Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
piątek, 27 lutego 2015

To co poniżej jest w dużej mierze kopią wpisu sprzed 4 tygodni ( "DAX i GSCI jak w 1985 i 1998 roku"), ale myślę, że dzisiejsze ujęcie pozwoli na stworzenie bardziej wiarygodnych projekcji. W poprzednim wpisie zaproponowałem synchronizację obecnej sytuacji na niemieckim rynku akcji i na rynku surowców z odpowiednikami z dwu poprzednich cykli Kuznetsa za pomocą sygnału generowanego w momencie, gdy Goldman Sachs Commodity Index wychodzi na 5,5-letnie minimum. Jakkolwiek ta metoda jest w miarę obiektywna, to jednak dziś proponuję "ręczną" synchronizację opartą na utożsamieniu dołków korekt na DAX-ie z października ub. r., października 1997 (kryzys azjatycki) i lipca 1984 (upadek Continental Illinois, największe w historii USA - do 2008 roku - bankructwo banku). Proszę samemu ocenić, czy uznanie tych 3 korekt za analogiczne - z punktu widzenia cyklu Kuznetsa - "ruchy powrotne" do przełamanych wieloletnich linii oporu, jest uprawnione:

 

 

Warto zwrócić uwagę, że tym dołkom DAX-a towarzyszyły wyłamania poniżej ważnych linii wsparcia na wykresach GSCI.

Oba podejścia dają nieco odmienne daty. Poprzednie ("5,5-letnie minimum GSCI") dało 16 stycznia 2015, 9 marca 1998 oraz 25 lutego 1985. Proponowana dziś metoda synchronizacji daje następujące daty: 15 października 2014, 28 października 1997 oraz 23 lipca 1984. W praktyce oznacza to uznanie ostatniego kryzysu rubla i kryzysu azjatyckiego w IV kw. 1997 (oraz banktuctwa Continental Illinois z 1984 roku) za zjawiska analogiczne. 

Tak wygląda porównanie ścieżek DAX i GSCI wokół tych dat:

 


 

... a tak DAX i GSCI ostatnio na tle projekcji uzyskanych przez uśrednienie zachowania obu indeksów z poprzednich dwu cyklu Kuznetsa:

 

 

 

 

Wnioski generalnie podobne do tych uzyskanych miesiąc temu (zanim banki centralne zaostrzą politykę pieniężną w stopniu zagrażającym rynkom akcji minie jeszcze ok. 2 lata), ale mam wrażenie, że przynajmniej z punktu widzenia rynku akcji dzisiejsza synchronizacja daje nieco lepsze wyobrażenie na temat tego, co DAX powinien robić w przyszłości. Na razie DAX porusza się ścieżką podobną do tej z początku 1998 roku i jeśli nie zwolni, to będzie można spekulować, że III kw. tego roku może przynieść podobną niespodziankę do tej z III kw. 1998 (kryzys rosyjski). Taki scenariusz uzasadniłby oczekiwania dołka cen surowców dopiero pod koniec roku. Ale w 1984 roku takiego korekcyjnego tąpnięcia nie było, czego skutkiem było między innymi to, że DAX przestał rosnąć już wiosną 1986 (czemu obecnie odpowiadałoby lato 2016), a więc 5 kwartałów wcześniej niż S&P 500. 

11:28, bialek.wojciech
Link Komentarze (20) »
piątek, 20 lutego 2015

Roczna dynamika PKB w naszym kraju w IV kw. ubiegłego roku została oszacowana na +3,1 proc. To jeden z dwóch najlepszych wyników w krajach UE (szybkiej rozwijały się pomiędzy IV kw. 2013 a IV kw. 2014 jedynie Węgry). Nie zmienia to faktu, że ostatni kwartał ub. r. był trzecim z rzędu, w którym dynamika PKB spadała (z +3,5 proc. w I kw. 2014). Temu łagodnemu spowolnieniu gospodarczemu towarzyszył spadek dynamiki wskaźników inflacji do  rekordowo niskich poziomów (CPI -1,3 proc. r/r, PPI -2,9 proc. r/r). Innymi słowy od I kw. ub. r. polska gospodarka znajdowała się w dezinflacyjnej fazie spowolnienia gospodarczego. 

 



 

W typowych warunkach ta faza podstawowego cyklu gospodarczego najbardziej sprzyja wzrostom cen obligacji skarbowych:

 



 

 

I tak rzeczywiście było w minionym roku, w którym w ślad za dynamiką wskaźników inflacji spadającą do rekordowo niskich poziomów podążyła rentowność krajowych obligacji (poruszająca się odwrotnie do ich cen):

 


 

Z przedstawionego powyżej schematu alokacji aktywów w ramach cyklu koniunkturalnego wynika, że po dezinflacyjnej fazie spowolnienia gospodarczego powinna nadejść dezinflacyjna faza ożywienia gospodarczego w typowych warunkach najbardziej sprzyjająca wzrostom cen akcji. 

W przeszłości najsilniejsza korelacja (ujemna) pomiędzy roczną dynamiką rentowności 10-letnich obligacji skarbowych polskiego rządu a roczną dynamiką WIG-u występowała przy średnio 10-miesięcznym wyprzedzeniu ze strony rynku obligacji. 

W obecnych realiach oznacza to, że spadek wysokości rynkowych stóp procentowych, który nastąpił w minionym roku powinien zacząć wpływać pozytywnie na rynek akcji począwszy od okolic końca marca tego roku (można to próbować wiązać z ewentualnym rozwiązaniem kwestii greckiej w najbliższym czasie). 

 

 

 

Osobiście "od zawsze" byłem zwolennikiem jesiennego terminu początku nowej cyklicznej hossy na rynku akcji, ale opisana zależność jest niewątpliwie argumentem za jej wcześniejszym rozpoczęciem. Oczywiście nie jest to argument rozstrzygający, bo ta zależność nie jest bardzo silna (współczynnik korelacji -0,375). 

Faktem jest, że ostatnia hossa na rynku krajowych obligacji skarbowych uczyniła je "na oko" trzykrotnie "droższymi" od akcji (2,3 proc. rentowność 10-latek vs. 6,9 proc. "earnings yield" - odwrotność P/E - dla WIG-u). Ze względu na QE rozpoczynane w marcu przez ECB  silny wzrost rentowności obligacji w Europie jest mało prawdopodobny, więc zmniejszenie tej rozbieżność powinno raczej nastąpić po stronie akcji. Jeśli zyski spółek pozostaną stabilne lub wzrosną podczas ewentualnego ożywienia takie dostosowanie musiałoby mieć postać hossy. Oczywiście napisałem "na oko", bo obecnie nie znamy przyszłych zysków spółek, ale niezależnie od tego obecna wysokość premii za ryzyko inwestowania na rynku akcji wydaje się przyzwoita. 

14:27, bialek.wojciech
Link Komentarze (91) »
piątek, 13 lutego 2015

W uproszczeniu na jeden średnio 40-miesięczny cykl Kitchina składają się 4 cykle 40-tygodniowe. 8 faz tych 4 cykli - 4 wzrostowe i 4 spadkowe - można - jak się bardzo chce - układać w elliottowski wzorek 1-2-3-4-5-A-B-C. Oczywiście nie zawsze jest łatwo jednoznacznie wyznaczyć dołki i szczyty cyklu. Często kwestia, które z np. dwóch równorzędnych maksimów czy minimów jest ekstremum danego cyklu, może budzić żywe dyskusje. Poniżej moja propozycja dla 4 poprzednich cykli 40-tygodniowy. Czerwone pionowe linie do szczytu cyklu, zielone - dołki.

 

 

Przerywane pionowe linie wyznaczają na powyższym rysunku orientacyjne daty (zielona - dołka, czerwona - szczytu) wyliczone na podstawie długości 4 poprzednich cykli. Jest to 8 stycznia 2015 (ostatnia niedziela) jako oczekiwany termin dołka cyklu 40-tygodniowego i 31 lipca 2015 jako oczekiwany termin kolejnego szczytu. 

Jednym z możliwych podejść jest porównywanie przebiegu danego cyklu 40-tygodniowego do tego 4 cykle wstecz. To powinno dawać fazę cyklu Kitchina odpowiadającą obecnej (na 1 Kitchi to 4 cykle 40-tygodniowe). W tym ujęciu obecnie mamy sytuację którą należy porównywać do tej z września 2011. Wtedy właśnie mijaliśmy dołek bessy, czekał nas jeszcze jego test w następnym dołku cyklu 40-tygodniowego (czerwiec 2012), a potem już hossa.

Nie jestem pewien czy takie podejście nie niesie ze sobą ryzyka obecnie. Poprzednia bessa zaczęła się od szybkiego tąpnięcia (kwiecień-wrzesień 2011) a kończyła długotrwałą konsolidacją (wrzesień 2011-czerwiec 2012). Reguła zmienności podpowiada, że teraz może być odwrotnie i rzeczywiście na razie bessa przyjmuje postać długotrwałej - usypiającej - konsolidacji. 

Zostawiając tę kwestię na razie na boku proponuję zająć się tematem prognozowania przebiegu danego cyklu 40-tygodniowego. Można to zrobić np. tworząc projekcję uzyskaną poprzez uśrednienie przebiegu 4 ostatnich cykli 40-tygodniowych (tworzących w sumie pełny cykl Kitchina).

Poniżej przedstawiłem dwie wersje tego podejścia. W pierwszym z nich projekcja jest tworzona przez uśrednienie ścieżek WIG-u zaczepionych w dołkach cyklu. Ponieważ ostatni "potwierdzony" dołek cyklu 40-tygodniowego na WIG-u wypadł w marcu ub. r., to projekcja ta  jest już dosyć "wiekowa" co zresztą widać w dużej różnicy pomiędzy jej obecnymi wskazaniami a rzeczywistą wartością WIG-u. Zgodnie z tą projekcją następny dołek cyklu już powinien być za nami. 

 


 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie ścieżek WIG-u poprowadzonych z 4 ostatnich szczytów indeksu w ramach tego cyklu jest młodsza od poprzedniej o pół roku (ostatni szczyt WIG-u był we wrześniu 2014, a dołek w marcu 2014), więc można ją traktować jako bardziej aktualną:

 


 

Od czasu identyfikacji wrześniowego maksimum WIG-u jako szczytu cyklu 40-tygodniowego faktyczny przebieg indeksy dosyć ładnie oplatał się wokół ścieżki tej projekcji. Osiąga ona minimum za 17 sesji, czyli na przełomie pierwszej i drugiej dekady marca na poziomie nieco niższym niż 50000 pkt. 

Oczywiście nie należy tego oszacowania traktować dosłownie. Raczej jako sugestię, że gdyby w okresie najbliższego miesiąca nasz rynek z jakiegoś powodu spadał (z powodu problemów w negocjacjach z Grecją, czy z innej przyczyny), to taki spadek będzie  dobrą okazją do zakupów polskich akcji na następne 4-6 miesięcy (obie projekcje sugerują następny szczyt WIG-u związany z cyklem 40-tygodniowym w okolicach lipca). 

12:33, bialek.wojciech
Link Komentarze (80) »
piątek, 06 lutego 2015

Pomiędzy poprzednim czwartkiem a wtorkiem w ciągu 3 sesji cena ropy naftowej, która jeszcze 28 stycznia znalazła się na poziomie prawie 6-letniego minimum (WTI 44,1 USD), wzrosła o 20,2 proc. W okresie minionego pokolenia z podobną sytuacją - 3-sesyjnym wzrostem o ponad 20 proc. pojawiającym się w przeciągu miesiąca od ustanowienia przynajmniej rocznego minimum - mieliśmy do czynienia wcześniej jedynie w trzech okresach. Taki sygnał pojawił się 7 kwietnia 1986 roku, następnie dwukrotnie w 1998 roku (23 marca i 24 czerwca) oraz trzykrotnie pomiędzy 26 grudnia 2008 i 21 stycznia 2009. 

 


 

W dwu z tych trzech przypadków (1986, 2009) takie jak w ostatnich dniach zachowanie ceny ropy naftowej oznaczało zakończenie panicznej wyprzedaży i początek silnego odbicia  ceny ropy naftowej trwającego przez następne 2-4,5 roku. W trzecim przypadku (1998) taki wzrost był jedynie korektą, po zakończeniu której ceny ropy miały jeszcze spaść do końca roku o ponad jedną trzecią. 



 

Gdyby szukać cech wspólnych tych 3 historycznych przypadków zachowania ropy analogicznego do obecnego, to można wskazać jedną - w każdym przypadku cena ropy była 1,5 roku po pojawienia się sygnału wyższa niż w momencie wygenerowania sygnału (po przynajmniej 20 proc. wzroście w 3 sesje) o minimum 40 proc. To dawałoby cenę za baryłkę na poziomie przynajmniej 74 dolarów w okolicach lata 2016 roku. 

Ponieważ mamy to do czynienia z dwoma odmiennymi scenariuszami - w 2 przypadkach dołek, w jednym korekta - to nie ma specjalnie sensu ich uśredniać. Ale dla porządku załączam opartą na takim uśrednieniu projekcję, która sugeruje powrót w latach 2017-2018 ceny ropy naftowej do poziomu 100 dolarów. 

 

 

 

O tym, czy dołek na ropie mamy za sobą, czy też jej cena będzie nadal w tym roku spadać, zadecyduje prawdopodobnie to, czy w 2015 roku będziemy mieli do czynienia na świecie z kryzysem będącym konsekwencją spadku cen surowców i umocnienia dolara z drugiego półrocza 2014 (odpowiednik kryzysu rosyjskiego z lata 1998). 

Osobiście skłaniam się do wersji podobnej do tej z 1998 roku (latem kryzys jakiegoś dużego podmiotu zadłużonego w dolarach i sprzedającego surowce, ropa 5-tą falą spada do jesieni do wsparcia wyznaczonego przez szczyty z lat 1980 - 39,8 USD, 1990 - 41,1 USD, 2000 - 37,3 USD, 2003 - 38 USD i dołek z 2009 roku - 30,3 USD, FED odpuszcza podwyżki stóp, na rynkach akcji zaczyna się kolejna fala hossy). Ale pewności oczywiście mieć tu nie można. 

Ponieważ 5 na 6 ostatnich recesji w USA poprzedzone było szokiem naftowym, a ewentualny powrót ceny ropy naftowej z obecnych niskich (lub ewentualnie jeszcze niższych) poziomów do tych z lat 2011-2014 powinien pociągnąć za sobą wzrost dynamiki wskaźników inflacji kulminujący w 2017 roku. Taki wzrost tempa inflacji zmusiłbym FED (i inne banki centralne) do zaostrzenia obecnie rekordowo łagodnej polityki pieniężnej, co powinno wywołać globalny krach tej klasy co te z lat 2000-2002 i 2007-2009 (a być może klasy tego z lat 1929-1932). 

13:11, bialek.wojciech
Link Komentarze (100) »
piątek, 30 stycznia 2015

W ostatnim okresie mogliśmy na rynkach zaobserwować dwa interesujące zjawiska: z jednej strony mierzący ceny surowców na światowych rynkach Goldman Sachs Commodity Index spadł do najniższego poziomu od przynajmniej 5,5 roku, a mniej więcej równocześnie indeks giełdy we Frankfucie DAX-30 wybił się na nowe historyczne maksima. Z podobną sytuacją - oba sygnały (ten na DAX-ie i ten na GSCI) pojawiają się w odstępie nie większym niż miesiąc -  w okresie od początku lat 70-tych mieliśmy do czynienia wcześniej jedynie dwukrotnie. Po raz pierwszy to kryterium zostało spełnione w począwszy od lutego 1985 roku, a po raz drugi począwszy od marca 1998 roku:

 


 

Myślę, że nie powyższego obrazka nie trzeba specjalnie wyjaśniać. Dodam tylko, że korekta z 1984 roku widoczna na wykresie przed pojawieniem się sygnału z 1985 roku związana była z największym w historii (do czasu kryzysu z 2008 roku) upadkiem amerykańskiego banku Continental Illinois, a analogiczna korekta z 1997 roku widoczna na wykresie przed pojawieniem się sygnału z 1998 roku związana  była z wybuchem kryzysu azjatyckiego.

Oczywiście identyczna korekta widoczna na wykresie pod koniec ubiegłego roku przed pojawieniem się obecnego sygnału związana była z kryzysem rubla

Zwyczajowo podaję ścieżki zarówno DAX-a jak i GSCI po obu sygnałach:

 

 

 

 

... i uzyskane przez ich uśrednienie projekcje wartości obu indeksu:

 

 

 

Wnioski każdy może sobie wyprowadzić na własną rękę. Gdybym ja miał szukać cech wspólnych zachowania cen surowców i niemieckich akcji po obu historycznych momentach podejrzewanych o podobieństwo do obecnej sytuacji, to wskazałbym na następujące:

1) GSCI spadał bez większych korekt (ale były mniejsze) przez następne przynajmniej 9 miesięcy;

2) DAX zwyżkował bez większych korekt (ale były mniejsze) przez następne przynajmniej 5 miesięcy;

3) bessa na GSCI skończyła się najpóźniej po 17 miesiącach;

4) hossa na DAX-ie powinna skończyć się za 2 lata (odpowiednik bessy od marca 2000) - 2,5 roku (odpowiednik krachu od sierpnia 1987) czyli gdzieś w 2017-tym. 

5) w III kw. tego roku istnieje ryzyko wtórnego kryzysu analogicznego do kryzysu rosyjskiego, który nastąpił latem 1998 roku (ale po sygnale z 1985 roku niczego takiego nie było). 

Po 3 latach na rynku akcji i 6 na rynku surowców rozbieżności pomiędzy obydwoma scenariuszami historycznymi zaczynają być tak duże, że szukanie wspólnych cech traci większy sens. 

Do przemyślenia pozostaje rozbieżność pomiędzy datami uzyskanymi teraz (1985, 1998) a tymi sugerowanymi w poprzednim wpisie dotyczącym kursu EUR/USD (1981, 1997). W obu przypadkach kierowani jesteśmy w ten sam okres (1981-1985, 1997-1998), ale sięgające 4 lat rozbieżności czasowe sugerują, by przedstawionych analogii nie traktować całkiem dosłownie, a raczej inspirować się w swoich działaniach "duchem" obu okresów historycznych na rynkach finansowych i nie tylko, który powinien być podobny i obecnie. 

 

 

13:13, bialek.wojciech
Link Komentarze (129) »
piątek, 23 stycznia 2015

W ostatnich dniach euro trafione zostało dwoma ciosami - najpierw rezygnacją SNB z próby utrzymania kursu EUR/CHF powyżej poziomu 1,20, a następnie oficjalnym ogłoszeniem przez ECB programu skupu aktywów wartego 60 mld euro rocznie i trwającego od marca tego roku do września roku przyszłego. W najbliższych dniach euro czeka jeszcze jedna przeszkoda do pokonania - wybory w Grecji będącej najsłabszym ogniwem strefy euro, a w dalszej perspektywie zapowiadane rozpoczęcie przez FED podnoszenia stóp procentowych. Cały czas tli się konflikt militarny na wschodniej Ukrainie, a więc nie tak daleko od granic strefy euro. Efektem oddziaływania tych czynników było zejście kurs EUR/USD na najniższy poziom od 2003 roku (1,12 wobec prawie 1,4 jeszcze w maju ub. r.).

Oczywiście prawie każdy ruch rynkowy się kiedyś kończy, więc i teraz można zastanawiać się, kiedy nastąpi kulminacja załamania kursu EUR/USD i kiedy rozpocznie się jakaś poważniejsza korekta wzrostowa. 

Trwający od maja spadek kursu euro względem dolara można porównać do trzech poprzednich z ostatnich lat:

 


 

 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie tych trzech ostatnich fal spadkowych sugeruje, że euro osłabło już za bardzo a korekta wzrostowa już powinna się była rozpocząć (w grudniu na poziomie 1,164):

 

 

W ciągu minionych 8 miesięcy kurs EUR/USD spadł o ponad 16 proc. W ostatnich latach podobne spadki zdarzyły się dwukrotnie: w 2008 roku podczas ostrej fazy kryzysu kredytów hipotecznych na świecie oraz w latach 2009-2010, gdy wyszły na jaw problemy Grecji, co rozpoczęło kryzys strefy euro:

 

 

Projekcja kursu EUR/USD zrobiona na podstawie tych 2 przypadków osiąga minimum na poziomie 1,115 za niecały miesiąc i również wchodzi w silną korektę wzrostową:

 

 

Dwie powyższe projekcje generalnie sugerują bliskość punktu zwrotnego na rynku EUR/USD. Główny problem z nimi polega jednak na tym, że stworzone zostały na podstawie ruchów EUR/USD z lat 2008-2014. Tymczasem wydaje się, że dla ostatniego zachowania dolara znacznie bardziej adekwatne są ruchy ze znacznie wcześniejszych okresów - czyli z dwu analogicznych do obecnej faz cyklu Kuznetsa (rozumianego tu jako cykl inwestycji w infrastrukturę służącą do poszukiwania, produkcji i transportu surowców). 

W takim ujęciu ostatnie załamanie się kursu EUR/USD to odpowiednik ruchów z lat 1996-1997 i 1980-1981 (pamiętamy historyczny rym igrzysk olimpijskich w Moskwie w 1980 i Sochi w 2014 roku?). Oczywiście dane sprzed 1999 roku odnoszą się do kursu ECU. 

 

 

Uzyskana na tej podstawie tej analogii projekcja kursu EUR/USD (synchronizacja w szczytach EUR/USD) osiąga lokalne minimum dopiero za niecałe 2 miesiące na poziomie 1,074, a późniejsza ok. 10-miesięczna korekta wzrostowa dociera raptem do poziomu 1,14. Później silny trend spadkowy EUR/USD ulega wznowieniu (odpowiednik lat 1998-2000 i 1981-85) kulminując za 4 lata przy kursie niższym niż 0,8. Te "niecałe 2 miesiące" to marzec, kiedy to ECB ma rozpocząć "druk" euro. Wejście wtedy w euro byłoby zaiste kontrariańskim zagraniem. 

 

 

Do tej wywiedzionej z cyklu Kuznetsa analogii można podejść w nieco inny sposób synchronizując obecny i historyczne ruchy w momencie wychodzenia EUR/USD na wieloletnie minima:

 

 

Tu projekcja osiąga minimum za ok. 2 miesiące na poziomie 1,135 (czyli wyższym niż obecny) po czym koryguje się szybko do 1,227, a potem znowu spada do 0,82 przez następne 4 lata:

 

 

Te dwie "kuznetsowe" projekcje oparte na doświadczenia minionego pokolenia pokazują znacznie mniejszy potencjał wzrostowy EUR/USD niż te oparte na historii ostatnich lat.

Osobiście próbując wyciągnąć jakiś wspólny element z zachowania kursu po wybiciu w dół do wieloletniego minimum w 1981 roku i 1997 roku zakładam, że ewentualna korekta wzrostowa EUR/USD w którymś momencie wyjdzie powyżej poziomu dołka z 2010 roku (1,191) podobnie jak korekta z 1981 roku wyszła o 2,5 proc. powyżej minimum z 1976 roku, a korekta z lat 1997-1998 wyszła o 11,1 proc. powyżej dołka z 1994 roku. To dawałoby 1,22 jako cel ewentualnej korekty wzrostowej do osiągnięcia w przeciągu następnych kilkunastu miesięcy. 

Z jakiego poziomu warto podjąć w ciągu najbliższych 2 miesięcy próbę zagrania na zmianę trendu EUR/USD przy założeniu, że prędzej czy później poziom 1,22 zostanie osiągnięty? Najsłabsza z 4 powyższych projekcji dla EUR/USD spada w krótkoterminowej perspektywie do 1,074. Dzieląc standardowo przedział 1,074-1,22 na ćwiartki i uznając dolną za miejsce, gdzie potencjalna nagroda przewyższa ryzyko spadku ponadtrzykrotnie, otrzymujemy poziomy niższe niż 1,11 jako miejsce, gdzie warto podjąć ryzyko.

Oczywiście otwartą kwestią pozostaje czy gra na potencjalnie 10 proc. korekcyjny ruch w walutę, która ma być aktywnie "psuta" przez najbliższe półtora roku, ma wielki sens. 

Oczywiście nasuwa się pytanie co mogłoby być realną przyczyną takiej ewentualnej korekty? Moim zdaniem mogłaby nim być gra pod to, że FED zostanie w najbliższym czasie zmuszony przez wydarzenia rynkowe (spadek cen ropy naftowej, spadek dynamiki wskaźników inflacji, umocnienie dolara zagrażające koniunkturze w przemyśle USA) do kolejnego przesunięcia oczekiwanego terminu rozpoczęcia podwyższania stóp procentowych. Już teraz po raz pierwszy od 2 lat mamy do czynienia z sytuacją, w której to DAX wyszedł na nowe szczytu zostawiając S&P 500 w tyle, co może być sygnałem, że układ kursów walutowych zaczyna sprzyjać strefie euro. 

Drugim powodem korekty wzrostowej EUR/USD mogłoby być pojawienie się na świecie jakiegoś ogniska kryzysu, które zmusiłoby FED do aktywnej interwencji, tak jak upadek funduszu LTCM w 1998 roku zmusił FED niejako wbrew wcześniej deklarowanym intencjom od nieoczekiwanych obniżek stóp. Faktem jest, że w obu ostatnich cyklach Kuznetsa podobne do ostatniego wyłamanie się (syntetycznego) kursu EUR/USD do wieloletnich minimów związane z wejściem rynku surowców w okres "nadprodukcji" bezpośrednio poprzedzało takie kryzysy finansowe jak bankructwo PRL w 1981 roku, bankructwo Meksyku w 1982 roku, kryzys azjatycki w 1997 roku i kryzys rosyjski w 1998 roku. Na razie pierwszy efekt w postaci kryzysu rubla już się pojawił, ale gdyby historia miała się powtarzać, to nie byłby to koniec globalnych reperkusji wydarzeń z ostatnich miesięcy. 

 


13:18, bialek.wojciech
Link Komentarze (314) »
środa, 14 stycznia 2015

Złoty rozpoczął ostatnią fazę osłabienia 6 czerwca ub. r., gdy średni kurs dolara i euro odbił się z prawie 3-letniego dołka i rozpoczął zwyżkę, która do tej pory swe maksimum osiągnęła 26 grudnia. W trakcie tych minionych 7 miesięcy złoty stracił nieco ponad 10 proc., co czyni tą wyprzedaż polskiej waluty porównywalną jedynie do dwóch fal spadkowych z minionej dekady: tej z okresu maj-grudzień 2011 (kryzys strefy euro) i tej z okresu lipiec 2008-luty 2009 (kryzys na rynku kredytów hipotecznych). 

  

 

W pierwszym przypadku złoty osłabił się przez 225 dni, w drugim przez 204 dni. Dziś mija 222 dzień od początku osłabienia złotego. Jak widać, gdyby ostania fala słabości złotego miała być podobna do dwu ostatnich, to albo powinna być już zakończona (czyli szczyt walut z 26 grudnia utrzyma się przez jakiś przynajmniej czas), albo powinna kulminować lada dzień. 



 

Kwestia jest oczywiście istotna dla osób operujących na rynku walutowym, ale również wydaje się potencjalnie ważna dla spekulantów aktywnych na rynku akcji. W obu przypadkach silnych fal osłabienia złotego ich koniec po ok. 7 miesiącach (grudzień 2011, luty 2009) był świetnym momentem do zakupu akcji przed hossą towarzyszącą późniejszemu umocnieniu złotego.

Jeśli i teraz złoty będzie słabł mniej więcej 7 miesięcy, czyli znajdujemy się w okolicach szczytu (choćby kilkumiesięcznego) słabości naszej waluty, to gdzieś tutaj powinniśmy mieć również relatywnie istotny dołek cen akcji. Na przykład oczekiwany w okolicach stycznia następny dołek cyklu 40-tygodniowego. Uśrednienie długości 6 ostatnich cyklu od dołka z lutego 2009 daje oczekiwany termin dołka WIG-u w okolicach 16 stycznia:

 



 

 

Oczywiście ktoś mógłby stwierdzić, że nie ma specjalnego powodu, by kolejna fala osłabienia złotego trwała mniej więcej tyle samo czasu co dwie poprzednie. Pozwolę sobie tu lekko zaoponować. Tak się bowiem składa, że polska produkcja przemysłowa zdaje się reagować na zmiany kursu złotego z opóźnieniem wynoszącym właśnie niecałe 7 miesięcy. Zależność tę widać na poniższym wykresie przedstawiającym roczną dynamikę produkcji przemysłowej na tle przesuniętej o niecałe 7 miesięcy dynamiki indeksu "commodity currencies" względem złotego. Relacja ta nie była ostatnia zbyt silna, tym niemniej  sugeruje wzrost rocznej dynamiki produkcji przemysłowej w naszym kraju do poziomu przekraczającego 10 proc. za niecałe 7 miesięcy:

 

 

Oczywiście ze względu na zależność łączącą roczną dynamikę WIG-u i dynamikę produkcji przemysłowej przedstawioną na poniższym rysunku ewentualny wzrost produkcji do poziomu ponad 10 proc. wyższego niż rok wcześniej można by odczytywać jako zapowiedź wzrostu dynamiki WIG-u do poziomu, który spowodowałby wyjście indeksu na nowe wieloletnie maksima. 

 

 

Osobiście zakładam, że załamanie cen surowców, do którego doszło podczas fazy spadkowej ostatniego cyklu 40-tygodniowego, musi mieć jakieś negatywne konsekwencje dla podmiotów (firm i krajów), których przychody uzależnione są od cen surowców, a który zadłużone są w dolarach amerykańskich. Te negatywne konsekwencje ujawniłyby się latem/jesienią jakimś kryzysem (a la bankructwo PRL z końca 1981 roku/bankructwo Meksyku z sierpnia 1982 dwa cykle Kuznetsa temu czy też kryzys azjatycki z końca 1997/kryzys rosyjski z lata 1998 w poprzednim cyklu Kuznetsa), co zapewne uruchomiłoby latem/jesienią kolejną  - tym razem już ostatnią na dłuższy czas - falę odwrotu od ryzyka i osłabienia złotego. 

14:56, bialek.wojciech
Link Komentarze (579) »
środa, 07 stycznia 2015

Chciałbym już zamknąć kwestię długoterminowych prognoz dla Wall Street, więc dziś - mam nadzieję - ostatnia przynajmniej na jakiś czas zależność - cykl 20-letni. Jest on wypadkową dwu dosyć dobrze znanych i wielokrotnie w tym miejscu opisywanych tendencji - "cyklu prezydenckiego" i "decennial pattern".  Rozpoczynający się rok jest optymalnym dla akcji z punktu widzenia obu cykli - jest rokiem przedwyborczym w ramach cyklu prezydenckiego i rokiem o dacie kończącym się 5-tką z punktu widzenia cyklu dekadowego. Taka kombinacja zdarza się oczywiście co 20 lat. Z tego punktu widzenia 2015 rok powinien przypominać na Wall Street lata 1995 (DJIA +33,5 proc.), 1975 (+38,3 proc.), 1955 (20,8 proc.), 1935 (+38,5 proc.) czy 1915 (+81,7 proc.).  

Dwa poniższe wykresy prezentują odpowiednio średnie i mediany rocznych stóp zwrotu Dow Jones Industrial Average w okresie 1897-2014 w poszczególnych latach cyklu 20-letniego (założono tu, że pierwszy rok cyklu wypada rok po roku o dacie podzielnej przez 20):


 

 

 

Jak widać 15-ty rok tego cyklu - taki jak rok 2015-ty - zdecydowanie dominuje nad pozostałymi pod względem średniej (+42,6 proc.) czy mediany (+38,3 proc.) stóp zwrotu. 

Ktoś sceptyczny mógłby zwrócić uwagę na to, że uzyskany rezultat może być - przy małej z konieczności liczbie próbek - wynikiem wpływu jak na te średnie czy mediany miałby rewelacyjny wynik - najwyższa roczna zmiana DJIA w historii - uzyskany 100 lat temu w 1915 roku (+81,7 proc.). To po części prawda, ale 15-ty rok cyklu utrzymuje swoją dominację zarówno dla średnich jak i median, nawet jeśli tą rekordową stopę zwrotu zastąpi się w sztuczny sposób zerową zmianą wartości indeksu.  

Warto zwrócić uwagę, że najgorszym rokiem cyklu 20-letniego jest rok 17-ty. Złożyły się na to stopy wzrostu w 1997 (DJIA +22,6 proc.), 1977 (-17,3 proc.), 1957 (-12,8 proc.), 1937 (-32,8 proc.) i 1917 (-21,7 proc.). W 4 na 5 przypadków były poważnie ujemne. Jest to kolejny argument za tym, by hossa na Wall Street ostatnich lat raczej nie powinna przetrwać poza 2017 rok. 

Oto porównanie ścieżki DJIA z ostatnich lat z tymi z 4-ech poprzednich cykli 20-letnich:

 


 

Ich uśrednienie sugeruje szczyt hossy średniej przemysłowej Dow Jonesa jesienią 2016-tego roku w okolicach poziomu 28000 pkt. wyższego niż obecny o 61 proc.:

 

 

Co prawda wtórny szczyt niecałe 3 lat później wypada nieco wyżej niż ten sugerowany jesienią 2016, ale dla tych niecałych 3 dodatkowych procent z pewnością nie warto by trzymać amerykańskich akcji przez kolejne prawie 3 lata. 

Zarówno cykl prezydencki jak i "decennial pattern" wydają się być w miarę wiarygodnymi ze statystycznego punktu widzenia fenomenami (chociaż ten drugi nie posiada chyba racjonalnego wyjaśnienia), więc ich kombinację prowadzącą do wniosku, że rok 2015-tym powinien być bardzo dobry dla amerykańskich akcji również można potraktować poważnie. W zależności od temperamentu można to uznać za argument za agresywną grą na wzrosty na amerykańskich akcjach w najbliższym czasie a przynajmniej za wstrzymaniem się ze stawianiem całego majątku na silny spadek cen akcji w USA już w tym roku. 

16:23, bialek.wojciech
Link Komentarze (287) »
poniedziałek, 22 grudnia 2014

Uwaga wszystkich była zwrócona w minionym tygodniu na Rosję, gdzie na rynku rubla doszło najpierw do najsilniejszego od czasu kryzysu rosyjskiego z 1998 roku załamania, a następnie próby odreagowania. Ponieważ w piątkowym Raporcie tygodniowym przedstawiłem sporo spekulacji na temat przyszłych losów ceny ropy naftowej i rosyjskiej waluty, więc pozwolę sobie dziś poruszyć inny temat, z którym wypada zmieścić się przed końcem bieżącego roku. Mam na myśli "decennial pattern" czyli wzorzec (cykl) dekadowy na rynku akcji w USA. 

Amerykanie już jakiś czas temu zauważyli dziwaczną tendencję układania się stóp zwrotu z rynku akcji w poszczególnych latach dekady w charakterystyczny wzór ze zwykle słabym początkiem obejmującym  zwykle pierwsze 2,5 roku dekady (do mniej więcej połowy roku o dacie kończącej się 2-ką) i późniejszą hossą, która przeżywa swe najlepsze chwile w roku o dacie kończącej się 5-tką, kiedy to akcje właściwie "nigdy" nie tanieją, a średnia stopa zwrotu dramatycznie przewyższa średnie dla pozostałych lat dekady:

 

 

 

 

Osobiście nie potrafię wymyślić racjonalnego uzasadnienia dla funkcjonowania tego dekadowego wzorca. To znaczy istnieje koncepcja tłumacząca "decennial pattern" jako efekt synchronizujących się co 120 miesięcy cyklu sezonowego i średnio 40-miesięcznego cyklu Kitchina, ale trudno ją traktować jako wytłumaczenie przyczynowo-skutkowe takie jak choćby to istniejące dla cyklu prezydenckiego. Oczywiście lepiej jest rozumieć mechanizm stojący za danym zjawiskiem, bo wtedy pewniej się czujemy próbując je wykorzystać. Z drugiej strony to, że nie potrafimy racjonalnie uzasadnić jakiegoś fenomenu, nie znaczy, że nie jest on realny i że nie można z niego korzystać. 

Na poniższym wykresie przedstawiono stopy zwrotu S&P 500 w latach kończących się 5-tką (takich jak rok przyszły). Jak widać ostatni - i jedyny w okresie, dla którego dysponujemy danymi - przypadek spadku wartości S&P 500 w roku o dacie kończącej się 5-tką to rok 1875. Następne 13-cie przypadków od roku 1885 do roku 2005 zawsze kończyło się wzrostem wartości S&P 500. 

 

 

 

Ktoś sceptyczny wskaże na przypadek średniej przemysłowej Dow Jonesa, która w 2005 roku jednak spadła (o -0,6 proc.) po serii 10 kolejnych lat wzrostowych (od 1905 do 1995 roku). Może to być argument za tym, że ta - silna kiedyś - zależność już zanika. Być może, ale trudno jeden wypadek przy pracy (w sumie niegroźny, bo od straty 0,6 proc. się nie umiera) nie powinien przekreślać ogólnej tendencji, która wcześniej dała serię 10-ciu wzrostów o przynajmniej +10,9 proc. 

 


 

Tak wygląda porównanie obecnej ścieżki DJIA z tymi z minionych dekad:

 

 

Strzałkami zaznaczyłem momenty, w których wszystkie 12 ścieżek są na plusie w stosunku do poziomu z 19 grudnia roku dekady o dacie kończącej się cyfrą 4. Najbliższy taki moment wypada w okolicach kwietnia 2016 (wszystkie ścieżki DJIA przynajmniej +7,2 proc. wyżej niż w ostatni piątek).

Maksymalne ryzyko w krótkoterminowej perspektywie, to spadek o 6 proc. w ciągu 4 miesięcy (przypadek grudzień 2005-kwiecień 2006). 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie tych 12 historycznych ścieżek DJIA wygląda tak:

 

 

Pierwsza faza wzrostu tej projekcji kulminuje w okolicach sierpnia 2017, a potem widoczny jest negatywny wpływ różnych spadków pojawiających się w roku o dacie z 7-ką na końcu (krach z 1987 czy szczyt z 2007 roku to klasyczne przypadki).

 

Jeśli spośród tych ścieżek wybrać te o najwyższych współczynnikach korelacji (ponad 0,8) ze ścieżką z tej dekady (lata 90-te, 50-te, 80-te i 60-te), to "historyczne ryzyko" spada do -3,3 proc. za pół roku, a "najbezpieczniejszy" moment do sprzedaży przesuwa się na okolice przełomu stycznia i lutego 2016 (wszystkie ścieżki DJIA są wtedy ponad +14,5 proc. wyżej niż w miniony piątek). 


 

Uśrednienie tych 4 najbardziej podobnych do minionych 5-ciu lat początków dekady na DJIA daje projekcję, która do wiosny 2016 podnosi wartość DJIA o ok. 35 proc. 

 

Jak widać z powyższego, przy wszystkich rytualnych zastrzeżeniach, że przyszłość może się różnić od przeszłości, cykl dekadowy znajdzie się w 2015 roku z optymalnej dla posiadaczy akcji fazie, co wyraźnie ogranicza ryzyko jakiegoś poważniejszego tąpnięcia na Wall Street w tym okresie. 

 


14:26, bialek.wojciech
Link Komentarze (325) »
czwartek, 11 grudnia 2014

W komentarzu z poprzedniego tygodnia marudziłem, że uzyskana projekcja wartości S&P 500 osiąga szczyt już wiosną 2016 roku, a nie - jak wolałbym z innych względów - dopiero w 2017 roku. Dziś więc dla odmiany projekcja - uzyskana na podstawie zupełnie odmiennych przesłanek - który rośnie aż do połowy 2017 roku. 

W ostatnich dniach Goldman Sachs Commodity Index spadł do najniższego poziomu od października 2009 roku, czyli od 62 miesięcy. W okresie minionego pokolenia podobny sygnał pojawił się jedynie dwukrotnie: w lutym 1985 roku oraz w marcu 1998 roku.

 

 

Z mojego punktu widzenia te dwa sygnały z przeszłości pojawiały się podczas spadkowych faz cyklu Kuznetsa (ochrzczonego nazwiskiem urodzonego na Polesiu noblisty  z 1971 roku). Cykl ten należy rozumieć jako cykl inwestycji w infrastrukturę służącą do wydobycia i transportu podstawowych surowców. Zgodnie z naturą cyklu koniunkturalnego inwestycje te są na wysokim poziomie, gdy ceny surowców są rekordowe, a wysoki poziom inwestycji w infrastrukturę służącą do wydobycia i transportu surowców z czasem przekłada się na wzrost podaży surowców i spadek ich cen. Wydaje się, że szok naftowy z ropą po prawie 150 dolarów w 2008 roku, będąca nań reakcją „rewolucja łupkowa” i obecny spadek cen ropy będący po części skutkiem rosnącej w USA produkcji surowców energetycznych, to klasyczna ilustracja tego mechanizmu.

W obu tych przypadkach omawiany sygnał pojawiał się po przełamaniu dolnego ograniczenia wieloletniego trendu wzrostowego. Dokładnie takie przełamanie linii trendu poprowadzonej przez dołki z 2001 i 2009 roku nastąpiło w listopadzie. 

Po analogicznym do obecnego sygnale z lutego 1985 roku GSCI spadał jeszcze o 24,2 proc. w ciągu następnych 17 miesięcy, a po sygnale z marca 1998 o 20,3 proc. w ciągu następnych 9 miesięcy.

Co ciekawe w obu przypadkach spadające ceny surowców uruchamiały zmiany w Rosji: w 1985 roku Czernienkę zastąpił Gorbaczow, który ogłosił „pierestrojkę”, w 1998 roku „kryzys rosyjski” skutkował odejściem Jelcyna ze stanowiska prezydenta i zastąpieniem go przez Putina.

 


 

Zdrowy rozsądek podpowiada, że rynki akcji krajów rozwiniętych powinny kwitnąć w okresie spadających i niskich cen surowców. I tak było rzeczywiście w obu poprzednich cyklach:

 

 

Tak wyglądały ścieżki S&P 500 wokół tych sygnałów:

 


 

Jest fascynujące, że w obu przypadkach sprzedaż po 630-636 sesjach od pojawienia się sygnału (czyli odpowiednio w sierpniu 1987 i wrześniu 2000), była optymalna strategią.

Na krótszą metę początku silnej - nawet 20 proc. - korekty można oczekiwać za za 4-5 miesięcy:

 


 

Projekcja wartości S&P 500 uzyskana przez uśrednienie obu historycznych ścieżek rośnie do okolic maja 2017 sięgając poziomu 3326 pkt. 

 

 

Tydzień temu wyszło mi 2934 punktów w maju 2016. Oczywiście przyszłość może być tylko jedną i można wyobrażać sobie, że będzie jakąś wypadkową tych i im podobnych projekcji. Dziś ważne jest, że te daty ciągle znajdują się w przyszłości, a sugerowane poziomu zdecydowanie przewyższają obecną wartość S&P 500, co sugeruje, że ewentualne spadki cen amerykańskich akcji w najbliższej przyszłości będą jedynie kolejnymi korektami trwającej hossy.

18:23, bialek.wojciech
Link Komentarze (340) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25