Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
piątek, 27 listopada 2015

Dynamika krajowej produkcji przemysłowej charakteryzowała się w przeszłości wysokimi współczynnikami korelacji z dwoma rynkowymi parametrami - roczną dynamiką krajowych cen akcji oraz roczną dynamiką złotowych cen metali przemysłowych. Te dwie zależności zilustrowane zostały na poniższych rysunkach:

 


Warto dodać, że wartość współczynnika korelacji pomiędzy dynamiką produkcji przemysłowej w Polsce a przeliczonymi na złoty dynamikami różnych indeksów cen surowców jest najwyższa właśnie dla indeksu metali przemysłowych ("miedź ma doktorat z ekonomii"). 

W obu przypadkach historyczne wyprzedzenie rocznych zmian zarówno WIG-u 20 jak i przeliczonej na złote wartości GSCI Industrial Metals Index w stosunku do rocznej dynamiki krajowej produkcji przemysłowej wynosiło średnio 2-2,5 miesiąca. Zachowanie obu wskaźników w ostatnich tygodniach sugeruje, że słabnąca od wiosny dynamika produkcji przemysłowej w naszym kraju raczej nie przyspieszy w najbliższym czasie, a być może nadal będzie zwalniać do przynajmniej stycznia. 

Skoro dynamika krajowej produkcji przemysłowej koreluje ze zmianami cen akcji na GPW i zmianami złotowych cen metali przemysłowych, to należy oczekiwać, że zachowanie cen krajowych akcji będzie wykazywało podobieństwo do zachowania złotowych cen metali przemysłowych. I tak jest w rzeczywistości, co widać na poniższym obrazku:

 

WIG-20 nie składa się z samego KGHM, ale z powyższego wykresu się tego nie dowiemy. Jest jasne, że 6-letnie minima i WIG-u 20 i GSCI Industrial Metals Index mają ze sobą ścisły związek.

Na całe szczęście dla posiadaczy krajowych akcji nie samych WIG-iem 20 GPW żyje: indeks cenowy szerokiego rynku, który w okresie minionych 3 lat zyskał 56 proc., przez minione 2 lata wzrósł o 21 proc., a w ciągu ostatniego roku zwyżkował o 18 proc., a który na początku listopada ustanowił 4-letnie maksimum, był w czwartek o 8,2 proc. wyżej niż w sierpniowym dołku.

Możemy z niego jednak wysnuć dosyć przekonujący wniosek, że do końca bessy i powrotu hossy na WIG-u 20 potrzeba nam jednej jedynej rzeczy - końca spadków i początku wzrostów złotowych cen metali przemysłowych (które w tym przypadku odzwierciedlają generalną relację popytu i podaży w światowej gospodarce). 

Na razie nie widać poważniejszych sygnałów zapowiadających rychłą zmianę trendu na rynku metali przemysłowych. W lipcu próbując prognozować zachowanie cen na tym roku zaproponowałem opartą na mojej interpretacji cyklu Kuznetsa projekcję dla GSCI Industrial Metals Index (USD) sugerującą szukanie dołka w okolicach listopada ("Fabryka świata już nie potrzebuje metali przemysłowych?"). Poniżej uaktualnienie tej projekcji. 

 

 

Czas już minął, spadek okazał się nawet większy od prognozowanego, ale trzeba pamiętać, że to ta projekcja oparta na synchronizacji sygnałami generowanymi przez Dollar Index jest tylko jedną z wielu możliwych. Tak czy siak, jeśli przyjąć moje założenie, że z punktu widzenia cyklu Kuznetsa obecna sytuacja na rynkach towarowych po 4,5 latach spadków cen jest analogiczna do tych z końca drugiej połowy lat 90-tych i końca pierwszej połowy lat 80-tych, to dno obecnej wyprzedaży nie powinno być zbyt odległe. 

 


Zarówno jesienią 1984 jak i jesienią 1998 GSCI Industrial Metals Index (USD) zaliczał - tak jak teraz - wieloletnie minima. Obecnie spadek trwa już 4 lata i 7 miesięcy. W pierwszej połowie lat 80-tych trwał 4 lata i 8 miesięcy. W drugiej połowie lat 90-tych - 4 lata i 1 miesiąc. Do orientacyjnego poziomu wsparcia - na powyższym rysunku zaznaczonego poziomą kreską - zostało jeszcze ok. 10 proc. Od kwietnia 2011 indeks spadł o 52 proc., czyli już więcej niż w latach 1995-1999 (kryzys azjatycki) czy 1989-1993 (pęknięcie bańki w Japonii), ale mniej niż w latach 2008-2009 (-65 proc.) i w latach 1980-1984 (-62 proc.). 

Jak widać z tego ostatniego zestawienia, nawet, jeśli trwające załamanie cen metali odzwierciedla początek pęknięcia bańki inwestycyjnej w Chinach podobnego do wcześniejszych załamań w Japonii z początku lat 90-tych i Azji Południowo-Wschodniej w drugiej połowie lat 90-tych, czyli czegoś co w ostatnich latach nazywałem Chinageddonem, to można spekulować, że wiele z tego jest już w cenach. Z drugiej strony, gdyby skala spadków miała dorównać największym w przeszłości, to czekałaby nas dalsza przecena o kolejne ponad 20 proc. 

13:56, bialek.wojciech
Link Komentarze (214) »
piątek, 20 listopada 2015

Czwartkowy sondaż INI przyniósł kolejną sugestię bliskości przynajmniej krótkoterminowego dołka cen akcji na GPW. Saldo udziału optymistów oczekujących wzrostu cen akcji i pesymistów oczekujących ich zniżki spadło do -11,5 pkt. proc. W 4,5-letniej historii miały miejsce jedynie 4 epizody równie złych lub gorszych nastrojów krajowych inwestorów indywidualnych. Epizody te rozpoczynały się kolejno 15 września 2011, 24 listopada 2011, 16 maja 2012 oraz14 sierpnia 2014. 

 


 

Z daleka wygląda to bardzo optymistycznie, ale sprawy się komplikują po przyjrzeniu się sprawie z bliska. Maksymalna strata jaką ponieślibyśmy w przeszłości kupując WIG na zamknięcie czwartkowej sesji, na której pojawiał się taki sygnał to -6,2 proc. "Gwarantowany" zysk to ledwie +3,2 proc. na 39 sesji po sygnale (w każdej ścieżce WIG był na 39-tej sesji po sygnale przynajmniej 3,2 proc. wyżej niż na zamknięcie sesji, podczas której pojawił się sygnał). W innym ujęciu "gwarantowany" zysk to +7,1 proc. - pomiędzy 23 a 45 sesją po sygnale każda z 4 ścieżek choćby przez chwilę była o przynajmniej 7,1 proc. powyżej poziomu z momentu wygenerowania sygnału. 

 

 

Uśredniając te 4 historyczne ścieżki otrzymujemy sugestię, że najlepszym momentem do zakupu akcji jest 13-ta sesja po sygnale takim jak ten czwartkowy. W naszych realiach oznacza to okolice 8 grudnia. 


 

Powyższy wniosek można skondrontować z zachowaniem krajowego rynku akcji po atakach terrorystycznych z USA z 11 września 2001. WIG ustanowił pierwszy dołek 13 dni po 11 września, przetestował go po następnych 9 dniach, po czym w ciągu 3 miesięcy wzrósł o prawie 50 proc. W naszych realiach oznaczałoby to dołki 13 i 20 dni po paryskim ataku z piątku 13 listopada, czyli 26 listopada i 3 grudnia. Co ciekawe już wcześniej obecna sytuacja na naszym rynku wydawała się podobna do tej z września 2001: wtedy po wyborczej klęsce rządzącej partii (AWS) WIG-20 spadł do 5-letniego minimum poniżej psychologicznego poziomu 1000 pkt, teraz po wyborczej porażce rządzącej koalicji (PO/PSL) WIG-20 spadł do 5-letniego minimum poniżej psychologicznego poziomu 2000 pkt.

13:10, bialek.wojciech
Link Komentarze (176) »
czwartek, 12 listopada 2015

Proponuję dziś zabawę WIG-iem 20. Indeks ten w miniony piątek spadł do najniższego poziomu od 2009 roku. W jego historii 5-letnie minima zdarzyły się w wcześniej 2-krotnie: 16 lutego 2009 czyli na dzień przed dołkiem bessy z lat 2007-2009 oraz 24 września i 3 października 2001 czyli w dołku bessy z lat 2000-2001. Na poniższym obrazku te sygnały zaznaczone zostały czerwonymi trójkątami.

 

 

Tej słabości GPW towarzyszył od końca sierpnia pokaz siły Wall Street. W rezultacie w ciągu 45 sesji do poniedziałku zmiana WIG-u 20 okazała się o ponad 14 pkt. proc. niższa niż zmiana S&P 500. W okresie minionych 14 lat z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia dwukrotnie: w lutym 2009 oraz w maju 2003. 

 

 

Nominalny poziom indeksów jest jednym  z najmniej istotnych elementów przy analizie rynku, ale przy okazji warto zauważyć ciekawostkę jaką jest spadek nominalnej wartości WIG-20 poniżej nominalnej wartości S&P 500. W całej historii WIG-u 20 indeks ten miał mniejszą wartość niż S&P 500 kilkukrotnie w okresie październik 1998-marzec 1999, potem w listopadzie 1999 oraz w okresie lipiec-październik 2001. 

 

 

W kontekście optymistycznej wymowy wpisu sprzed tygodnia trudno nie traktować powyższych sygnałów jako pretekstu do rozważenia hipotezy, że i tym razem mamy do czynienia z podobną do tych z przeszłości zdarzającą się raz na kilka (6-7) lat okazją do tanich zakupów akcji największych polskich spółek. 

Na razie jednak inwestorzy i spekulanci najwyraźniej nadal sparaliżowani są perspektywą nadchodzącej "madziaryzacji" polskiego rynku finansowego, co - gdyby traktować dosłownie węgierskie doświadczenia z lat 2010-2014 - oznaczałoby uporczywą słabość rynku akcji i złotego w trakcie całej kadencji nowego rządu. Z drugiej strony "gumka" wydaje się być skrajnie napięta (pesymiści powiedzą, że już dawno pękła) i jeśli w najbliższych tygodniach nie dojdzie na świecie do poważniejszego pogorszenia koniunktury, to inwestorzy prędzej czy później zaryzykują wrócą na nasz rynek. Na razie trzeba pewnie poczekać na exposé premier nowego rządu i reakcję rynków nań. 

20:42, bialek.wojciech
Link Komentarze (214) »
piątek, 06 listopada 2015

Wielokrotnie w przeszłości postulowałem wywiedzione głównie z mej interpretacji cyklu Kuznetsa podobieństwo sytuacji na rynkach w latach 2014-2015 do tej z lat 1997-1998. Sierpniowe złamanie cen akcji na świecie i październikowe dynamiczne odbicie w górę idealnie wpasowały się w tą koncepcję. Co więcej takie szybkie przejście od panicznej wyprzedaży do panicznych zakupów to bardzo charakterystyczna sygnatura istotnej zmiany trendu ze spadkowego na wzrostowy.

Zdefiniujmy sobie sygnał jako wzrost S&P 500 w trakcie kalendarzowego miesiąca o ponad 8 proc. (w październiku indeks zyskał 8,3 proc.) następujący w przeciągu 3 miesięcy od miesięcznego spadku o ponad 6 proc. (w sierpniu S&P 500 spadł o 6,3 proc.). W okresie minionych kilkudziesięciu lat taka sytuacja zdarzyła się wcześniej jedynie 6-krotnie. Co ważne za każdym razem pojawienie się na wykresie S&P 500 takiej sygnatury wyznaczało początek potężnej fali wzrostu cen akcji w USA. Daty tych 6 wcześniejszych sygnałów to październik 1974, kwiecień 1978, październik 1998, październik 2002, marzec (i kwiecień) 2009 oraz październik 2011. Warto zwrócić uwagę, że 4 z tych 6 sygnałów pojawiły się - tak ja ten z ubiegłego tygodnia - w październiku. 

 


 

Jest jasne, że projekcja uzyskana poprzez uśrednienie ścieżek S&P 500 wokół tych sygnałów może być jedynie skrajnie optymistyczna. Wynika z niej, że trzymanie amerykańskich akcji straci większy sens dopiero gdzieś latem 2017-tego roku, a jeśli ktoś się spóźnił z zakupami, to być może w ciągu najbliższych 6 tygodni zdoła je kupić po zbliżonych do obecnych cenach. 

 


 

Przyglądając się poszczególnym ścieżkom widać, że wszystkie wychodzą na plus w porównaniu do poziomu w momencie wygenerowania sygnału (w naszym przypadku poziomu S&P 500 na koniec października) w 10-tym miesiącu od pojawienia się sygnału i utrzymują się na plusie przez następne 2 lata (a i wtedy tylko jedna z sześciu ścieżek indeksu zaczyna przynosić straty, a pozostałe nadal dają przekraczające 30 proc. zyski). Na krótszą metę sytuacja jest już znacznie mniej jednoznaczna. W połowie przypadków (lata 1974, 2002 i 2011), ktoś kto kupił S&P 500 w momencie generowania sygnału (czyli na koniec tego w silnie wzrostowego miesiąca) mógł po drodze zaliczyć przejściową stratę w przedziale 7,6-12 proc.). Ból był w tych przypadkach chwilowy i strata była trwale wymazywana w ciągu następnych 2 miesięcy. Po sygnałach z 1998 i 2002 roku indeks nie oglądał się do tyłu ani chwilę, a po sygnale z 1978 roku przez następne 10 miesięcy kilkukrotnie zawracał w dół generując małe (maksymalnie -4,5 proc.) straty ale ostatecznie zaczął rosnąć i nigdy później już nie był niżej. 

 


 

Oczywiście dobór parametrów opisanego sygnału zawiera w sobie pewien element manipulacji, a przyszłość może być z jakiegoś powodu odmienna od przeszłości. Na razie wynikający z październikowego sygnału scenariusz dla S&P 500 traktuję jako bazowy, a propozycję jego modyfikacji uzasadnionych specyfiką obecnej sytuacji będę starał się przedstawiać w przyszłości. 


12:31, bialek.wojciech
Link Komentarze (179) »