendarz wyborów prezydenckich w USA. W ramach tej narzucanej przez 4-letni rytm wyborów cykliczności występuje silna tendencja to pojawiania się wysokich stóp zwrotu w roku poprzedzającym rok, w którym odbywają się wybory prezydenckie w USA (czyli trzecim roku cyklu):

  

 

Przedstawione powyżej stopy zwrotu były zyskami z obejmujących 5 kwartałów lokat w indeks S&P 500 inicjowanymi pod koniec III kw. drugiego roku po wyborach i zamykanymi na koniec trzeciego roku po wyborach. W poprzednim cyklu oznaczało to zakup akcji wchodzących w skład indeksu S&P 500 po koniec września 2006 (czyli pod koniec III kw. drugiego roku po wyborach prezydenckich z 2004 roku) i ich sprzedaż na koniec 2007 roku. Czyli kupno, gdy S&P 500 miał wartości 1335,8 pkt. i sprzedaż gdy miał wartości 1468,4 pkt. Dało to  zysk właśnie 9,9 proc. (nie licząc dywidend!) "zgarnięty" w ostatnich chwili przed ostatecznym załamaniem cen akcji spowodowanym wybuchem kryzysu kredytowego.

Stosowanie tej strategii pozwoliłoby w okresie od 1934 roku na pomnożenie początkowego kapitału ponad 73-krotnie (a wyliczenie to nie uwzględnia dywidend uzyskiwanych podczas 5-kwartalnego okresu trzymania akcji).

Oczywiście źródłem tej zadziwiającej regularności jest zdolność zależnej od Białego Domu Rezerwy Federalnej do manipulowania przebiegiem cyklu koniunkturalnego w gospodarce w taki sposób by maksymalizować szanse reelekcji urzędującego prezydenta czy też innego kandydata  aktualnie rządzącej partii. Dlaczego jednak najlepszym rokiem na giełdzie nie jest rok wyborów tylko rok poprzedni? No cóż. O wynikach demokratycznych wyborów decydują w mniejszym stopniu głosy inwestorów a w większy pracobiorców (których jest zdecydowanie najwięcej). Innymi słowy celem manipulującego w celach politycznych koniunkturą gospodarczą banku centralnego jest maksymalizacja liczby miejsc pracy w gospodarcze w przeddzień wyborów. Jak wiemy poziom zatrudnienia sam jest wskaźnikiem opóźnionym w stosunku do koniunktury gospodarczej, a tą ostatnią z kolei o średnio ok. 5 miesięcy wyprzedzają zmiany cen na rynku akcji. To skumulowane wyprzedzenie rynku akcji w stosunku do koniunktury gospodarczej, i koniunktury gospodarczej w stosunku do rynku pracy powoduje, że skutki manipulacji FED zaczynają być widoczne na rynku akcji już na 2 lata przed wyborami.

Jest dosyć jasne, że ostatnia interwencja Rezerwy Federalnej, która wywołała tyle emocji miesiąc temu, jest elementem właśnie takiej wielkoskalowej manipulacji, której celem jest wpłynięcie na wynik wyborów prezydenckich z listopada 2012 roku.

Warto zauważyć, że ostatnim przypadkiem, w którym opisana strategia sromotnie zawiodła przynoszą stratę w wysokości 50 proc. były lata 1930-31. Był to ostatni okres, w którym w USA ciągle jeszcze obowiązywał - zniesiony w 1933 roku przez rozporządzenie prezydenta Roosevelta - standard złota. Innymi słowy był to ostatni okres, w którym amerykańscy obywatele mieli prawo i możliwość zamiany "zielonych papierków z portretami martwych prezydentów" na złote monety i sztabki, z którego to prawa i możliwości mogli korzystać, jeśli na przykład nie przypadły im do gustu  manipulacje wartością pieniądza w wykonaniu banku centralnego.

Przyszły rok - rok 2011 - jest właśnie takim najlepszym z punktu widzenia giełdy nowojorskiej trzecim rokiem "cyklu prezydenckiego", to znaczy rokiem poprzedzającym rok wyborów prezydenckich w USA. 

  

 

 

Na powyższym wykresie zaznaczyłem kolorowymi liniami 3 trendy wokół których indeks S&P 500 musiałby się zapewne oplatać, gdyby chciał zakończyć przyszły rok na poziomach oznaczających wzrost w stosunku do poziomu z końca września (1141,2) o odpowiednio +1,8 proc. (cel 1161,7 pkt. na zielono), +31,9 proc. (cel 1505,2 pkt. na niebiesko) oraz +47,9 proc. (cel 1687,8 pkt. na czerwono). Ta pierwsza liczba - +1,8 proc. - to najniższy zysk z opisanej powyżej strategii opartej na "cyklu prezydenckim", ta ostatnia - +47,9 proc. - do najwyższy zysk. +31,9 proc. to mediana - "wartość oczekiwana" - z tych 19 dodatnich stóp zwrotu.

W ciągu następnych 13 miesięcy będę najprawdopodobniej często wracał do powyższego wykresu traktując każdy wzrost powyżej czerwonej linii jako sygnał lokalnego "przegrzania" rynku i spadku dalszego potencjału wzrostowego. Równocześnie każdy spadek indeksu poniżej zielonej linii będą skłonny traktować jako sygnał pojawienia się cen "gwarantujących" - na podstawie statystyki od 1934 roku - zysk z inwestycji w amerykańskie akcje.

Oczywiście wersja najbardziej optymistyczna (linia czerwona) a nawet wersja zgodna ze medianą (linia niebieska) są zapewne - w obecnych warunkach - nieco mniej prawdopodobne (choć oczywiście nie można być tego pewnym). Wcześniejsze rozważania - patrz "Wall Street: stracone 2 lata?" oraz "Prawdopodobieństwo załamania a maksymalna możliwa nagroda" sugerowały, że bardziej realistyczne są oczekiwania zakończenia przyszłorocznych notowań na Wall Street przy poziomie S&P 500 wyższym niż owe minimalne 1161,7 pkt. ale jednak niższym niż oczekiwany na podstawie mediany poziom 1505,2 pkt.

16:43, bialek.wojciech
Link Komentarze (798) »