Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
|
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 22 lutego 2018

Projekcja dla S&P 500 przedstawiona ponad 2 tygodnie temu okazała się umiarkowanym sukcesem (w rzeczywistości odbicie w górę rozpoczęło się z 3-sesyjnym opóźnieniem z poziomu o 2,6 proc. niższego niż zakładany; na osi poziomej wykresu na poniższym obrazku mamy liczbę sesji). 

 

0SP500staraprojekcja

 

To odbicie dostarczyło jednak nowych informacji, które można próbować wykorzystać do stworzenia nowej projekcji zachowania indeksu. Zastosowanie następującego kryterium "S&P 500 nie później niż 4 miesiące po ustanowieniu przynajmniej 2-letniego szczytu spada najpierw w 9 sesji o przynajmniej 10 proc. a potem odbija w górę w 5 sesji o przynajmniej 4 proc." dało w okresie minionych dwóch pokoleń tylko 5 sygnałów: ten wygenerowany w poprzedni czwartek oraz 4 wcześniejsze z 2 listopada 1987, 8 września 1998, 15 sierpnia 2011 oraz 31 sierpnia 2015. 

 

1SP500sygnay104

 

Ścieżki po tych 4 historycznych sygnałach mają przynajmniej dwie wspólne cechy. Po pierwsze w każdym przypadku za 16 sesji zawsze są poniżej zamknięcia z minionej środy. Po drugie w mniej więcej 8 miesięcy po sygnale są zawsze wyżej. 

 

2SP500sygnay104ciezki

 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie tych 4 ścieżek robi dziś (czwartek) dołek, potem rośnie przez 7 sesji (czyli do początku marca), po czym spada przez 8 sesji (czyli do połowy marca), co prowadzi do swego rodzaju testu lutowego dołka. Po tym :straszeniu" na rynek powraca tendencja wzrostowa trwająca do września. 

 

3SP500sygnay104projekcja

 

Do powyższego nie należy podchodzić zbyt dosłownie, ale taki scenariusz wydaje mi się - przynajmniej w krótkoterminowej perspektywie - raczej prawdopodobny. 

W latach 1929-1946 też mieliśmy 4 takie sygnały, chociaż oczywiście adekwatność ówczesnej sytuacji do obecnych realiów jest wątpliwa.

 

4SP500sygnay104stare

 

Tu bardziej jednoznacznej krótkoterminowej tendencji nie widać, ale w każdym przypadku indeks jest wyżej po ok. 5 miesiącach. 

 

5SP500sygnay104ciekistare

 

Projekcja robi wtórny dołek już na początku marca, rośnie do lata 2018, a potem bessa ulega wznowieniu (ale oczywiście decydujący wpływ ma na to ścieżka indeksu po sygnale z 1929 roku). 

 

6SP500sygnay104projekcjastare

 

Podsumowując:  przyjęte powyżej kryterium wyszukiwania podobnych do obecnego epizodów historycznych na S&P 500 może być oczywiście kontrowersyjne, ale wynika z niego, że obecne odbicie w górę potrwa do początku marca (opieram się na wnioskach z doświadczeń z lat 1987-2015), w połowie marca S&P 500 będzie straszyć możliwością pogłębienia spadków, po czym sytuacja ulegnie uspokojenie i w ciągu następnych przynajmniej kilku miesięcy ceny akcji w USA wznowią wzrosty. 

13:50, bialek.wojciech
Link Komentarze (560) »
środa, 14 lutego 2018

Kilkanaście miesięcy temu zajmowałem się w tym miejscu tematem wpływu procesów demograficznych na ruchy kapitału. Skoncentrowałem się wtedy na "wskaźniku obciążenia demograficznego" ("total dependency ratio"), czyli ilorazie liczby osób w wieku przed- i poprodukcyjnym (czyli dzieci i starców) oraz liczby osób w wieku produkcyjnym (potencjalnej siły roboczej). Wniosek w uproszczeniu brzmiał tak: kapitał lubi kraje o niskiej wartości tego wskaźnika. Utrzymanie dzieci ("tysiąc szkół na tysiąclecie Państwa Polskiego") i starców (ZUS) kosztuje, więc im mniej ich jest w stosunku do osób potencjalnie produktywnych, tym niższe może być łączne obciążenie podatkowe danego społeczeństwa (co jest korzystne dla kapitału). Oczywiście kapitał musi (przepraszam za tę personalizację) rozpatrywać wiele czynników wpływających na atrakcyjność inwestycji w danym kraju, ale z pewnością mała liczba dzieci i wcześnie umierający starcy są dla niego dużym plusem. 

Jedną z obserwacji, którą wtedy poczyniłem, była konstatacja, że krajem, który ostatnio był światowym rekordzistą (wśród 30 największych, dla których dostępne były dane ONZ) pod względem niskiej wartości tego wskaźnika są Chiny. Wcześniej - w latach powiedzmy 1990-2000 (dostępne są dane w 5-letnich interwałach) takim krajem była Korea Południowa, a przed nią - w latach 1985-1990 - Japonia. Łatwo się domyślić, że stąd brała się ta cała gadanina o przenosinach centrum światowej gospodarki w rejon Pacyfiku. 

Japonia minęła swoje "optimum demograficzne" (patrząc z punktu widzenia kapitału szukającego taniego miejsca do inwestycji) w okolicach 1990 roku. Jeśli wierzyć prognozom demografów, to Chiny minęły analogiczne optimum w okolicach 2010 roku (nowszych "twardych" danych jeszcze nie ma). Na poniższym obrazku widać odwrotność wskaźnika obciążenia demograficznego (czyli liczbę osób w wieku produkcyjnym do liczby osób w wieku nieprodukcyjnym) dla Japonii i ChRL:

 

1chinyJaponiaTDRodr

 

Gdy dany kraj przestaje być optymalnym miejscem dla kapitału ten zaczyna z tego kraju odpływać i lokować się w innym miejscu. Jeśli ten odpływ kapitału stanie się gwałtowny dochodzi wtedy do pęknięcia utworzonej w czasach demograficznego optimum inwestycyjnej bańki. Tak stało się w Japonii w 1990 roku, która to data wyznaczyła początek 19-letniej  deflacyjnej bessy w tym kraju. Po tej dacie kapitał przeniósł się do krajów Azji Południowo-Wschodniej takich jak Korea Południowa ("Azjatyckie Tygrysy"). Gdy Chiny weszły w swoje "demograficzne optimum" kapitał porzucił region Azji Południowo-Wschodniej (czego efektem był "kryzys azjatycki" z lat 1997-98) i przeniósł się do Państwa Środka. 

W zeszłym roku porównywałem zachowanie cen akcji w Chinach do tego w Korei Południowej w okresie poprzedzających wybuch "kryzysu azjatyckiego" 20 lat temu (porównanie trochę naciągane, bo wziąłem do niego indeks peryferyjnego chińskiego rynku ChiNext). Tak ta analogia wygląda obecnie:

 

2ChinextKorea

 

Powiedziałbym, że nie falsyfikuje ona hipotezy Chinageddonu w latach 2018-2019 jako reakcji na trwające zaostrzenie polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej w USA. 

Dziś proponuję analogię cen akcji w Chinach (indeks Shanghai Composite) z japońskimi (Nikkei 225). Zastosowałem przesunięcie o 18 lat, które niewiele odbiega od 20-letniej odległości "demograficznych optimów" Japonii (1990) i ChRL (2010; przypominam, że dane i prognozy są publikowane co 5 lat). Z tego przesunięcia wynika, że rynek akcji w Chinach jest obecnie w takiej sytuacji jak rynek japoński w 2000 roku. 

 

3ShaghaiCompositeNikke

 

Oczywiście z tego, że Shanghai Composite Index od 10 lat nie potrafi pobić swego historycznego szczytu z 2007 roku podobnie jak japoński Nikkei 225 w 2000 roku nie był w stanie pobić swego historycznego szczytu z przełomu lat 1989/1990 nie wynika, że ścieżka cen akcji w Chinach będzie przez następne 3 lata przypominać tę japońską z lat 2000-2003. Ale też ten fakt nie świadczy o jakiejś poważnej sile chińskiej gospodarki w ostatnim czasie. 

Przy okazji w komentarzu sprzed kilkunastu miesięcy, znalazła się też obserwacja, że krajem, który obecnie zaczyna detronizować Chińską Republikę Ludową na pozycji lidera zestawienia krajów o najniższej wartości wskaźnika obciążenia demograficznego jest Iran. Można się zastanawiać jak globalny kapitał poradzi sobie z dogadaniem się z władzami tamtejszej Republiki Islamskiej w sprawie uzyskania dostępu do kontrolowanej przez nie tak atrakcyjnie "taniej" populacji. Można też chyba zrozumieć coraz bardziej histeryczną nerwowość, którą w ostatnim czasie wykazuje Izreal.

Warto jednak pamiętać, że demograficzne wyroki nie są nieodwoływalne. Można je próbować opóźniać, jak się o tym przekonujemy w naszym kraju obserwując narastającą od kilku lat imigrację zarobkową z Ukrainy. Można też oszukiwać przeznaczenie np. za pomocą "druku pieniądza" jak to - dosyć skutecznie - robią Japończycy od 1998 roku. 

Podsumowując: jeśli prognozy demografów ONZ są wiarygodne, to Chiny są już od okolic 2010 roku na podobnej demograficznej ścieżce na jaką Japonia wkroczyła w okolicach 1990 roku. Z tego wynika sugestia, że chiński rynek akcji jest obecnie w podobnej sytuacji jak japoński w 2000 roku. Nie jest to argument za mocnym zachowaniem rynku akcji w Chinach w latach 2018-2020, nawet jeśli Chiny Ludowe zdołają uniknąć w tym okresie pęknięcia bańki inwestycyjnej analogicznej do tego z lat 1990-1992 w Japonii czy tego z lat 1997-98 w krajach Azji Południowo-Wschodniej. 

17:24, bialek.wojciech
Link Komentarze (414) »
wtorek, 06 lutego 2018

W piątkowym komentarzu przedstawiłem rozumowanie sugerujące podobieństwo obecnej sytuacji na rynkach do tej z okresu styczeń-kwiecień 2011 ("2018=2011?"). Amerykanie zareagowali szybko: wczorajszy spadek S&P 500 i DJIA był najsilniejszy od 8 sierpnia 2011. 

Jeśli ograniczymy się do podobnie silnych spadków S&P 500 następujących - tak jak obecnie - w niecały miesiąc po historycznym szczycie tego indeksu, to otrzymamy w okresie minionego pokolenia zaledwie 4 takie sygnały. 

 

1SP500traci4proc

 

Zróbmy zbliżenie na ścieżki indeksu wokół tych 4 sygnałów:

 

2SP500traci4procciezki

 

Jak widać maksymalny spadek, który następował bezpośrednio po takim sygnale wynosił -2,2 proc., zaś w każdym z 4 przypadków w niecałe 3 miesiące po sygnale (w obecnych realiach dawałoby to przełom kwietnia i maja) S&P 500 był przynajmniej 6 proc. wyżej niż w odpowiedniku wczorajszego zamknięcia. 

Warto również zauważyć, że później na horyzoncie pojawiały się kłopoty: krach z sierpnia-października 1987 w 11 miesięcy po sygnale, związana z wojną w Zatoce Perskiej i recesją gospodarczą w USA bessa lipiec-październik 1990 w 9 miesięcy po sygnale, tąpnięcie związane z kryzysem rosyjskim/LTCM z lipca-października 1998 w 9 miesięcy po sygnale oraz wznowienie bessy związanej z recesją w gospodarce USA we wrześniu 2000 w 4,5 miesiąca po sygnale. 

Projekcja oparta na tych 4 ścieżkach zaczyna wzrost od razu, na 17 sesji po sygnale robi coś w rodzaju testu dołka, potem rośnie przez wiele miesięcy o ponad 12 proc. Od jesieni bessa ulega wznowieniu. 

 

3SP500traci4procProjekcja

 

Ciekawe jest, że podobne do poniedziałkowego tąpnięcia na S&P 500 z kwietnia 2000 i października 1997 były reakcją S&P 500 na krachy na peryferiach rynku. Wiosną 2000 przyczyną był krach na spółkach "internetowych". W 1997 roku krach na rynkach w Azji Południowo-Wschodniej. Czy teraz też mamy do czynienia z załamaniem cen na jakimś marginalnym rynku? Ano tak:

 

4BTC

 

Ktoś zaprotestuje, że łączna wartość Bitcoina i innych kryptowalut jest mniejsza niż kapitalizacja spółki Apple, więc jest to zbyt mały rynek by mógł spowodować wczorajsze tąpnięcie na Wall Steet. Odpowiem pytaniem? A czy kanarek - mały żółty ptaszek - może wywołać katastrofę w kopalni? Odpowiedź brzmi: nie. To dlaczego górnicy widząc martwego kanarka na dnie klatki rzucają kilofy i uciekają w panice? Bo wiedzą, że śmierć kanarka wynika ze spadku ilości tlenu na przodku. Ten spadek wynika ze wzrostu stężenia metanu, które z czasem - gdy pojawi się jakaś przypadkowa iskra - doprowadzi do eksplozji i śmierci górników. To następne pytanie: co jest odpowiednikiem tlenu na rynkach finansowych. Odpowiedź: pieniądze. Tak jak śmierć niewielkiego wrażliwego ptaszka jest objawem spadku ilości tlenu w kopalni, tak krach na Bitcoinie - niewielkim rynku pozbawionym większej wewnętrznej wartości - jest tylko objawem stopniowego spadku ilości dostępnego na rynkach pieniądza. Jego ofiarą najpierw padają rynki o najniższej w danym momencie wartości fundamentalnej (spółki internetowe od marca 2000, akcje w Azji Południowo-Wschodniej w 1997 roku, kryptowaluty od grudnia ub. r.). Z czasem słabość będzie się przenosić na inne części rynku, a w którymś momencie nadejdzie katastrofa. 

Znamy przyczynę tego spadku ilości "tlenu". Jest nią FED, który stopniowo - bardzo ostrożnie - zmniejsza dopływ pieniądza do gospodarki podnosząc od ponad 2 lat stopy oraz - od poprzedniego kwartału wyprzedając obligacje skupowane od listopada 2008 w ramach polityki "luzowania ilościowego". W IV kw. ub. r. sprzedał ich za 30 mld dolarów, w tym kwartale sprzeda za 60 miliardów, w następnym za 90 mld, w III kw. br. za 120 mld dolarów i wreszcie od ostatniego kwartału tego roku tempo sprzedaży ustabilizuje się na poziomie 150 mld dolarów kwartalnie. Wtedy zaczną padać znacznie poważniejsze rynki niż kryptowaluty. 

Warto w tym miejscu zrobić zastrzeżenie. W poprzednim pokoleniu też były tylko 4 takie sygnały. Problem, polega na tym, że jeden z nich padł 3 października 1929 roku, a więc na samym początku Wielkiego Kryzysu.

 

5sygnalyzpoprzpoko

 

Po tym sygnale S&P 500 odbił się o 6,4 proc. ale potem wznowił spadek i dużą wielomiesięczną korektę wzrostową, o której pisałem powyżej, rozpoczął dopiero 29 sesji po sygnale. W pozostałych przypadkach wszystko odbyło się zgodnie z sugerowanym schematem: indeks w ponad 3 miesiące po sygnale był przynajmniej 6,7 proc. wyżej. 

 

6sygnalyzpoprzpokociezki

 

Z powodu dominującego wpływu ścieżki z 1929 roku projekcja uzyskana przez uśrednienie tych 4 sygnałów z poprzedniego pokolenia zaczyna wielomiesięczną korektę wzrostową dopiero 18 sesji po sygnale będącym odpowiednikiem wczorajszego. 

 

7sygnalyzpoprprojekcja

 

 

Podsumowanie: na podstawie przedstawionych precedensów historycznych z okresu minionego pokolenia można spekulować, że poniedziałkowe tąpnięcie na Wall Street nie będzie na krótką metę miało poważniejszego dalszego ciągu (chociaż można się liczyć z testem wczorajszego minimum za ok. 17 sesji), a w ciągu następnych kilku miesięcy indeks odrobi poniesione w ciągu poprzednich 6 sesji straty. Potem bessa ulegnie wznowieniu. Jeśli ktoś boi się precedensu z października 1929 roku, to może czekać z podjęciem jakichś decyzji kolejnych mniej więcej  17-18 sesji. 

14:39, bialek.wojciech
Link Komentarze (588) »
piątek, 02 lutego 2018

Koncepcja cyklu 6,(66)-letniego okazała się 2 lata temu, gdy formował się dołek ostatniej bessy, bardzo użyteczna. Tak wyglądała ówczesna interpretacja sytuacji rynkowej:

 

A tak to wygląda po 2 latach:

 

 

Jednym z wynikających z jej zastosowania do ówczesnej sytuacji na polskim rynku akcji wniosków, było podobieństwo oczekiwanej cyklicznej hossy do tej, która rozegrała się na WIG-u w ciągu 26 miesięcy pomiędzy lutym 2009 a kwietniem 2011. Od stycznia 2016 roku, gdy rozpoczęła się obecna hossa minęło już ponad 2 lata. W tej analogii obecna sytuacja powinna być podobna do tej z początku lutego 2011 roku. Wtedy do końca hossy globalnej na rynkach akcji brakowało ok. 2 miesięcy. 

4 tygodnie temu zwróciłem uwagę na osiągnięcie przez saldo optymistów i pesymistów w sondażu Amerykańskiego Stowarzyszenia inwestorów Indywidualnych najwyższego poziomu sentymentu od końca grudnia 2010 roku. 7 lat temu cykliczny spadek cen akcji rozpoczął się 4 miesiące po tym sygnale. W tej analogii rynek akcji jest w sytuacji podobnej do tej z końca stycznia 2011 roku. 

 

Te analogie sięgają jednak głębiej. Od dawna zwracałem uwagę na podobieństwo zachowania ceny ropy naftowej to tego sprzed dwóch cykli Kitchina. W tej analogii mamy obecnie powiedzmy odpowiednik marca 2011.

 

 

Zachowanie EUR/USD ostatnio jest kopią tego z lat 2009-2011. W tej analogii mamy już koniec kwietnia 2011. 

 

 

Wczorajszy wzrost ISM Manufacturing Prices do najwyższego poziomu od 2011 roku sugeruje, że najbliższe miesiące mogą przynieść przyspieszenie dynamiki CPI w USA. W okresie minionych 10 lat wskaźnik ten wyprzedzał dynamikę CPI o średnio 3 miesiące. 

 

 

W 2011 roku - spóźnionych o kilka tygodni - sygnałem sprzedaży akcji było wyjście dynamiki CPI powyżej kilkunastomiesięcznego maksimum na poziomie (2,8 proc. grudniu 2009). Wydaje się, że podobnie obecnie takim sygnałem byłoby wyjście dynamiki CPI w USA powyżej szczytu z lutego 2017 (2,8 proc.) do najwyższego poziomu od 2011 roku. Co fascynujące wyjście dynamiki CPI powyżej poziomu 2,8 proc. okazało się również sygnałem sprzedaży w szczycie poprzedniej wielkiej hossy w październiku 2007 roku (chociaż ten sygnał poznaliśmy dopiero w listopadzie 2007). 

 

Na razie jednak ten hipotetyczny sygnał sprzedaży nie padł. 

Podobnym sygnałem sprzedaży akcji wydaje się być ewentualne wyjście rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych do najwyższego poziomu od 2011 roku, co nastąpiłoby po przekroczeniu przez nią poziomu 3,02 proc. Przy założeniu utrzymania obserwowanego ostatnio tempa wzrostu rentowności - z 2,05 we wrześniu do 2,77 obecnie - może do nastąpić już za 2 miesiące czyli w kwietniu. Zapewne wielu potraktowałoby taki sygnał jak wybicie z wieloletniej formacji "podwójnego dnia". 

 

 

Na razie oczywiście jednak taki sygnał sprzedaży nie padł. 

 

W tym kontekście należy przypomnieć, że akcje w USA (jeśli uwzględnić ich średnie zyski z ostatnich 10 lat) są obecnie najdroższe względem obligacji skarbowych (10-letnich) od czerwca 2008 roku (3 miesiące przed upadkiem Lehman Brothers). 

 

 

Oczywiście jak widać na powyższym wykresie akcje bywały w przeszłości - w podanym sensie - nawet 3-krotnie droższe względem obligacji niż obecnie. 

Wracając do styczniowego ISM Manufacturing Prices pan podpisujący się pseudonimem "2w3zalamana" zapytał wczoraj w jednym z komentarzy czy "U.S. ISM Manufacturing Prices 72,7 czy to nie jest poziom "ostatnie ostrzeżenie przed krachem" ?" nawiązując zapewne do tezy, którą przedstawiłem niecały rok temu na jednym z CDM-owskich webinarów. Odpowiem w tym miejscu serią przykładów:

1) szczyt hossy w kwietniu 2011 nastąpił przy ISM Manufacturing Prices na poziomie 82,6 pkt. 

2) "Flach Crash" z 2010 roku nastąpił po osiągnięciu przez ISM Manufacturing Prices poziomu 78 pkt. 

3) bank Lehman Brothers upadł powodując wielki krach na giełdach w 3 miesiące po ustanowieniu przez ten wskaźnik poziomu 91,4 pkt. 

4) "pędząca" bessą z lat 2004-2005 rozpoczęła się po wzroście wskaźnika do poziomu 88 pkt. 

5) wielka bessa z lat 2000-2002 rozpoczęła się na świecie po dojściu ISM Manufacturing Prices do 78,7 pkt. 

6) silne półroczne tąpnięcie cen na rynkach wschodzących rozpoczęło się we wrześniu 1994 po wyjściu wskaźnika powyżej poziomu 75,2 pkt. w sierpniu

7) krach w sierpniu-październiki 1987 roku rozpoczął się po osiągnięciu przez wskaźnik poziomu 77,4 pkt. 

 

Jak chyba wynika z powyższego zestawienia odpowiedź na powyższe pytanie brzmi: "nie". 

 

Warto z uwagą przyjrzeć w poniedziałek styczniowej wartości ISM Non-Manufacturing Prices. 

 

Podsumowując: zgodnie z przedstawioną analogią obecna sytuacja rynkowa przypomina tę z okresu styczeń-kwiecień 2011 (wtedy akcje i surowce zakończyły hossę w kwietniu 2011, a dolar zakończył bessę w maju 2011). Za sygnały sprzedaży akcji można uznać wyjście rocznej dynamiki CPI powyżej poziomu 2,8 proc. i rentowności 10-letnich obligacji rządu USA powyżej poziomu 3,02 proc. Za sygnał ostrzegający przed bliskością spadku cen akcji USA można uznać wzrost wartości ISM Manufacturing Prices  powyżej poziomu 75,2 pkt. Na razie żaden z tych sygnałów nie padł. 


14:37, bialek.wojciech
Link Komentarze (315) »