Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
|
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 28 lutego 2013

Ostatnie silne osłabienie na rynku metali szlachetnych sprowadziło cenę złota do najniższych poziomów od wiosny ub. r. W zwyczajowy sposób przełożyło się to na spadek sentymentu wobec złota. Na przykład Consensus Bullish Sentiment znalazł się na poziomie w okresie minionych 4 lat obserwowanym jedynie w maju ub.r. Nie tylko nastroje ale również ogólny wygląd ostatniego ruchu spadkowego do złudzenia przypomina sytuację z maja 2012:

 

 

 

Ta analogia stanie się jeszcze bardziej smakowita, jeśli policzymy odległość pomiędzy datami obu dołków na złocie - ostatniego z 20 lutego 2013 i poprzedniego z 16 maja 2012. Otóż ta odległość to 280 dni czyli dokładnie 40 tygodni. To wszystko wyraźne przesłanki za tym, że na złocie rozpoczął się proces formowania kolejnego dołka cyklu 40-tygodniowego, które poprzednie minimum ukształtowało się wiosną ub. r.

Powyższe stwierdzenie jest ważne również dla krajowego rynku akcji, bo jego słabość z ostatnich tygodni od dawna można było interpretować jako związaną ze spadkową fazą właśnie cyklu 40-tygodniowego. W poprzednim cyklu dołek na złocie (16 maja 2012) poprzedził dołek na WIG-u (5 czerwca) o 20 dni, co w obecnych realiach dawałoby oczekiwany termin w okolicach  12 marca:

 

 

Złoto swój historyczny szczyt ceny ustanowiła półtora roku temu. Ostatni raz ten metal szlachetny pozostawał bez rekordu przez  (prawie) 18 miesięcy w okresie marzec 2008- wrzesień 2009, a więc w poprzednim cyklu Kitchina (ten dla odmiany ma średnio 40 miesięcy; co takiego szczególnego jest w liczbie 40?). Wtedy 18 miesiąc po cyklicznym szczycie złota z marca 2008 wypadł we wrześniu 2009. Wtedy złoto właśnie zakończyło pierwszą korektę nowej cyklicznej hossy, która wydaje się być odpowiednikiem słabości na rynku złota z okresu ostatnich 4 miesięcy. Ta słabość sprowadziła kurs złota do dolnego ograniczenia wieloletniego kanału trendu wzrostowego, a więc w rejony, w których można rozważać sensowność średnioterminowych lokat w złoto.

 

 

Wniosek, że na złocie znajdujemy się w podobnej sytuacji jak w 2009 roku, można oczywiście odnieść również do rynku akcji, na którym jesteśmy obecnie 8 miesięcy od początku cyklicznej hossy, czyli w podobnej sytuacji jak jesienią 2009:

 

 

 

Ostatnia słabość na rynku metali szlachetnych to sygnał dla władz banków centralnych, że polityka "ilościowego luzowania" w różnych jej formach na razie nie doprowadziła do pojawienia się wyraźnych napięć inflacyjnych. Być może więc to, że szef FED wypowiadających się w ostatnich dniach złagodził swoją retorykę odnośnie polityki pieniężnej,  co przełożyło się na odbicie cen akcji na giełdach światowych, nie było całkiem bez związku z ostatnią wyprzedażą na rynku złota. Można sądzić, że dopóki złoto szoruje po dołkach z ostatnich lat groźba zmiany polityki pieniężnej ze strony FED i innych banków centralnych nie jest zbyt duża.

 

 

13:22, bialek.wojciech
Link Komentarze (295) »
czwartek, 14 lutego 2013

Przy założeniu, że Parlament Europejski zaakceptuje ostatnie porozumienie w sprawie budżetu UE na lata 2014-2020, można uznać nowy "plan siedmioletni" za rozpoczęty. Fakt wyboru przez władze europejskie właśnie 7-letniego okresu budżetowego wydaje mi się bardzo interesujący. Można się nim bowiem posłużyć jako fundamentalnym argumentem na poparcie starej lecz ciągle aktualnej hipotezy, która każe w sytuacji z połowy poprzedniej dekady upatrywać jednego z wzorców dla koniunktury na krajowym rynku akcji w najbliższym czasie. Jak zwrócił uwagę w komentarzu pod poprzednim wpisem na blogu pan "sajetann" obecną sytuację można zasadnie porównywać do tej z lutego 2006 roku. W obu przypadkach rynek był mniej więcej 8 miesięcy po dołku 13-miesięcznej bessy (maj 2005 i maj/czerwiec 2012) i świeżo po uzgodnieniu budżetu UE na następne lata (grudzień 2005 i luty 2012). Podobnie wnioski można było formułować już wcześniej, bo "zasada zmienności" od dawna sugerowała, że wzorca dla rozwoju sytuacji na rynku należy szukać nie jeden a dwa cykle wstecz, czyli właśnie w połowie poprzedniej dekady. Średnia długość podstawowego cyklu gospodarczego - cyklu Kitchina - to 40 miesięcy, więc dwa takie cykle to 7 lat bez 4 miesięcy. To ta właśnie cykliczność bywa dostrzegana przez analityków technicznych  widzących na wykresie WIG-u istotne szczyty co mniej więcej 7 lat (1994, 2000 i 2007; ta cykliczność potraktowana dosłownie sugeruje kolejny szczyty tej klasy w okolicach marca 2014). Uchwalane co 7 lat plany budżetowe UE ładnie pasują do tej prawidłowości i dostarczają jej - przynajmniej częściowej - racjonalnej podbudowy. W poprzedniej 7-latce WIG ustanowił kluczowy szczyt w lipcu pierwszego roku budżetowego, jak gdyby do tego czasu rynek hurtem zdyskontował cały strumień zysków potencjalnie związanych z wykorzystaniem unijnych pieniędzy. Powtórzenie tego schematu obecnie dawałoby podobnie ważny szczyt w lipcu 2014.

Powyższą tezę zilustrowałem na poniższym rysunku. Nie wydaje się by należało traktować ją zbyt dosłownie w krótkoterminowej perspektywie, ale gdyby ktoś bardzo chciał, to można założyć, że jesteśmy w sytuacji analogicznej do tej z lutego 2006, czyli w trakcie korekty, która na WIG-u sięgnęła ostatecznie -5,4 proc. (obecna osiągnęłaby ten poziom po spadku WIG-u do okolic 45600 pkt.). Potem od połowy marca przyszłaby jeszcze jedna fala wzrostów, a dopiero później - w maju i czerwcu - silna korekta całego rocznego impulsu wzrostowego rozpoczynającego hossę analogiczna do tej z wiosny 2006 (WIG -21,5 proc.). Po tej korekcie przyszłaby kolejna fala wzrostów analogiczna do tej z okresu czerwiec 2006-lipiec 2007. Powtórka scenariusza sprzed 7 lat oznaczałaby więc zapewne najpierw wyjście WIG-u powyżej szczytu z kwietnia 2011 roku (ok. 50000), a następnie wiosenne tąpnięcie w kierunku wsparcia, które ulokować można w strefie 42300-43100).

 

 

Powyższy scenariusz wywiedziony z dosłownie potraktowanej domniemanej 7-letniej cykliczności można skonfrontować z inną zależnością wiążącą rynek akcji i rynek złotego. Spróbowałem ja zilustrować na poniższym wykresie. Jak widać ceny akcji na GPW stanowią w dużej mierze lustrzane odbicie siły złotego (mierzonej za pomocą średniego kursu dolara i euro do polskiej waluty). Tu dominująca ostatnio cykliczność waha się od 16 do 18 miesięcy (szczyty kursów walut z lutego 2009, czerwca 2010 oraz grudnia 2011) sugeruje, że następna okazja do sprzedaży walut po lokalnie wysokich cenach i kupna akcji w dołkach korekty powinna nadejść w okolicach maja.  Od ostatniego szczytu impulsu dewaluacyjnego - dającego chwilowy wzrost konkurencyjności krajowemu przemysłowi - minęło już 14 miesięcy. W poprzednich cyklach 14 miesięcy do szczytu paniki na złotym z lutego 2009 upływało w kwietniu 2010, a 14 miesięcy po szczycie kursów walut z czerwca 2010 w sierpniu 2011. To oczywiście bardzo niepokojące dla posiadaczy akcji daty wyznaczające ostatnie chwile na ucieczkę z rynku akcji przed dwoma największymi załamaniami cen z ostatniego cyklu ("flash crash" w maju 2010 i tąpnięcie z sierpnia 2011). Skojarzenia z sierpniem 2011 mogą wywoływać trwogę, ale zasada zmienności sugeruje, że inspiracji szukać należy raczej w sytuacji z 2010 roku (podczas ówczesnej "flashcrashowej" korekty WIG stracił 11,3 proc., co w obecnych warunkach dałoby spadek w okolice poziomu 42786 pkt., czyli dokładnie w środek strefy wsparcia 42300-43100. 

 

 

Powyższe można traktować jako potwierdzenie zdroworozsądkowej obserwacji, że trwająca od maja/czerwca 2012 fala zwyżki jest już stosunkowo "dojrzała". Dwie fale wzrostowe WIG-u będące odpowiednikami fal umocnienia złotego odpowiednio od lutego 2009 i od czerwca 2010 zanim uległy ostatecznemu załamaniu (od kwietnia 2010 i kwietnia 2011) najpierw słabły, co prowadziło do przełamania przez WIG linii trendu wzrostowego, po którym to przełamaniu przychodził wzrostowy ruch powrotny (wynoszący WIG na jeszcze jeden lokalny szczyt). Być może obecnie będziemy mieli do czynienia z podobną sytuacją, jako że WIG jest dopiero w trakcie łamania trendu wzrostowego rozpoczętego na początku czerwca ub. r. Jeśli po obecnym spadku, który ze względu na wyraźny 5-falowy charakter powinien już się niebawem zakończyć, nadszedłby ruch powrotny do przełamanej linii trendu wzrostowego, to taki scenariusz stałby się w miarę zgodny z tym opartym na 7-letniej cykliczności przedstawionym na początku, w którym - przed nadejściem korekty całego impulsu wzrostowego - pomiędzy marcem a majem na rynku miała się zmieścić jeszcze jedna fala wzrostowa wynosząca WIG na nowe cykliczne maksimum. Osobiście składniałbym się ku takiemu scenariuszowi, choć oczywiście należy sobie zdawać sprawę, że w chwili obecnej potencjalna krótkoterminowa (do końca I półrocza) nagroda wydaje się porównywalna do skali podejmowanego ryzyka, a te proporcje nie wydają się być jakoś szczególnie atracyjne.

15:10, bialek.wojciech
Link Komentarze (758) »
środa, 06 lutego 2013

Indeks cen akcji małych spółek w USA Russell 2000 odrabiając całość strat poniesionych od 2007 roku ustanowił niedawno nowy historyczny rekord jako bodajże pierwszy z głównych benchmarków amerykańskiego rynku akcji.  Wygląd wykresu względnej siły indeksu Russell 2000 (2000 najmniejszych spółek spośród 3000 największych na amerykańskim rynku wchodzących w skład indeksu Russell 3000) do indeksu Russell 1000 (1000 największych spółek w USA; 90 proc. kapitalizacji Russella 3000) nie wygląda jakoś szczególnie zniechęcająco. Przy odrobinie wyobraźni można się na nim w okresie minionych 6 lat dopatrzyć istnienia szerokiego kanału trendu wzrostowego, od którego dolnego ograniczenia wykres odbił się po raz ostatni w połowie listopada ub. r. przełamując następnie linię trendu spadkowego rozpoczętego w kwietniu 2011. Oczywiście akcje małych spółek w USA umacniały się w stosunku do dużych już od 1999 roku, więc trudno je obecnie uznać za jakąś życiową okazję, ale na poniższym wykresie widać miejsce dla ewentualnego wzrostu relatywnej siły akcji małych spółek w USA korygującego słabość z ostatnich lat.

 

 

Wykres względnej siły sWIG-u 80 do WIG-u 20 wygląda inaczej niż wykres względnej siły kursów akcji małych spółek względem dużych z USA, ale prowadzi do tych samych relatywnie optymistycznych dla akcji małych spółek wniosków. Z tego punktu widzenia sytuacja na GPW wydaje się być kopią tej z 2003 roku (kłania się wzorzec dekadowy):

 

 

Oczywiście po ostatnim trwającym od połowy listopada umocnieniu sWIG-u względem WIG-u 20 można oczekiwać stabilizacji względnej siły (np. analogicznej do tej z okresu sierpień-grudzień 2003), ale wydaje się, że w średnioterminowej perspektywie przewaga akcji małych spółek nad dużymi powinna być kontynuowana do końca cyklu ("zasada zmienności" sugeruje, że ten cykl powinien być dobry dla akcji małych spółek w przeciwieństwie do poprzedniego, ale podobnie do tego z lat 2005-2007). Opinię tę można będzie zmienić na bardziej negatywną w stosunku do akcji małych spółek po osiągnięciu przez wykres względnej siły sWIG-80/WIG-20 poziomów szczytów z lat 2007, 2009 i 2010 w strefie 5,2-5,7).

Względna siła względną siłą, ale przecież może się zdarzyć, że małe spółki umocnią się relatywnie podczas ogólnej bessy na rynku. Na razie jednak niewiele wskazuje, by coś takiego nas w najbliższym czasie czekało. Na poniższym wykresie sWIG-u 80 na czerwono zaznaczono momenty spełniające dwa proste kryteria: 1) sWIG-u jest ponad swoją średnią 50-sesyjną a ta jest ponad średnią 200-sesyjną indeksu oraz 2) sWIG-u robi roczne maksimum. Jak widać te dwa banalne kryteria hossy spełniane są od ok. 3 tygodni. Wystarczy rzut oka na poniższy wykres by zorientować się, że pojawianie się takich sygnałów po okresie bessy zawsze było bardzo dobrym okresem do zakupów akcji małych spółek. W najgorszym przypadku - sierpień 2009 - można było zarobić jedynie 22 proc. (ale za to wzrost trwał aż 21 miesięcy), lub też - koniec grudnia 1999 - wzrost kończył się już po niecałych 7 miesiącach od pojawienia się sygnału (ale sWIG-80 - dawniej WIRR - zyskał w tym czasie 50 proc.). Wystarczy powiedzieć, że w najgorszym przypadku strata po zakupie sWIG-u w momencie pojawienia się takiego sygnału pojawiała się najwcześniej po ok. 19 miesiącach.

 

 

Siłą rzeczy projekcja wartości sWIG-u oparta na opisanych powyżej sygnałach musi wyglądać rewelacyjnie. Wynika z niej - przy braku jakiegokolwiek historyrcznego ryzyka - wzrost wartości indeksu do nowych historycznych rekordów (powyżej szczytu z lipca 2007 roku) kulminujący gdzieś w okolicach lata 2014 roku:

 

 

Oczywiście nawet zrealizowanie drobnej części potencjału wzrostowego sugerowanego przez tę projekcję oznaczałoby wielce przyzwoite zyski dla posiadaczy akcji. To że jakoś mało kto ma obecnie odwagę wspominać pojęcie "MiŚ" dodaje wiarygodności przedstawionej tezie. Równie atrakcyjny statystycznie techniczny sygnał kupna rzadko się zdarza, więc oczywiście grzechem byłoby go całkowicie zlekceważyć, tym bardziej, że wydaje się być idealnie spójny z sytuacją w gospodarce. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że ktoś kto nie zwiększa zaangażowania w akcje małych spółek (np. kosztem dużych spółek, czy też kosztem obligacji skarbowych będących po 2 latach hossy) w takiej sytuacji jak obecna (oczywiście za sumę, której strata - w przypadku pomyłki - nie przyprawi o bezsenność), nie powinien tego robić w ogóle. Niekupowanie akcji, gdy należy to robić, kończy się zwykle kupowaniem ich, gdy robić tego nie należy...

 

 

14:11, bialek.wojciech
Link Komentarze (358) »