Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
piątek, 29 stycznia 2016

W trakcie pierwszych 17 sesji indeks S&P 500 stracił 7,9 proc. W sięgającej 1929 roku historii tego indeksu to trzeci najsłabszy 17-sesyjny początek roku. Dwa lata, które rozpoczęły się od jeszcze silniejszych spadków to 2008 rok (-9,4 proc.) i 1939 rok (-8,8 proc.). Te analogie historyczne mogą poważnie niepokoić – mamy do wyboru porównanie obecnej sytuacji do tej z roku, w którym wybuchł najsilniejszy od dwóch pokoleń kryzys finansowy (2008), albo do tej z roku, w którym dwa pokolenia temu wybuchła wojna światowa (1939).

 


 

Jeśli złagodzimy trochę wymagania, to znaczy stworzymy listę lat, które rozpoczynały się od 17-sesyjnego spadku wartości S&P 500 większego niż 5 proc., to  otrzymamy 8 wcześniejszych tego typu sygnałów (1939, 1948, 1960, 1978, 1982, 1990, 2008 i 2009; czerwone strzałki na powyższym wykresie). Jak się okazuje na tych 8 przypadków sygnału podobnego do generowanego przez S&P 500 obecnie w 7-u indeks był po 16 miesiącach wyżej niż w momencie generowania sygnału (czerwona strzałka na poniższym wykresie). Jedynie sygnał z 2008 roku zakończył się pełnowymiarową katastrofą.

 

 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie ścieżek S&P 500 wokół tych 8 historycznych sygnałów spada do drugiego tygodnia marca (1846 pkt.) i potem wchodzi w trwałą hossę potwierdzając powyższą – relatywnie uspokajającą - obserwację.

 

Wpływa na taki przebieg projekcji maja takie lata jak 2009 roku, który też rozpoczął się na Wall Street fatalnie (S&P 500 -6,4 proc. w pierwszych 17 sesjach roku) i ta słabość kontynuowana była do 9 marca (po korekcie z przełomu styczna i lutego), po czym nadeszła silna hossa. Przebieg tej projekcji sugeruje, że słabe otwarcie roku na Wall Street nie musi koniecznie oznaczać totalnej katastrofy (w sumie w 1939 roku S&P 500 też zwyżkował od kwietnia do listopada, gdy wystraszony wybuchem wojny w Europie kapitał uciekał do USA). 

Z drugiej strony jeśli sprawdzimy, który z tych historycznych ścieżek S&P 500 obejmujących okresy, w których pojawiło się tak słabe otwarcie roku na S&P500, są najbardziej podobne do ścieżki indeksu z okresu  minionych dwóch lat to otrzymamy lata 1960, 1982 (bankructwo Meksyku) i 2008. Projekcja ścieżki S&P 500 oparta o te 3 przypadku też odbija się w górę z dołka w drugim tygodniu marca, ale ten wzrost trwa jedynie do maja („sell in May, go away on holiday”), a ostateczny dołek bessy przychodzi dopiero wczesną jesienią.

 

 

Powyższe projekcje zachęcają do spekulacji po długiej stronie rynku w okresie marzec-maj (pod warunkiem, że rzeczywiście w okolicach Dnia Kobiet ceny na Wall Steet będą niskie), ale pozostawiają niepewność co do losów rynku w okresie od później wiosny do wczesnej jesieni.

 

 

11:13, bialek.wojciech
Link Komentarze (134) »
piątek, 22 stycznia 2016

Pod koniec poprzedniego roku początek 2016-tego roku wyobrażałem sobie trochę jako odwrotność początku roku 2009-tego. Wtedy silne były Chiny i zależne od nich rynki "wschodzące" (różne Brazylie i takie tam), a słabe były rynki rozwinięte. Rynki słabe spadały do nowych dołków do marca 2009, a w tym czasie rynki silne jedynie korygowały odbicie z końca 2008 roku, które z czasem okazało się początkiem nowej hossy. W obecnym cyklu słabe były Chiny wraz z zależnymi od nich rynkami "wschodzącymi" (różne Brazylie i takie tam), a silne były rynki rozwinięte, które jeszcze pod koniec grudnia znajdowały się nie tak daleko od swych wieloletnich czy też historycznych szczytów. Przez analogię do wydarzeń sprzed 7 lat wyobrażałem sobie, że tym razem do nowych dołków do marca spadać będą ceny akcji na rynkach wschodzących dobijane przez słabnące Chiny i załamujące się ceny surowców, zaś rynki rozwinięte wykonają w I kw. jedynie korektę jesiennych wzrostów, które z czasem okażą się pierwszą falą nowej fali hossy. 

Jeszcze na początku stycznia wyobrażałem sobie to tak:

 

 

Tymczasem oczekiwana na początku roku słabość wcale nie ograniczyła się do Chin i okolic. Co zaskakujące z punktu widzenia powyższego scenariusza S&P 500 zaliczył drugie najgorsze 2-tygodniowe otwarcie w historii (-8 proc. wobec -8,8 proc. 7 lat temu na początku 2009 roku). Po kilku dalszych sesjach w tym tygodniu S&P 500 znalazł się najniżej od 21 miesięcy, co generalnie odsyła powyżej opisany scenariusz na śmietnik. 


 

To niepokojący sygnał, bo gdy pojawiał się ostatnio po raz pierwszy pod dłuższym okresie – 23 lutego 2001 oraz 2 lipca 2008 – to okazywał się zapowiedzią kontynuacji bardzo silnej bessy (indeks spadał później o odpowiednio 38 proc. w ciągu 20 miesięcy i 46 proc. w ciągu 8 miesięcy). W każdym z tych przypadków był też symptomem pęknięcia inwestycyjnej bańki (odpowiednio w sektorze informatyczno-telekomunikacyjnym i na rynku kredytów hipotecznych) i wchodzenia gospodarki USA w recesję. Nie jest to jednak uniwersalna reguła. W okresie minionego pokolenia tego typu sygnały pojawiały się jeszcze przy trzech okazjach. Te z 23 września 1977 i 22 lutego 1982 poprzedzały dalsze spadki o 8,2-8,6 proc. w ciągu pół roku, a sygnał z 4 grudnia 1987 wypadł dokładnie w dołku S&P 500. W 1982 rok gospodarka USA weszła w recesję, ale nic takiego nie nastąpiło w latach 1977 i 1987.

Osobiście podtrzymuję swoją opinię, że w obecnych warunkach recesja gospodarcza w USA jest bardzo mało prawdopodobna. Na 6 ostatnich recesji 5 zostało poprzedzonych jakąś formą "szoku naftowego" a jedna (w 1982 roku) skokiem stóp FED na rekordowe 15 proc. Obecnie mamy do czynienia raczej z "anty-szokiem" naftowym, a stopy są ciągle na poziomie bliskim historycznego minimum. Oczywiście załamanie w przemyśle naftowym (łupki) wywołane spadkiem cen ropy, wywołuje recesję w amerykańskim przemyśle, ale ze względu na jego ograniczoną wagę w PKB ta słabość nie powinna zarazić całej gospodarki. Ciągle dobre dane z rynku pracy i raczej pozytywne nastroje konsumentów potwierdzają takie założenie, chociaż pesymizm szefów firm i spadek indeksów wskaźników wyprzedzających kreśli mniej różowy obraz sytuacji. W jednym z najbliższych wpisów spróbuję dokonać ogólnego przeglądu koniunktury w gospodarce USA, który być może ułatwi rozstrzygnięcie tych wątpliwości. 

Jeśli wyrażona powyżej teza jest prawdziwa, to analogią do obecnej sytuacji stają się "bezrecesyjne" epizody 21-miesięcznych dołków S&P 500 z 1977 i 1987 roku, a nie związane z gospodarczą recesję sygnały z 1982, 2001 i 2008 roku. To oznacza, że dalszy potencjał spadkowy S&P 500 powinien być bliższy raczej 0-8,2 proc. niż 8,6-38-46 proc. 

W zdezaktualizowanym w środę scenariuszu dla S&P 500 spadki okresu maj-sierpień ub. r. były w terminologii elliottowskiej pełną 4-tą falą impulsu wzrostowego rozpoczętego w marcu 2009. W tej strukturze 2-ka była "pędzącą" korektą z okresu kwiecień 2010-październik 2011. Zejście S&P 500 poniżej dołka z sierpnia ub. r. to sygnał, że fala 4-ta jest bardziej rozbudowana. Z perspektywy czasu można ocenić, że założenie, że 4-ka potrwa 4 miesiące, gdy 2-ka trwała miesięcy 18, nie było zbyt dobre. Nie wiadomo, jaką ostatecznie postać przyjmie ta korekcyjna struktura, gdy się zakończy.

Mam generalnie pobłażliwy stosunek to teoria Elliotta (uważam, że te ulotne fraktalne wzorki to po prostu rezultat zwykłej superpozycji różnych cykli), ale chciałbym się jeszcze raz posłużyć jej terminologią do opisania scenariusza, który proponuję roboczo w miejsce poprzedniego. Otóż TE sugeruje, że orientacyjnym celem 4-tej fali impulsu powinien być zasięg 4-fali niższego rzędu. Ładnie to można zilustrować dla obecnej sytuacji na niemieckim DAX-ie. 4-ta fala niższego rzędu (czyli 4-ka w obrębie 3-ciej fali, która rozegrała się pomiędzy wrześniem 2011 a kwietniem 2015) ewidentnie jest korektą z okresu lipiec-październik 2014). Dla DAX-a to przedział 8572-10029. Dolne ograniczenie 7-letniego kanału trendu wzrostowego znajduje się obecnie w okolicach poziomu 9000 pkt. Nieco niżej jest dolne ograniczenie kanału trendu spadkowego. Te trzy wsparcia powinny na DAX-ie powstrzymać ewentualną dalszą przecenę, ale nic to nie mówi o terminie osiągnięcia tego celu. Może to nastąpić zarówno w najbliższych tygodniach, jak i np. jesienią po wykonaniu skomplikowanej - np. płaskiej - korekty. Co ciekawe poziom z października 2014 S&P 500 osiągnął właśnie w minioną środę. 


 


 

Na razie "plunge protection team" zaatakował w Japonii broniąc kursu jena względem dolara, który groził wyłamaniem w dół z ponad rocznej formacji "głowy z ramionami" (czyli umocnieniem jena). W reakcji na tę interwencję jen osłabł a Nikkei skoczył w górę o ponad 5 proc. Można podejrzewać, że w ostatnich latach "yen carry trade" był jednym z kluczowych źródeł finansowania zakupów akcji na świecie, więc umocnienie jena to jeden z symptomów zmykania długich pozycji na rynkach akcji. 


 


 

Taka interwencja BoJ powinna wystarczyć na przynajmniej kilka-kilkanaście sesji. Takie odbicie byłoby spójne ze znaczeniem ubiegłotygodniowego sygnału - spadku udziału optymistów wśród amerykańskich inwestorów indywidualnych do najniższego poziomu od 11 lat.

Tydzień temu zwracałem uwagę na najsłabszy w historii pierwszy tydzień roku na S&P 500. Pierwsze dwa tygodnie nowego roku już nie były rekordowe. S&P 500 stracił w ich trakcie 8 proc., ale po dwóch pierwszych tygodniach 2009 roku było jeszcze gorzej -8,8 proc. Ponieważ od analogii z początkiem 2009 roku zacząłem ten tekst, to i na niej - skoro się znowu przypomniała - skończę. Gdyby S&P 500 nadal podążał ścieżką z 2009 roku, to jego dalsze losy w tym roku wyglądałyby tak:

 


Swoją drogą jako historyczną ciekawostkę można potraktować fakt, że 3-cie najsłabsze w historii 2-tygodniowe otwarcie roku na S&P 500 miało miejsce w 1939 roku (-6,16 proc.). 

Powyższe nie jest oczywiście prognozą. Nawet, gdyby "plunge protection team" następnym razem zaspał, to i tak rozmiary formacji, z której S&P 500 próbował się w środę wybić, sugerują jako cel ewentualnej zniżki co najwyżej okolice poziomu 1637 pkt. Ale sądząc po czujnej rekacji BoJ PPT jest cały czas zwarty i gotowy, więc nawet wyłamanie o pełny rozmiar formacji można uznać, że scenariusz mniej prawdopodony. 

13:02, bialek.wojciech
Link Komentarze (118) »
piątek, 15 stycznia 2016

Największy w historii spadek WIG-u 20 na pierwszej sesji roku, nie był jedyne polską specyfiką. Za oceanem S&P 500 zanotował najsilniejszy spadek (-6 proc.) od przynajmniej 1929 roku, od kiedy dostępne są dzienne dane. Czy taki „defekt stycznia” jest zapowiedzią kontynuacji słabości w trakcie całego roku? W tym okresie jedynie 3-krotnie rok otwierał się tygodniowy spadkiem większym niż 4 proc. (jako pierwszy tydzień roku traktuję pierwszy tydzień, który rozpoczął się w nowym roku). Było to w latach 1974, 1998 i 2009. 

 

 

Sygnał z początku 1974 roku rzeczywiście był zapowiedzią katastrofy – pokoleniowego kryzysu wywołanego szokiem naftowy, recesji w gospodarce USA i rezygnacji prezydenta Nixona. Zanim S&P 500 wyznaczył 10 miesięcy później pokoleniowy dołek stracił 36 proc. wobec zamknięcia poprzedniego roku.  Ale już dwa następne sygnały pojawiły się na początku lat, które kończyły się silnymi wzrostami S&P 500: w 1998 roku indeks zyskał +26,7 proc., a w 2009 roku +23,5 proc. W 18 lat temu słabość z początku stycznia okazała się złym znakiem, ale nie dla Wall Street a dla Rosji, która 7 miesięcy później zbankrutowała (wtedy tak jak teraz mieliśmy do czynienia z załamaniem cen ropy naftowej). W 2009 roku słabość z pierwszego tygodnia ostrzegała przed spadkiem S&P 500 o 25,1 proc. wobec poziomu z końca 2009 roku, ale 9 marca indeks ustanowił (pokoleniowy?) dołek i ostatecznie 2009 rok zakończył się silnymi wzrostami na rynkach akcji.

 

Nie ma specjalnie sensu uśredniać 3 tak odmiennych ścieżek indeksu, ale dla porządku prezentuję taką projekcję poniżej:

 


 

 

Ta projekcja osiąga pierwsze lokalne minimum w marcu tego roku, rośnie do maja, stabilizuje się do sierpnia, a następnie ustanawia wtórny dołek w październiku 2016, po czym wchodzi w silną hossę. Jak widać per saldo słaby pierwszy tydzień roku na S&P 500 niekoniecznie oznacza koniec świata. 

 

O tym, że warto w swoich planach na ten rok uwzględnić również optymistyczne scenariusze przekonuje ostatni odczyt sentymentu Amerykańskiego Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych  - udział "byków" spadł do najniższego poziomu od kwietnia 2005 roku - 17,9 proc.!

 

 

Prawie 11 lat temu S&P 500 ustanowił dołek w 4 sesje po tak niskim odczycie i nigdy już później nie był niżej. Podobnie działały wielokrotne sygnały z lat 1988-1900 oraz sygnał z września 1992. Udział "niedźwiedzi" (45,5 proc.) nie jest na razie tak skrajny - najwyższy jedynie od kwietnia 2013. 

Przy takim sentymencie trudno wyobrazić sobie jakieś poważniejsze załamanie przynajmniej w najbliższym czasie. Również u nas saldo INI SII było w czwartek znowu - podobnie jak 10 grudnia ub. r. - na poziomie obserwowanym w przeszłości jedynie dwukrotnie w listopadzie 2011 i czerwcu 2012.

Dla kontrarian te sygnały na sentymencie w USA i Polsce z pewnością nie są do zlekceważenia. 

12:00, bialek.wojciech
Link Komentarze (240) »
środa, 06 stycznia 2016

Poprzedni rok zakończył się 8-ym z rzędu miesięcznym spadkiem wartości WIG-u 20. W ponad 20-letniej historii tego indeksu tak konsekwentna wyprzedaż zdarzyła się jedynie raz - pomiędzy lutym a październikiem 2000 roku podczas pierwszej fali ówczesnej globalnej bessy związanej z pęknięciem bańki inwestycyjnej w sektorze informatycznym i telekomunikacyjnym. 15 lat temu po takim sygnale przyszło 2-miesięczne odreagowanie cen akcji w górę, bo czym bessa uległa wznowieniu i na GPW trwała do września 2001. 

 

 

Oczywiście z tego pojedynczego precedensu pewnie nie można zbyt wiele wywróżyć na przyszłość. 

Powyższy sygnał został wygenerowany na ostatniej sesji grudniowej, a na pierwszej sesji stycznia pojawił się sygnał o równie niepokojącej dla posiadaczy akcji wymowie. WIG-20 stracił na pierwszej sesji roku 2,9 proc. i był to największy w historii indeksu dzienny spadek inaugurujący nowy rok. Ktoś zauważył, że jeszcze nie zdarzyło się by rok, który rozpoczął się od spadkowej sesji na WIG-u 20, zakończył się na plusie. I tak jest w rzeczywistości. Poniżej widać zmiany WIG-u 20 na pierwszej sesji roku i w całym roku w kolejnych latach:

 

2016 -2,9% ? 
2015 -0,3% -19,7% 
2014 1,2% -3,5% 
2013 1,7% -7,0% 
2012 2,3% 20,4% 
2011 1,4% -21,9% 
2010 2,3% 14,9% 
2009 4,9% 33,5% 
2008 -1,0% -48,2% 
2007 1,9% 5,2% 
2006 1,5% 23,7% 
2005 0,3% 35,2% 
2004 2,7% 24,6% 
2003 0,1% 33,9% 
2002 0,7% -2,7% 
2001 -1,2% -33,5% 
2000 3,6% 1,5% 
1999 4,0% 46,5% 
1998 -0,4% -17,9% 
1997 0,5% 3,1% 
1996 2,4% 82,1% 

1995 6,0% 8,2%

 

Wygląda to na pierwszy rzut oka paskudnie, ale trzeba sobie zadać pytanie, czy rzeczywiście jakaś zależność pomiędzy zachowaniem indeksu na pierwszej sesji roku, a rocznym wynikiem istnieje. Otóż współczynnik korelacji pomiędzy obiema seriami danych wynosi 0,53. Z tego wynika, że taka zależność naprawdę występuje, chociaż nie jest silna. 

 

Ścieżki WIG-u 20 w latach, które rozpoczęły się od spadkowej sesji - 1998, 2001, 2008 i 2015 - wyglądają fatalnie - w każdym przypadku WIG-20 po raku traci prawie 1/4 wartości. Gdyby ten rok miał być rzeczywiście podobny, to maj byłby ostatnim momentem na sprzedaż akcji. W 3 na 4 przypadkach słabość ujawniona na pierwszej sesji kulminowała jeszcze w styczniu (w 1998 roku - 12 stycznia, 2008 roku - 21 stycznia a w 2015 roku 20 stycznia - i kupując w lokalnym dołku można było do maja coś tam zarobić. W 2001 roku ta strategia zawiodła - wtedy ze spekulacyjnymi zakupami pod odbicie trzeba było zwlekać do marca. W sumie kupno w marcu i sprzedaż w maju dawały zysk również w 2008 i 2015 roku. Dla odmiany kupno w marcu było bardzo złym pomysłem w 1998 roku. 


 

Już przedstawiona przed tygodniem projekcja WIG-u 20 oparta na optymistycznych sygnałach:

 

... wyglądała dosyć dychawicznie:

 

 

...ale ta oparta na uśrednieniu powyższych 4 ścieżek WIG-20 z lat, które rozpoczęły się od spadkowej sesji, jest już zupełnie dramatyczna, chociaż odważnym otwiera pole do spekulacyjnych zakupów za 8-12 sesji i sprzedaży w maju. 


 

 

Nie za bardzo wiem, co sądzić o uzyskanym wyniku. Zupełnie nie pasuje mi do preferowanych scenariuszy, może za wyjątkiem jednego - kontynuacji pełnoskalowego Chinageddonu (co biorąc pod uwagę przebieg pierwszej sesji w tym roku sesji na chińskich giełdach jest opcją, którą należy traktować poważnie). Z drugiej strony zawsze mówiłem, że rynek gra z nami uczciwie z wyprzedzeniem generując sygnały, które dla uważnego obserwatora są cennymi wskazówkami na przyszłość. Ostrzeżenie z 4 stycznia należy więc zapamiętać i w maju ponownie zastanowić się nad jego znaczeniem. 

11:04, bialek.wojciech
Link Komentarze (185) »