Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 11 grudnia 2014

W komentarzu z poprzedniego tygodnia marudziłem, że uzyskana projekcja wartości S&P 500 osiąga szczyt już wiosną 2016 roku, a nie - jak wolałbym z innych względów - dopiero w 2017 roku. Dziś więc dla odmiany projekcja - uzyskana na podstawie zupełnie odmiennych przesłanek - który rośnie aż do połowy 2017 roku. 

W ostatnich dniach Goldman Sachs Commodity Index spadł do najniższego poziomu od października 2009 roku, czyli od 62 miesięcy. W okresie minionego pokolenia podobny sygnał pojawił się jedynie dwukrotnie: w lutym 1985 roku oraz w marcu 1998 roku.

 

 

Z mojego punktu widzenia te dwa sygnały z przeszłości pojawiały się podczas spadkowych faz cyklu Kuznetsa (ochrzczonego nazwiskiem urodzonego na Polesiu noblisty  z 1971 roku). Cykl ten należy rozumieć jako cykl inwestycji w infrastrukturę służącą do wydobycia i transportu podstawowych surowców. Zgodnie z naturą cyklu koniunkturalnego inwestycje te są na wysokim poziomie, gdy ceny surowców są rekordowe, a wysoki poziom inwestycji w infrastrukturę służącą do wydobycia i transportu surowców z czasem przekłada się na wzrost podaży surowców i spadek ich cen. Wydaje się, że szok naftowy z ropą po prawie 150 dolarów w 2008 roku, będąca nań reakcją „rewolucja łupkowa” i obecny spadek cen ropy będący po części skutkiem rosnącej w USA produkcji surowców energetycznych, to klasyczna ilustracja tego mechanizmu.

W obu tych przypadkach omawiany sygnał pojawiał się po przełamaniu dolnego ograniczenia wieloletniego trendu wzrostowego. Dokładnie takie przełamanie linii trendu poprowadzonej przez dołki z 2001 i 2009 roku nastąpiło w listopadzie. 

Po analogicznym do obecnego sygnale z lutego 1985 roku GSCI spadał jeszcze o 24,2 proc. w ciągu następnych 17 miesięcy, a po sygnale z marca 1998 o 20,3 proc. w ciągu następnych 9 miesięcy.

Co ciekawe w obu przypadkach spadające ceny surowców uruchamiały zmiany w Rosji: w 1985 roku Czernienkę zastąpił Gorbaczow, który ogłosił „pierestrojkę”, w 1998 roku „kryzys rosyjski” skutkował odejściem Jelcyna ze stanowiska prezydenta i zastąpieniem go przez Putina.

 


 

Zdrowy rozsądek podpowiada, że rynki akcji krajów rozwiniętych powinny kwitnąć w okresie spadających i niskich cen surowców. I tak było rzeczywiście w obu poprzednich cyklach:

 

 

Tak wyglądały ścieżki S&P 500 wokół tych sygnałów:

 


 

Jest fascynujące, że w obu przypadkach sprzedaż po 630-636 sesjach od pojawienia się sygnału (czyli odpowiednio w sierpniu 1987 i wrześniu 2000), była optymalna strategią.

Na krótszą metę początku silnej - nawet 20 proc. - korekty można oczekiwać za za 4-5 miesięcy:

 


 

Projekcja wartości S&P 500 uzyskana przez uśrednienie obu historycznych ścieżek rośnie do okolic maja 2017 sięgając poziomu 3326 pkt. 

 

 

Tydzień temu wyszło mi 2934 punktów w maju 2016. Oczywiście przyszłość może być tylko jedną i można wyobrażać sobie, że będzie jakąś wypadkową tych i im podobnych projekcji. Dziś ważne jest, że te daty ciągle znajdują się w przyszłości, a sugerowane poziomu zdecydowanie przewyższają obecną wartość S&P 500, co sugeruje, że ewentualne spadki cen amerykańskich akcji w najbliższej przyszłości będą jedynie kolejnymi korektami trwającej hossy.

18:23, bialek.wojciech
Link Komentarze (334) »
czwartek, 04 grudnia 2014

W zeszłym tygodniu padł na Wall Street interesujący rekord. Nie chodzi to o kolejny najwyższy poziom S&P 500, bo po 1,5 roku kolejnych historycznych rekordów wartości indeksu to nie byłaby interesująca wiadomość, ale o najdłuższą w historii serię kolejnych 29 sesji, na których S&P 500 przebywał powyżej swojej średniej 5-sesyjnej. Zwrócił uwagę na to osiągnięcie S&P 500 analityk techniczny MKM Partnes Jonathan Krinsky, a ja się o tym dowiedziałem, dzięki notce Krzysztofa Kolanego na Bakierze

 


 

W przeszłości najdłuższa tego typu seria liczyła 28 sesji i kulminowała 2 kwietnia 1928 roku. Jeśli osłabić nieco to kryterium do 26 kolejnych sesji powyżej 5-sesyjnej średniej, to otrzymamy w historii indeksu 4 sygnały: ten z 1928 roku, drugi wygenerowany 17 lutego 1971 roku, trzeci z 3 marca 1986 roku i ubiegłotygodniowy. Co intrygujące zachowanie S&P 500 po 3 tego typu sygnałach z przeszłości było dosyć podobne. W każdym przypadku taki sygnał zapowiadał kontynuację hossy: o kolejno  +68 proc. w ciągu ponad 17 miesięcy do września 1929 roku, o +23 proc. w ciągu 23 miesięcy do stycznia 1973 i o +49 proc. w ciągu prawie 18 miesięcy do sierpnia 1987. Później zaś w po takich wzrostach przychodziły krachy o kolejno -86 proc. w latach 1929-1932, o -48 proc. w latach 1973-1974 i o -34 proc. w 1987 roku.

Ten ostatni wniosek niezbyt mi pasuje, bo osobiście "preferowałbym" zakończenie rozpoczętej w 2009 roku hossy na Wall Street dopiero w 2017 roku, ale cóż poradzić. 

Poniżej ścieżki S&P 500 wokół tych sygnałów. Muszę przyznać, że podobieństwo ścieżek po sygnałach z 1928 i 1986 roku jest nadzwyczaj intrygujące. 

 


 

Oszacowana na podstawie tej ubogiej próbki maksymalna strata w ciągu najbliższych 2,5 lat to -8,2 proc.

Gdyby ktoś chciał wiedzieć, co działo się w przeszłości bezpośrednio po takich sygnałach to proszę oto ścieżki w trakcie 4 miesięcy po sygnałach:

 


 

Projekcja wartości S&P 500 otrzymana przez uśrednienie zachowania indeksu po tych 3 historycznych sygnałach rośnie do poziomu 2934 punktów w maju 2016 roku a następnie spada przez 3 lata. Sell in May ... 2016?

 

 

Oczywiście jak zwykle w przypadku tego typu rozważań do uzyskanych wniosków nie należy się modlić, a jedynie wykorzystać je do ewentualnej lekkiej modyfikacji opinii na temat przyszłości, które posiadaliśmy wcześniej. W szczególności że ta sama zabawa przeprowadzona na średniej przemysłowej Dow Jonesa daje już inny rezultat. 

Obecnie DJIA przebywała powyżej 5-sesyjnej średniej przez 30 kolejnych sesji, nie był to jednak historyczny rekord. Ten padł 11 lipca 1955 roku po 37 kolejnych sesjach nad średnią. W tym przypadku hossa (+12,2 proc.) kontynuowana była przez następne 9 miesięcy do kwietnia 1956 roku, potem indeks w sierpniu 1956 i lipcu 1957 dwukrotnie testował szczyt hossy z kwietnia 1956, po czym pomiędzy lipcem a październikiem 1957 spadł o 17 proc. Później silna hossa uległa wznowieniu i kontynuowała była przez następne kilkanaście lat. 

 


 

Co ciekawe rekordowo długa seria sesji, na których Dow Jones przebywał powyżej swojej średniej 5-sesyjnej, z lipca 1955 roku pojawiła się po tym, jak indeks w 1954 roku pokonał swój poprzedni historyczny szczyt z 1929 roku. Trochę do przypomina obecną sytuację - DJIA wyszedł powyżej szczytu z 2007 roku w roku ubiegłym. 

Sygnał z połowy lat 50-tych jest o tyle interesujący, że wynik S&P 500 w obecnej dekadzie (+86 proc. od 31 grudnia 2009 roku) ustępuje jedynie ścieżce indeksu właśnie z lat 50-tych a pozostawiając wyraźnie w tyle wyniki z pierwszych połówek – bardzo dobrych ostatecznie dla rynku akcji - lat 80-tych i 90-tych.

Osobiście byłbym sceptyczny, co do możliwości powtórzenia w obecnej dekadzie scenariusza podobnego do tego z lat 50-tych - raczej skłaniam się do myśli, że obecna "drukowana" hossa skończy się po 2016-tym roku poważnym tąpnięciem, ale warto pamiętać i o takim scenariuszu. 

 

19:12, bialek.wojciech
Link Komentarze (289) »
środa, 26 listopada 2014

Na zakończonej w niedzielę konferencji krajowego Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych "Profesjonalny Inwestor" przedstawiłem w piątek prezentację zatytułowaną "Wojna, hossa na Wall Street i Chinageddon". Sądząc po silnej reakcji kilku portali, który wzmianki na ten temat umieściły na pierwszych stronach, wątek wojenny poruszony w prezentacji wzbudził spore zainteresowanie w przeciwieństwie do hossy na Wall Street i Chinagedonnu. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo wolałbym być kojarzony w prognozami rynkowymi, ale wypada tezę postawioną na konferencji opisać i na blogu. 

Była ona bardzo prosta i da się ją zrekapitulować jednym zdaniem: "apogeum napięcia geopolitycznego skutkującego poważnym konfliktem militarnym wypada w mniej więcej 7 lat po giełdowym dołku związanym z pokoleniowym kryzysem gospodarczym". Zilustrowałem ją trzema przykładami sprzed jednego, dwu i trzech pokoleń. 

Trzy pokolenia temu I Wojna Światowa wybuchła w lipcu 1914 roku w 6 lat i 8 miesięcy po dołku S&P 500 z listopada 1907 będącego giełdową kulminacją kryzysu finansowego zwanego "Paniką roku 1907". Był po poważny kryzys (będący w dużej mierze kopią tego sprzed 6 lat), który stał się pretekstem do stworzenia w 1913 roku instytucji, która do dziś trzęsie światową gospodarką i rynkami czyli amerykańskiej Rezerwy Federalnej. 

Pokolenie później II Wojna Światowa wybuchła we wrześniu 1939 w 7 lat i 3 miesiące po dołku S&P 500 z czerwca 1932 będącego giełdową kulminacją "Wielkiego Kryzysu"

Na podstawie tych dwóch przypadków można by sformułować hipotezę, że wojny światowe wybuchając w 6 lat 8 miesięcy-7 lat  3 miesiące po giełdowych dołkach pokoleniowych kryzysów finansowo-gospodarczych. 

Test tej hipotezy - gdyby ją ktoś  wtedy postawił - nadszedłby pomiędzy czerwcem 1981 a styczniem 1982, kiedy to miałaby wybuchnąć III Wojna Światowa. 

Na szczęście dla świata skończyło się tylko na Stanie Wojennym w Polsce wprowadzonym w grudniu 1981 czyli w 7 lat i 2 miesiące po dołku S&P 500 będącym kulminacją "Kryzysu naftowego"

Pierwotną hipotezę należy więc ewidentnie osłabić: "w 6 lat 8 miesięcy - 7 lat 3 miesiące po giełdowym dołku pokoleniowego kryzysu finansowego ktoś (czasami obcy czasami swój) napada raczej na Polskę, no chyba że na Serbię (ale wojna do nas i tak dochodzi).

Owe 6 lat 8 miesięcy - 7 lat i 3 miesiące to podwójny cykl Kitchina (czyli 2 razy 3 lata i 4 miesiące), który to cykl pozwoliłem sobie kiedyś stosownie ochrzcić mianem "cyklu 6,(66)"

Związek Wielkiego kryzysu z dojściem do władzy Hitlera i wybuchem wojny światowej jest oczywisty i omawiany w większości podręczników historii dotyczących tej tematyki.

Związek kryzysu naftowego lat 70-tych, który doprowadził do wzrostu stóp procentowych w USA do poziomu kilkunastu procent z kryzysem gospodarczym zadłużonego PRL (kartki na cukier wprowadzone zostały już w 1976 roku), powstaniem Solidarności, zawieszeniem przez władze komunistyczne obsługi długu zagranicznego pod koniec 1981 roku i wprowadzeniem Stanu Wojennego też chyba nie jest specjalnie kontrowersyjny. 

Nasza pamięć nie sięga do czasu Paniki roku 1907-ego, wiec w tym przypadku jej ewentualny związek z wybuchem I Wojny Światowej wymagałby dodatkowych badań. Osobiście jestem przekonany, że taki związek dałoby się wykazać - USA były już wtedy największą gospodarką świata, więc jej kryzys musiał mieć poważne reperkusje również w Europie. 

Dołek S&P 500 związany z ostatnim kryzysem, który rozegrał się - w ramach cyklu pokoleniowego  - w latach 2007-2009 wypadł w marcu 2009. 

Jak łatwo wyliczyć coś a la pierwsza I Wojna Światowa, II Wojna Światowa lub Stan Wojenny powinny rozpocząć się gdzieś tam w okolicach okresu listopad 2015-czerwiec 2016. 

Tak to wygląda na obrazkach:

 

 

 

Na powyższym wykresie pionowe przerywane linie wyznaczają momenty wybuchu konfliktu militarnego, a na poziomem osi znajduje się liczba sesji od giełdowego dna kryzysu. 

Oczywiście wizja wojny za rok-półtora nie jest specjalnie przyjemna. Można pocieszać się na wiele sposobów. Że to tylko nieprzyzwoita  zabawa historią. Że może znowu napadną na Serbię, a my się uchowamy. Że z XIX-wiecznymi kryzysami finansowymi niekoniecznie związać można w podobny sposób jak to uczyniłem wyżej jakieś poważne konflikty militarne. 

Ja osobiście pocieszam się tym, że jeśli prawdą jest, co mówią niektórzy, że USA mają stać się samowystarczalne pod względem zaopatrzenia w surowce energetyczne do końca tej dekady, to jedną z konsekwencji może być to, że kraj ten przestanie pełnić kosztowną rolę policjanta w rejonie Bliskiego Wschodu skąd pochodzi dużą część globalnej produkcji ropy naftowej. To zaś może otworzyć wrota do konfliktu, który wciągnie i regionalne potęgi - marzące o odzyskaniu dawno utraconej imperialnej chwały narody Persów, Arabów i Turków - i lokalnych graczy - dążących do własnego państwa Kurdów, broniących sprawowanej władzy Alawitów, walczących o przetrwanie jazydów czy chrześcijan. Dodajmy do tego interesy największych mocarstw (USA, UE, Chiny, Indie, Rosja), konflikt pomiędzy sunnitami i szyitami, dorzućmy salafitów z ISIS, wsadźmy jeszcze Izrael z jego atomowym arsenałem i otrzymamy wybuchowy koktajl, którym nawet chyba nie trzeba specjalnie potrząsać by wybuchnął.

Dla nas to pocieszenie, bo tym razem może pokryzysowy konflikt nie wybuchnie w Europie Środkowej (bo ta przestała być pępkiem świata, którym była w przeszłości), ale gdzieś daleko, a my pełnić będziemy rolę Argentyny z czasów II Wojny Światowej (no tylko trzeba jeszcze jakoś okiełznać Rosję). 

I jeszcze jedno pocieszenie: przy dzisiejszej demografii konflikty militarne powinny wybuchać raczej w krajach południa, gdzie ciągle jeszcze jest dużo młodych ludzi, a nie w naszych okolicach, gdzie młodzieży, którą można by rzucać do szturmów na okopy przeciwnika, jest coraz mniej. 

Jeśli ktoś się interesuje taką tematyką, to może zacząć np. od teorii cykli hegemonicznych George'a Modelskiego

Dla nas tutaj prognozowanie wojen to poboczne zajęcie a interesować nas powinno raczej zarabianie pieniędzy. Na zakończenie więc przykład jak pieniądze zarabiać można również na wojnie. Poniżej 3 piękne zwiastuny gry The War of Mine wyprodukowanej przez warszawskie 11 Bit Studios:

 

 

 

 

Gra zadebiutowała na serwisie Steam niecałe 2 tygodnie temu zbierając świetne recenzje i trafiając raczej niespodziewanie od razu na drugie miejsce pod względem sprzedaży

Kurs akcji notowanej na rynku New Connect spółki zareagował stosownie potwierdzając tym samym starą mądrość, że wojna bywa dla niektórych świetnym interesem:

 


 

 

 


16:13, bialek.wojciech
Link Komentarze (257) »
środa, 19 listopada 2014

Na początku tego roku dług publiczny Polski spadł o 130 mld zł wskutek konfiskaty przez rząd połowy oszczędności emerytalnych zgromadzonych w OFE. Teoretycznie można było wtedy argumentować, że nic się wtedy istotnego nie wydarzyło: co prawda zniknęła część oszczędności obywateli, ale równocześnie o tą właśnie sumę spadł dług publiczny. Niestety od lutego do sierpnia dług publiczny wrócił na ścieżkę wzrostu zwiększając się w ciągu pół roku o 22 miliardów. Utrzymanie tego tempa w przyszłości oznaczałoby, że rządzące pokolenie "dzieci kwiatów (znanych również jako "baby boomers") ukształtowane przez dzieciństwo i młodość spędzone w ustroju komunistycznym ma zamiar bez skrupułów przepuścić owe 130 mld zł czyli całość zabranych młodszemu pokoleniu oszczędności emerytalnych w ciągu zaledwie 3 lat:

 

 

Po lipcu wyglądało to naprawdę fatalnie z najwyższym od 3 lat 12-miesięcznym deficytem budżetu (-42,6 mld zł) i niepewnością co do skali rozpoczętego wiosną spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego, gospodarczych skutków agresji Rosji wobec Ukrainy i wprowadzanych sankcji gospodarczych.

Tymczasem w ciągu następnych 3 miesięcy 12-miesięczne saldo budżetu rządu skurczyło się niespodziewanie do 30 mld zł czyli najniższego poziomu od 2 lat (to mniej niż 2 proc. PKB):

 

 

Przyczyną ten nagłej zmiany był najsilniejszy w okresie minionych przynajmniej 18 lat spadek dynamiki wydatków rządu. W ciągu minionych 3 miesięcy średnia zmiana roczna wydatków budżetu wyniosła -14,2 proc. przy analogicznej średniej dynamice przychodów na minimalnie dodatnim poziomie +0,4 proc. (realnie jest to więcej, ze względu na trwającą rekordową deflację):

 

 

Nie bardzo potrafię wytłumaczyć to nagłe naciśnięcie przez rząd fiskalnego hamulca. Chciałoby się wierzyć, że oto nadszedł moment opamiętania i od tej pory fiskalna odpowiedzialność wynikająca z międzypokoleniowej solidarności w sytuacji rozpoczynającego się kryzysu demograficznego stanie się normą prowadzonej w naszym kraju polityki. 

Niestety za rok mamy wybory do Sejmu i Senatu, a tak się składa, że w przeszłości, czy to wskutek zbiegu okoliczności (mniej prawdopodobne), czy też celowej manipulacji kolejnych rządów (bardziej prawdopodobne) skala wydatków budżetu zawsze rosła w okresie poprzedzającym kolejne wybory:

 

 

12-miesięczne wydatki budżetu urosły przed wyborami z października 2011 o 15,9 mld zł, przed wyborami z października 2007 o 16 mld zł, przed wyborami z września 2005 o 20,9 mld zł a przed wyborami z września 2001 o 2,1 mld zł. Z tego punktu widzenia rządząca w 2001 roku AWS zachowała się najbardziej przyzwoicie i ... sromotnie przegrała, chociaż odwrotne zachowanie SLD 4 lata później nie przyniosło mu sukcesu). 

Na podstawie tych doświadczeń można niestety obawiać się, że rząd przejdzie niebawem do "fiskalnej ofensywy" zwiększając w ciągu następnych 12 miesięcy wydatki o kilkanaście miliardów złotych, co nie pozwoli na zejście z wzrostowej ścieżki długu publicznego. 



12:16, bialek.wojciech
Link Komentarze (188) »
piątek, 14 listopada 2014

W czerwcu tego roku przedstawiłem w jednym z komentarzy ("Co dalej ze wzrostem gospodarczym?") narzędzie, które nazwałem wskaźnikiem "szerokości" wzrostu gospodarczego w krajach OECD. Oparte było na zachowaniu publikowanych co miesiąc przez OECD indeksów wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej (w wersji "amplitude adjusted"). Wartość wskaźnika to różnica liczby krajów, dla których CLI (Composite Leading Indicator) wzrósł w danym miesiącu i liczby krajów, dla których spadł.

Przez minione 5 miesięcy niewiele się tu zmieniło - wartość wskaźnika nadal utrzymuje się powyżej zera, co oznacza, że wśród krajów OECD nadal większa liczba wskaźników wyprzedzających rośnie niż spada. To sugeruje, że na horyzoncie - wskaźnik sięga średnio 9 miesięcy do przodu (przy niestety raczej niskim współczynniku korelacji z dynamiką PKB w Polsce na poziomie 0,49) - nie widać jakiegoś gospodarczego załamania w krajach rozwiniętych. Przykładowo w poprzednim cyklu wartość wskaźnika spadła poniżej zera w marcu 2011, o czym dowiedzielibyśmy się w maju 2011 (OECD publikuje te dane z 2-miesięcznym opóźnieniem). Co prawda szczyt cen akcji na GPW wypadł wtedy już  w kwietniu, ale do poważnego tąpnięcia doszło dopiero w sierpniu. Na przetrawienie tego sygnału ostrzegawczego były więc 3 miesiące. Cofając się do jeszcze poprzedniego cyklu spadek wskaźnika poniżej zera nastąpił w sierpniu 2007 o czym dowiedzielibyśmy się w październiku 2007, czyli w miesiącu, w którym WIG-20 (i S&P 500 ustanowił szczyt hossy (WIG zrobił to już w lipcu). Na razie podobnego sygnału ostrzegawczego brak.

Z drugiej strony nic w zachowaniu wskaźnika nie sugeruje nadciągającego w najbliższych miesiącach silnego ożywienia gospodarczego na świecie. 

 

 

Dziś chciałbym przedstawić nieco inną wersję tego wskaźnika, tym razem opartą na 12-miesięcznych ekstremów indeksów wskaźników wyprzedzających krajów OECD. Innymi słowa jego wartość jest różnicą pomiędzy liczbą CLI ustanawiających roczne maksima, a liczbą CLI spadających do rocznych minimów. 

 

 

Tutaj za cenę skrócenia obserwowanego horyzontu do 7 miesięcy, uzyskujemy wzrost do 0,54 wartości współczynnika korelacji z roczną dynamiką PKB w naszym kraju. Wniosek podobny jak przy poprzedniej wersji wskaźnika: nie widać nowej fali ożywienia na świecie, ale z drugiej strony obecne spowolnienie na razie nie powinno przekształcić się w jakieś poważniejsze załamanie. 


12:51, bialek.wojciech
Link Komentarze (87) »
czwartek, 06 listopada 2014

W ciągu ostatnich kilkunastu sesji S&P 500 przeszedł w nigdy wcześniej nie obserwowanym tempie z półrocznego minimum na nowy szczyt. Zajęło mu to 13 sesji, co można porównać z wcześniejszym rekordowym tempem 23 sesji zanotowanym w październiku-listopadzie 1999. Dając S&P 500 30 sesji na wykonanie podobnej wolty otrzymujemy dodatkowe sygnały na początku sierpnia 1951, na początku lutego 1992 oraz w połowie listopada 2005. W każdym z tych przypadków tego typu zachowanie S&P poprzedzało dalsze wzrosty cen akcji, chociaż te po sygnale z listopada 1999 trwały jedynie 4 miesiące.

Takie zachowanie amerykańskiego rynku akcji można uznać za zgodne z wnioskiem wysnutym 5 tygodni temu na podstawie analizy pozycji Wall Street w ramach cyklu prezydenckiego (Coraz mniejsze szanse na silny spadek na Wall Street). 

Równocześnie z odbiciem cen akcji w górę doszło do dalszego osłabienie na rynku surowców. Umacniał się również nadal dolar. To z kolei można uznać za zgodne z wnioskami wyciągniętymi na podstawie oceny obecnej pozycji rynków w ramach cyklu Kuznetsa ("Dollar Index na 4-letnim maksimum"). 

Proponuje jednak ostatnie 4-letnie dołki cen metali szlachetnych potraktować jako pretekst do przyjrzenia się powstałej sytuacji i podjęcia próby oceny krótkoterminowych perspektyw tego segmentu rynku. W szczególności interesować mnie będzie problem wyznaczenia terminu kulminacji obecnego trendu spadkowego cen surowców (i zapewne wzrostowego dolara). 

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że na srebrze w okresie minionego pokolenia 3 z 4 podobnych do obecnej sytuacji - cena na 4-letnim dołku - okazało się bardzo dobrymi momentami do zajęcia długiej pozycji na następne przynajmniej kilka miesięcy:

 


 

Zwykle takie sygnały traktuję jako pretekst do stworzenia projekcji zachowania kursu w przyszłości, ale teraz ograniczę się do swobodnej wariacji na temat tych sygnałów przedstawionej poniżej:

 

 

Powyższa interpretacja zostawia trochę więcej swobody przy wyznaczaniu oczekiwanego terminu końca wyprzedaży - raz spadek po podobnym do obecnego wybiciu jest dłuższy i głębszy, raz krótszy i płytszy, ale generalnie wszystkie zaznaczone strzałkami sytuacje wydają się być podobne do siebie nawzajem i do tego co się na rynku srebra dzieje obecnie. 

Podobną historyczną analogię - chociaż tylko jedną - chciałbym zaproponować dla złota:

 

 

Na zbliżeniu ta analogia z majem 1999 wygląda tak:

 

  

Gdyby złoto nadal poruszało się w miarę zgodnie z przedstawionym schematem, to najniższy poziom powinien zostać ustanowiony gdzieś w lutym (w okolicach poziomu 1070 dolarów) a potem czekałby złoto szybki ruch w górę (nietrwały dla dynamiczny). Oczywiście tę analogię z majem 1999 traktuję oportunistycznie - pozycja rynku w cyklu Kuznetsa raczej nie pozwala szukać w najbliższym czasie dołka innego niż lokalny.

 

Można to porównać z uzyskaną na podstawie cyklu Kuznetsa i 4-letnich maksimów Dollar Index z lat 1981 i 1997 projekcją dla tego indeksu amerykańskiej waluty:


 

Co prawda dolar umacnia się w trochę szybszym tempie niż to sugerowane przez projekcję, ale jeśli chodzi o czas, to uformowania szczytu na dolarze można się na tej podstawie spodziewać za mniej więcej 1,5-2 miesiące, czyli powiedzmy pomiędzy Bożym Narodzeniem a Trzech Króli. Zgodnie z projekcją późniejsza korekta spadkowa powinna trwać ok. 3 miesiące, czyli objąć generalnie pierwszy kwartał 2015 roku.

 

Spadające ceny surowców (ropa też w tym tygodniu znalazła się na 3-letnim dołku) i umacniający się dolar to środowisko sprzyjające wzrostowi kursu USD/RUB. Tak jak obecnie rubel osłabiał się w przeszłości na początku lat 90-tych gdy rozpadał się ZSRR, w latach 1998-99, gdy zbankrutowała Rosja oraz w latach 2008-2009 podczas ostatniego globalnego kryzysu deflacyjnego:

 


 

Pominąłem przypadek z początku lat 90-tych i uśredniając ścieżki z lat 1998-1999 i 2008-2009 stworzyłem "projekcję" dla USD/RUB. Pominąłem tu zupełnie kwestię możliwego do osiągnięcia poziomu, bo przypadki z lat 1998-1999 i 2008-2009 są mało porównywalne, interesowała mnie natomiast sama czasowa dynamika ruchu:

 

 

Projekcja ta szczytuje za mniej więcej 3 miesiące, co sugeruje osiągnięcie lokalnego apogeum paniki na rosyjskim rynku finansowym w okolicach lutego przyszłego roku. 

 

Uzyskane różnymi metodami daty - od końca grudnia do lutego - kojarzą mi się z oczekiwanym terminem następnego dołka na rynku akcji w ramach cyklu 40-tygodniowego. Przy poniższej interpretacji tego cyklu dla WIG-u następnego ważnego minimum cen akcji należy się spodziewać w okolicach 8 stycznia. Wydaje się, że zbiegnięcie się takiego dołka WIG-u z apogeum globalnego trendu deflacyjnego - który w końcówce może przyjąć na niektórych rynkach "wschodzących" paniczną postać - jest prawdopodobne.

 


 


 


19:09, bialek.wojciech
Link Komentarze (425) »
czwartek, 30 października 2014

We wrześniu stopa bezrobocia w naszym kraju spadła. W okresach słabszej koniunktury gospodarczej, w trakcie których stopa bezrobocia ma tendencję wzrostową, jej sezonowa zwyżka zwykle zaczyna się już we wrześniu. Tak było ostatnio w latach 2009-2013 a wcześniej w okresie 1999-2003. W okresach lepszej koniunktury stopa bezrobocia zazwyczaj we wrześniu jeszcze spada tak jak to było w latach 2003-2008 czy 1994-1997. Z tego punktu widzenia wrześniowy spadek stopy bezrobocia do poziomu 11,5 proc. można uznać za pozytywne świadectwo na temat panującej koniunktury gospodarczej. 


 


 

Wrześniowe 11,5 proc. na stopie bezrobocia to poziom 4-letniego dołka tego wskaźnika. W obu poprzednich cyklach stopy bezrobocia w naszym kraju (związanych z cyklem Juglara) taki sygnał - 4-letni dołek na stopie bezrobocia - pojawiał się po raz pierwszy odpowiednio w 1996 i 2005 roku:


 

 

Również w latach 1996 i 2005 pojawił się inny sygnał, z którym mamy obecnie do czynienia - spadek wysokości stopy bezrobocia o ponad 2,8 pkt. proc. w stosunku do cyklicznego szczytu (w obecnym cyklu wypadł w lutym 2013 na poziomie 14,4 proc.):

 

 

Można przyjrzeć się również dynamice stopy bezrobocia. W ciągu minionego roku stopa spadła o 1,5 pkt. proc. W poprzednich cyklach na rynku pracy podobny sygnał pojawiał się po raz pierwszy w 1995 roku i 2006 roku:

 

 

To samo dla 1,5-rocznej dynamiki (wynosi obecnie -2,8 pkt. proc.) daje sygnały w 1997 i 2005 roku. 

 

 

Porównując uzyskane daty pojawiania się podobnych do obecnych sygnałów - w latach 90-tych to kolejno 1994, 1996, 1996, 1995 i 1997, a w poprzedniej dekadzie kolejno 2003, 2005, 2005, 2006 i 2005 - możemy dojść do ogólnego wniosku, że jeśli uwzględniać stopę bezrobocia obecna sytuacja przypomina tę z okolic 1996 i okolic 2005 roku.

Oczywiście z punktu widzenia prognozowania na przykład zachowania rynku akcji określenia "okolice 1996" czy "okolice 2005" nie są zbyt użyteczne. Podjąłem jednak próbę zsynchronizowania zachowania WIG-u w obecnym cyklu stopy bezrobocia (cyklu Juglara) z tym co działo się w cyklach poprzednich. 

W obecnym cyklu stopa bezrobocia osiągnęła szczyt w lutym 2013. W poprzednim cyklu podobny szczyt wypadł dokładnie dekadę wcześniej czyli w lutym 2003. To sugerowałoby, że cykl stopy bezrobocia jest tożsamy z cyklem dekadowym, ale to oczywiście byłaby nieprawda. Na przykład w jeszcze wcześniejszym cyklu stopa bezrobocia osiągnęła maksimum w lipcu 1994. 

Dysponując tymi trzema datami jako punktami orientacyjnymi szukałem najwyższych współczynników korelacji pomiędzy zachowaniem WIG-u wokół marca 2013 a tym obserwowanym wokół marca 2003 i wokół lipca 1994. Jak się okazało synchronizacja obecnego cyklu na WIG-u z tym z lat 2000-nych wymagała korekcyjnego przesunięcia o jedynie 20 sesji (1 miesiąc). Zgodnie z tą analogią mamy obecnie na WIG-u odpowiednik września 2004:


 

Synchronizacja obecnej dekady z latami 90-tymi wymagała dokonania większego przesunięcia w stosunku do punktów odniesienia wyznaczanych przez maksima stopy bezrobocia. Z tego punktu widzenia momentem z historii odpowiadającym obecnej sytuacji okazał się kwiecień 1995, chociaż to porównanie obecnej sytuacji z pionierskim okresem GPW jest wyjątkowo mało wiarygodne:



 

Trzeba wyraźnie podkreślić, że to raczej zabawa historią, ale dla porządku porównanie ostatniego zachowania WIG-u z uśrednieniem obu przedstawionych wyżej historycznych ścieżek WIG-u z dwu poprzednich cykli Juglara:

 

 

Stopa bezrobocia jest wskaźnikiem doskonale nadającym się do śledzenia przebiegu pozycji gospodarki w ramach cyklu Juglara, który jest cyklem inwestycji w nowe środki trwałe (tak jak cykl Kitchina jest cyklem wykorzystania istniejących środków trwałych). Decyduje o tym  wysoka korelacja (na poziomie 0,79) pomiędzy dynamiką nakładów brutto na środki trwałe a zmianami stopy bezrobocia:

 

 

Wyniki sondaży na temat perspektyw zatrudnienia przeprowadzane wśród polskich przedsiębiorstw z różnych segmentów gospodarki rysują obraz najbardziej zbliżony do tego z okolic 2005 roku, kiedy do następnego minimum stopy bezrobocia mieliśmy jeszcze 3 lata (a do istotnego szczytu hossy na rynku akcji 2 lata):

 

 


 

Oprócz zmian stopy bezrobocia z dynamiką inwestycji koreluje silnie (0,84) również inny parametr - dynamika kredytu dla przedsiębiorstw:

 

 

Co ciekawe to dynamika inwestycji wyprzedza dynamikę kredytu o średnio 9 miesięcy, więc obecne pozytywne zachowanie stopy bezrobocia można traktować jako zapowiedź przyspieszenia dynamiki kredytu dla przedsiębiorstw w okresie następnych 3 kwartałów. 

18:36, bialek.wojciech
Link Komentarze (324) »
czwartek, 23 października 2014

Amerykański rynek akcji być może uwzględnił część argumentów zawartych we wpisie sprzed tygodnia, bo w trakcie kilku ostatnich sesji wykonał  zwrot w stylu, którego nie widzieliśmy od drugiej połowy 2011 roku

To odbicie w górę zmniejszyło po części złe wrażenie wywołane przez fakt, że pomiędzy 9-tą a 14-tą sesją września mieliśmy do czynienia z najsłabszym startem optymalnej fazy cyklu prezydenckiego od 80 lat (od 21 cykli).  Nawet teraz po tym odbiciu (i środowym spadku) -2,3 proc. strata od końca września to jeden z 3 najgorszych wyników (od 1934 roku).

 

 

Pierwsze 16 sesji optymalnej dla cen akcji fazy cyklu  prezydenckiego (czyli pierwsze 16 sesji października drugiego roku po wyborach prezydenckich w USA) były gorsze jedynie w 1978 roku (-4,3 proc.) i 1962 roku (-2,3 proc.). Ścieżki indeksu w tych dwu cyklach o równie słabych co obecnie początkach widać na poniższym obrazku:

 


 

Pan sajetann zwrócił mi dziś uwagę na poniższy fragment najnowszego raportu firm Markit omawiającego październikowy Flash PMI, który nieco psuje ten ogólnie optymistyczny obraz:


"Manufacturers indicated an accumulation of post-production stocks for the fourth month running in October, although the rate of growth was only marginal. Meanwhile, pre-production inventory levels rose at the sharpest pace in the seven-and-a-half year survey history, which firms linked to a combination of increased purchasing activity and slower-than-expected output growth in October." 

 

Zainteresowany postanowiłem sprawdzić jak to wygląda w raportach ISM Manufacturing. Zawsze traktowałem składową Consumer's Inventories jako wskaźnik wyprzedzający (średnio o 3 miesiące) zachowanie głównego wskaźnika koniunktury w przemyśle przetwórczym USA. Ponieważ ten subindeks jest odwrotnie skorelowany z ISM Manufacturing:


 

... to za zagrażającą przyszłej koniunkturze uznać można sytuację, w której bieżący PMI jest bardzo wysoko, ale równocześnie do wysokich poziomów rosną zapasy klientów - za chwilę klienci - o czym ankietowani zaopatrzeniowcy jeszcze nie widzą - ograniczą z powodu przepełnionych magazynów zamówienia. Takie momenty powinny być sygnalizowane przez wysokie wartości sumy PMI i Consumers' Inventories. I rzeczywiście w sierpniu wskaźnik ten osiągnął najwyższą wartość od 1997 roku, czyli od momentu, kiedy dostępne są wartość składowej Consumers' Inventories.


 

 

Jeśli ustawić alarm na poziomie 104,5 pkt., to okazuje się, że w przeszłości byłby uruchamiany po czerwcu 1997 (2 miesiące później zaczęło się załamanie związane z kryzysem azjatyckim), po listopadzie 1999 (3 miesiące później zaczął się krach na rynku Nasdaq), po lutym 2007 (4 miesiące później rozpoczęła się bessa związana z późniejszym globalnym kryzysem na rynku kredytowym) i po styczniu 2011 (2 miesiące później rozpoczął się spadek związany - głównie - z kryzysem strefy euro). 

Brzmi to dosyć niepokojąco, ale z wyskakiwaniem przez okno chyba nie ma się co spieszyć, bo porównanie tych dat z optymalnymi momentami na sprzedaż S&P 500 sugeruje, że kolejny tego typu dobry moment do sprzedaży wypadnie za 5 do 12 tygodni:

 


 

 

Oczywiście, jeśli się odrzuci - jak ja to zrobiłem - analogię z latami 2000 i 2007, to podobieństw do obecnej sytuacji trzeba raczej szukać z przypadkami z 1997 i 2011 roku. 


19:39, bialek.wojciech
Link Komentarze (181) »
czwartek, 16 października 2014

S&P 500, który jeszcze miesiąc temu ustanawiał historyczne rekordy, zamknął się w środę najniżej od pół roku. Nie spodziewałem się takiego rozwoju wydarzeń i miałem po temu oczywiście dobre powody: w okresie minionych 86 lat (dysponuję historią dziennych danych S&P 500 od 1928 roku) taka sztuczka udała się S&P wcześniej tylko jeden jedyny raz. Stało się to 7 marca 1966 roku, kiedy to indeks, który jeszcze 9 lutego 1966 ustanawiał kolejny historyczny szczyt, spadł do najniższego poziomu od pół roku.

 

 

Z jednego precedensu nie należy pewnie wyciągać zbyt daleko idących wniosków, ale dla porządku wypada zauważyć, że po ówczesnym sygnale S&P 500 odbił się w trakcie 2 kolejnych sesji, później spadał do 15 marca 1966, następnie rósł przez 5 tygodni do 2-miesięcznego maksimum, po czym wznowił spadki, które kulminowały w październiku 1966 roku, na poziomie, który odniesiony do dzisiejszych realiów, odpowiadałby mniej więcej ruchowi powrotnemu indeksu do szczytów z 2000 i 2007 roku (1527-1565 pkt.). Powtórka takiego scenariusza obecnie wyglądałaby tak:

 

 

Poluzujmy teraz nieco kryteria by znaleźć więcej sytuacji podobnych do obecnej. Na poniższym rysunku zaznaczone zostały momenty, w których S&P 500 spada do półrocznego dołka - tak jak obecnie - po tym jak w ciągu poprzednich 8 miesięcy ustanawiał 2-letnie maksimum. W okresie minionego pokolenia takich sytuacji znajdziemy kilkanaście:

 

 

Narzucające się pytanie brzmi, czy obecna sytuacja jest podobna do tej ze stycznia 2008 lub października 2000 (czerwone strzałki na powyższym wykresie).

Odpowiedź na powyższe pytanie jest dosyć zdecydowanie negatywna (pomimo tego, że byłoby to zgodne z cyklem 6,(66)-letnim). Zarówno bessa z lat 2000-2002 jak i ta z lat 2007-2009 poprzedzone były klasycznymi objawami przegrzania koniunktury gospodarczej czego objawami była drożejąca ropa (roczna zmiana jej ceny przekraczająca 100 proc. i w 2000 i w 2008 roku), rosnące tempo inflacji w USA i podwyżki stóp FED (do 6,5 proc. w 2000 roku i 5,25 proc. w 2007 roku).

 

 

Oczywiście obecna sytuacja jest diametralnie odmienna - obecnego osłabienia nie poprzedzał żaden szok naftowy podobny do tych, które wystąpiły bezpośrednio przed 5-cioma z 6-ciu ostatnich recesji gospodarczych w USA (1974-75, 1980, 1990-91, 2001, 2008-09; wyjątkiem była recesja w 1982 roku).

Sprawdźmy, kiedy w przeszłości ropa była (tak jak obecnie) tańsza niż przed rokiem o przynajmniej 10 proc. (obecnie jest tańsza o 20 proc.). a S&P 500 notował półroczne minimum:

 

 

A to sygnały generowane, gdy S&P 500 spada do półrocznego dołka a cena ropy naftowej jest w okolicach swego 2-letniego minimum:

 

 

Sygnały z lat 1982 i 1998 można uprzywilejować z racji zbliżonej do obecnej domniemanej pozycji w ramach cyklu Kuznetsa i cyklu prezydenckiego, podobnie jak sygnał z 1994 roku z racji zbliżonej do obecnej pozycji w ramach  cyklu dekadowego (i prezydenckiego). Żaden z nich nie stanowi idealnej analogii do obecnej sytuacji, ale moim zdaniem stanowią znacznie lepszy wzorzec rozwoju wydarzeń w najbliższej przyszłości niż sygnały z 2000 i 2008 roku. Jeśli tak jest rzeczywiście, to możliwa skala dalszego spadku wartości S&P 500 spada do maksymalnie 10,1 proc. w ciągu najwyżej pół roku, zamiast 42-49 proc. w ciągu następnych 14-24 miesięcy.

19:33, bialek.wojciech
Link Komentarze (195) »
czwartek, 09 października 2014

W jednym z poprzednich wpisów wykorzystałem wrześniowy sygnał w postaci wyjścia Dollar Index na 4-letnie maksimum do stworzone analogii pomiędzy obecną sytuacją na rynku surowców a tym co działo się wokół podobnych sygnałów na dolarze z maja 1981 i kwietnia 1997. "Od zawsze" wyobrażałem sobie, że tak jak umocnienie dolara z pierwszej połowy lat 80-tych związane było z bankructwem Meksyku z sierpnia 1982 (a nieco wcześniej bankructwem PRL), a umocnienie dolara z drugiej połowy lat 90-tych z bankructwem Rosji z sierpnia 1998 (z dokładką w postaci upadku LTCM 2 miesiące później), tak i w obecnym cyklu Kuznetsa umocnieniu dolara towarzyszyć będzie jakieś spektakularne bankructwo a przynajmniej widowiskowy kryzys finansowy w krajów gabarytów Meksyku czy Rosji.

Meksyk zbankrutował w sierpniu 1982 w 15 miesięcy po wyjściu Dollar Index na 4-letni szczyt, a Rosja zbankrutowała w sierpniu 1998 w 16 miesięcy po podobnym sygnale. Teraz wyjście Dollar Idndex na 4-letni szczyt nastąpiło we wrześniu tego roku, a więc obecnie odpowiednika bankructw Meksyku i Rosji należałoby szukać gdzieś w okolicach przełomu 2015 i 2016 roku.

"Od zawsze" wyobrażałem sobie, że w obecnym cyklu Kuznetsa bańką, której pęknięcie będzie towarzyszyć (zarówno jako przyczyna jak i skutek) wejściu dolara w fazę silnego umocnienia będzie gigantyczna bańka inwestycyjna w Chinach, a kryzys ten żartobliwie określałem mianem Chinagedonu.

 

 

Teraz gdy dysponujemy już w miarę jednoznacznym sygnałem, który pozwala synchronizować obecny cykl Kuznetsa ze swoimi dwoma poprzednikami proponuję podobne do tego sprzed 2 tygodni ćwiczenie przeprowadzić tym razem dla tych indeksów rynków akcji, których dostępna historia sięga początku lat 80-tych. Wybrałem indeksy giełd w Niemczech, Francji, Włoszech, Wielkiej Brytanii, USA, Kanadzie, Australii, Japonii, Korei Południowej i Hongkongu. Na poniższym rysunku przedstawiono projekcje ścieżek 10 indeksów giełdowych uzyskane poprzez uśrednienie zachowania tych indeksów wokół sygnałów z maja 1981 i kwietnia 1997:

 

 

Jak - mam nadzieję - widać te 10 indeksów można na podstawie ich uśrednionego zachowania po dwu poprzednich sygnałach podzielić na dwie grupy. W pierwszej są giełdy w Niemczech, Francji, Włoszech, Wielkiej Brytanii i USA, gdzie w ciągu 4 lat po sygnale zyski zdecydowanie przekraczały możliwe do zaliczenia po drodze straty (w rok po sygnale przynajmniej kilkunastoprocentowy zysk, w 3 lata po sygnale przynajmniej 50 proc. zysk). W drugiej grupie mamy Hongkong, Koreę Południową, Japonię, Australię i Kanadę, gdzie w 1,5 roku po sygnale w każdym przypadku pojawiała się przynajmniej kilkunastoprocentowa strata.

Jako ilustrację zachowania indeksu z tej pierwszej grupy wokół 4-letniego maksimum Dollar Index ustanawianego po dłuższym okresie słabości amerykańskiej waluty niech posłuży niemiecki DAX:

 

 

Na drugim biegunie znajduje się najsłabszy reprezentant tej drugiej grupy krajów czyli rynek akcji w Hongkongu:

 

 

 

W sumie uzyskane rezultaty nie powinny specjalnie dziwić: umocnienie dolara to zjawisko korzystne dla europejskich eksporterów, które równocześnie ogranicza konkurencyjność Hongkongu, którego waluta od 1983 roku związana jest stałym kursem z dolarem amerykańskim.

Z przedstawionej analogii dla Hang Senga wynika, że 12-17 miesięczna bessa, która zmniejszy wartość indeksu o 60-62 proc. powinna rozpocząć się za 1-3 miesiące.

To ciekawy wniosek, bo już 1,5 roku temu dokonując podobnej synchronizacji Hang Senga na podstawie zachowania kursu USD/JPY uzyskałem sugestie, że początek następnego tąpnięcia na tym indeksie powinien nastąpić w okolicach okresu wyznaczanego przez takie daty jak marzec 2014, sierpień 2014, styczeń 2015 i lipiec 2015.

 

 

 

Rozstrzał duży, ale po uśrednieniu tych 4 dat otrzymamy listopad tego roku, a więc podobny wniosek, co po uśrednieniu wskazań projekcji opartych na zachowaniu Dollar Index (szczyt za 1-3 miesiące, co daje grudzień tego roku).

Oczywiście nie jest jasne, na ile warunki w Azji są obecnie podobne do tych z 1997 czy 1981 roku, ale niewątpliwie powyższe obserwacje potwierdzają moją wcześniejszą intuicję, że Chiny czy szerzej Azja wydają się być obecnie rejonem podwyższonego ryzyka inwestycyjnego w najbliższym czasie.

Nie bardzo wiem jak pogodzić ten wniosek z generowanymi w ostatnich miesiącach w krajach BRIC pozytywnymi sygnałami, o których pisałem w lipcu i we wrześniu. W poprzednim cyklu CLI dla wszystkich 4 krajów BRIC zaczęły spadać równocześnie dopiero w lipcu 1997, o czym dowiedzieliśmy się 2 miesiące później. Hang Seng zrobił szczyt hossy w sierpniu 1997, skrachował w październiku 1997, Rosja  zbankrutowała w sierpniu 1998, a WIG zrobił dołek w październiku 1998. W 4 poprzednich cyklach przejście od pełnego optymizmu (CLI dla wszystkich 4 krajów BRIC rosną tak jak jeszcze w sierpniu tego roku) do pełnego pesymizmu (CLI dla wszystkich krajów BRIC spadają) zajmowało kolejno 13 miesięcy (lipiec 1999-sierpień 2000), 9 miesięcy (styczeń 2004-październk 2004), 5 miesięcy(sierpień 2007-styczeń 2008) i 17 miesięcy (grudzień 2009-maj 2011). W teorii więc w sytuacji takiej jak styczeń 2008 moglibyśmy się znaleźć już w styczniu 2015, choć na razie nie za bardzo się na to zanosi.

18:34, bialek.wojciech
Link Komentarze (317) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24