Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
piątek, 17 kwietnia 2015

Nie będę się dzisiaj rozpisywał, tylko nawiązując do jednego z wcześniejszych wpisów przedstawię moim zdaniem najbardziej adekwatną do obecnej sytuacji analogię historyczną dla DAX-a opartą na cyklu Kuznetsa:

 

 

Na razie DAX idzie "jak po sznurku" szlakiem wyznaczonym przez wzorzec z lat 1997-1998 ("kryzys rubla lipiec-październik 2014=kryzys azjatycki lipiec -październik 1997") i gdyby tak miało być nadal - to osłabienie z ostatnich dni należałoby zakwalifikować jeszcze jako korektę (mówiąc po elliottowsku 4-kę w sekwencji rozpoczętej w październiku ub. r.; 2-ka była w grudniu ub. r.), po zakończeniu której zwyżka DAX-a będzie kontynuowana do okolic lipca (DAX prawie 14000). 

Najciekawszy w tej analogii jest okres lipiec-październik, w którym DAX traci - przejściowo - jedną trzecią wartości. Wtedy - w 1998 roku - powodem było najpierw bankructwo Rosji, a potem pośrednio nim spowodowany upadek gigantycznego funduszu spekulacyjnego LTCM. Obecnie w roli Rosji sprzed 17 lat można ustawić Grecję - z pewnością niepowodzenie prowadzonych przez ten kraj negocjacji i jego bankructwo byłoby jako wydarzenie niespodziewane poważnym szokiem dla rynków.

 

Z pewnością innym kandydatem na przyczynę korekty mogłyby być oczekiwania, że FED zacznie podnosić stopy zaraz po wakacjach, ale tu doświadczenia minionych kilkunastu lat sugerują, że skala korekty - przynajmniej w USA - nie powinna być zbyt duża.

Innych dobrych pomysłów na wydarzenie, które w okolicach okresu lipiec-październik tego roku mogłoby spowodować na rynkach akcji przecenę porównywalną do tej z okresu lipiec-październik 1998 na razie nie mam. 

 


 


09:10, bialek.wojciech
Link Komentarze (27) »
czwartek, 09 kwietnia 2015

We wpisach sprzed dwóch miesięcy ("Pora na korektę na złotym?") i sprzed dwóch tygodni ("Cykl Kitchina na złotym - nowa projekcja") przedstawiałem argumenty za tym, że trwająca od czerwca ub. r. fala osłabienia złotego ma się ku końcowi. Na razie średni kurs euro i dolara względem złotego ustanowił dwa mniej więcej równorzędne szczyty w styczniu i marcu i w poprzedni piątek wyłamał się w dół z tej domniemanej formacji szczytowej. Tym samym złoty stał się najmocniejszy w tym roku.

Takie wyjście średniego kursu euro i dolara na przynajmniej 2-miesięczne minimum następujące w nie później niż 2 miesiące po ustanowieniu przynajmniej rocznego maksimum to interesujący sygnał. W ostatnich latach pojawiał się wcześniej 4-krotnie (2 kwietnia 2009, 14 lipca 2010, 18 stycznia 2012 i 6 sierpnia 2013):


 

 

Pierwsza z powyższych dat (2 kwietnia 2009) i data najnowszego sygnału (3 kwietnia 2015) odległe są od siebie o prawie dokładnie 6 lat, co sugeruje, że mamy tu do czynienia z cyklem 1,5 rocznym. W praktyce odległości pomiędzy tymi sygnałami oscylowały od ponad 15 do prawie 20 miesięcy.

Kusi mnie by tą cykliczność złotego utożsamić z podwójnym cyklem 40-tygodniowym (bo 1,5 roku, to ponad 78 tygodni, a więc prawie dwukrotność 40-tygodni), a zarazem połową średnio 40-miesięcznego cyklu Kitchina (1,5 roku to 18 miesięcy, a więc "prawie" połowa z 40 miesięcy), ale na razie nie jestem pewien, czy to nie jest naciąganie rzeczywistości do potrzeb. 

Niezależnie od tych spekulacji 4 ostatnie sygnały były bardzo znaczące dla złotego. W każdym z nich złoty umacniał się przez następne ok. 10-11 miesięcy po sygnale. Na 218-tej sesji po sygnale (czyli niecałe 11 miesięcy później) średni kurs dolara i euro względem złotego był zawsze (to znaczy w każdym z tych 4 przypadków) niższy o przynajmniej 3,7 proc. niż w momencie generowania sygnału:


 

 

Oczywiście projekcja uzyskana przez uśrednienie tych 4 sygnałów musi być pozytywna dla złotego w horyzoncie następnego mniej więcej roku i sugeruje spadek średniego kursu obu walut o ok. 7 proc. w stosunku do poziomu ze środy:

  

 

 

Niestety wymowa sygnałów z lat 1995-2003 nie jest już tak jednoznaczna jak tych począwszy od 2004 roku, wiec otwarte pozostaje pytanie, czy doświadczenia z ostatnich lat pozostają w mocy, gdy rynek walutowy przestawił się od wiosny ub. r. na "tryb" mocnego dolara, a złoty nadal pozostaje walutą poruszającą się tak jak euro tyle że "bardziej". 

 


 

Co ciekawe całkowicie jednoznaczna jest wymowa takich generowanych przez rynek walutowy sygnałów powrotu "zagranicy" na polski rynek dla rynku akcji:

 


 

W każdym z tych 14 przypadków WIG był zawsze powyżej swego poziomu w momencie generowania sygnału w około 2,5 miesiące po sygnale, w około 3,5 miesiąca po sygnale (de facto był wtedy przynajmniej 10 proc. na plusie), pomiędzy 8 a 10-tym miesiącu po sygnale i w okolicach 13-tego miesiąca po sygnale. W okresie 10 miesięcy po tych sygnałach można było na WIG-u maksymalnie stracić 7 proc.

 

Prawdę mówiąc po większości z tych sygnałów WIG już nigdy później nie był niżej.

 

Na poniższym wykresie pominąłem ekstremalnie pozytywny dla akcji przypadek sygnału z 1993 roku:

 

 

Oczywiście przy takich parametrach projekcja WIG-u oparta o uśrednienie 13 ostatnich sygnałów (ten z 1993 roku litościwie pominąłem) musi wyglądać zaiste spektakularnie:

 

 

Tak mocna statystyka zachęca do kupna polskich akcji, ale gdyby szukać dziury w całym, to należałoby być może wskazać na fakt, że tym razem dewaluacyjny impuls na złotym, który  zawsze w przeszłości generował pozytywne stopy zwrotu na WIG-u rozegrał się przede wszystkim na dolarze, zaś euro pozostało relatywnie słabe i, gdy miesiąc temu złoty zaczął się umacniać, od razu zjechało do najniższego poziomu od 2011 roku. Umocnienie euro dałoby realne korzyści w dominującym w przypadku naszego kraju handlu ze strefą euro, o czym w obecnym przypadku raczej trudno mówić. W przypadku umocnienia dolara pozytywny wpływ na polski handel nie jest  już tak oczywisty.

Czynię te zastrzeżenia, bo wcześniej planowałem dziś pisać o tym, że przekraczające +27 pkt. proc. saldo optymistów i pesymistów w cotygodniowym sondażu INI Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych utrzymuje się już 10 tygodni z rzędu (teraz już 11-cie). W przeszłości równie długie serie silnego optymizmów krajowych inwestorów indywidualnych zdarzyły się jedynie 3-krotnie zawsze tuż przed wyraźnym spadkiem wartości WIG-u (21 listopada 2013 -9,3 proc. w 4 miesiącem, 24 stycznia 2013 -10 proc. w 3 miesiące i 29 marca 2012 -10,7 proc. w 3 miesiące). Muszę skonstatować skonfundowany, że obu tych sygnałów o sprzecznej - przynajmniej w 3-4 miesięcznym horyzoncie - wymowie uzgodnić się chyba nie da. 


18:57, bialek.wojciech
Link Komentarze (165) »
czwartek, 02 kwietnia 2015

Spadek marcowej wartości ISM Manufacturing do najniższego poziomu od sierpnia 2013 (51,5) sugeruje, że gwałtowne umocnienie dolara, do którego doszło od połowy ub. r. już wpływa negatywnie na koniunkturę w przemyśle USA. Bez wsparcia ze strony podwyżek stóp FED sama aprecjacja dolara nie powinna raczej być w stanie wywołać recesji w amerykańskiej gospodarce. A na swoim ostatnim posiedzeniu FED wyraźnie dał to zrozumienia, że w roku przedwyborczym raczej nie będzie miał zbyt wiele odwagi na agresywne schładzanie koniunktury (na tym oparta jest koncepcja "cyklu prezydenckiego"). Koniunktura zaś była do tej pory dobra o czym świadczy np. 12 z rzędu miesięcy ze wzrostem zatrudnienia poza rolnictwem o ponad 200 tysięcy osób. Ostatni raz taka sztuka udała się gospodarce amerykańskiej na początku 1995 roku. 

 

 

Jak widać taki sygnał nie był specjalnie groźny dla giełdy. Projekcja S&P 500 oparta na tych 5 sygnałach spada do poziomu 1955 pkt. gdzieś w połowie czerwca, po czym wznawia hossę i rośnie do poziomów przekraczających 3000 pkt. 

200 tysięcy miejsc pracy obecnie to jednak nie to samo co tyle samo nowych zatrudnionych 30 czy 50 lat temu. Zmodyfikujmy więc to kryterium do miesięcznego wzrostu zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w USA o przynajmniej 1,3 promila siły roboczej. Mamy teraz 2 możliwości: albo w piątek okaże się jednak to kryterium było spełnione 13-ty miesiąc z rzędu, albo też dobra passa zostanie przerwana (co zapowiada środowy ADP na poziomie 189 tysięcy). 

Oto sygnały, ścieżki S&P 500 wokół tych sygnałów i projekcja uzyskana poprzez uśrednienie tych ścieżek dla tego pierwszego przypadku (dobra koniunktura na rynku pracy utrzymuje się w marcu):

 


 

Dla porównania sygnały, ścieżki S&P 500 wokół sygnałów i projekcja wartości indeksu oparta na ich uśrednieniu w tym drugim przypadku (w marcu następuje wyraźne pogorszenie sytuacji na rynku pracy):

 

 

 

 

 

Jak widać wyraźnie z tego porównania, jeśli grające na giełdzie nowojorskiej komputery maja choć trochę rozumu, to na "złe" dane (spadek miesięcznego przyrostu zatrudnienia poniżej powiedzmy 204 tysięcy) powinny reagować wzrostami cen akcji. I odwrotnie jeśli dane z rynku pracy w marcu będą "dobre" (zatrudnienie nadal silnie wzrośnie), to wydaje się, że racjonalną reakcją rynku powinien być spadek cen akcji. 

Ta różnica pomiędzy obiema projekcjami - pierwszą opartą na sygnałach typu "seria przynajmniej 12 miesięcy silnego wzrostu zatrudnienia zostaje przerwana" i drugiej opartej na sygnałach typu "silny wzrost zatrudnienia trwa 13-ty miesiąc" - wynika w dużej mierze z tego, że w tym drugim przypadku sygnał pojawia się na początku października 1987 roku, a więc na parę dni przed słynnym ówczesnych krachem na Wall Street, który w jednej chwili zredukował ceny akcji o jedną trzecią.

1987 to też był rok przedwyborczy taki jak obecny, więc takie rzeczy się zdarzają, ale osobiście przypisuję wystąpieniu zdarzenia tej klasy prawdopodobieństwo jeszcze mniejsze niż 1/7 wynikająca z powyższej analizy historycznej. Lata 1985-1986, które przyniosły załamanie cen surowców podobne do tego z ostatniego okresu, można rzeczywiście porównywać do obecnych czasów. Tyle, że krach z października 1987 nadszedł dopiero w 15 miesięcy po tym jak ceny surowców zaczęły znowu rosnąć, w 14 miesięcy po dołku rentowności obligacji 10-letnich amerykańskich rządu i w 10 miesięcy po tym jak FED zaczął podnosić stopy procentowe.

Kiedy FED zacznie podnosić stopy nie wiemy - w marcu dał do zrozumienia, że później niż w czerwcu tego roku. Gdyby przyjąć, że styczniowe dołki Goldman Sachs Commodity Index i rentowności 10-latek okazały się ostateczne (a nie jest to przecież pewne), to wiosną 2016 po 14-15-miesięcznym wzroście cen surowców i rentowności obligacji analogia z 1987 rokiem mogłaby wyglądać atrakcyjnie. Na razie to podobieństwo wynikające z podobnego zachowania się rynku pracy wtedy i obecnie wydaje się być mylące. 

W jednym z tych 7 historycznych przypadków (1969) zachowania rynku pracy w USA równie dobrego jak ostatnio taki sygnał ostrzegał przed przegrzaniem koniunktury i nachodzącą recesją (1970). Ale znowu ówczesna recesja w gospodarce USA wywołana została wzrostem długoterminowych stóp procentowych będącego skutkiem ucieczki złota z USA, która w 1971 roku zmusiła ten kraj do ogłoszenia de facto bankructwa na wcześniejszych zobowiązaniach co do wymienialności dolara na złoto w oficjalnych transakcjach z innymi rządami i bankami centralnymi. Obecnie - sądząc po aprecjacji dolara - mamy do czynienia raczej  napływem kapitału do USA a rentowności tamtejszych obligacji przez cały ubiegły rok ponownie spadały. Więc i analogia historyczna z 1969 rokiem nie wydaje się trafna.

Jest jeszcze sygnał z końca 1965 roku, kiedy to przedłużanie się dobrej koniunktury na rynku pracy groziło stratami na rynku akcji rzędu 20 proc. W tym przypadku również schłodzenie koniunktury na rynku pracy "rozładowałoby" to zagrożenie płynące z przedstawionej "statystyki". 

W pozostałych 4 przypadkach nie pojawiają się spadki wartości S&P 500 o skali, która mogłaby w zasadniczy sposób zmieniać wcześniejsze oczekiwania kontynuacji hossy do okolic 2017 roku. 

Podsumowując: im gorzej (na rynku pracy w USA), tym lepiej (dla Wall Street). 

18:13, bialek.wojciech
Link Komentarze (83) »
czwartek, 26 marca 2015

W rok po poprzednim wpisie na temat cyklu Kitchina na polskiej walucie pora na uaktualnienie. Zachowanie średniego kursu euro i dolara amerykańskiego względem złotego na tle przedstawionej wtedy projekcji wygląda tak:

 

 

Gdyby tę projekcję traktować poważnie, to należałby dojść do wniosku, że w tym cyklu Kitchina (jego średnia długość to ok. 40 miesięcy) waluty najlepsze czasy miały już generalnie za sobą. 

Ponieważ minęliśmy już kolejny ewidentny szczyt złotego (dołek walut) ustanowiony w ramach cyklu Kitchina 6 czerwca 2014 roku:

 

 

... to można stworzyć nową projekcję zachowania średniego kursu dolara i euro w przyszłości uzyskaną przez uśrednienie ścieżek walut z 5 ostatnich cykli. Wygląda ona tak:

 

 

Gdyby tą nową projekcję traktować poważnie, to można by uznać, że coś co wygląda na rysowaną od stycznia formację "podwójnego szczytu" pojawia się "o czasie". Równocześnie jednak ostatnia fala osłabienia złotego - od czerwca do stycznia/marca - była słabsza od średniej z 5 poprzednich cykli, więc na podstawie powyższej projekcji nie można raczej stwierdzić, że złoty ma obecnie duży potencjał umocnienia.

Oczywiście przedstawiona projekcja reprezentuje jedynie pewną tendencję dominującą w okresie minionych 17 lat. Ta tendencja jest wypadkową zachowania złotego w obrębie 5 poprzednich cykli i nie ma żadnej gwarancji, że w obecnym cyklu złoty zachowa się zgodnie z historyczną średnią. Wystarczy popatrzeć na przebieg średniego kursu euro i dolara w trakcie tych 5 poprzednich historycznych cykli, by zobaczyć, że mocno się od siebie wzajemnie różniły (na czarno ścieżka średniego kursu walut od 6 czerwca ub. r.): 

 


16:08, bialek.wojciech
Link Komentarze (75) »
piątek, 20 marca 2015

FOMC najwyraźniej doszedł do podobnego wniosku, co ja przed tygodniem ("Dolar lekko przesadził") i nieco złagodził wymowę swego środowego komunikatu. Co prawda zniknęło z niego słowa "cierpliwość", ale w zamian obniżone zostały prognozowane ścieżki wzrostu gospodarczego i tempa inflacji, co rynki odebrały jako sygnał odsuwania się w czasie początku podwyżek stóp FED w stosunku do oczekiwanego wcześniej czerwcowego terminu. Dolar zareagował zgodnie z projekcjami przedstawionymi tydzień temu gwałtownym - choć skorygowanym w czwartek - osłabieniem, obligacji i akcje generalnie podrożały. 

Z punktu widzenia cyklu stóp FED obecna sytuacja jest podobna do tych z lat 1992-1994 i 2003-2004, kiedy oprocentowanie funduszy federalnych też tak jak teraz leżało na poziomie powojennych minimów i trwało oczekiwanie na pierwszą podwyżkę stóp. 

 

 

 

Do wywołania recesji i silnej bessy potrzeba generalnie inwersji stóp procentowych (sytuacji, w której stopy krótkoterminowe zaczną być wyższe niż długoterminowe), a do tego potrzebny byłby - "na oko" - wzrost stóp FED do przynajmniej 3 proc. Z obecnego poziomu stóp (0,25 proc.) wymagałoby to wzrostu o 2,75 pkt. proc. W latach 1994-1995 taki wzrost zajął 12 miesięcy i łącznie 7 podwyżek. W latach 2004-2005 wymagało to 15 miesięcy i 11 podwyżek. Na tej podstawie można by sądzić, że warunki do regularnej bessy i recesji gospodarczej powstaną najwcześniej w 4-5 kwartałów po pierwszej podwyżce stóp FED. W obecnych realiach oznacza to najprawdopodobniej najwcześniej drugą połowę 2016 roku. 

W praktyce w dwu ostatnich cyklach trwało to znacznie dłużej:

 


 

Można podejrzewać po środowym komunikacie, że FED podniesie stopy po raz pierwszy później niż w czerwcu, ale nadal nie wiemy, kiedy to nastąpi. Znamy tegoroczny kalendarz posiedzień FOMC więc proponuję zabawę w robienie projekcji dla S&P 500 zakładających kolejno pierwszą podwyżkę 

 

17 czerwca 2015:

 

 

29 lipca 2015:

 

 

17 września 2015:

 

 

28 października 2015:

 

 

16 grudnia 2015:

 


 

Z powyższego ćwiczenia płynie dosyć jednoznaczny wniosek: w dwu ostatnich cyklach - tym z lat 90-tych i tym z ubiegłej dekady - rozpoczęcie przez FED podnoszenia stóp nie groziło poważniejszym spadkiem cen akcji (raz -8,2 proc., raz -8,9 proc. z najwyższego poziomu osiągniętego przed pierwszą podwyżką). Z drugiej strony w obu przypadkach S&P 500 pozostawał relatywnie nisko jeszcze w 10 miesięcy po pierwszej podwyżce (grudzień 1994 i kwiecień 2005). W okresie od 5 miesięcy przed pierwszą podwyżką do 10 miesięcy po niej potencjał wzrostowy S&P 500 powinien być ograniczony (raczej do kilku niż kilkunastu procent) w stosunku do obecnych poziomów (tym bardziej im wcześniej FED zdecyduje się na rozpoczęcie podnoszenia stóp).

 

Wobec powyższego mogłoby się wydawać, że w ciągu najbliższych kilku kwartałów można - wykorzystując lokalne zwyżki na Wall Street - dokonać częściowe realokacji aktywów z amerykańskiego rynku akcji na inne, które w tym czasie będą rokować wyższe stopy zwrotu. 

Z drugiej strony należy dobrze przemyśleć takie ruchy. Powyższe rozważania sugerują, że potencjał spadkowy S&P 500 jest w okolicach pierwszej podwyżki stóp ograniczony. Nie wiemy, czy podobnie jest w przypadku np. "rynków wschodzących", które - tak jak w latach 1994-95 - mogą reagować na początek zaostrzania polityki pieniężnej przez FED znacznie bardziej histerycznie

13:13, bialek.wojciech
Link Komentarze (171) »
piątek, 13 marca 2015

Moja styczniowa próba wyznaczenia momentu i poziomu lokalnego końca trwającej od maja fali spadku EUR/USD zakończyła się konkluzją wskazującą "poziomy niższe niż 1,11 jako miejsce, gdzie warto podjąć ryzyko". W styczniu EUR/USD spadł poniżej 1,11 schodząc poniżej najniższego poziomu (1,074) sugerowanego przed dwoma miesiącami przez najsłabszą z przedstawionych wówczas projekcji. Pora więc jeszcze raz przyjrzeć się kursowi EUR/USD. 

Gdy w maju ub. r. euro rozpoczynało trwający do mijającego tygodnia dynamiczny zjazd w dół wprowadzenie przez ECB europejskiej wersji przećwiczonego wcześniej w Japonii i USA programu „poluzowania ilościowego” można było traktować w kategoriach przyjmowanej często sceptycznie pogłoski. W poniedziałek  - po 10 miesiącach prawie nieustającego spadku kursu EUR/USD – ECB rozpoczął zapowiedziany w styczniu skup aktywów. W kategoria powiedzenia „kupuj pogłoski, sprzedawaj fakty” można to potraktować kontrariańsko jako sugestię bliskości momentu zmiany trendu.

Należy oczywiście pamiętać, że szukam tu raczej lokalnego maksimum dolara, bo cały czas za nadrzędny paradygmat uznaję ten związany z cyklem Kuznetsa

W okresie minionego pokolenia podobną do obecnej z ponad 20 proc. przeceną EUR/USD w ciągu roku (oczywiście przed 2000 rokiem mowa tu o kursie ECU) mieliśmy do czynienia wcześniej jedynie 4-krotnie:


 

3 z tych sygnałów pojawiły się z praktycznego punktu widzenia tu przed zmianą trendu. W październiku 2000 wyprzedzenie w stosunku do dołka EUR/USD wyniosło 9 sesji, w lipcu 1993 sygnał pojawił się dokładnie w dołku a w lutym 1985 – 4 sesje przed dołkiem. W każdym z tych 3 przypadków zmiana trendu była długotrwała i trwała przynajmniej 2 lata.  Po sygnałach z 1985 i 2000 roku dolar już nigdy później nie był droższy względem euro.

Jedynie raz – w maju 1981 roku – pojawienie się tak niskiej rocznej dynamiki EUR/USD nie poprzedziło bezpośrednio zmiany trendu – dolar umacniał się po takim sygnale jeszcze przez 3 miesiące, a spekulant, który wykorzystałby ten sygnał do sprzedaży dolarów, „wyszedłby na swoje” dopiero po 5 miesiącach.

 

 

Nie zmienia to faktu, że projekcja uzyskana przez uśrednienie zachowania EUR/USD po tych 4 historycznych precedensach rośnie dynamicznie o prawie 35 centów w ciągu 3 lat. Można być sceptycznym, czy i obecnie z czymś podobnym moglibyśmy mieć do czynienia, ale ta statystyka powinna skłaniać do ostrożności przy prognozowaniu dalszego umacniania się dolara.

 


 

Główną wadą tej koncepcji jest to, że obecnie raczej nie mamy do czynienia ze słabością euro, którą można by częściowo tłumaczyć poczynaniami ECB, ale z siłą amerykańskiego dolara odzyskaną po latach słabości podobnie jak to miało miejsce w drugiej połowie lat 90-tych czy pierwszej połowie lat 80-tych. W obu przypadkach ofiarami tak gwałtownego umocnienia dolara padały kraje zadłużone w dolarach i zależne od eksportu surowców (PRL i Meksyk w latach 1981-82, kraje Azji Południowo-Wschodniej i Rosja w latach 1997-1998). Na razie mieliśmy na przełomie tego i poprzedniego roku kryzys rosyjskiego rubla, ale nie mam przekonania, że to już był ten "fakt", który powinien zachęcać do sprzedawania dolarów. 

Dla porównania jednak podobna zabawa dla Dollar Index (gdyby ktoś marudził, że analiza zachowania kursu EUR/USD w okresie, kiedy strefa euro jeszcze nie istniała, nie ma sensu). Tu z podobnym do obserwowanego obecnie 20 proc. umocnieniem w ciągu roku mieliśmy też do czynienia jedynie 4-krotnie, tyle że sygnał z 1993 roku zastąpiony został sygnałem z 5 marca 2009 roku, który pojawił się na 2 sesji przed szczytem dolara.

 

 

Praktyczny wniosek jest taki sam jak w przypadku EUR/USD: na 75 proc. jest to "historycznie" dobry moment do sprzedaży dolarów, a w tych 25 proc., w których jednak dolary będą drożeć nadal można je będzie odkupić po obecnych cenach za 4-5 miesięcy. 

 

 

Jak widać na poniższym rysunku dolar lekko przesadził na ostatnich sesjach przestrzeliwując poziom wyznaczony przez szczyt projekcji uzyskanej przez uzyskanie 4 powyższych historycznych ścieżek:

 

 

Podsumowując: z czysto "historyczno-statystycznego" punktu widzenia obecny moment wydaje się względnie dobry do skrócenia długich pozycji w dolarze, chociaż wątpliwości budzi fakt, że na razie z szafy ciągle (poza rublem) nie wypadła żadna ofiara ostatniej rekordowej aprecjacji dolara (i spadku cen surowców). 

 

13:23, bialek.wojciech
Link Komentarze (161) »
środa, 04 marca 2015

Przepraszam, że znowu o DAX-ie (mam nadzieję, że tym razem ostatni raz przed dłuższą przerwą), ale indeks ten po raz kolejny zwrócił moją uwagę rosnąc w trakcie stycznia i lutego łącznie o 16,28 proc. Lepsze dla DAX-a pierwsze 2 miesiące roku zdarzyły się równo 40 lat temu na początku 1975 roku. Najwyraźniej przecenione euro i surowce oraz gwarancja niskich stóp procentowych w najbliższym czasie służy niemieckich spółkom. Pytanie tylko jak wiele z tego jest już w cenach po ostatnich wzrostach. Proponuję więc nieco obniżyć próg i sprawdzić, co w przeszłości działo się z cenami niemieckich akcji po tym, jak w styczniu i lutym rosły o przynajmniej 15 proc. W okresie minionych 55 lat taka sytuacja zdarzyły się wcześniej jedynie trzykrotnie  - 2012, 1975 i 1971 roku. 

 

 

Na poniższym obrazku widać ścieżki DAX-a wokół takich generowanych na koniec lutego sygnałów. W tych trzech historycznych przypadkach zwyżka była kontynuowana jeszcze przez następne - odpowiednio - 13, 25 i 28 sesji. Innymi słowy korekta rozpoczynała się albo w marcu (raz) albo w kwietniu (2 razy). Korekta trwała do - licząc od końca lutego - 49, 58 i 67 sesji, czyli do maja (2 razy)-czerwca (raz). Jej skala to -9,6 proc., -11,9 proc. i -16,6 proc. Później następowało odbicie trwające do - odpowiednio - 31 lipca, 4 sierpnia i 21 września. W dwóch przypadkach wynosiło ono indeks powyżej szczytu z marca-kwietnia, w jednym - nie. Brak zdolności do pokonania w lipcu-wrześniu poziomu wiosennego szczytu zapowiadał w 1971 roku kolejną falę słabości, która trwała do listopada i sprowadziła indeks do nowych dołków. W dwu pozostałych przypadkach (1975, 2012) wtórne dołki były wyżej niż te z maja-czerwca i wypadły odpowiednio 30 września 1975 i 16 listopada 2012. 

 

W każdym z tych 3 przypadków DAX był niecałe 3 miesiące później niżej o przynajmniej 4,4 proc. niż w momencie generowania sygnału (na koniec lutego), ale też za każdym razem w 14-15 miesięcy później był o przynajmniej +9,5 proc. na plusie. 

  

 

Projekcję utworzoną przez uśrednienie tych 3 historycznych ścieżek DAX-a widać na tle ostatniego zachowania indeksu na poniższym rysunku. Projekcja ta osiąga najbliższy szczyt za ponad 4 tygodnie na poziomie 11776 pkt. i spada przez ponad 2 miesiące do poziomu 10650 pkt. 

  

 

 

Gdyby do tej projekcji próbować dopasować jakąś historię z realnego świata, to sugerowany czerwcowy dołek można by uznać za apogeum emocji związanych z negocjacjami z nowym rządem Grecji (które jednak zakończą się jakimś wymęczonym w ostatniej chwili kompromisem). 

Uzyskaną powyżej projekcję dla DAX-a można porównać z tą przedstawioną tydzień temu: 

  

 

Obie projekcje łączy wzrost do kwietnia i wniosek, że ewentualne spadki w tym roku będą miały korekcyjny charaktery a DAX w przyszłym roku będzie wyżej niż w tym. Korekta powinna zakończyć się w okolicach poziomu 10650 (nowa projekcja) lub 11063 (ubiegłotygodniowa projekcja). Ubiegłotygodniowa projekcja szczytuje lokalnie w lipcu na poziomie 12860 pkt. czyli o ponad 1000 punktów wyżej niż ta dzisiejsza i robi to 3 miesiące później. Jak rozwiązać tę sprzeczność? No cóż, pewnie nie ma dobrego rozwiązania, ale jeśli DAX rzeczywiście będzie nadal rósł, to ktoś chcący bawić się w spekulacje na tym indeksie może w najbliższych tygodniach skacać pozycję na niemieckim rynku po ewentualnym osiągnięciu przez indeks górnych ćwiartek zakresów korekt sugerowanych przez obie projekcje (powyżej 11495 i powyżej 12411 odpowiednio). W przypadku obu projekcji sprzedaż powyżej tych poziomów daje szanse odkupienia DAX-a nieco niżej (-10,9 proc. niżej w październik według starszej projekcji i -7,3 proc. niżej w czerwcu według nowszej projekcji). 

15:47, bialek.wojciech
Link Komentarze (351) »
piątek, 27 lutego 2015

To co poniżej jest w dużej mierze kopią wpisu sprzed 4 tygodni ( "DAX i GSCI jak w 1985 i 1998 roku"), ale myślę, że dzisiejsze ujęcie pozwoli na stworzenie bardziej wiarygodnych projekcji. W poprzednim wpisie zaproponowałem synchronizację obecnej sytuacji na niemieckim rynku akcji i na rynku surowców z odpowiednikami z dwu poprzednich cykli Kuznetsa za pomocą sygnału generowanego w momencie, gdy Goldman Sachs Commodity Index wychodzi na 5,5-letnie minimum. Jakkolwiek ta metoda jest w miarę obiektywna, to jednak dziś proponuję "ręczną" synchronizację opartą na utożsamieniu dołków korekt na DAX-ie z października ub. r., października 1997 (kryzys azjatycki) i lipca 1984 (upadek Continental Illinois, największe w historii USA - do 2008 roku - bankructwo banku). Proszę samemu ocenić, czy uznanie tych 3 korekt za analogiczne - z punktu widzenia cyklu Kuznetsa - "ruchy powrotne" do przełamanych wieloletnich linii oporu, jest uprawnione:

 

 

Warto zwrócić uwagę, że tym dołkom DAX-a towarzyszyły wyłamania poniżej ważnych linii wsparcia na wykresach GSCI.

Oba podejścia dają nieco odmienne daty. Poprzednie ("5,5-letnie minimum GSCI") dało 16 stycznia 2015, 9 marca 1998 oraz 25 lutego 1985. Proponowana dziś metoda synchronizacji daje następujące daty: 15 października 2014, 28 października 1997 oraz 23 lipca 1984. W praktyce oznacza to uznanie ostatniego kryzysu rubla i kryzysu azjatyckiego w IV kw. 1997 (oraz banktuctwa Continental Illinois z 1984 roku) za zjawiska analogiczne. 

Tak wygląda porównanie ścieżek DAX i GSCI wokół tych dat:

 


 

... a tak DAX i GSCI ostatnio na tle projekcji uzyskanych przez uśrednienie zachowania obu indeksów z poprzednich dwu cyklu Kuznetsa:

 

 

 

 

Wnioski generalnie podobne do tych uzyskanych miesiąc temu (zanim banki centralne zaostrzą politykę pieniężną w stopniu zagrażającym rynkom akcji minie jeszcze ok. 2 lata), ale mam wrażenie, że przynajmniej z punktu widzenia rynku akcji dzisiejsza synchronizacja daje nieco lepsze wyobrażenie na temat tego, co DAX powinien robić w przyszłości. Na razie DAX porusza się ścieżką podobną do tej z początku 1998 roku i jeśli nie zwolni, to będzie można spekulować, że III kw. tego roku może przynieść podobną niespodziankę do tej z III kw. 1998 (kryzys rosyjski). Taki scenariusz uzasadniłby oczekiwania dołka cen surowców dopiero pod koniec roku. Ale w 1984 roku takiego korekcyjnego tąpnięcia nie było, czego skutkiem było między innymi to, że DAX przestał rosnąć już wiosną 1986 (czemu obecnie odpowiadałoby lato 2016), a więc 5 kwartałów wcześniej niż S&P 500. 

11:28, bialek.wojciech
Link Komentarze (56) »
piątek, 20 lutego 2015

Roczna dynamika PKB w naszym kraju w IV kw. ubiegłego roku została oszacowana na +3,1 proc. To jeden z dwóch najlepszych wyników w krajach UE (szybkiej rozwijały się pomiędzy IV kw. 2013 a IV kw. 2014 jedynie Węgry). Nie zmienia to faktu, że ostatni kwartał ub. r. był trzecim z rzędu, w którym dynamika PKB spadała (z +3,5 proc. w I kw. 2014). Temu łagodnemu spowolnieniu gospodarczemu towarzyszył spadek dynamiki wskaźników inflacji do  rekordowo niskich poziomów (CPI -1,3 proc. r/r, PPI -2,9 proc. r/r). Innymi słowy od I kw. ub. r. polska gospodarka znajdowała się w dezinflacyjnej fazie spowolnienia gospodarczego. 

 



 

W typowych warunkach ta faza podstawowego cyklu gospodarczego najbardziej sprzyja wzrostom cen obligacji skarbowych:

 



 

 

I tak rzeczywiście było w minionym roku, w którym w ślad za dynamiką wskaźników inflacji spadającą do rekordowo niskich poziomów podążyła rentowność krajowych obligacji (poruszająca się odwrotnie do ich cen):

 


 

Z przedstawionego powyżej schematu alokacji aktywów w ramach cyklu koniunkturalnego wynika, że po dezinflacyjnej fazie spowolnienia gospodarczego powinna nadejść dezinflacyjna faza ożywienia gospodarczego w typowych warunkach najbardziej sprzyjająca wzrostom cen akcji. 

W przeszłości najsilniejsza korelacja (ujemna) pomiędzy roczną dynamiką rentowności 10-letnich obligacji skarbowych polskiego rządu a roczną dynamiką WIG-u występowała przy średnio 10-miesięcznym wyprzedzeniu ze strony rynku obligacji. 

W obecnych realiach oznacza to, że spadek wysokości rynkowych stóp procentowych, który nastąpił w minionym roku powinien zacząć wpływać pozytywnie na rynek akcji począwszy od okolic końca marca tego roku (można to próbować wiązać z ewentualnym rozwiązaniem kwestii greckiej w najbliższym czasie). 

 

 

 

Osobiście "od zawsze" byłem zwolennikiem jesiennego terminu początku nowej cyklicznej hossy na rynku akcji, ale opisana zależność jest niewątpliwie argumentem za jej wcześniejszym rozpoczęciem. Oczywiście nie jest to argument rozstrzygający, bo ta zależność nie jest bardzo silna (współczynnik korelacji -0,375). 

Faktem jest, że ostatnia hossa na rynku krajowych obligacji skarbowych uczyniła je "na oko" trzykrotnie "droższymi" od akcji (2,3 proc. rentowność 10-latek vs. 6,9 proc. "earnings yield" - odwrotność P/E - dla WIG-u). Ze względu na QE rozpoczynane w marcu przez ECB  silny wzrost rentowności obligacji w Europie jest mało prawdopodobny, więc zmniejszenie tej rozbieżność powinno raczej nastąpić po stronie akcji. Jeśli zyski spółek pozostaną stabilne lub wzrosną podczas ewentualnego ożywienia takie dostosowanie musiałoby mieć postać hossy. Oczywiście napisałem "na oko", bo obecnie nie znamy przyszłych zysków spółek, ale niezależnie od tego obecna wysokość premii za ryzyko inwestowania na rynku akcji wydaje się przyzwoita. 

14:27, bialek.wojciech
Link Komentarze (91) »
piątek, 13 lutego 2015

W uproszczeniu na jeden średnio 40-miesięczny cykl Kitchina składają się 4 cykle 40-tygodniowe. 8 faz tych 4 cykli - 4 wzrostowe i 4 spadkowe - można - jak się bardzo chce - układać w elliottowski wzorek 1-2-3-4-5-A-B-C. Oczywiście nie zawsze jest łatwo jednoznacznie wyznaczyć dołki i szczyty cyklu. Często kwestia, które z np. dwóch równorzędnych maksimów czy minimów jest ekstremum danego cyklu, może budzić żywe dyskusje. Poniżej moja propozycja dla 4 poprzednich cykli 40-tygodniowy. Czerwone pionowe linie do szczytu cyklu, zielone - dołki.

 

 

Przerywane pionowe linie wyznaczają na powyższym rysunku orientacyjne daty (zielona - dołka, czerwona - szczytu) wyliczone na podstawie długości 4 poprzednich cykli. Jest to 8 stycznia 2015 (ostatnia niedziela) jako oczekiwany termin dołka cyklu 40-tygodniowego i 31 lipca 2015 jako oczekiwany termin kolejnego szczytu. 

Jednym z możliwych podejść jest porównywanie przebiegu danego cyklu 40-tygodniowego do tego 4 cykle wstecz. To powinno dawać fazę cyklu Kitchina odpowiadającą obecnej (na 1 Kitchi to 4 cykle 40-tygodniowe). W tym ujęciu obecnie mamy sytuację którą należy porównywać do tej z września 2011. Wtedy właśnie mijaliśmy dołek bessy, czekał nas jeszcze jego test w następnym dołku cyklu 40-tygodniowego (czerwiec 2012), a potem już hossa.

Nie jestem pewien czy takie podejście nie niesie ze sobą ryzyka obecnie. Poprzednia bessa zaczęła się od szybkiego tąpnięcia (kwiecień-wrzesień 2011) a kończyła długotrwałą konsolidacją (wrzesień 2011-czerwiec 2012). Reguła zmienności podpowiada, że teraz może być odwrotnie i rzeczywiście na razie bessa przyjmuje postać długotrwałej - usypiającej - konsolidacji. 

Zostawiając tę kwestię na razie na boku proponuję zająć się tematem prognozowania przebiegu danego cyklu 40-tygodniowego. Można to zrobić np. tworząc projekcję uzyskaną poprzez uśrednienie przebiegu 4 ostatnich cykli 40-tygodniowych (tworzących w sumie pełny cykl Kitchina).

Poniżej przedstawiłem dwie wersje tego podejścia. W pierwszym z nich projekcja jest tworzona przez uśrednienie ścieżek WIG-u zaczepionych w dołkach cyklu. Ponieważ ostatni "potwierdzony" dołek cyklu 40-tygodniowego na WIG-u wypadł w marcu ub. r., to projekcja ta  jest już dosyć "wiekowa" co zresztą widać w dużej różnicy pomiędzy jej obecnymi wskazaniami a rzeczywistą wartością WIG-u. Zgodnie z tą projekcją następny dołek cyklu już powinien być za nami. 

 


 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie ścieżek WIG-u poprowadzonych z 4 ostatnich szczytów indeksu w ramach tego cyklu jest młodsza od poprzedniej o pół roku (ostatni szczyt WIG-u był we wrześniu 2014, a dołek w marcu 2014), więc można ją traktować jako bardziej aktualną:

 


 

Od czasu identyfikacji wrześniowego maksimum WIG-u jako szczytu cyklu 40-tygodniowego faktyczny przebieg indeksy dosyć ładnie oplatał się wokół ścieżki tej projekcji. Osiąga ona minimum za 17 sesji, czyli na przełomie pierwszej i drugiej dekady marca na poziomie nieco niższym niż 50000 pkt. 

Oczywiście nie należy tego oszacowania traktować dosłownie. Raczej jako sugestię, że gdyby w okresie najbliższego miesiąca nasz rynek z jakiegoś powodu spadał (z powodu problemów w negocjacjach z Grecją, czy z innej przyczyny), to taki spadek będzie  dobrą okazją do zakupów polskich akcji na następne 4-6 miesięcy (obie projekcje sugerują następny szczyt WIG-u związany z cyklem 40-tygodniowym w okolicach lipca). 

12:33, bialek.wojciech
Link Komentarze (80) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26