Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
piątek, 03 lipca 2015

Mniej więcej 4 pokolenia temu w okresie, który Francuzi nazywają Belle Époque, Grecja została wyrzucona z Łacińskiej Unii Monetarnej za zaniżanie zawartości kruszcu w emitowanych monetach. Zdarzyło się to w 1908 roku, a więc w 43-im roku istnienia unii i po 41 latach od wejścia do niej Grecji. Na razie obecna inkarnacja unii monetarnej w Europie istnieje dopiero 16 lat (jeśli liczyć od powstania strefy euro w 1999 roku) lub maksymalnie 24 lata (jeśli liczyć od daty zawarcia traktatu z Maastricht). Grecja i tym razem stała się członkiem unii walutowej z dwuletnim opóźnieniem w 2001 roku. Ta analogia historyczna sugeruje jeszcze długą karierę Grecji w Europejskiej Unii Monetarnej, ale oczywiście to tylko niezobowiązująca zabawa historycznym rymem. Swoją drogą Grecja wyrzucona z unii w 1908 roku, została do niej przyjęta z powrotem już w 1910 roku. 

Członkostwo Grecji w unii monetarnej nie przeszkodziło (a może tak jak teraz pomogło?) bankructwu tego kraju w 1893 roku,  a więc w 25-tym roku członkostwa w unii. Tu też przedstawiona analogia historyczna sugeruje, że formalne bankructwo Grecji to dopiero dalsza przyszłość, ale oczywiście to założenie jest już bardzo ryzykowne, bo w końcu Grecja kilka dni temu nie uregulowała w terminie długu względem MFW i ryzyko, że finansowanie tego kraju nie zostanie wznowione jest jednak duże. 

Jak widać na powyższym przykładzie historycznym bankructwo kraju nie musi przeszkadzać w jego dalszym pozostawaniu w obrębie unii monetarnej, chociaż w obecnych realiach skonstruowanie scenariusza, który przewiduje pozostanie Grecji w strefie euro pomimo bankructwa nie jest łatwe. 

Jeśli jednak kraj ten zostanie zmuszony do opuszczenia unii monetarnej (jak długo kraj może funkcjonować bez banków?) i ponownego wprowadzenia krajowej waluty (nazwijmy ją drachmą), to można sądzić, że natychmiast rozpocznie się proces dewaluacji tejże drachmy względem euro. Proponuję za wzorzec przebiegu takiej dewaluacji przyjąć załamania kursu rosyjskiego rubla i argentyńskiego peso po bankructwach tych krajów z odpowiednio sierpnia 1998 i z grudnia 2001. 

 


 

Próbka jest skromna, ale na jest podstawie można wyrobić sobie wyobrażenie na temat dynamiki kursu walutowe po bankructwie. Bazowym scenariuszem wydaje się być półroczny spadek wartości neo-drachmy o prawie 3/4. Po takim spadku kursu walutowego PKB na głowę mieszkańca w Grecji osiągnąłby poziom sąsiedniej Albanii (potem zapewne nadeszłoby odbicie wynikające z eksplozywnego wzrostu eksportu i załamania importu).

Nie wydaje się, by dogonienie poziomem życia Albanii mogłoby być celem rządu w Atenach, ale uniknięcie tego scenariusza będzie najprawdopodobniej wymagało podporządkowania się oczekiwaniom wierzycieli. Jak pokazuje pomysł z referendum grecki rząd jednak jeszcze nie złożył jeszcze broni.

Ze względu na niewielkie rozmiary greckiej gospodarki i na fakt, że większość długów Grecji została w ciągu minionych 5 lat przetransferowana do instytucji publicznych lub międzynarodowych, ewentualne bankructwo tego kraju czy jego wyjście ze strefy euro byłoby bardziej szokiem psychologicznym niż gospodarczym. Dzieją się obecnie na świecie rzeczy potencjalnie bardziej istotne: 3 proc. zmiana cen akcji w Chinach generuje lub niszczy równowartość długu Grecji, a przecież w ciągu minionych 14 sesji ceny akcji w Szanghaju spadły o prawie 30 proc., a więc najsilniej od 19 lat. 

Warto jednak przyglądać się losom Grecji pamiętając, że w podobnej sytuacji byliśmy dokładnie pokolenie temu my. Wtedy pomiędzy bankructwem PRL na zagranicznych zobowiązaniach pod koniec 1981 roku, a restrukturyzacją tego długu w latach 1991-94 roku upłynęło 13 lat obejmujące stan wojenny, hiperinflację, zmianę ustroju i geopolitycznej orientacji kraju oraz depresję gospodarczą. Ciekawe czy w przypadku Grecji ten proces będzie przebiegał równie spektakularnie, czy też jednak uda się go przeprowadzić bardziej sprawnie. 

12:41, bialek.wojciech
Link Komentarze (5) »
piątek, 26 czerwca 2015

W okresie 5,5 lat pomiędzy październikiem 2009 a kwietniem 2015 wysokość stopy bezrobocia w USA spadła z poziomu 10 proc. do 5,4 proc. Z równie dużym 5,5-letnim spadkiem stopy bezrobocia mieliśmy w USA do czynienia w przeszłości jedynie raz - w latach 1983-1987. Jeśli złagodzimy nieco to kryterium szukając epizodów historycznych, w trakcie których stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych spada w ciągu 5,5 roku o przynajmniej 3 punkty procentowe, to uzyskamy 4 precedensy sygnału z października ub. r.: grudzień 1997, wrzesień 1987, sierpień 1966 i kwiecień 1955.

 

 

Sprawdźmy jak po takich sygnałach zachowywała się stopa bezrobocia, dynamika PKB i ceny akcji. 

 

 

Ścieżki stopy bezrobocia po takim sygnale dosyć jednoznacznie wskazują okres od kwietnia 2016 do lutego 2017 jako ten, w którym spadek wysokości stopy bezrobocia w USA powinien się zakończyć na poziomie o 0,4-1 pkt. proc. niższym od majowego (czyli w strefie 4,4-5 proc.). 

Uśredniając te 4 historyczne ścieżki stopy bezrobocia wokół omawianych sygnałów dostajemy projekcję tego parametru spadającą do okresu wrzesień 2016-luty 2017 do poziomu 5,1 proc. (najniżej od kwietnia 2008) a następnie rosnącą do 2020 roku do poziomu 7,3 proc. 

 


 

Poniżej te same sygnały generowane przez zachowanie stopy bezrobocia zaznaczone zostały na wykresie dynamiki PKB w USA:

 

 

Tu ścieżki dynamiki PKB po takim sygnale mają jedną wyraźną wspólną cechę: w 44 miesięcy po sygnale wszystkie są przynajmniej 3,8 pkt. proc. poniżej poziomu z chwili generowania sygnały. W naszych realiach generuje to sugestię, że w okolicach czerwca 2018 dynamika PKB w USA będzie o przynajmniej 3,8 pkt. proc. poniżej poziomu z października ub. r. Daje to prognozę ujemnej dynamiki PKB na poziomie mniej więcej -1,2 pkt. proc. w połowie 2018 roku.

W każdym z tych 4 historycznych przypadków omawiany sygnał generowany przez rynek pracy poprzedzał recesję w gospodarce USA o 3-4 lata: sygnał z kwietnia 1955 recesję z 1958 roku, sygnał z sierpnia 1966 recesję z 1970 roku, sygnał z września 1987 recesję z lat 1990-91 a sygnał z grudnia 1997 recesję z 2001 roku.  

Uśrednienie powyższych  ścieżek daje nieco bardziej optymistyczną projekcję z dołkiem spowolnienia gospodarczego w USA w okolicach września 2018 wypadającym na poziomie minimalnie wyższym od zera. 

 

 

Te same sygnały na S&P 500:

 

 

Na poniższym wykresie zaznaczyłem kolorowymi prostokątami dwie strefy - pierwszą do której dotarły wszystkie ścieżki podczas hossy związanej z okresem dobrej koniunktury, który przyniósł tak znaczny spadek stopy bezrobocia, i drugą do której trafiły wszystkie 4 ścieżki po recesji wywołanej przegrzaniem koniunktury wywołanym przez tak znaczne zacieśnienie sytuacji na rynku pracy. 

 

 

Jak widać na powyższym obrazku S&P 500 bardzo dobrze zniósł jesienią ub. r. wejście w bardzo niebezpieczną strefę wynikającą z analogii z października 1987 roku. Obecnie znajduje się w "strefie odziaływania" kryzysu rosyjskiego z III kw. 1998 roku. Niezależnie od tego jak Wall Street przetrwa i ten test, S&P 500 powinien dotrzeć przynajmniej 5 proc. wyżej niż obecnie, co powinno potrwać przynajmniej 8 miesięcy. Z drugiej strony później w każdym przypadku nadeszła mniej (1956-57, 1990) lub bardziej (1968-1970, 2000-2002) bolesna bessa związana z recesją w gospodarce.

Uśredniając te ściezki S&P 500 dostajemy poniższą projekcję wartości indeksu osiągającą szczyt w styczniu 2017 na poziomie nieco ponad 2500 pkt. 

 


 

Uzyskane wnioski - hossa na rynku akcji w USA do początku 2017 roku, spadek stopy bezrobocia do mniej więcej drugiego półrocza 2017 roku i recesja w gospodarce amerykańskiej w 2018 roku - wydają się być niezbyt kontrowersyjne i raczej zgodne z wcześniejszymi tego typu analizami przeprowadzanymi w tym miejscu. 

 


12:50, bialek.wojciech
Link Komentarze (77) »
piątek, 19 czerwca 2015

Opiszmy sobie skrótowo sytuację na świecie:

 

 

  • Niemcy się jednoczą.

 

  • W Europie powstaje Unia Monetarna, której „chorym człowiekiem” okazuje się Grecja.

 

  • W gospodarce światowej utrzymuje się uporczywa presja deflacyjna.

 

  • Globalny hegemon próbując zabezpieczyć dostawy kluczowego surowca przeprowadza dwie zagraniczne wojny, które spotykają się z krytyką dużej części światowej opinii publicznej.

 

  • Globalny hegemon traci status największej gospodarki świata.

 

  • Wdrożone reformy gospodarcze wprowadzają jeden z azjatyckich krajów na ścieżkę prowadzącą do uzyskania statusu mocarstwa.

 

  • W nowopowstających sektorach gospodarki pojawiają się gigantyczne monopole.

 

 

 

Mniej lub bardziej wierny opis naszych czasów?

 

Przyjrzyjmy się dokładniej (większość cytatów z WIKIPEDII):

 

  

  • Niemcy się jednoczą.

 

„Zjednoczenie Niemiec (1866-1871) – kilkuletni proces jednoczenia państw niemieckich, zakończony proklamacją II Rzeszy.”

 

 

  • W Europie powstaje Unia Monetarna, której „chorym człowiekiem” okazuje się Grecja.

 

„Łacińska Unia Monetarna – porozumienie monetarne zawarte w 1865 roku przez Belgię, Francję, Szwajcarię, Luksemburg i Włochy, a z czasem rozszerzone na inne państwa i istniejące do 1926 roku.(…) 

Kolejnym krajem fałszującym wspólny pieniądz była Grecja, która zaczęła bić złote drachmy z obniżoną zawartością kruszcu. Proceder trwał przez 10 lat, po czym w 1908 roku inne państwa unijne wykryły fałszerstwo i usunęły Grecję z unii”

 

 

  • W gospodarce światowej utrzymuje się uporczywa presja deflacyjna.

 

”The Great Deflation or the Great Sag refers to the period from 1870 until 1890 in which world prices of goods, materials and labor decreased, although at a low rate of less than 2% annually.This is one of the few sustained periods of deflationary growth in the history of the United States. This had a negative effect on businesses in established industrial economies such as Great Britain while simultaneously allowing strong growth in the United States which was just beginning to industrialize. See: Long depression.”

 

 

  • Globalny hegemon próbując zabezpieczyć dostawy kluczowego surowca przeprowadza dwie zagraniczne wojny, które spotykają się z krytyką dużej części światowej opinii publicznej.

 

„I wojna burska 1880-1881 (…)

W 1886 r. w Transwalu i Oranii zostały odkryte bogate pokłady złota i diamentów. Kraje te ogarnęła wtedy gorączka złota i z Europy, głównie z Wielkiej Brytanii, przybyło tysiące osadników żądnych wzbogacenia się. W celu zawładnięcia złotodajnymi terenami w 1895 r. Brytyjska Kompania Południowoafrykańska podjęła próbę ich podbicia. Burowie rozbili jednak oddziały wojskowe Kompanii, a wtedy Wielka Brytania zaczęła przygotowania do wojny, przerzucając duże oddziały wojsk do Afryki (głównie z Kanady, Nowej Zelandii i Australii).

II wojna burska 1899-1902 (…)

Druga wojna burska rozpoczęła się w 1899 r. i mimo początkowych sukcesów burskich w ciągu niespełna roku Transwal i Orania zostały opanowane przez Brytyjczyków.

 

 

  • Globalny hegemon traci status największej gospodarki świata.

 

The US has been the global leader since it overtook Britain in 1872

 

 

  • Wdrożone reformy gospodarcze wprowadzają jeden z azjatyckich krajów na ścieżkę prowadzącą do uzyskania statusu mocarstwa.

 

Okres Meiji (1868-1912)(…)

1868 rozpoczął się proces gwałtownych zmian i modernizacji na wzór zachodni, zw. restauracją Meiji. (…)

Zmieniono strukturę gospodarki, przekształcając Japonię ze słabego kraju rolniczego w szybko rozwijający się kraj przemysłowy (przemysł maszynowy, stoczniowy, włókienniczy). (…)

Zmodernizowano liczne dziedziny życia. 

Rząd dążył do unowocześnienia kraju i dostosowania obcych kulturowo wzorów do japońskich realiów i tradycji. Dzięki temu zlikwidowano zacofanie i zachowano narodową tożsamość.(…)

Zadbano także o interesy Japonii na arenie międzynarodowej, ochronę jej suwerenności oraz doprowadzono do uzyskania przez nią statusu mocarstwa na Dalekim Wschodzie.”

 

 

  • W nowopowstających sektorach gospodarki pojawiają się gigantyczne monopole.

 

“America's economy grew by more than 400% between 1860 and 1900.

Technological advances, expanding population, improved transportation, financial innovation, and new business practices combined to fuel this economic growth.

"Titans of Industry" like John D. Rockefeller, Andrew Carnegie, and J.P. Morgan built monopolies and revolutionized business practices.

Laissez faire ideology called for little or no government regulation of economic affairs.

Unskilled urban workers did not share in economic gains, instead enduring great poverty”

 

 

Wniosek? Obecne czasy bardzo przypominają te sprzed 4 pokoleń z okresu, który w naszym kraju można opisać jako czasy pomiędzy powstaniem styczniowym a I wojną światową. 

Oczywiście ktoś sceptyczny mógłby powiedzieć, że tą metodą można udowodnić podobieństwo obecnych czasów do dowolnego okresu z przeszłości. Pewnie i tak, ale ja do przedstawionego wyżej historycznego "rymu" ma pewną słabość z kilku powodów. 

Po pierwsze wierzę, że by historia mogła się powtórzyć, musi być najpierw zapomniana. Generalnie nasza bezpośrednia świadomość historyczna sięga tam, gdzie sięgają opowieści naszych dziadków, czyli trzy pokolenia wstecz (w uproszczeniu: pokolenie wstecz - stan wojenny, dwa pokolenia wstecz - II wojna światowa, trzy pokolenia wstecz - I wojna światowa).  Historia sprzed 4 pokoleń - w naszym przypadku generalnie okres sprzed I wojny światowej, to już zupełnie świat zupełnie odmienny od naszego, o którym wiemy niewiele i do którego możemy jedynie próbować zaglądać czytając prace historyków czy też zapoznając się ze sztuką tego okresu. 

Po drugie ten rym pasuje mi do teorii cykli hegemonicznych stworzonej przez urodzonego w Poznaniu George'a Modelskiego, która postuluje, że następny okres wojny o globalną hegemonię analogiczny do tego z lat 1914-1945 rozegra się w latach 2030-2050. W tej analogii mamy obecnie okolice 1899 roku. 

Po trzecie wreszcie nie ja pierwszy wpadłem na ten pomysł. O tym, że żyjemy w nowym "Wieku pozłacanym", jak Amerykanie nazywają okres pomiędzy wojną secesyjną a rozpoczęciem konfliktu z Hiszpanią o Kubę w 1898 roku pisze od jakiegoś czasu niejaki Paul Krugman, który w 2008 roku dostał nagrodę Nobla, więc wbrew pozorom być może jednak coś tam wie. 

Francuzi okres od wojny francusko-pruskiej z 1871 roku do I wojny światowej określają jako "la Belle Époque". I z Francji pochodzi Marx naszych czasów, czyli ekonomista Tomasz Piketty. Jego wydana w 2013 roku książka "Capital in the Twenty-First Century" zawierająca krytykę "optymistycznych" tez Simona Kuznetsa sprzed dwóch pokoleń ("growth is a rising tide that lifts all boats") całkiem świadomie nawiązuje do wydanego w 1967 "Kapitału" Marxa. Według Pikkety'ego:

 

" (...) the world is reverting to the Belle Epoque of the late 19th and early 20th centuries (...)" 

 

Jak widać przedstawiona przeze mnie powyżej analogia historyczna jest całkiem na poważnie rozważana na świecie. Tak więc myśl, że żyjemy w czymś w rodzju odpowiednika "Belle Époque", warta jest kontemplacji. 

Osobom zainteresowanym tematem można zalecić sięgnięcie po "Lalkę" Prusa lub "Czarodziejską Górę" Tomasza Manna. Artyści coś tam chyba instynktownie wyczuwają, bo i jednadruga powieść trafiła w tym roku na teatralne sceny. 

 


13:23, bialek.wojciech
Link Komentarze (94) »
czwartek, 11 czerwca 2015

Cykl 40-tygodniowy na rynku akcji, którym w tym miejscu się często zajmuję (ostatnio tu i tu), można harmonicznie podzielić na 2 cykle 20-tygodniowe. Propozycję rozpisania na takie 20-tygodniowe cykle WIG-u i WIG-u 20 przedstawiam poniżej:

 

 

Cykl nie jest przesadnie regularny, ale ponieważ od jego (i cyklu 40-tygodniowego) ostatniego dołka, który wypadł w styczniu, mija właśnie 21 tygodni, a uśrednienie długości 8 ostatnich cykli sugeruje okolice 20 czerwca jako oczekiwany termin następnego dołka to jest to dobry moment dla zaprezentowania projekcji dla WIG-u i WIG-u 20 opartych na uśrednienie przebiegu 8 ostatnich cykli (8 cykli 20-tygodniowych to mniej więcej jeden średnio 40-miesięczny cykl Kitchina):

 

 

 

Jak widać uzyskane projekcje generalnie potwierdzają hipotezę, że zanim (gdzieś pod koniec lipca?) wejdziemy we właściwą fazę spadkową cyklu 40-tygodniowego (która powinna kulminować jesienią w okolicach wyborów do Sejmu i Senatu), to czekać nas powinna jeszcze faza wzrostowa drugiego - w ramach rozpoczętego w styczniu cyklu 40-tygodniowego - cyklu 20-tygodniowego.

Oczywiście wydaje się, że kluczem  do materializacji scenariusza sugerowanego przez te projekcje jest rozwój sytuacji wokół Grecji w najbliższych dniach. Jeśli Grecji uda się sprawić wrażenie, że ma zamiar spełnić jakieś warunki, a wierzyciele udadzą, że w szczerość tych zapewnień wierzą, to być może uda się przedłużyć tę grecką tragedię przynajmniej o kilka tygodni (później i tak rynki powinny zacząć spadać dyskontując rozpoczęcie przez FED podnoszenia stóp procentowych).

Jedną z cały czas kuszących analogii jest ta z czerwcem 1998 (analogiczna do obecnej faza cyklu Kuznetsa). 17 lat temu wiosenny spadek cen akcji wywołany zaniepokojeniem inwestorów sytuacją finansową Rosji kulminował podwójnym dnem 2-16 czerwca, po czym ceny akcji zwyżkowały do 21 lipca na fali optymizmu wywołanego udzieloną Rosji przez MFW pomocą finansową. Jak się później jednak okazało ta pomoc wystarczyła jedynie na kilka tygodni i w sierpniu Federacja Rosyjska w spektakularny sposób zbankrutowała, co wywołało wyprzedaż na giełdach i doprowadziło do utworzenia w październiku 1998 dołka zarówno cyklu 40-tygodniowego jak i dołku cyklu Kitchina. Późniejsza hossa - uruchomiona trzema nieplanowanymi obniżkami stóp FED wymuszonymi groźbą upadku funduszu LTCM spowodowaną pośrednio bankructwem Rosji - podniosła do marca 2000 wartość WIG-u o ponad 100 proc. 

18:31, bialek.wojciech
Link Komentarze (96) »
czwartek, 28 maja 2015

W porównaniu do poziomów sprzed wyborów WIG-20 stracił do środy 3,4 proc., rentowność 10-letnich obligacji skarbowych wzrosła o 9,3 proc. a średni kurs euro i dolara względem złotego wzrósł o 3,4 proc. Jeśli uznać osłabienie złotego oraz spadek cen akcji i obligacji za negatywne zjawiska, to reakcję krajowych rynków na wynik wyborów prezydenckich w naszym kraju można uznać - po pierwszych 13 sesjach od czasu pierwszej tury - za najgorszą w minionym 20-leciu. Poniżej okołowyborcze ścieżki WIG-u 20, rentowności 10-letnich obligacji i średniego kursu euro i dolara wokół dat wyborów prezydenckich z lat 1995, 2000, 2005, 2010 i 2015:

 


 

 

 

Moim skromnym zdaniem tak silna reakcja na wymianę na stanowisku prezydenta Polski jednego byłego członka Unii Wolności na drugiego to lekka przesada, więc proponuję zastanowić się, czy zachowanie krajowego rynku po poprzednich wyborach prezydenckich daje podstawy do upatrywania w przecenie, która nastąpiła, okazji do zakupów krajowych aktywów. 

Jeśli chodzi o WIG-20, to jego spadek był zgodny z wzorcem obserwowanym po wyborach prezydenckich z 1995, 2000, 2005 i 2010 roku. W każdym przypadku WIG-20 był wtedy na 11-13 sesji po pierwszej turze poniżej poziomu sprzed wyborów (na 13-tej sesji skala spadku wynosiła od -0,9 proc. w 1995 roku do -3,3 proc. w 2005 roku). Jeśli chodzi o rentowność obligacji to i w 2000 i w 2005 i w 2010 roku była ona wyższa niż przed wyborami pomiędzy 4-tą a 11-tą sesją po pierwszej turze (dla 1995 roku brak danych). Podobnie złoty był zawsze słabszy niż przed wyborami pomiędzy 6-tą a 13-tą sesją po pierwszej turze wyborów. 

W każdym z 4 poprzednich przypadków WIG-20 wychodził powyżej poziomu sprzed wyborów począwszy od 45-tej sesji po pierwszej turze i utrzymywał się na plusie do sesji 89-tej (potem w 3 przypadkach kontynuowane były wzrosty, a w 2000 roku przyszło pogłębienie spadków). W przypadku rentowności 10-latek okresem powrotu do poziomów poniżej tych sprzed wyborów były sesje od 93-iej do 106-tej po pierwszej turze. W przypadku średniego kursu dolara i euro jedynym momentem, w którym spadł on poniżej poziomu sprzed wyborów w każdym z 4 powyborczych okresów była sesja 42-ga po pierwszej turze (potem w 3 przypadkach złoty się nadal umacniał, a osłabienie po wyborach 1995 roku można wyjaśnić wysokim poziomem inflacji wtedy panującym w naszym kraju).

Na poniższych obrazkach widać projekcje wartości WIG-20, rentowności 10-latek i średniego kursu dolara i euro względem złotego powstałe poprzez uśrednienie ścieżek wokół dat poprzednich wyborów prezydenckich:

 


 

 

Jak widać, gdyby obecnie wszystko odbyło się w miarę typowy sposób, to po pierwszej niezmiennie negatywnej reakcji na wybory, przyszłoby odreagowanie, które w przypadku akcji powinno kulminować w okolicach 89-tej sesji po pierwszej turze, w przypadku obligacji w okolicach 96-tej sesji a przypadku złotego w okolicach 103-ej sesji. Te 89-103 sesje to 4-5 miesięcy, co dawałoby szczyt powyborczego wzrostu cen krajowych aktywów w okolicach września-października. 

Taki wywiedziony z potraktowanej mechanicznie przeszłości scenariusz należy uznać moim zdaniem za mało prawdopodobny, gdyż październik to prawdopodobny termin wyborów do Sejmu i Senatu, które wprowadzą zapewne sporo – obniżającej ceny krajowych aktywów – niepewności, a okres październik-listopad to orientacyjny termin następnego dołka cyklu 40-tygodniowego, którego ostatnie minimum mieliśmy na rynku akcji w styczniu. Osobiście spodziewałbym się, że ta powyborcza odbudowa cen zakończy się - zgodnie z projekcjami opartymi o cykl 400-tygodniowy czy też z preferowanym scenariuszem dla DAX-a - raczej w okolicach lipca, może sierpnia. 

18:48, bialek.wojciech
Link Komentarze (324) »
czwartek, 21 maja 2015

W środę średnia transportowa Dow Jonesa spadła do najniższego poziomu od pół roku. Indeks ten ustanowił swój ostatni historyczny szczyt już w grudniu ub. r. i od tamtej pory nie był w stanie go pokonać. Tymczasem średnia przemysłowa Dow Jonesa jeszcze we wtorek ustanawiała kolejny historyczny rekord.

 

 

Tym samym dostaliśmy klasyczny sygnał dywergencji pomiędzy obydwoma indeksami, który zgodnie z jednym z postulatów klasycznej „teorii Dowa” powinien stanowić sygnał ostrzegający przed potencjalną zmianą koniunktury gospodarczej w USA. Zgodnie z logiką tej koncepcji brak potwierdzenia nowych rekordów średniej przemysłowej ze strony średniej transportowej oznacza, że ruch wyprodukowanych towarów związany z handlem nimi zaczyna gasnąć, co za jakiś czas zostanie dostrzeżone przez przemysł, który zareaguje zmniejszeniem tempa produkcji.

Nie jest jasne na ile ta archaiczna koncepcja stworzona w czasach, gdy Dow Jones Transportation Average składała się z akcji linii kolejowych, jest aktualna w dzisiejszych czasach, ale tego typu sygnał jest na tyle rzadki, że warto mu się przyjrzeć bliżej. Od końca XIX wieku sytuacja, w której nowy rekord DJIA i półroczne minimum DJTA odległe są od siebie o nie więcej niż 5 sesji, zdarzyła się jedynie dwukrotnie – 30 sierpnia 1999 i 20 stycznia 2000. De facto był to więc jeden rozwleczony w czasie sygnał ostrzegający przed 2,5-letnią bessą, która rozpoczęła się na Wall Street w marcu 2000 roku i która poprzedziła recesję w gospodarce USA w 2001 roku.

 


 

Na poniższym obrazku nałożyłem ostatnie zachowanie obu indeksów na to wokół sygnału z sierpnia 1999:

 


 

Jeśli zliberalizujemy kryterium wzajemnej odległości tych sygnałów na DJIA i DJTA do 10 sesji, to otrzymamy w okresie minionych 118 lat 8 takich sygnałów. 

 

 

Ich cechą wspólną jest to, że pomiędzy 39-tą a 67-ą sesją po sygnale DJIA zawsze była niżej niż w momencie generowania sygnału. Sygnał z tego tygodnia można więc potraktować jako sugestię, że za 2-3 miesiące średnia przemysłowa Dow Jonesa raczej będzie niżej niż obecnie.

 

 

Warto również zwrócić uwagę, że tylko w jendym przypadku z tych ośmiu DJIA była w rok po sygnale wyżej niż w momencie jego generowania. Było tak po sygnale z 29 lipca 1998 roku. 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie tych 8 historycznych sygnałów spada o ok. 12 proc. w ciągu następnych 19 miesięcy, co sugeruje, że tego typu sygnał rzeczywiście nie wróży zbyt dobrze cenom akcji w USA.

 


 

Wadą tego podejścia do omawianego sygnału jest to, że wśród tych 8 historycznych przypadków spełniające "zliberalizowane" kryterium pojawienia się podobnego do obecnego sygnału znalazły się sytuacje z przeszłości niekoniecznie bardzo podobne do obecnej. Skalę tego podobieństwa można próbować zmierzyć sumując wartości współczynników korelacji ścieżek DJIA i DJTA z ostatniego roku ze ścieżkami wokół tych 8 sygnałów z przeszłości.

 


 

Jak widać niektóre przypadki były zupełnie niepodobne do obecnego (sygnał z 1919 roku), zaś wśród podobnych króluje sygnał z końca lipca 1998 roku (dla obu indeksów wartości współczynników korelacji ze ścieżkami z minionych 12 miesięcy powyżej 0,95). To wniosek ciekawy o tyle, że wtedy rynki były o kilka tygodnia od szoku jakim stało się bankructwo Federacji Rosyjskiej z sierpnia 1998 . Skutkiem był 6-tygodniowy spadek wartości DJIA o 19,3 proc. w stosunku do lipcowego szczytu (DAX stracił wtedy do października aż 41,6 proc). Tak wyglądałyby ścieżki obu indeksów, gdyby zachowały się obecnie identycznie jak 17 lat temu:


 

Obecna sytuacja jest potencjalnie podobna, bo w końcu nikt chyba raczej nie może z czystym sercem zagwarantować, że w ciągu najbliższych tygodni nie dotrze na rynki informacja o załamaniu się rozmów prowadzonych z rządem Grecji, czego prawdopodobnym skutkiem byłaby niezdolność Grecji do obsługi swego długu. Jest wątpliwe,  czy średnia transportowa Dow Jonesa może coś sensownego „wiedzieć” na ten temat – zapewne jedynie reaguje na spowolnienie wzrostu gospodarczego w USA związane z wcześniejszym umocnieniem dolara. Tym niemniej sygnał jest ciekawy i losy tej dywergencji warto śledzić w najbliższym czasie, zwłaszcza w kontekście wcześniejszych sugestii na temat podobieństwa lat 2015 i 1998 wynikających z przedstawianej interpretacji pozycji rynków w ramach cyklu Kuznetsa



 

18:19, bialek.wojciech
Link Komentarze (199) »
piątek, 15 maja 2015

Według GUS PKB w naszym kraju był w I kw. wyższy niż przed rokiem o 3,5 proc., co oznacza, że roczna dynamika wzrostu przyspieszyła z +3,3 proc. notowanych w III i IV kw. ub. r., chociaż ciągle była niższa od +3,6 proc. w II kw. ub. r. Ten wynik można od razu skonfrontować ze wskazaniami dwóch wersji wskaźnika wyprzedzającego dla dynamiki polskiego PKB, które przedstawiłem pół roku temu, opartego o "szerokość" wzrostu gospodarczego w krajach OECD. Pierwszy z nich zlicza rosnące i spadające OECD-owskie wskaźniki wyprzedzające koniunktury gospodarczej dla poszczególnych krajów, drugi uwzględnia wskaźniki ustanawiające roczne maksima i minima. Obecnie wyglądają tak:

 

 

 

W przypadku pierwszej wersji wskaźnika wyprzedzenie w stosunku do dynamiki polskiego PKB wynosi średnio 9 miesięcy i obecnie sięga grudnia tego roku (OECD publikuje wskaźniki z 2-miesięcznym opóźnieniem). Druga wersja wskaźnika "widzi" przyszłość 7 miesięcy do przodu, czyli obecnie do października. Wnioski? Niejednoznaczne. Z jednej strony najwyraźniej coraz większa liczba wskaźników wyprzedzających rośnie lub coraz mniejsza spada, bo pierwsza wersja wskaźnika rośnie dosyć wyraźnie sugerując poprawę koniunktury gospodarczej w Polsce do września i utrzymanie jej wysokiego poziomu do grudnia. Z drugiej strony wartość tego wskaźnika pomimo wzrostu nie przekracza ubiegłorocznych poziomów, co sugeruje, że pozytywny wpływ ogólnej koniunktury gospodarczej w krajach OECD nie powinien być większy niż w zeszłym roku. Co więcej druga wersja wskaźnika nie spada, ale i nie rośnie, potwierdzając hipotezę, że na jakiś boom w globalnej gospodarce raczej nie ma co w tym roku liczyć. 

Podobne podejście można zastosować do koniunktury gospodarczej w Unii Europejskiej. Komisja Europejska publikuje dla każdego kraju UE użyteczny wskaźnik znany jako Economic Sentiment Index obliczany jako wypadkowa wskaźników koniunktury w poszczególnych segmentach gospodarki. Tak na przykład wygląda ESI dla polskiej gospodarki:

 

 

Nie ma tu żadnego wyprzedzenia w stosunku do dynamiki PKB (współczynnik korelacji 0,8), ale wskaźnik jest publikowany co miesiąc i kwietniowy wzrost jego wartości do najwyższego poziomu od maja 2011 sugeruje, że II kwartał powinien rozpocząć się od kontynuacji pozytywnego trendu w polskiej gospodarce. 

Jeszcze wyższa jest wartość współczynnika korelacji ESI dla strefy euro z roczną dynamiką jej PKB (0,92). Co więcej pojawia się tu średnio 2 miesięczne wyprzedzenie. Ostatnie zachowanie tego wskaźnika pozwala podejrzewać, że w II kw. tego roku roczna dynamika PKB w strefie euro przekroczy poziom 1 proc. z I kw. i poziom 1,1 proc. z I kw. 2014. Szału nie ma, ale dobre i to. 

 

 

Korzystając z ESI dla poszczególnych krajów UE można stworzyć wskaźnik szerokości wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej przedstawiony poniżej na tle dynamiki PKB Polski. Wykorzystałem tu tylko ESI dla krajów "starej" Unii (bez nowych członków przyjmowanych od 2004 roku) za wyjątkiem Irlandii, dla której z jakichś względów wartości wskaźnika dostępne w bazie danych programu Ecowin, z którego korzystam nie obejmują pełnego okresu. Wartość wskaźnika szerokości oparta jest na saldzie rocznych ekstremów (maksimów i minimów) ustanawianych przez poszczególne wskaźniki. 

 

 

Korelacja z dynamiką PKB w naszym kraju nie jest zbyt wysoka, średnie wyprzedzenie również nie jest zbyt duże (4 miesiące). Wnioski? Do lipca-sierpnia wpływ koniunktury w krajach starej UE na dynamikę naszego PKB powinien być coraz bardziej pozytywny, ale z faktu, że wartość wskaźnika pomimo wzrostu trwającego od września ub.r. jest bardzo daleka od szczytu z końca 2013 roku, wyciągałbym wniosek, że również i w tym przypadku nie ma raczej mowy o jakimś gospodarczym boomie w Unii Europejskiej w tym roku, który przełożyłby się na gwałtowny wzrost popytu zagranicznego w naszym kraju. Zachowanie tego wskaźnika trochę przypomina to z 2011 roku. Wtedy załamanie wartości z +6 na -1 nadeszło w kwietniu, o czym dowiedzielibyśmy się miesiąc później. Wtedy ceny akcj osiągnęły szczyt właśnie kwietniu 2011, a załamanie nadeszło dopiero w sierpniu po ponad 3 miesiącach przebywania wskaźnika w strefie wartości ujemnych. 

15:03, bialek.wojciech
Link Komentarze (143) »
piątek, 08 maja 2015

W poprzednim miesiącu Nasdaq Composite po raz pierwszy od 15 lat ustanowił nowy historyczny rekord wspinając się powyżej poziomu z marca 2000 roku. Dwa miesiące wcześniej również na najwyższy poziom w historii wyszła wartość indeksu S&P 500 urealnionego CPI:

 

 

Takie sygnały - powrót realnej wartości S&P 500 do poziomu szczytu poprzedniej pokoleniowej hossy - zdarzają się raz na pokolenie. Poprzednio generowane były w grudniu 1992, grudniu 1958, maju 1928 i grudniu 1899.

Cztery wcześniejsze sygnały pojawiały się co 29, 30 i 34 lata, zaś obecny już po 23 latach od poprzedniego. W obecnym cyklu odrobienie strat (w ujęciu realnym) poniesionych w trakcie pokoleniowej bessy trwało 15 lat. W poprzednich cyklach zajęło to 24 lata, 29 lat, 19 lat i 17 lat. Obie liczby są najmniejsze w obecnym cyklu, co świadczy o sile obecnego cyklu pokoleniowego na amerykańskim rynku akcji lub też o "nienaturalnym" (np. spowodowany przez stosowanie QE) charakterze ostatniej hossy. 

W obecnym cyklu odrobienie strat (u ujęciu realnym) trwało 15 lat. W poprzednich cyklach zajęło to 24 lata, 29 lat, 19 lat i 17 lat. 

Oczywiście nie ma gwarancji, że obecny cykl będzie podobny do poprzednich, ale gdyby jednak S&P 500 urealniony CPI chciał zmieścić się w "historycznej" normie wyznaczonej przez 4 dostępne precedensy, to musiałby nadal zwyżkować przez przynajmniej 16 miesięcy o przynajmniej 60 proc. W poszczególnych przypadkach  wzrosty wynosiły +290 proc. w 7 lat, +60 proc. w 10 lat, +60 proc. w 16 miesięcy i +80 proc. w 11 lat). 

 

 

To, że 3 z tych 4 pokoleniowych fal wzrostowych kontynuowane były przez 7-11 lat po odrobieniu strat z poprzedniej bessy powoduje, że projekcja uzyskana przez uśrednienie 4 ścieżek realnego S&P 500 wokół wspomnianych sygnałów z lat 1992, 1958, 1928 i 1899 rośnie aż do 2022 roku (z przerwą w latach 2016/17-2019/20), co jest rzadkim przypadkiem, w którym długoterminowa projekcja dla S&P 500 nie ustanawia szczytu w okolicach 2017 roku. 

 



13:22, bialek.wojciech
Link Komentarze (198) »
czwartek, 30 kwietnia 2015

W trakcie ostatniego cyklu Kitchina cykl 40-tygodniowy na wschodzących rynkach akcji cechował się bardzo silną regularnością. Kolejne szczyty dolarowego MSCI Emerging Markets Index wypadały co 292-316 dni. Powtórzenie się podobnej regularności w obecnym cyklu dałoby następny szczyt cykl 40-tygodniowego w okolicach 5 lipca tego roku (od 22 czerwca do 16 lipca):

 

 

Obserwowana w ostatnim okresie regularność tego cyklu pozwala na stworzenie dwu standardowych projekcji wartości MSCI Emerging Markets USD Index. Jednej opartej na uśrednieniu przebiegu indeksu wokół szczytów z 4 ostatnich cykli:

 


... i drugiej uzyskanej przez uśrednienie zachowania indeksu wokół dołków 4 ostatnich cykli:

 

 

Ostatni szczyt cyklu 40-tygodniowego ma indeksie MSCI EM (USD) to 3 września ub. r., zaś ostatni dołek cyklu wypadł 16 grudnia ub. r. Spośród 5 porównywanych cykli stopy zwrotu indeksu w obecnym cyklu zajmują drugie miejsce zarówno w przypadku ścieżek po szczytach jak i ścieżek po dołkach (obecny cykl był mocniejszy od trzech, a słabszy od jednego). 

A oto obie wspomniane projekcje:

 

 

 

W obu lipiec pojawia się jako oczekiwany termin szczytu cen akcji. Co do terminu następnego dołka cyklu 40-tygodniowego są już rozbieżności: projekcja "dołkowa" sugeruje wrzesień tego roku, "szczytowa" przełom października i listopada. Gdyby uśrednić odległości 5 ostatnich dołków cyklu 40-tygodniowego na MSCI EM USD Index to otrzymalibyśmy średnią długość cyklu wynoszącą 292,25 dni (w porównaniu do 305 dni uzyskanych po przeprowadzeniu takiej same operacji na datach 5 ostatnich szczytów cyklu). Zastosowanie tych 292 dni daje okolice 4 października tego roku jako termin końca spadkowej fazy cyklu 40-tygodniowego. 

Ponieważ faktyczne wzrostu cen akcji na rynkach "wschodzących" w dużej mierze wyczerpały sugerowany przez obie projekcje potencjał wzrostowy, to można sobie wyobrazić, że w najbliższym czasie MSCI EM USD Index odda nieco zdobytego do połowy marca terenu korygując się w sposób podobny do tego z lutego-marca, po czym wykorzysta pozostający do teoretyczne lipcowego  szczytu czas na jeszcze jedną zwyżkę zbliżoną być może charakterem do pierwszej fali wzrostu z okresu grudzień-luty.  

Obecnie wydaje się, że pierwszej podwyżki stóp FED doczekamy się po wakacjach we wrześniu lub październiku. Sądzę, że oczekiwany we wrześniu/październiku/listopadzie dołek następnego cyklu 40-tygodniowego na EM wyznaczony zostanie przez apogeum lęków przez negatywnymi skutkami dla rynków peryferyjnych oczekiwanego odpływu kapitału wywołanego przez rozpoczęcie przez Rezerwę Federalną zaostrzania polityki pieniężnej. 

15:10, bialek.wojciech
Link Komentarze (181) »
czwartek, 23 kwietnia 2015

Najnowsze dane GUS na temat produkcji w przemyśle, budownictwie i sprzedaży detalicznych nakreśliły raczej optymistyczny obraz koniunktury gospodarczej w naszym kraju. Dynamika produkcji przemysłowej (+8,8 proc.) okazała się najwyższa od ponad 4 lat. Sprzedaż detaliczna – po urealnieniu CPI +4,6 proc. – była najwyższa od kwietnia ub. r. Jedynie +2,9 proc. wzrost w porównaniu do marca ub.r. wielkości produkcji budowlano-montażowej wypadł stosunkowo mało imponująco. Analizujące te dane łącznie można ocenić, że co prawda w I kw. dynamika PKB w naszym kraju wyniosła mniej więcej tyle samo co w IV kw. ub. r. (+3,3 proc.), ale rosnące w ostatnich dwóch miesiącach i najwyższe w marcu od kwietnia ub. r. tempo wzrostu dobrze wróżyło na następne miesiące.

 

 

Na powyższym wykresie widać 4 pełne podstawowe cykle gospodarczego (średnio 40-miesięczne cykle Kitchina) wyznaczane przez dołki kolejnych spowolnień gospodarczych ze stycznia 1999, grudnia 2001, kwietnia 2005, lutego 2009 oraz grudnia 2012. Okres pomiędzy styczniem 1999 a grudniem 2012 to 14 lat bez jednego miesiąca czyli 167 miesięcy, co na jeden cykl daje średnio 41,75 miesiąca dosyć blisko kitchinowskich 40 miesięcy. 

Mając do dyspozycji 4 pełne cykle postanowiłem wymodelować obecny cykl jako uśrednienie przebiegu jego 4 poprzedników. Wynik mocno mnie zaskoczył:

 

 

Z powyższej projekcji wynika ni mniej ni więcej, że - gdyby obecny rozpoczęty w dołku spowolnienia z grudnia 2012 cykl miał być "typowy" - to trwająca od sierpnia ub. r. poprawa koniunktury okazałaby się jedynie tymczasowa, spowolnienie gospodarcze powinno być lada moment wznowione i kulminować dopiero w dokładnie 40 miesięcy po poprzednim dołku czyli dopiero w kwietniu przyszłego roku. Dołek koniunktury z sierpnia ub. r., który wypadł w 20 miesięcy po dnie poprzedniego spowolnienia z grudnia 2012, wygląda tu raczej jak jedynie półmetek pełnego cyklu. 

Otrzymany rezultat zlekceważyłem, jako że o obecnym cyklu można powiedzieć wszystko tylko nie to, że jest typowy. 

Przypomniałem sobie jednak o tym dziwnym wyniku, gdy obejrzałem zachowanie rocznej zmiany OECD-owskiego indeksu wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej dla Polski w wersji "trend restored":

 



Wskaźnik zachowuje się paskudnie spadając od listopada 2013 i w grudniu ub. r. (niestety publikowany jest dużym opóźnieniem) trafiając na 17-miesięczne minimum. Niektóre z takich sygnałów ostrzegawczych z przeszłości okazały się prorocze i generalnie nie pojawiały się u progu ożywienia. Raczej przeciwnie. 

 


 

Ten sam OECD-owski wskaźnik w wersji "amplitude adjusted" nie wygląda tak źle, ale i tak w lutym spadł po raz 4-ty:

 


 

Takie 4 kolejne spadki też często nie wróżyły zbyt dobrze koniunkturze gospodarczej w najbliższej przyszłości:

 

 

Nie przesądzając, czy to wszystko ma jakiś większy sens w obecnym nietypowym cyklu sugeruję, by bacznie przyglądać się w najbliższym czasie danym na temat wzrostu gospodaeczego w Polsce i na swiecie, by - gdyby jednak okazało się, że wizja stopniowo rozkręcającego się ożywienia nie jest jest jednak realizowana - nie być zbytnio zaskoczonym. 

19:40, bialek.wojciech
Link Komentarze (122) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27