Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
piątek, 30 stycznia 2015

W ostatnim okresie mogliśmy na rynkach zaobserwować dwa interesujące zjawiska: z jednej strony mierzący ceny surowców na światowych rynkach Goldman Sachs Commodity Index spadł do najniższego poziomu od przynajmniej 5,5 roku, a mniej więcej równocześnie indeks giełdy we Frankfucie DAX-30 wybił się na nowe historyczne maksima. Z podobną sytuacją - oba sygnały (ten na DAX-ie i ten na GSCI) pojawiają się w odstępie nie większym niż miesiąc -  w okresie od początku lat 70-tych mieliśmy do czynienia wcześniej jedynie dwukrotnie. Po raz pierwszy to kryterium zostało spełnione w począwszy od lutego 1985 roku, a po raz drugi począwszy od marca 1998 roku:

 


 

Myślę, że nie powyższego obrazka nie trzeba specjalnie wyjaśniać. Dodam tylko, że korekta z 1984 roku widoczna na wykresie przed pojawieniem się sygnału z 1985 roku związana była z największym w historii (do czasu kryzysu z 2008 roku) upadkiem amerykańskiego banku Continental Illinois, a analogiczna korekta z 1997 roku widoczna na wykresie przed pojawieniem się sygnału z 1998 roku związana  była z wybuchem kryzysu azjatyckiego.

Oczywiście identyczna korekta widoczna na wykresie pod koniec ubiegłego roku przed pojawieniem się obecnego sygnału związana była z kryzysem rubla

Zwyczajowo podaję ścieżki zarówno DAX-a jak i GSCI po obu sygnałach:

 

 

 

 

... i uzyskane przez ich uśrednienie projekcje wartości obu indeksu:

 

 

 

Wnioski każdy może sobie wyprowadzić na własną rękę. Gdybym ja miał szukać cech wspólnych zachowania cen surowców i niemieckich akcji po obu historycznych momentach podejrzewanych o podobieństwo do obecnej sytuacji, to wskazałbym na następujące:

1) GSCI spadał bez większych korekt (ale były mniejsze) przez następne przynajmniej 9 miesięcy;

2) DAX zwyżkował bez większych korekt (ale były mniejsze) przez następne przynajmniej 5 miesięcy;

3) bessa na GSCI skończyła się najpóźniej po 17 miesiącach;

4) hossa na DAX-ie powinna skończyć się za 2 lata (odpowiednik bessy od marca 2000) - 2,5 roku (odpowiednik krachu od sierpnia 1987) czyli gdzieś w 2017-tym. 

5) w III kw. tego roku istnieje ryzyko wtórnego kryzysu analogicznego do kryzysu rosyjskiego, który nastąpił latem 1998 roku (ale po sygnale z 1985 roku niczego takiego nie było). 

Po 3 latach na rynku akcji i 6 na rynku surowców rozbieżności pomiędzy obydwoma scenariuszami historycznymi zaczynają być tak duże, że szukanie wspólnych cech traci większy sens. 

Do przemyślenia pozostaje rozbieżność pomiędzy datami uzyskanymi teraz (1985, 1998) a tymi sugerowanymi w poprzednim wpisie dotyczącym kursu EUR/USD (1981, 1997). W obu przypadkach kierowani jesteśmy w ten sam okres (1981-1985, 1997-1998), ale sięgające 4 lat rozbieżności czasowe sugerują, by przedstawionych analogii nie traktować całkiem dosłownie, a raczej inspirować się w swoich działaniach "duchem" obu okresów historycznych na rynkach finansowych i nie tylko, który powinien być podobny i obecnie. 

 

 

13:13, bialek.wojciech
Link Komentarze (129) »
piątek, 23 stycznia 2015

W ostatnich dniach euro trafione zostało dwoma ciosami - najpierw rezygnacją SNB z próby utrzymania kursu EUR/CHF powyżej poziomu 1,20, a następnie oficjalnym ogłoszeniem przez ECB programu skupu aktywów wartego 60 mld euro rocznie i trwającego od marca tego roku do września roku przyszłego. W najbliższych dniach euro czeka jeszcze jedna przeszkoda do pokonania - wybory w Grecji będącej najsłabszym ogniwem strefy euro, a w dalszej perspektywie zapowiadane rozpoczęcie przez FED podnoszenia stóp procentowych. Cały czas tli się konflikt militarny na wschodniej Ukrainie, a więc nie tak daleko od granic strefy euro. Efektem oddziaływania tych czynników było zejście kurs EUR/USD na najniższy poziom od 2003 roku (1,12 wobec prawie 1,4 jeszcze w maju ub. r.).

Oczywiście prawie każdy ruch rynkowy się kiedyś kończy, więc i teraz można zastanawiać się, kiedy nastąpi kulminacja załamania kursu EUR/USD i kiedy rozpocznie się jakaś poważniejsza korekta wzrostowa. 

Trwający od maja spadek kursu euro względem dolara można porównać do trzech poprzednich z ostatnich lat:

 


 

 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie tych trzech ostatnich fal spadkowych sugeruje, że euro osłabło już za bardzo a korekta wzrostowa już powinna się była rozpocząć (w grudniu na poziomie 1,164):

 

 

W ciągu minionych 8 miesięcy kurs EUR/USD spadł o ponad 16 proc. W ostatnich latach podobne spadki zdarzyły się dwukrotnie: w 2008 roku podczas ostrej fazy kryzysu kredytów hipotecznych na świecie oraz w latach 2009-2010, gdy wyszły na jaw problemy Grecji, co rozpoczęło kryzys strefy euro:

 

 

Projekcja kursu EUR/USD zrobiona na podstawie tych 2 przypadków osiąga minimum na poziomie 1,115 za niecały miesiąc i również wchodzi w silną korektę wzrostową:

 

 

Dwie powyższe projekcje generalnie sugerują bliskość punktu zwrotnego na rynku EUR/USD. Główny problem z nimi polega jednak na tym, że stworzone zostały na podstawie ruchów EUR/USD z lat 2008-2014. Tymczasem wydaje się, że dla ostatniego zachowania dolara znacznie bardziej adekwatne są ruchy ze znacznie wcześniejszych okresów - czyli z dwu analogicznych do obecnej faz cyklu Kuznetsa (rozumianego tu jako cykl inwestycji w infrastrukturę służącą do poszukiwania, produkcji i transportu surowców). 

W takim ujęciu ostatnie załamanie się kursu EUR/USD to odpowiednik ruchów z lat 1996-1997 i 1980-1981 (pamiętamy historyczny rym igrzysk olimpijskich w Moskwie w 1980 i Sochi w 2014 roku?). Oczywiście dane sprzed 1999 roku odnoszą się do kursu ECU. 

 

 

Uzyskana na tej podstawie tej analogii projekcja kursu EUR/USD (synchronizacja w szczytach EUR/USD) osiąga lokalne minimum dopiero za niecałe 2 miesiące na poziomie 1,074, a późniejsza ok. 10-miesięczna korekta wzrostowa dociera raptem do poziomu 1,14. Później silny trend spadkowy EUR/USD ulega wznowieniu (odpowiednik lat 1998-2000 i 1981-85) kulminując za 4 lata przy kursie niższym niż 0,8. Te "niecałe 2 miesiące" to marzec, kiedy to ECB ma rozpocząć "druk" euro. Wejście wtedy w euro byłoby zaiste kontrariańskim zagraniem. 

 

 

Do tej wywiedzionej z cyklu Kuznetsa analogii można podejść w nieco inny sposób synchronizując obecny i historyczne ruchy w momencie wychodzenia EUR/USD na wieloletnie minima:

 

 

Tu projekcja osiąga minimum za ok. 2 miesiące na poziomie 1,135 (czyli wyższym niż obecny) po czym koryguje się szybko do 1,227, a potem znowu spada do 0,82 przez następne 4 lata:

 

 

Te dwie "kuznetsowe" projekcje oparte na doświadczenia minionego pokolenia pokazują znacznie mniejszy potencjał wzrostowy EUR/USD niż te oparte na historii ostatnich lat.

Osobiście próbując wyciągnąć jakiś wspólny element z zachowania kursu po wybiciu w dół do wieloletniego minimum w 1981 roku i 1997 roku zakładam, że ewentualna korekta wzrostowa EUR/USD w którymś momencie wyjdzie powyżej poziomu dołka z 2010 roku (1,191) podobnie jak korekta z 1981 roku wyszła o 2,5 proc. powyżej minimum z 1976 roku, a korekta z lat 1997-1998 wyszła o 11,1 proc. powyżej dołka z 1994 roku. To dawałoby 1,22 jako cel ewentualnej korekty wzrostowej do osiągnięcia w przeciągu następnych kilkunastu miesięcy. 

Z jakiego poziomu warto podjąć w ciągu najbliższych 2 miesięcy próbę zagrania na zmianę trendu EUR/USD przy założeniu, że prędzej czy później poziom 1,22 zostanie osiągnięty? Najsłabsza z 4 powyższych projekcji dla EUR/USD spada w krótkoterminowej perspektywie do 1,074. Dzieląc standardowo przedział 1,074-1,22 na ćwiartki i uznając dolną za miejsce, gdzie potencjalna nagroda przewyższa ryzyko spadku ponadtrzykrotnie, otrzymujemy poziomy niższe niż 1,11 jako miejsce, gdzie warto podjąć ryzyko.

Oczywiście otwartą kwestią pozostaje czy gra na potencjalnie 10 proc. korekcyjny ruch w walutę, która ma być aktywnie "psuta" przez najbliższe półtora roku, ma wielki sens. 

Oczywiście nasuwa się pytanie co mogłoby być realną przyczyną takiej ewentualnej korekty? Moim zdaniem mogłaby nim być gra pod to, że FED zostanie w najbliższym czasie zmuszony przez wydarzenia rynkowe (spadek cen ropy naftowej, spadek dynamiki wskaźników inflacji, umocnienie dolara zagrażające koniunkturze w przemyśle USA) do kolejnego przesunięcia oczekiwanego terminu rozpoczęcia podwyższania stóp procentowych. Już teraz po raz pierwszy od 2 lat mamy do czynienia z sytuacją, w której to DAX wyszedł na nowe szczytu zostawiając S&P 500 w tyle, co może być sygnałem, że układ kursów walutowych zaczyna sprzyjać strefie euro. 

Drugim powodem korekty wzrostowej EUR/USD mogłoby być pojawienie się na świecie jakiegoś ogniska kryzysu, które zmusiłoby FED do aktywnej interwencji, tak jak upadek funduszu LTCM w 1998 roku zmusił FED niejako wbrew wcześniej deklarowanym intencjom od nieoczekiwanych obniżek stóp. Faktem jest, że w obu ostatnich cyklach Kuznetsa podobne do ostatniego wyłamanie się (syntetycznego) kursu EUR/USD do wieloletnich minimów związane z wejściem rynku surowców w okres "nadprodukcji" bezpośrednio poprzedzało takie kryzysy finansowe jak bankructwo PRL w 1981 roku, bankructwo Meksyku w 1982 roku, kryzys azjatycki w 1997 roku i kryzys rosyjski w 1998 roku. Na razie pierwszy efekt w postaci kryzysu rubla już się pojawił, ale gdyby historia miała się powtarzać, to nie byłby to koniec globalnych reperkusji wydarzeń z ostatnich miesięcy. 

 


13:18, bialek.wojciech
Link Komentarze (314) »
środa, 14 stycznia 2015

Złoty rozpoczął ostatnią fazę osłabienia 6 czerwca ub. r., gdy średni kurs dolara i euro odbił się z prawie 3-letniego dołka i rozpoczął zwyżkę, która do tej pory swe maksimum osiągnęła 26 grudnia. W trakcie tych minionych 7 miesięcy złoty stracił nieco ponad 10 proc., co czyni tą wyprzedaż polskiej waluty porównywalną jedynie do dwóch fal spadkowych z minionej dekady: tej z okresu maj-grudzień 2011 (kryzys strefy euro) i tej z okresu lipiec 2008-luty 2009 (kryzys na rynku kredytów hipotecznych). 

  

 

W pierwszym przypadku złoty osłabił się przez 225 dni, w drugim przez 204 dni. Dziś mija 222 dzień od początku osłabienia złotego. Jak widać, gdyby ostania fala słabości złotego miała być podobna do dwu ostatnich, to albo powinna być już zakończona (czyli szczyt walut z 26 grudnia utrzyma się przez jakiś przynajmniej czas), albo powinna kulminować lada dzień. 



 

Kwestia jest oczywiście istotna dla osób operujących na rynku walutowym, ale również wydaje się potencjalnie ważna dla spekulantów aktywnych na rynku akcji. W obu przypadkach silnych fal osłabienia złotego ich koniec po ok. 7 miesiącach (grudzień 2011, luty 2009) był świetnym momentem do zakupu akcji przed hossą towarzyszącą późniejszemu umocnieniu złotego.

Jeśli i teraz złoty będzie słabł mniej więcej 7 miesięcy, czyli znajdujemy się w okolicach szczytu (choćby kilkumiesięcznego) słabości naszej waluty, to gdzieś tutaj powinniśmy mieć również relatywnie istotny dołek cen akcji. Na przykład oczekiwany w okolicach stycznia następny dołek cyklu 40-tygodniowego. Uśrednienie długości 6 ostatnich cyklu od dołka z lutego 2009 daje oczekiwany termin dołka WIG-u w okolicach 16 stycznia:

 



 

 

Oczywiście ktoś mógłby stwierdzić, że nie ma specjalnego powodu, by kolejna fala osłabienia złotego trwała mniej więcej tyle samo czasu co dwie poprzednie. Pozwolę sobie tu lekko zaoponować. Tak się bowiem składa, że polska produkcja przemysłowa zdaje się reagować na zmiany kursu złotego z opóźnieniem wynoszącym właśnie niecałe 7 miesięcy. Zależność tę widać na poniższym wykresie przedstawiającym roczną dynamikę produkcji przemysłowej na tle przesuniętej o niecałe 7 miesięcy dynamiki indeksu "commodity currencies" względem złotego. Relacja ta nie była ostatnia zbyt silna, tym niemniej  sugeruje wzrost rocznej dynamiki produkcji przemysłowej w naszym kraju do poziomu przekraczającego 10 proc. za niecałe 7 miesięcy:

 

 

Oczywiście ze względu na zależność łączącą roczną dynamikę WIG-u i dynamikę produkcji przemysłowej przedstawioną na poniższym rysunku ewentualny wzrost produkcji do poziomu ponad 10 proc. wyższego niż rok wcześniej można by odczytywać jako zapowiedź wzrostu dynamiki WIG-u do poziomu, który spowodowałby wyjście indeksu na nowe wieloletnie maksima. 

 

 

Osobiście zakładam, że załamanie cen surowców, do którego doszło podczas fazy spadkowej ostatniego cyklu 40-tygodniowego, musi mieć jakieś negatywne konsekwencje dla podmiotów (firm i krajów), których przychody uzależnione są od cen surowców, a który zadłużone są w dolarach amerykańskich. Te negatywne konsekwencje ujawniłyby się latem/jesienią jakimś kryzysem (a la bankructwo PRL z końca 1981 roku/bankructwo Meksyku z sierpnia 1982 dwa cykle Kuznetsa temu czy też kryzys azjatycki z końca 1997/kryzys rosyjski z lata 1998 w poprzednim cyklu Kuznetsa), co zapewne uruchomiłoby latem/jesienią kolejną  - tym razem już ostatnią na dłuższy czas - falę odwrotu od ryzyka i osłabienia złotego. 

14:56, bialek.wojciech
Link Komentarze (579) »
środa, 07 stycznia 2015

Chciałbym już zamknąć kwestię długoterminowych prognoz dla Wall Street, więc dziś - mam nadzieję - ostatnia przynajmniej na jakiś czas zależność - cykl 20-letni. Jest on wypadkową dwu dosyć dobrze znanych i wielokrotnie w tym miejscu opisywanych tendencji - "cyklu prezydenckiego" i "decennial pattern".  Rozpoczynający się rok jest optymalnym dla akcji z punktu widzenia obu cykli - jest rokiem przedwyborczym w ramach cyklu prezydenckiego i rokiem o dacie kończącym się 5-tką z punktu widzenia cyklu dekadowego. Taka kombinacja zdarza się oczywiście co 20 lat. Z tego punktu widzenia 2015 rok powinien przypominać na Wall Street lata 1995 (DJIA +33,5 proc.), 1975 (+38,3 proc.), 1955 (20,8 proc.), 1935 (+38,5 proc.) czy 1915 (+81,7 proc.).  

Dwa poniższe wykresy prezentują odpowiednio średnie i mediany rocznych stóp zwrotu Dow Jones Industrial Average w okresie 1897-2014 w poszczególnych latach cyklu 20-letniego (założono tu, że pierwszy rok cyklu wypada rok po roku o dacie podzielnej przez 20):


 

 

 

Jak widać 15-ty rok tego cyklu - taki jak rok 2015-ty - zdecydowanie dominuje nad pozostałymi pod względem średniej (+42,6 proc.) czy mediany (+38,3 proc.) stóp zwrotu. 

Ktoś sceptyczny mógłby zwrócić uwagę na to, że uzyskany rezultat może być - przy małej z konieczności liczbie próbek - wynikiem wpływu jak na te średnie czy mediany miałby rewelacyjny wynik - najwyższa roczna zmiana DJIA w historii - uzyskany 100 lat temu w 1915 roku (+81,7 proc.). To po części prawda, ale 15-ty rok cyklu utrzymuje swoją dominację zarówno dla średnich jak i median, nawet jeśli tą rekordową stopę zwrotu zastąpi się w sztuczny sposób zerową zmianą wartości indeksu.  

Warto zwrócić uwagę, że najgorszym rokiem cyklu 20-letniego jest rok 17-ty. Złożyły się na to stopy wzrostu w 1997 (DJIA +22,6 proc.), 1977 (-17,3 proc.), 1957 (-12,8 proc.), 1937 (-32,8 proc.) i 1917 (-21,7 proc.). W 4 na 5 przypadków były poważnie ujemne. Jest to kolejny argument za tym, by hossa na Wall Street ostatnich lat raczej nie powinna przetrwać poza 2017 rok. 

Oto porównanie ścieżki DJIA z ostatnich lat z tymi z 4-ech poprzednich cykli 20-letnich:

 


 

Ich uśrednienie sugeruje szczyt hossy średniej przemysłowej Dow Jonesa jesienią 2016-tego roku w okolicach poziomu 28000 pkt. wyższego niż obecny o 61 proc.:

 

 

Co prawda wtórny szczyt niecałe 3 lat później wypada nieco wyżej niż ten sugerowany jesienią 2016, ale dla tych niecałych 3 dodatkowych procent z pewnością nie warto by trzymać amerykańskich akcji przez kolejne prawie 3 lata. 

Zarówno cykl prezydencki jak i "decennial pattern" wydają się być w miarę wiarygodnymi ze statystycznego punktu widzenia fenomenami (chociaż ten drugi nie posiada chyba racjonalnego wyjaśnienia), więc ich kombinację prowadzącą do wniosku, że rok 2015-tym powinien być bardzo dobry dla amerykańskich akcji również można potraktować poważnie. W zależności od temperamentu można to uznać za argument za agresywną grą na wzrosty na amerykańskich akcjach w najbliższym czasie a przynajmniej za wstrzymaniem się ze stawianiem całego majątku na silny spadek cen akcji w USA już w tym roku. 

16:23, bialek.wojciech
Link Komentarze (287) »