Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 27 lutego 2014

4-letni "cykl prezydencki" to jeden z najbardziej interesujących fenomenów obserwowanych od dziesięcioleci na amerykańskim rynku akcji. Od półwiecza kupno amerykańskich akcji gdzieś w okolicach początku III kw. drugiego roku po wyborach prezydenckich w USA praktycznie zawsze okazywało się słuszną decyzją:

 

 

Równocześnie półroczny okres pomiędzy kwietniem a październikiem drugiego roku po wyborach w USA to zwykle słaby okres dla S&P 500:

 

 

 

 

Powyższa projekcja wartości S&P 500 na następne 2 lata oparta została o uśrednienie przebiegu indeksu w trakcie 8 poprzednich 4-letnich cyklu prezydenckich. Sugeruje ona, że pomiędzy kwietniem a październikiem tego roku można oczekiwać na amerykańskim rynku akcji jakiejś formy słabości.

Niestety na podstawie tej zależności trudno jest ocenić jaki dokładnie przebieg będzie miała ta domniemana słabość amerykańskiego rynku akcji. W poszczególnych cyklach kupiwszy akcje 26 lutego drugiego roku po wyborach (takiego jak rok 2014) można było maksymalnie stracić na S&P 500 w ciągu następnych 3 kwartałów odpowiednio -35,1% (1974 r.), -30 proc. (2000), -25 proc. (1962), -22,1 proc. (1970), -19,7 proc. (1966), -10,1 proc. (1990), -9,5 proc. (-1982), -8,7 proc. (1998), -7,4 proc. (2010), -5,8 proc. (1994), -5,1 proc. (2006), - 1,6 proc. (1978) i 0 proc. (1986).

Średnia z tych 13 odczytów to -13,9 proc. a mediana -9,5 proc.

 

 

Wśród tych cykli z przeszłości można wybrać te, w tracie których przebieg S&P 500 był możliwie podobny do zachowania S&P 500 z okresu np. minionych 2 lat. W okresie minionego półwiecza wyróżnia się pod tym względem 5 przypadków - cykle obejmujące lata 1962, 1986, 1990, 1994 i 1998:

 

 

 

Tu średnia wielkość maksymalnego spadku w stosunku do poziomu z 26 lutego to -9,9 proc., a mediana to -8,7 proc.

Projekcja uzyskana przez uśrednienie tych 5 najbardziej podobnych do ostatniego zachowania S&P 500 przypadków wygląda tak:

 

 

 

Efekt jest w podobny do tego uzyskanego wcześniej na podstawie uśrednienia 8 ostatnich cykli. Te uśrednienia przebiegu faz spadkowych cyklu prezydenckiego sugerują raczej umiarkowaną wielkość spadku, co jest zgodne z moimi oczekiwaniami, że ewentualna tegoroczna zniżka wartości S&P 500 będzie co najwyżej ruchem powrotnym do wsparcia wyznaczanego przez szczyty indeksu  z lat 2000 i 2007 (1527-1565 pkt.), a nie początkiem katastrofy podobnej do tych z lat 2000-2002 czy 2007-2009. Oczywiście w zależności o poziomu, do którego S&P 500 zdoła się wspiąć zanim zacznie spadać, może to oznaczać  spadek  nawet o 20 proc. (patrz np. 19,4 proc. spadek wartości S&P 500, do którego doszło pomiędzy kwietniem a październikiem 2011 roku). Potem - mniej więcej od października tego roku - siła cyklu prezydenckiego powinna znowu zacząć ciągnąć ceny akcji w USA do góry. Oczywiście powyższego nie należy w prosty sposób ekstrapolować na inne niż amerykański rynki akcji, bo tam sytuacja może być przez dłuższe okresu czasu znacząco odmienna.

 

14:29, bialek.wojciech
Link Komentarze (855) »
środa, 12 lutego 2014

WIG na razie trwożliwie trzyma się projekcji z połowy stycznia opartej na ocenie obecnej fazy cyklu koniunkturalnego w polskiej gospodarce:

 

 

... chociaż nieco wyprzedził ścieżkę zaproponowaną w projekcji z listopada opartej na założeniu, że ostatnią przecenę należy porównać do dwu poprzednich faz spadkowych cyklu 40-tygodniowego, która to projekcja podpowiadała, że koniec korekty powinien nadejść w lutym:

 

 

Rynki wygenerowały jednak wiele sygnałów, które sugerują, że obecny cykl był nieco krótszy niż poprzednie i minął dołek już w styczniu. Taki sygnał jak na wtorkowej sesji ("WIG rośnie o ponad 5 proc. w przeciągu 11 sesji, wychodząc z 3-miesięcznego dołka") pojawiał się w tracie obecnej cyklicznej hossy w maju 2013, czerwcu 2012 i październiku 2011 czyli właśnie na początku faz wzrostowych trzech ostatnich cykli 40-tygodniowych (dodatkowy sygnał w styczniu 2012):

 

 

Założenie, że wtorkowy sygnał można porównać do tych z maja 2013, czerwca 2012 i października 2011 prowadzi do wniosku, że obecna zwyżka powinna kulminować pomiędzy za 5 do 7 miesięcy (lipiec-wrzesień) w strefie 56582-65439:

 

 

 

Warto zaważyć, że ścieżki WIG-u w ciągu następnych ok. 40 sesji od takiego sygnału były bardzo podobne, co zwiększa szanse, że i teraz następne  2 miesiące będą wyglądały w miarę podobnie:

 

 

 

Dla porównania podobne zabawy na mWIG-u 40:

 

 

 

 

... sWIG-u 80:

 

 

... S&P 500:

 

 

 

 

... Euro STOXX Broad Index:

 

 

... i USD/PLN:

 

 

Analiza tych sygnałów wygenerowanych w ostatnich dniach na różnych rynkach prowadzi do generalnego wniosku, że niezależnie od zachowania rynku na najbliższych sesjach, dołek cyklu 40-tygodniowego jest już za nami, a do dyskusji pozostaje skala i czas trwania fazy wzrostowej tego cyklu.

Ewentualne skojarzenia z komentarzem z maja ub. r. - "WIG wychodzi z dołka i co dalej?" - wydają się jak najbardziej uprawnione.

Z rozważań z połowy stycznia wynikał wniosek, że zwyżka, która nadejdzie będzie już ostatnią falą rozpoczętej we wrześniu 2011 cyklicznej hossy. Jeśli przyjąć taki wniosek, to następne minimum cyklu 40-tygodniowego, którego należy oczekiwać w okolicach października, powinno wyznaczyć koniec pierwszej fali nowej cyklicznej bessy na krajowym rynku akcji.

14:24, bialek.wojciech
Link Komentarze (1255) »
środa, 05 lutego 2014

Amerykański rynek akcji wygenerował nowy interesujący sygnał: w styczniu S&P 500 stracił 3,6 proc. Ze względu na sezonowość rynku akcji, która powoduje, że styczeń jest zwykle raczej pozytywnym miesiącem dla posiadaczy akcji ("efekt stycznia" itp.), tej wielkości strata na początku roku nie jest częstym zjawiskiem. W okresie minionego pokolenia ponadtrzyprocentowy spadek S&P 500 w styczniu zdarzył się wcześniej jedynie 6-krotnie: w 1981, 1990, 2000, 2008, 2009 i 2010 roku. Co intrygujące pierwsze 4 z tych sygnałów poprzedzały 4 ostatnie recesje w gospodarce USA, które rozegrały się w latach 1982, 1990-91, 2001 oraz 2008-09:

 

 

Te 4 sygnały (1981, 1990, 2000, 2008) łączy to, że pojawiały się - podobnie jak obecny - podczas hossy na Wall Street, która wynosiła S&P 500 na historyczne rekordy. Dwa ostatnie sygnały ze stycznia 2009 i stycznia 2010 mają z tego punku widzenia nieco odmienny charakter. Pierwszy pojawił się prawie w dnie gwałtownej bessy, więc proponuję nie uwzględniać go w porównaniach z obecną sytuacją. Drugi jest bardziej interesujący, bo pojawił się po silnych wzrostach, tak jak sygnał ze stycznia tego roku.

Sprawdźmy sobie jak wyglądałby przebieg S&P 500, gdyby ścieżka indeksu w tym roku przypominała ścieżki z lat, które rozpoczynały się od równie dużego co w tym roku spadku wartości indeksu w styczniu, który następował tuż po ustanowieniu przez S&P 500 historycznego rekordu (1981, 1990, 2000, 2008). Synchronizacji dokonałem na koniec stycznia:

 


 

 

Uśrednienie tych 4 ścieżek daje następujący rezultat:

 

 

A oto 5-ty przypadek słabego stycznia - sygnał z 2010 roku:

 

 

Po uwzględnieniu sygnału ze stycznia 2010 projekcja S&P 500 nieco zmienia wygląd i bessa kończy się już w listopadzie tego roku:

 

 

W krótkoterminowej perspektywie najbliższy lokalny dołek po tak słabym styczniu pojawiał się kolejnio 20 lutego 1981 (+8,3 proc. do marca), 30 stycznia 1990 (+14,2 proc. do lipca), 25 lutego 2000 (+14,6 proc. do marca), 10 marca 2008 (+12 proc. do maja), 9 marca 2009 (+40 proc. do końca półrocza) i 8 lutego 2010 (+15,2 proc. do kwietnia). Uśredniając to wszystko (poza przypadkiem z 2009 roku) otrzymamy wniosek, że po ustanowieniu gdzieś w lutym lokalnego dołka na S&P 500 (idealnie to pasuje do oczekiwanego w okolicach lutego minimum cyklu 40-tygodniowego) powinna zmieścić się jeszcze jedna trwająca mniej więcej 2 miesiące (?) ok. 13 proc. (?) zwyżka.  

Z punktu widzenia cyklu pokoleniowego najbardziej adekwatna do obecnej sytuacji jest analogia ze styczniem 1981, ale osobiście najbliższa mi jest analogia z 1990 rokiem. Przyczyny są dwie. Po pierwsze jeszcze w 2011 roku przyjąłem równanie "2011=1987", z którego oczywiście wynika równanie "2014=1990", po drugie latem 1990 mieliśmy do czynienia z silnym skokiem cen ropy naftowej będącym konsekwencją inwazji Iraku na Kuwejt, więc analogia z 1990 rokiem obecnie rozwiązywałaby problem "inflacyjnej" fazy cyklu, po trzecie wzrost cen akcji w USA do lipca dawałby się uzgodnić z oczekiwaną na podstawie analizy sytuacji makroekonomicznej w kraju ostatnią falą hossy na GPW, po czwarte wreszcie ówczesna bessa skończyła się już po ok. 20 proc. spadku w październiku 1990, co również pasuje do moich wyobrażeń na temat najbliższej przyszłości.

13:28, bialek.wojciech
Link Komentarze (598) »