Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 29 listopada 2012

W komentarzu do poprzedniego wpisu na blogu pani "aisakpr" stwierdziła "Mamy etap kiedy rosną akcje i obligacje" i postawiła pytanie "jak możemy rozpoznać, że przechodzimy do etapu - rosną akcje, a obligacje spadają?". Zabrałem się do prób znalezienia odpowiedzi na to pytanie, ale proponuję odłożyć ich omówienie na przyszłość, bo przy okazji odkryłem ciekawostkę, którą chciałbym się podzielić.

 

Najpierw wykres ilustrujący trwające od pół roku równoczesne wzrosty cen polskich obligacji skarbowych i akcji:

 

 

Próbując znaleźć w historii naszego rynku podobne epizody równoczesnych wzrostów cen akcji i obligacji skonstruowałem prosty wskaźnik liczony jako iloczyn mniej więcej półrocznej procentowej zmiany wartości WIG-u i podobnej wyrażonej w procentach zmiany J.P. Morgan'owego indeksu polskich obligacji skarbowych. Przebieg tego wskaźnika widać na poniższym rysunku:

 

 

Fakt, że wskaźnik ten szczytował w przeszłości 6-krotnie na mniej więcej takim poziomie jak obecny, zainteresował mnie, więc postanowiłem sprawdzić, gdzie na wykresie WIG-u pojawiały się tego typu sygnały (wartość wskaźnika powyżej poziomu 150):

 

 

Już na pierwszy rzut oka widać,  że takie sytuacje jak obecnie pojawiały się z jednej strony w momentach, w których kupno akcji było sensowne w średnioterminowej perspektywie, z drugiej strony w 6 na 7 przypadkach pojawienie się takiego sygnału gwarantowało nadejście krótkoterminowej korekty będącej doskonałą okazją do kupna akcji.

Na poniższym wykresie zamieściłem 2-letnie ścieżki WIG po takich sygnałach. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że następne mniej więcej 3 miesiące to "strefa podwyższonego ryzyka" - w tym czasie prawdopodobne są ruchy korekcyjne. To miałoby sens z punktu widzenia cyklu 40-tygodniowego. Wzrost WIG-u zaczął się na początku czerwca, czyli prawie pół roku temu. Do dołka cyklu zostało już mniej więcej 3 miesiące, a więc w tym okresie spadkowej fazy cyklu jakaś słabość rynku akcji wydaje się być całkiem prawdopodobna.

Równie wyraźnie widać drugie zjawisko: od 109-tej sesji po sygnale wszyskie ścieżki wychodzą na plus w stosunku do wartości WIG-u w momencie pojawienia się sygnału i trzymają się na plusie do 287-ej sesji. W obecnych realiach oznaczałoby to "gwarancję" przybywania WIG-u powyżej poziomu 44655 pkt (wartość z 27 listopada) w okresie od początku maja 2013 do mniej więcej połowy 2014 roku.

Prawdę mówiąc, gdyby wierzyć, że przyszłość będzie podobna do przeszłości (a w sumie czemu by tak miało nie być?), to z poniższego wykresu można wyczytać "gwarancję" przebywania na niecałe 8 miesięcy WIG-u na poziomie o przynajmniej 17,6 proc. wyższym niż ten zanotowany w we wtorek (52514 w lipcu 2013 czyli ponad 4 proc. powyżej szczytu poprzedniej hossy z 2011 roku).

 

 

Projekcja wartości WIG-u uzyskana przez uśrednienie tych siedmiu historycznych ścieżek indeksu po tego typu sygnałach przedstawiona została na poniższym rysunku:

 

 

Dosyć wyraźnie sugeruje ona z jednej strony ryzyko nadejścia w najbliższym czasie krótkoterminowej korekty cen akcji. Z drugiej strony przebieg tej projekcji sugeruje ograniczoną oczekiwaną skalę i czas trwania tej przeceny. Jest też w miarę jasne, że taka  ewentualna korekta związana z obecnym stanem "wykupienia rynku kapitałowego" (równocześnie akcji i obligacji) okaże się z czasem doskonałą okazją do akumulacji akcji przed kolejną falą wzrostów cen akcji - tą, w której to akcje a nie obligacje będą liderami hossy.

13:28, bialek.wojciech
Link Komentarze (131) »
wtorek, 20 listopada 2012

Od szczytu poprzedniej hossy z 7 kwietnia 2011 (czyli od początku bessy) minęło w poniedziałek 592 dni. To dokładnie długość trwania poprzedniej bessy, która na WIG-u rozegrała się pomiędzy 6 lipca 2007 a 17 lutego 2009. Byłaby to ciekawostka niewarta uwagi, gdy nie to, że mój znajomy Tomasz Filipiak - z wykształcenia doktor chemii, z zamiłowania giełdowy spekulant i analityk - zauważył, że połowa z rynków "niedźwiedzia" na GPW trwała właśnie mniej więcej tyle czasu. Oprócz bessy z lat 2007-2009 (592 dni), była to bessa z okresu 18 lutego 1997-9 października 1998 (598 dni) oraz bessa, która rozegrała się pomiędzy 27 marca 2000 a 3 października 2001 (555 dni). I znowu można by to uznać za przypadek, gdyby nie to, że te mniej więcej 19 miesięcy czasu trwania bessy to okres czasu bliski połowie czasu trwania podstawowego cyklu gospospodarczo giełdowego czyli 40-miesięcznego cyklu Kitchina. Gdyby ten cykl był całkowicie regularny, a okresy bessy i hossy równe, bo oczywiście bessa trwałaby 20 miesięcy, wiec zakup akcji w 20 miesięcy po szczycie poprzedniej hossy wypadałby zawsze w dołku bessy. W praktyce oczywiście tak nie jest i strategia polegająca na zakupie akcji w 20 miesięcy po szczycie hossy nie zawsze trafia w okolice dna bessy:

 

 

20 miesięcy od szczytu poprzedniej bessy wypadnie za niewiele ponad 2 tygodnie, proponuję więc sprawdzić jak w przeszłości poradziłby sobie spekulant, który kupowałby akcje wchodzące w skład WIG-u dokładnie w 20 miesięcy po rozpoczęciu bessy. Jak widać na poniższym rysunku tylko w jednym przypadku na sześć taki zakup wiązał się z jakimkolwiek ryzykiem (stracić można było maksymalnie 12,1 proc. w 8 miesięcy po takim zakupie z listopada 2001):

 

 

 

Uśredniając ścieżki WIG-u po 5-ciu ostatnich takich zakupach (przypadek z grudnia 1992 należy oczywiście pominąć, bo drastycznie zawyżyłby przebieg takiej średniej) otrzymujemy następującą ścieżkę WIG-u:

 

 

 

Jak z tej zależności wynika polskie akcje kupione w grudniu w dzień po wizycie św. Mikołaja powinny dać w okresie następnych 2 lat zysk w wysokości 85 proc. Czy tak będzie, czy nie będzie nie wiadomo - zawsze może zdarzyć się nietypowy cykl - ale tradycyjnie nie zaszkodzi na tę prawidłowość postawić zwyczajowych 4 proc. swego kapitału przeznaczonego na giełdową spekulację (czyli generalnie sumy, której strata nie pozbawi nas snu i apetytu) .  

12:33, bialek.wojciech
Link Komentarze (160) »
wtorek, 06 listopada 2012

Inwestorzy od zawsze zastanawiają się nad kwestią wpływu wyniku wyborów prezydenckich w USA na koniunkturę panującą na tamtejszym rynku akcji. Ja chciałbym uciec od dyskusji typu "Republikanin - dobry, Demokrata - zły", albo odwrotnie. Statystyka związana z cyklem prezydenckim nie rozróżnia bowiem specjalnie partyjnej przynależności urzędującego prezydenta. Liczy się jedynie kwestia skłonność wykazywana przez rządzącą administrację do sztucznego pobudzania koniunktury w okresie poprzedzającym następne wybory. Wymowa statystyki za minione 80 lat jest jednoznaczna:

 

 

Oczywiście dziś powyższe zestawienie jest mało użyteczne, gdyż do następnego optymalnego - z punktu widzenia cyklu prezydenckiego - momentu do kupna amerykańskich akcji mamy obecnie prawie 2 lata. Co prawda średnia stopa zwrotu z S&P 500 w latach powyborczych była w okresie minionych 80 lat najniższa w całym 4-letnim cyklu, co mogłoby sugerować konieczność zachowania ostrożności w 2013 - właśnie powyborczym - roku, ale ja chciałbym zwrócić uwagę na inną - znacznie ciekawszą moim zdaniem - zależność.

Otóż wydaje się, że nie jest ważne kto wygrywa wybory prezydenckie w USA. Ważne jest jakiego rodzaju są to wybory.

Wybory w USA można podzielić na 2 kategorie: wybory, w których urzędujący prezydent walczy o reelekcję i wybory, w których urzędujący prezydent już nie bierze udziału, gdyż upływa jego druga kadencja. 

Przyjrzyjmy się wykresowi S&P 500 z ostatnich 20 lat, na którym zaznaczyłem momenty wyborów prezydenckich obu typów:

 

 

W roku 2008 podczas listopadowych wyborów prezydenckich trwał już krach na Wall Street (i nie tylko) związany z załamaniem amerykańskiego rynku kredytów hipotecznych. Podobnie było w 2000 roku, kiedy krach na rynku Nasdaq rozpoczął się 9 miesięcy przed datą ówczesnych wyborów. Jak widać na powyższym wykresie wyborom sprzed 4 i 12 lat towarzyszyły potężne giełdowe tąpnięcia (w pierwszym przypadku główna faza paniki wypadła nieco przed wyborami, w drugim po wyborach, ale nie ma to takiego znaczenia).

Zupełnie inaczej kształtowała się sytuacja na Wall Street 8, 16 i 20 lat temu. W okolicach wyborów z 2004, 1996 i 1992 roku żadnych krachów na wykresie S&P 500 nie zobaczymy. Skąd bierze się ta różnica? Odpowiedź już właściwie padła. Lata 2008 i 2000 to lata, w których urzędujący prezydenci (odpowiednio Bush Młodszy i Clinton) kończyli drugą kadencję. W domyśle - już tak bardzo im nie zależało na stymulowaniu koniunktury gospodarczej. Lata 2004, 1996 i 1992 to lata, w których urzędujący prezydenci (odpowiednio Bush Młodszy, Clinton i Bush Starszy) walczyli o reelekcję. W domyśle - zrobili wszystko by poprzez dodatkową stymulację koniunktury gospodarczej (a więc i giełdy) zwiększyć swe szanse na ponowny wybór. Niezależnie od tego, czy ta manipulacja się powiodła (2004 i 1996), czy też zawiodła (1992), stymulacja ta zapewniała krótszą lub dłuższą hossę na rynku akcji (1993, 1997-1999, 2005-2006).

Przedstawiona hipoteza tłumaczy po części wyjątkowo uporczywą hossę lat 90-tych: przegrana Busha Starszego w 1992 roku wymusiła kolejną stymulację w wykonaniu ekipy Clintona już 1996 roku i takie dwie kolejno po sobie następujące impulsy podgrzewające koniunkturę przełożyły się na spektakularne wyniki amerykańskiego rynku akcji w latach 90-tych.

Z punktu widzenia proponowanej koncepcji obecna sytuacja w USA przypomina te z końca 1992, 1996 czy 2004 roku, kiedy to urzędujący prezydenci - tak jak Obama obecnie - walczyli o reelekcję. Jak widać na powyższym wykresie jest to wyraźna sugestia, że w ciągu następnego roku nic złego posiadaczom akcji nie powinno się przydarzyć. W 3 lata po wyborach z 1992, 1996 i 2004 roku S&P notował wzrosty o kolejno 40 proc., 90 proc. i 30 proc.

Jak znam życie, to pan "darkhest", który czasami dzieli się tu z nami wynikami swoich analiz, zada sobie trud, by sprawdzić, czy w głębszej przeszłości przedstawiona zależność również jest dostrzegalna.

Jeśli powyższa analiza jest poprawna to przyszły rok przyniesie zwycięstwo "bykom" (w historii GPW nie zdarzyły się jeszcze 4 lata z rzędu bez roku z przynajmniej 40 proc. wzrostem wartości WIG-u, a WIG nie urósł o ponad 40 proc. ani w 2010, ani w 2011 ani w 2012 roku...), a obawy wywołane zależnościami opisanymi w poprzednim wpisie okażą się nie do końca uzasadnione. 

Osobiście sądzę, że nie ma szans na powtórkę sytuacji na Wall Street z lat 1997-1999, a pewnie i stopy zwrotu z lat 2005-2007 nie zostaną wyrównane. Najbliższa mi jest analogia z sytuacją sprzed 20 lat, kiedy to po wyborach z listopada 1992 S&P 500 pełzł do góry jeszcze przez następne 15 miesięcy do lutego 1994. Wtedy FED zaczął agresywnie podnosić stopy procentowe obniżone wcześniej do najniższych od wojny poziomów - w obecnych realiach odpowiednikiem będzie zapewne początek wycofywania się z QE w 2014 roku - a konsekwencją był krach na rynkach wschodzących, kryzys meksykański z końca 1994 roku i kończący bessę upadek banku Baringsa w I kw. 1995. W tym czasie sytuacja na rynku akcji w USA pozostała relatywnie stabilna pomimo skrajnego pesymizmu, który wtedy zapanował.

Z tego co napisałem wynika, że dla koniunktury na Wall Street w perspektywie - powiedzmy - najbliższego roku nie ma znaczenia, kto wygra dzisiejsze wybory. Tu już karty zostały rozdane (problem "fiskalnego urwiska" to osobna kwestia o krótkoterminowym wpływie na rynki). Ma natomiast znaczenie dla koniunktury za mniej więcej 4 lata. Jeśli Obama przegra, to będziemy mieli do czynienia z odpowiednikiem sytuacji z 1992 roku, kiedy to Bush Starszy przegrał walkę o drugą kadencję. To byłaby zapowiedź kolejnej próby stymulacji koniunktury, która rozpoczęłaby się za mniej więcej 2 lata i doprowadziłaby w okresie kolejnych ok. 2 lat do fali hossy na rynku akcji (patrz sytuacja na Wall Street w 1996 roku). Jeśli Obama wygra, to - jak podpowiada historia - przyjmie podczas swej drugiej kadencji podejście "po nas choćby potop", co da w latach 2015-2017 czy też w latach 2016-2018 jakiś kolejny Armagedon a la 2007-2009 czy 2000-2002 (Chinageddon?).

 

Apendyks:

Dla porządku przedstawiam ścieżki S&P 500 oparte na uśrednionym zachowaniu indeksu z okresu minionego pokolenia (1976-2012) w ciągu 4 lat po wyborach, w których urzędujący prezydent walczył o reelekcję (1976, 1980, 1984, 1992, 1996 i 2004; kolor czarny na poniższym wykresie) i po wyborach, odbywających się na koniec drugiej kadencji urzędującego prezydenta (1988, 2000 i 2008; kolor niebieski):

 

 

Zgodnie z postawioną tezą doświadczenie minionego pokolenia sugeruje, że perspektywy amerykańskiego rynku akcji są wyraźnie lepsze (przez pierwsze 3 lata po elekcji) po takich wyborach jak te, które właśnie się w USA zakończyły, to znaczy po wyborach, w których urzędujący prezydent walczył o ponowny wybór.

Można do tego dorzucić jeszcze jeden wykres. Tym razem uśrednionych ścieżek S&P 500 po wyborach wygranych przez urzędującego prezydenta (1984, 1996 i 2004; kolor czarny) i wyborach przegranych przez urzędującego prezydenta (1976, 1980, 1992; kolor niebieski):

 

 

Jak z tego widać fakt, że urzędujący prezydent wygrał wybory, również - na podstawie doświadczeń z okresu minionego pokolenia - można uznać za korzystny dla rynku (w perspektywie następnego 1,5 roku).

17:40, bialek.wojciech
Link Komentarze (295) »