Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Archiwum
|
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 22 lutego 2018

Projekcja dla S&P 500 przedstawiona ponad 2 tygodnie temu okazała się umiarkowanym sukcesem (w rzeczywistości odbicie w górę rozpoczęło się z 3-sesyjnym opóźnieniem z poziomu o 2,6 proc. niższego niż zakładany; na osi poziomej wykresu na poniższym obrazku mamy liczbę sesji). 

 

0SP500staraprojekcja

 

To odbicie dostarczyło jednak nowych informacji, które można próbować wykorzystać do stworzenia nowej projekcji zachowania indeksu. Zastosowanie następującego kryterium "S&P 500 nie później niż 4 miesiące po ustanowieniu przynajmniej 2-letniego szczytu spada najpierw w 9 sesji o przynajmniej 10 proc. a potem odbija w górę w 5 sesji o przynajmniej 4 proc." dało w okresie minionych dwóch pokoleń tylko 5 sygnałów: ten wygenerowany w poprzedni czwartek oraz 4 wcześniejsze z 2 listopada 1987, 8 września 1998, 15 sierpnia 2011 oraz 31 sierpnia 2015. 

 

1SP500sygnay104

 

Ścieżki po tych 4 historycznych sygnałach mają przynajmniej dwie wspólne cechy. Po pierwsze w każdym przypadku za 16 sesji zawsze są poniżej zamknięcia z minionej środy. Po drugie w mniej więcej 8 miesięcy po sygnale są zawsze wyżej. 

 

2SP500sygnay104ciezki

 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie tych 4 ścieżek robi dziś (czwartek) dołek, potem rośnie przez 7 sesji (czyli do początku marca), po czym spada przez 8 sesji (czyli do połowy marca), co prowadzi do swego rodzaju testu lutowego dołka. Po tym :straszeniu" na rynek powraca tendencja wzrostowa trwająca do września. 

 

3SP500sygnay104projekcja

 

Do powyższego nie należy podchodzić zbyt dosłownie, ale taki scenariusz wydaje mi się - przynajmniej w krótkoterminowej perspektywie - raczej prawdopodobny. 

W latach 1929-1946 też mieliśmy 4 takie sygnały, chociaż oczywiście adekwatność ówczesnej sytuacji do obecnych realiów jest wątpliwa.

 

4SP500sygnay104stare

 

Tu bardziej jednoznacznej krótkoterminowej tendencji nie widać, ale w każdym przypadku indeks jest wyżej po ok. 5 miesiącach. 

 

5SP500sygnay104ciekistare

 

Projekcja robi wtórny dołek już na początku marca, rośnie do lata 2018, a potem bessa ulega wznowieniu (ale oczywiście decydujący wpływ ma na to ścieżka indeksu po sygnale z 1929 roku). 

 

6SP500sygnay104projekcjastare

 

Podsumowując:  przyjęte powyżej kryterium wyszukiwania podobnych do obecnego epizodów historycznych na S&P 500 może być oczywiście kontrowersyjne, ale wynika z niego, że obecne odbicie w górę potrwa do początku marca (opieram się na wnioskach z doświadczeń z lat 1987-2015), w połowie marca S&P 500 będzie straszyć możliwością pogłębienia spadków, po czym sytuacja ulegnie uspokojenie i w ciągu następnych przynajmniej kilku miesięcy ceny akcji w USA wznowią wzrosty. 

13:50, bialek.wojciech
Link Komentarze (49) »
środa, 14 lutego 2018

Kilkanaście miesięcy temu zajmowałem się w tym miejscu tematem wpływu procesów demograficznych na ruchy kapitału. Skoncentrowałem się wtedy na "wskaźniku obciążenia demograficznego" ("total dependency ratio"), czyli ilorazie liczby osób w wieku przed- i poprodukcyjnym (czyli dzieci i starców) oraz liczby osób w wieku produkcyjnym (potencjalnej siły roboczej). Wniosek w uproszczeniu brzmiał tak: kapitał lubi kraje o niskiej wartości tego wskaźnika. Utrzymanie dzieci ("tysiąc szkół na tysiąclecie Państwa Polskiego") i starców (ZUS) kosztuje, więc im mniej ich jest w stosunku do osób potencjalnie produktywnych, tym niższe może być łączne obciążenie podatkowe danego społeczeństwa (co jest korzystne dla kapitału). Oczywiście kapitał musi (przepraszam za tę personalizację) rozpatrywać wiele czynników wpływających na atrakcyjność inwestycji w danym kraju, ale z pewnością mała liczba dzieci i wcześnie umierający starcy są dla niego dużym plusem. 

Jedną z obserwacji, którą wtedy poczyniłem, była konstatacja, że krajem, który ostatnio był światowym rekordzistą (wśród 30 największych, dla których dostępne były dane ONZ) pod względem niskiej wartości tego wskaźnika są Chiny. Wcześniej - w latach powiedzmy 1990-2000 (dostępne są dane w 5-letnich interwałach) takim krajem była Korea Południowa, a przed nią - w latach 1985-1990 - Japonia. Łatwo się domyślić, że stąd brała się ta cała gadanina o przenosinach centrum światowej gospodarki w rejon Pacyfiku. 

Japonia minęła swoje "optimum demograficzne" (patrząc z punktu widzenia kapitału szukającego taniego miejsca do inwestycji) w okolicach 1990 roku. Jeśli wierzyć prognozom demografów, to Chiny minęły analogiczne optimum w okolicach 2010 roku (nowszych "twardych" danych jeszcze nie ma). Na poniższym obrazku widać odwrotność wskaźnika obciążenia demograficznego (czyli liczbę osób w wieku produkcyjnym do liczby osób w wieku nieprodukcyjnym) dla Japonii i ChRL:

 

1chinyJaponiaTDRodr

 

Gdy dany kraj przestaje być optymalnym miejscem dla kapitału ten zaczyna z tego kraju odpływać i lokować się w innym miejscu. Jeśli ten odpływ kapitału stanie się gwałtowny dochodzi wtedy do pęknięcia utworzonej w czasach demograficznego optimum inwestycyjnej bańki. Tak stało się w Japonii w 1990 roku, która to data wyznaczyła początek 19-letniej  deflacyjnej bessy w tym kraju. Po tej dacie kapitał przeniósł się do krajów Azji Południowo-Wschodniej takich jak Korea Południowa ("Azjatyckie Tygrysy"). Gdy Chiny weszły w swoje "demograficzne optimum" kapitał porzucił region Azji Południowo-Wschodniej (czego efektem był "kryzys azjatycki" z lat 1997-98) i przeniósł się do Państwa Środka. 

W zeszłym roku porównywałem zachowanie cen akcji w Chinach do tego w Korei Południowej w okresie poprzedzających wybuch "kryzysu azjatyckiego" 20 lat temu (porównanie trochę naciągane, bo wziąłem do niego indeks peryferyjnego chińskiego rynku ChiNext). Tak ta analogia wygląda obecnie:

 

2ChinextKorea

 

Powiedziałbym, że nie falsyfikuje ona hipotezy Chinageddonu w latach 2018-2019 jako reakcji na trwające zaostrzenie polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej w USA. 

Dziś proponuję analogię cen akcji w Chinach (indeks Shanghai Composite) z japońskimi (Nikkei 225). Zastosowałem przesunięcie o 18 lat, które niewiele odbiega od 20-letniej odległości "demograficznych optimów" Japonii (1990) i ChRL (2010; przypominam, że dane i prognozy są publikowane co 5 lat). Z tego przesunięcia wynika, że rynek akcji w Chinach jest obecnie w takiej sytuacji jak rynek japoński w 2000 roku. 

 

3ShaghaiCompositeNikke

 

Oczywiście z tego, że Shanghai Composite Index od 10 lat nie potrafi pobić swego historycznego szczytu z 2007 roku podobnie jak japoński Nikkei 225 w 2000 roku nie był w stanie pobić swego historycznego szczytu z przełomu lat 1989/1990 nie wynika, że ścieżka cen akcji w Chinach będzie przez następne 3 lata przypominać tę japońską z lat 2000-2003. Ale też ten fakt nie świadczy o jakiejś poważnej sile chińskiej gospodarki w ostatnim czasie. 

Przy okazji w komentarzu sprzed kilkunastu miesięcy, znalazła się też obserwacja, że krajem, który obecnie zaczyna detronizować Chińską Republikę Ludową na pozycji lidera zestawienia krajów o najniższej wartości wskaźnika obciążenia demograficznego jest Iran. Można się zastanawiać jak globalny kapitał poradzi sobie z dogadaniem się z władzami tamtejszej Republiki Islamskiej w sprawie uzyskania dostępu do kontrolowanej przez nie tak atrakcyjnie "taniej" populacji. Można też chyba zrozumieć coraz bardziej histeryczną nerwowość, którą w ostatnim czasie wykazuje Izreal.

Warto jednak pamiętać, że demograficzne wyroki nie są nieodwoływalne. Można je próbować opóźniać, jak się o tym przekonujemy w naszym kraju obserwując narastającą od kilku lat imigrację zarobkową z Ukrainy. Można też oszukiwać przeznaczenie np. za pomocą "druku pieniądza" jak to - dosyć skutecznie - robią Japończycy od 1998 roku. 

Podsumowując: jeśli prognozy demografów ONZ są wiarygodne, to Chiny są już od okolic 2010 roku na podobnej demograficznej ścieżce na jaką Japonia wkroczyła w okolicach 1990 roku. Z tego wynika sugestia, że chiński rynek akcji jest obecnie w podobnej sytuacji jak japoński w 2000 roku. Nie jest to argument za mocnym zachowaniem rynku akcji w Chinach w latach 2018-2020, nawet jeśli Chiny Ludowe zdołają uniknąć w tym okresie pęknięcia bańki inwestycyjnej analogicznej do tego z lat 1990-1992 w Japonii czy tego z lat 1997-98 w krajach Azji Południowo-Wschodniej. 

17:24, bialek.wojciech
Link Komentarze (414) »
wtorek, 06 lutego 2018

W piątkowym komentarzu przedstawiłem rozumowanie sugerujące podobieństwo obecnej sytuacji na rynkach do tej z okresu styczeń-kwiecień 2011 ("2018=2011?"). Amerykanie zareagowali szybko: wczorajszy spadek S&P 500 i DJIA był najsilniejszy od 8 sierpnia 2011. 

Jeśli ograniczymy się do podobnie silnych spadków S&P 500 następujących - tak jak obecnie - w niecały miesiąc po historycznym szczycie tego indeksu, to otrzymamy w okresie minionego pokolenia zaledwie 4 takie sygnały. 

 

1SP500traci4proc

 

Zróbmy zbliżenie na ścieżki indeksu wokół tych 4 sygnałów:

 

2SP500traci4procciezki

 

Jak widać maksymalny spadek, który następował bezpośrednio po takim sygnale wynosił -2,2 proc., zaś w każdym z 4 przypadków w niecałe 3 miesiące po sygnale (w obecnych realiach dawałoby to przełom kwietnia i maja) S&P 500 był przynajmniej 6 proc. wyżej niż w odpowiedniku wczorajszego zamknięcia. 

Warto również zauważyć, że później na horyzoncie pojawiały się kłopoty: krach z sierpnia-października 1987 w 11 miesięcy po sygnale, związana z wojną w Zatoce Perskiej i recesją gospodarczą w USA bessa lipiec-październik 1990 w 9 miesięcy po sygnale, tąpnięcie związane z kryzysem rosyjskim/LTCM z lipca-października 1998 w 9 miesięcy po sygnale oraz wznowienie bessy związanej z recesją w gospodarce USA we wrześniu 2000 w 4,5 miesiąca po sygnale. 

Projekcja oparta na tych 4 ścieżkach zaczyna wzrost od razu, na 17 sesji po sygnale robi coś w rodzaju testu dołka, potem rośnie przez wiele miesięcy o ponad 12 proc. Od jesieni bessa ulega wznowieniu. 

 

3SP500traci4procProjekcja

 

Ciekawe jest, że podobne do poniedziałkowego tąpnięcia na S&P 500 z kwietnia 2000 i października 1997 były reakcją S&P 500 na krachy na peryferiach rynku. Wiosną 2000 przyczyną był krach na spółkach "internetowych". W 1997 roku krach na rynkach w Azji Południowo-Wschodniej. Czy teraz też mamy do czynienia z załamaniem cen na jakimś marginalnym rynku? Ano tak:

 

4BTC

 

Ktoś zaprotestuje, że łączna wartość Bitcoina i innych kryptowalut jest mniejsza niż kapitalizacja spółki Apple, więc jest to zbyt mały rynek by mógł spowodować wczorajsze tąpnięcie na Wall Steet. Odpowiem pytaniem? A czy kanarek - mały żółty ptaszek - może wywołać katastrofę w kopalni? Odpowiedź brzmi: nie. To dlaczego górnicy widząc martwego kanarka na dnie klatki rzucają kilofy i uciekają w panice? Bo wiedzą, że śmierć kanarka wynika ze spadku ilości tlenu na przodku. Ten spadek wynika ze wzrostu stężenia metanu, które z czasem - gdy pojawi się jakaś przypadkowa iskra - doprowadzi do eksplozji i śmierci górników. To następne pytanie: co jest odpowiednikiem tlenu na rynkach finansowych. Odpowiedź: pieniądze. Tak jak śmierć niewielkiego wrażliwego ptaszka jest objawem spadku ilości tlenu w kopalni, tak krach na Bitcoinie - niewielkim rynku pozbawionym większej wewnętrznej wartości - jest tylko objawem stopniowego spadku ilości dostępnego na rynkach pieniądza. Jego ofiarą najpierw padają rynki o najniższej w danym momencie wartości fundamentalnej (spółki internetowe od marca 2000, akcje w Azji Południowo-Wschodniej w 1997 roku, kryptowaluty od grudnia ub. r.). Z czasem słabość będzie się przenosić na inne części rynku, a w którymś momencie nadejdzie katastrofa. 

Znamy przyczynę tego spadku ilości "tlenu". Jest nią FED, który stopniowo - bardzo ostrożnie - zmniejsza dopływ pieniądza do gospodarki podnosząc od ponad 2 lat stopy oraz - od poprzedniego kwartału wyprzedając obligacje skupowane od listopada 2008 w ramach polityki "luzowania ilościowego". W IV kw. ub. r. sprzedał ich za 30 mld dolarów, w tym kwartale sprzeda za 60 miliardów, w następnym za 90 mld, w III kw. br. za 120 mld dolarów i wreszcie od ostatniego kwartału tego roku tempo sprzedaży ustabilizuje się na poziomie 150 mld dolarów kwartalnie. Wtedy zaczną padać znacznie poważniejsze rynki niż kryptowaluty. 

Warto w tym miejscu zrobić zastrzeżenie. W poprzednim pokoleniu też były tylko 4 takie sygnały. Problem, polega na tym, że jeden z nich padł 3 października 1929 roku, a więc na samym początku Wielkiego Kryzysu.

 

5sygnalyzpoprzpoko

 

Po tym sygnale S&P 500 odbił się o 6,4 proc. ale potem wznowił spadek i dużą wielomiesięczną korektę wzrostową, o której pisałem powyżej, rozpoczął dopiero 29 sesji po sygnale. W pozostałych przypadkach wszystko odbyło się zgodnie z sugerowanym schematem: indeks w ponad 3 miesiące po sygnale był przynajmniej 6,7 proc. wyżej. 

 

6sygnalyzpoprzpokociezki

 

Z powodu dominującego wpływu ścieżki z 1929 roku projekcja uzyskana przez uśrednienie tych 4 sygnałów z poprzedniego pokolenia zaczyna wielomiesięczną korektę wzrostową dopiero 18 sesji po sygnale będącym odpowiednikiem wczorajszego. 

 

7sygnalyzpoprprojekcja

 

 

Podsumowanie: na podstawie przedstawionych precedensów historycznych z okresu minionego pokolenia można spekulować, że poniedziałkowe tąpnięcie na Wall Street nie będzie na krótką metę miało poważniejszego dalszego ciągu (chociaż można się liczyć z testem wczorajszego minimum za ok. 17 sesji), a w ciągu następnych kilku miesięcy indeks odrobi poniesione w ciągu poprzednich 6 sesji straty. Potem bessa ulegnie wznowieniu. Jeśli ktoś boi się precedensu z października 1929 roku, to może czekać z podjęciem jakichś decyzji kolejnych mniej więcej  17-18 sesji. 

14:39, bialek.wojciech
Link Komentarze (588) »
piątek, 02 lutego 2018

Koncepcja cyklu 6,(66)-letniego okazała się 2 lata temu, gdy formował się dołek ostatniej bessy, bardzo użyteczna. Tak wyglądała ówczesna interpretacja sytuacji rynkowej:

 

A tak to wygląda po 2 latach:

 

 

Jednym z wynikających z jej zastosowania do ówczesnej sytuacji na polskim rynku akcji wniosków, było podobieństwo oczekiwanej cyklicznej hossy do tej, która rozegrała się na WIG-u w ciągu 26 miesięcy pomiędzy lutym 2009 a kwietniem 2011. Od stycznia 2016 roku, gdy rozpoczęła się obecna hossa minęło już ponad 2 lata. W tej analogii obecna sytuacja powinna być podobna do tej z początku lutego 2011 roku. Wtedy do końca hossy globalnej na rynkach akcji brakowało ok. 2 miesięcy. 

4 tygodnie temu zwróciłem uwagę na osiągnięcie przez saldo optymistów i pesymistów w sondażu Amerykańskiego Stowarzyszenia inwestorów Indywidualnych najwyższego poziomu sentymentu od końca grudnia 2010 roku. 7 lat temu cykliczny spadek cen akcji rozpoczął się 4 miesiące po tym sygnale. W tej analogii rynek akcji jest w sytuacji podobnej do tej z końca stycznia 2011 roku. 

 

Te analogie sięgają jednak głębiej. Od dawna zwracałem uwagę na podobieństwo zachowania ceny ropy naftowej to tego sprzed dwóch cykli Kitchina. W tej analogii mamy obecnie powiedzmy odpowiednik marca 2011.

 

 

Zachowanie EUR/USD ostatnio jest kopią tego z lat 2009-2011. W tej analogii mamy już koniec kwietnia 2011. 

 

 

Wczorajszy wzrost ISM Manufacturing Prices do najwyższego poziomu od 2011 roku sugeruje, że najbliższe miesiące mogą przynieść przyspieszenie dynamiki CPI w USA. W okresie minionych 10 lat wskaźnik ten wyprzedzał dynamikę CPI o średnio 3 miesiące. 

 

 

W 2011 roku - spóźnionych o kilka tygodni - sygnałem sprzedaży akcji było wyjście dynamiki CPI powyżej kilkunastomiesięcznego maksimum na poziomie (2,8 proc. grudniu 2009). Wydaje się, że podobnie obecnie takim sygnałem byłoby wyjście dynamiki CPI w USA powyżej szczytu z lutego 2017 (2,8 proc.) do najwyższego poziomu od 2011 roku. Co fascynujące wyjście dynamiki CPI powyżej poziomu 2,8 proc. okazało się również sygnałem sprzedaży w szczycie poprzedniej wielkiej hossy w październiku 2007 roku (chociaż ten sygnał poznaliśmy dopiero w listopadzie 2007). 

 

Na razie jednak ten hipotetyczny sygnał sprzedaży nie padł. 

Podobnym sygnałem sprzedaży akcji wydaje się być ewentualne wyjście rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych do najwyższego poziomu od 2011 roku, co nastąpiłoby po przekroczeniu przez nią poziomu 3,02 proc. Przy założeniu utrzymania obserwowanego ostatnio tempa wzrostu rentowności - z 2,05 we wrześniu do 2,77 obecnie - może do nastąpić już za 2 miesiące czyli w kwietniu. Zapewne wielu potraktowałoby taki sygnał jak wybicie z wieloletniej formacji "podwójnego dnia". 

 

 

Na razie oczywiście jednak taki sygnał sprzedaży nie padł. 

 

W tym kontekście należy przypomnieć, że akcje w USA (jeśli uwzględnić ich średnie zyski z ostatnich 10 lat) są obecnie najdroższe względem obligacji skarbowych (10-letnich) od czerwca 2008 roku (3 miesiące przed upadkiem Lehman Brothers). 

 

 

Oczywiście jak widać na powyższym wykresie akcje bywały w przeszłości - w podanym sensie - nawet 3-krotnie droższe względem obligacji niż obecnie. 

Wracając do styczniowego ISM Manufacturing Prices pan podpisujący się pseudonimem "2w3zalamana" zapytał wczoraj w jednym z komentarzy czy "U.S. ISM Manufacturing Prices 72,7 czy to nie jest poziom "ostatnie ostrzeżenie przed krachem" ?" nawiązując zapewne do tezy, którą przedstawiłem niecały rok temu na jednym z CDM-owskich webinarów. Odpowiem w tym miejscu serią przykładów:

1) szczyt hossy w kwietniu 2011 nastąpił przy ISM Manufacturing Prices na poziomie 82,6 pkt. 

2) "Flach Crash" z 2010 roku nastąpił po osiągnięciu przez ISM Manufacturing Prices poziomu 78 pkt. 

3) bank Lehman Brothers upadł powodując wielki krach na giełdach w 3 miesiące po ustanowieniu przez ten wskaźnik poziomu 91,4 pkt. 

4) "pędząca" bessą z lat 2004-2005 rozpoczęła się po wzroście wskaźnika do poziomu 88 pkt. 

5) wielka bessa z lat 2000-2002 rozpoczęła się na świecie po dojściu ISM Manufacturing Prices do 78,7 pkt. 

6) silne półroczne tąpnięcie cen na rynkach wschodzących rozpoczęło się we wrześniu 1994 po wyjściu wskaźnika powyżej poziomu 75,2 pkt. w sierpniu

7) krach w sierpniu-październiki 1987 roku rozpoczął się po osiągnięciu przez wskaźnik poziomu 77,4 pkt. 

 

Jak chyba wynika z powyższego zestawienia odpowiedź na powyższe pytanie brzmi: "nie". 

 

Warto z uwagą przyjrzeć w poniedziałek styczniowej wartości ISM Non-Manufacturing Prices. 

 

Podsumowując: zgodnie z przedstawioną analogią obecna sytuacja rynkowa przypomina tę z okresu styczeń-kwiecień 2011 (wtedy akcje i surowce zakończyły hossę w kwietniu 2011, a dolar zakończył bessę w maju 2011). Za sygnały sprzedaży akcji można uznać wyjście rocznej dynamiki CPI powyżej poziomu 2,8 proc. i rentowności 10-letnich obligacji rządu USA powyżej poziomu 3,02 proc. Za sygnał ostrzegający przed bliskością spadku cen akcji USA można uznać wzrost wartości ISM Manufacturing Prices  powyżej poziomu 75,2 pkt. Na razie żaden z tych sygnałów nie padł. 


14:37, bialek.wojciech
Link Komentarze (315) »
piątek, 26 stycznia 2018

Miesiąc temu USD/PLN znudził się podążaniem za moją starą prognozą z kwietnia ub. r. i zanurkował poniżej poziomów, które wtedy uważałem za cel oczekiwanej zniżki na dolarze:

 

1kitchinaUSDPLNstaraprotnoza

 

Od lat kurs USD/PLN poruszał się - podobnie jak WIG - w rytm podstawowego cyklu gospodarczego (cyklu wykorzystania istniejących mocy produkcyjnych) czyli średnio ok. 40-miesięcznego cyklu Kitchina. Ostatni dołek USD/PLN w ramach tego cyklu ustanowiony został w czerwcu 2014, a wiec następny powinien był objawić się - zakładając standardową długość cyklu - mniej więcej 3 lata i 4 miesiące później czyli w okolicach października 2017. Mamy już koniec stycznia a USD/PLN nadal słabnie, mamy więc do czynienia z przynajmniej 3-miesięcznym opóźnieniem cyklu. 

 

 2kitchinaUSDPLN

 

Obecna sytuacja skojarzyła mi się z tym czego byliśmy świadkami 2 lata temu podczas ówczesnej cyklicznej bessy na WIG-u. Wtedy - również na podstawie kitchinowej cykliczności orientacyjny dołek bessy na rynku akcji wyznaczałem na okolice października 2015 - w 40 miesięcy po poprzednim dołku bessy z czerwca 2012. Ówczesną sytuację interpretowałem we wpisie z początku grudnia 2015 ('Kiedy "kitchinowy" dołek WIG-u?') tak:

 

KitchinDolki

 

Skończyło się "porodem hossy" na rynku akcji 20 stycznia 2016, a więc w ok. 3 miesiące "po terminie". Następne 2 lata były już standardowe:

 

3WIGKitchin1

 

Dla zabawy nałożyłem na siebie wykres WIG-u przesunięty o ok. 2 lata i wykres USD/PLN:

 

4USDPLNvsWIGprzesunity

Powyższa zabawa sugeruje bliskość końca cyklicznej bessy na dolarze, ale warto przyjrzeć się układowi spekulacyjnych cykli niższego rzędu. 

Średnio 40-miesięczny cykl Kitchina składa się z grubsza z 4 cyklu 40-tygodniowych. Ostatni dołek cyklu 40-tygodniowego wypadł na USD/PLN 28 marca 2017. Ktoś może zaprotestować, że ówczesny dołek jest zbyt mało znaczący, by pretendować do miana minimum cyklu 40-tygodniowego, ale ja się będę raczej upierał przy swoim - ten cykl był po prostu niezwykle słaby z powodu występowała w trakcie spadkowej fazy cyklu Kitchina. Następnego minimum tego cyklu można oczekiwać ok. 40 tygodni po tym dołku z końca marca 2017, chociaż warto zwrócić uwagę, że 3 ostatnie cykle trwały średnio aż prawie 49 tygodni, więc należy liczyć się z możliwością późniejszego terminu dołka. 

 

5USDPLN40

 

Każdy cykl 40-tygodniowy dzieli się harmonicznie na 2 cykle 20-tygodniowego:

 

6USDPLN20

 

Podobnie cykle 20-tygodniowego dzielą się harmonicznie na 2 cykle 10-tygodniowe:

 

7USDPLN10

 

Podobnie jest w przypadku cykli 10- i 5-tygodniowych:

 

7USDPLN5

 

Jak widać z powyższych obrazków znajdujemy się obecnie w trakcie ostatniego cyklu 5-tygodniowego, będącego częścią ostatniego cyklu 10-tygodniowego, będącego częścią ostatniego cyklu 20-tygodniowego, będącego częścią 4-tego cyklu 40-tygodniowego w rozpoczętym w czerwcu 2014 cyklu Kitchina na USD/PLN. 

Od ostatniego dołka cyklu 5-tygodniowego z 4 stycznia minęły już 22 dni. Cykl 5-tygodniowy zgodnie ze swą nazwą powinien trwać zwykle ok. 35 dni. Z tego wynika, że "ostatecznego" dołka na USD/PLN należy szukać, gdzieś za ok. 2 tygodnie. Wtedy powinna narodzić się cykliczna hossa na dolarze w ramach cyklu Kitchina. 

Skoro powyżej zabawiłem się porównując wykres USD/PLN do przesuniętego o 2 lata wykresu WIG-u, to postanowiłem sprawdzić jak wygląda zabawa odwrotna: porównanie wykresu WIG-u do przesuniętego o ok. 2 lata wykresu USD/PLN. 

 

8WIGvsUSDPLNprzesunity

 

Celowa użyłem tu słowa "zabawa", by nikt nie pomyślał, że są to projekcje, do których trzeba się modlić.

Ale nie jest to jednak zabawa całkowicie pozbawiona sensu. Pomiędzy kursem złotego, gospodarką i cenami akcji zachodzi relacja, którą najlepiej opisuje starożytny chiński symbol Yin-Yang:

 

yin-yang-ios-7-symbol_318-34386

 

 

Po prostu dewaluacja złotego krótkoterminowo poprawia konkurencyjność krajowej gospodarki, co powoduje ożywienie gospdarcze, które z kolei uruchamia hossę na rynku akcji, która przyciąga kapitał zagraniczny, który by nabyć polskie aktywa musi sprzedawać zagraniczą walutę i kupować złote, co umacnia polską walutę, a z czasem ta aprecjacja złotego wpływa negatywnie na konkurencyjność polskiego przemysłu, co wywołuje cykliczne spowolnienie tegoż, które przekłada się na bessę na rynku akcji, która wywołuje odpływ kapitału i osłabienie krajowej waluty. I tak w koło Macieju. 

Podsumowując: układ spekulacyjnych cykli sugeruje, że "ostatecznego" dołka USD/PLN w ramach cyklu Kitchina należy oczekiwać za ok. 2 tygodnie. Oczywiście kluczem do tego, czy ten scenariusz się zmaterializuje będą losy EUR/USD na rynkach światowych, a te zależeć będą od odporności przemysłu strefy euro na trwające umocnienie euro oraz od odporności gospodarki USA na ewentualny impuls inflacyjny generowany przez obecne osłabienie dolara. 

 

13:18, bialek.wojciech
Link Komentarze (240) »
poniedziałek, 22 stycznia 2018

Raczej wbrew moim wyrażanym w ubiegłem roku (np. tu i tu) oczekiwaniom dynamika wskaźników inflacji w Stanach Zjednoczonych nie wykazuje jakiejś tendencji do przyspieszania. Zmiana roczna CPI wyniosła w grudniu +2,1 proc. a więc mniej niż we wrześniu (+2,2 proc.), a wskaźnik inflacji bazowej (core CPI) był w grudniu wyższy niż rok wcześniej o +1,8 proc. rosnąc minimalnie tylko silniej niż w maju 2017 (+1,7 proc.). 

 

1CPIcoreCPI

 

W efekcie Amerykanie mają to co zwykli nazywać "gospodarką Złotowłosej" ("Goldilocks economy"), czyli generalnie sytuację, w której "temperatura" gospodarki nie jest "ani za wysoka, ani za niska, ale w sam raz". 

Wydaje się, że dopiero wyjście tych wskaźników inflacji na wieloletnie maksima można by zinterpretować jako sygnał sprzedaży dla akcji. W przypadku dynamiki CPI byłoby to przekroczenie poziomu 2,8 proc. i wyjście na najwyższy poziom od 2011 roku. W przypadku zmiany rocznej wskaźnika inflacji bazowej ("core CPI") wyjście ponad poziom 2,3 proc. do prawie 10-letniego maksimum. 

Tamtejszy rynek obligacji wygenerował jednak w ostatnich dniach sygnał sugerujący, że czegoś - być może właśnie przyspieszenia tempa inflacji - jednak się obawia. Otóż rentowność 10-letnich obligacji rządu USA wzrosły do najwyższego od ponad 3,5 lat poziomu.

Bezwzględna wysokość tej rentowności nie jest jakoś porażająca (2,64 proc.), ale warto zwrócić uwagę na to, że od 1981 roku 3,5-letnie maksima tego parametru zdarzyły się jedynie w 2006 i 2007 roku (powyżej poziomu 5 proc.). 

W efekcie połączonego wzrostu S&P 500 i wzrostu rentowności 10-letnich obligacji rządu USA relacja wartości "shillerowskiego"  (uwzględniającego średni poziom zysków z ostatnich 10 lat) wskaźnika Cena/Zysk dla S&P 500 do odwrotności rentowności obligacji  (czyli jak gdyby wskaźnika Cena/Zysk dla obligacji) wzrosła do poziomów obserwowanych w ostatnich lata jedynie 2-krotnie: 5 kwietnia 2010 oraz 8 lutego 2011. Pisałem o tym wskaźniku wcześniej ("Jak drogie są akcje w USA?"). 

 

4akcjedoobligacji

 

Jak widać na powyższym obrazku akcje bywały w przeszłości wyceniane znacznie wyżej wobec obligacji niż ma to miejsce obecnie, więc z tego prawie 7-letniego maksimum tego wskaźnika nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków. 

Z ciekawości jednak zaznaczyłem wspomniane wyżej daty na wykresie S&P 500 i okazało się, że w obu przypadkach dalszy potencjał wzrostowy S&P 500 w półrocznym horyzoncie czasowym nie przekraczał 2,9 proc. W 2010 roku korekta (-16 proc.) obejmująca pamiętny "Flash Crash" rozpoczęła się 18 dni później, zaś w 2011 roku ponad 6 proc. korekta zaczęła się w 10 dni po sygnale, a właściwa bessa (-20 proc.) w 2,5 miesiąca po sygnale. 

 

5SPCdaty

 

Podsumowując: akcje USA wydają się obecnie najdroższe względem obligacji od lat 2010-2011. To negatywny sygnał dla akcji w kilkumiesięcznej perspektywie. Trzeba jednak pamiętać, że w przeszłości akcje bywały zwykle znacznie droższe względem obligacji (czy też raczej w przeszłości obligacje bywały zwykle znacznie tańsze względem akcji), niż to jest obecnie, więc na podstawie tego zjawiska trudno wyciągać jakieś bardzo daleko idące wnioski. 

15:26, bialek.wojciech
Link Komentarze (274) »
czwartek, 11 stycznia 2018

W okresie minionych 20 lat jednym z czynników, który w zauważalny sposób wpływał na koniunkturę w polskim przemyśle, były wahania siły złotego. Na poniższym obrazku widać roczną dynamikę produkcji i jej model oparty na rocznych zmianach indeksu złotego względem koszyka "commodity currencies" (dolary kanadyjskie, australijskie i nowozelandzkie oraz południowoafrykański rand). Model ten spada od lipca ub. r. i w czerwca 2018 zbliża się do poziomu +1 proc. znacznie niższego niż podawane przez GUS +12,3 proc. w październiku czy +9 proc. w listopadzie. Oczywiście złoty nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na koniunkturę w przemyśle, więc być może ścieżka dynamiki produkcji w ciągu najbliższych 6 miesięcy okaże się bardziej optymistyczna niż wskazania tego modelu. 

 

1prodazotymodel

 

Można też doszukać się bezpośredniego związku zmian kursu złotego i koniunktury panującej na rynku akcji. Na poniższym obrazku widać 40-tygodniowe zmiany wspomnianego indeksu złotego względem "commodity currencies" oraz WIG-u. W przeszłości ten pierwszy wskaźnik wyprzedzał ten drugi o średnio ok. pół roku. Innymi słowy średnio w około pół roku po początku osłabienia złotego dynamika WIG-u zaczynała rosnąć i odwrotnie, w około pół roku po początku umacniania się złotego dynamika WIG-u zaczynał słabnąć. Uwzględnienie tych zależności obecnie sugerowało, że dynamika WIG-u powinna była zacząć spadać od lipca 2017. W rzeczywistości 7-miesięczna zmiana WIG-u zaczęła spadać od końca sierpnia. Gdyby ta zależność miała zadziałać w najbliższej przyszłości, to 7-miesięczna zmiana WIG-u powinna słabnąć do czerwca, a potem zacząć się odbijać w górę. 

 

2zotyawigA

 

40-tygodniowa zmiana indeksu złotego względem koszyka walut surowcowych spadła w listopadzie poniżej poziomu -14 proc. Tego typu fale umocnienia złotego zdarzyły się wcześniej 5-krotnie (w 5 z 6 ostatnich cykli Kitchina). Zwykle nie były to dobre momenty do kupowania polskich akcji. 

 

3zotyaWIGsygnay

 

W żadnym z tych 5 przypadków WIG nie był po około 5 miesiącach od pojawienia się takiego sygnału znacząco wyżej niż w momencie pojawienia się tego sygnału, a w 3 przypadkach był przynajmniej 20 proc. niżej. 

 

4zotyaWIGcieki

 

Ostatni dołek cyklu 40-tygodniowego na WIG-u z niejakim trudem można umieścić w sierpniu ub. r., a więc następnego spodziewać się można w okolicach czerwca br. Ładnie pasuje to do przedstawionej powyżej zależności.

Do rozważenia jest ogólna myśl, że to właśnie wahania kursu waluty są źródłem 40-tygodniowej cykliczności rynku akcji. 

 

Podsumowując: rozpoczęta miesiąc temu faza wzrostowa cyklu 20-tygodniowego na WIG-u nie powinna być zbyt silna, gdyż na nasz rynek akcji cały czas negatywnie oddziałuje umocnienie złotego z ostatnich miesięcy. Na podstawie dostępnych danych można oczekiwać, że ten negatywny wpływ aprecjacji złotego na koniunkturę giełdową osiągnie apogeum w okolicach czerwca. 

16:01, bialek.wojciech
Link Komentarze (342) »
piątek, 05 stycznia 2018

Najpierw mały remanent. 2 miesiące temu reagując na obserwowany wówczas silny pesymizm krajowych inwestorów indywidualnych zaproponowałem dwa proste kontrariańskie systemy spekulacji na WIG-u 20, z których jeden - kupujący po spadku salda optymistów i pesymistów w sondażu INI SII poniżej pewnego poziomu - zaliczył w przeszłości 4 zyskowne transakcje, a drugi - zajmujący długie pozycje po odpowiednio dużym spadku wartości tego wskaźnika sentymentu - 6 zyskownych transakcji. Dla obu systemów sygnałem sprzedaży było wyjście salda nastrojów INI SII na 15-tygodniowe maksimum. Taki sygnał padł wczoraj. Oba systemy ponownie zamknęły długie pozycje - otworzone odpowiednio 8 i 9 tygodni temu - z niewielkim zyskiem: +2,2 proc. i +1,3 proc. (przy wysokiej przejściowej stracie w wysokości odpowiednio -3,7 proc. i -4,6 proc.). Były to odpowiednio 5-ta i 7-ma kolejna zyskowna transakcja od 2011 roku. 

Trzeba tu silnie podkreślić, że wspomniane systemy są bardzo "złymi" systemami. Chodzi o to, że jakkolwiek zwykle - dotychczas zawsze - generują zysk, to jednak mają wbudowany mechanizm uniemożliwiający tego zysku narastanie. Sygnał sprzedaży zdefiniowany jako wyjście salda INI SII na 15-tygodniowego maksimum właściwie uniemożliwia podążenie za silnym trendem wzrostowym przez zbyt długi czas. Stosuję ten sygnał sprzedaży, gdyż jest stosunkowo bezpieczny - wystąpił w każdym z kilkunastu cykli 20-tygodniowych od 2011 roku. Ale kiedyś pojawi się jakiś nietypowy cykl, w którym sygnał sprzedaży jednak nie zostanie wygenerowany i efektem być może będzie duża strata w spadkowej fazie cyklu 20-tygodniowego. "Dobry" system transakcyjny powinien generować dużo małych strat i mało wielkich zysków. Wspomniane systemy są tego odwrotnością: generują dużo małych zysków przy istniejącym ryzyku - które jednak na razie się nie zmaterializowało - pojawienia się dużej straty. 

Oczywiście zamknięcie pozycji przez systemy nie oznacza, że WIG-20 przestanie od razu rosnąć. Na poniższym obrazku poziomymi czerwonymi poziomymi liniami zaznaczyłem poziomy szczytów salda INI SII w ostatnich 8 cyklach 20-tygodniowych. Jak widać obecny poziom (+14,1 pkt. proc.) jest poniżej każdej z nich. 

 

1WIGinii

 

Warto zwrócić uwagę, że niniejszy wpis jest właściwie kopią tego, który w tym miejscy pojawił się 1 września ("Dołek cyklu 40-tygodniowego za nami?"). Wtedy informowałem o zamknięciu 31 sierpnia długiej pozycji 5-ciu opartych na kontrariańskim podejściu do nastrojów krajowych inwestorów indywidualnych spekulacyjnych systemików na WIG-u 20 opisanych 9 czerwca ("Najgorszy od pół roku sentyment krajowych inwestorów indywidualnych"). Każdy z nich zarobił na WIG-u 20 +7,5 proc. 

Co ciekawe WIG-20 ustanowił na przełomie sierpnia i września szczyt, który do tej pory nie został trwale pokonany, więc - trochę przez przypadek - ówczesny sygnał sprzedaży okazał się bardzo poprawny. Jak będzie obecnie?

W pełnej analogii z moich spekulacji z 1 września o minięciu przez nasz rynek dołka cyklu 40-tygodniowego, obecnie po ponad 4 miesiącach można pokusić się o postawienie tezy o zostawieniu za sobą - podobnie jak poprzednio nieco przedwczesnym - przez nasz rynek dołka cyklu 20-tygodniowego. Czwartkowa sesja na GPW - WIG-20 +2,8 proc. - zdaje się być kopią sesji z 24 sierpnia i 25 kwietnia, które to sesje potwierdzały wejście rynku we wzrostową fazę cyklu 20-tygodniowego. 

 

2WIG20ronieo244

 

W obu przypadkach WIG-20 rósł jeszcze trochę - o ok. 3 proc. - ustanawiając lokalnie istotne szczyty wewnątrzsesyjne odpowiednio 5 i 8 sesji po sygnale a lokalnie istotne maksima zamknięć odpowiednio 8 i 2 sesje po sygnale. Na podstawie tych dwu ubiegłorocznych precedensów można uznać okolice 16 stycznia jako dobry moment na ustanowienie jakiegoś istotniejszego lokalnego szczytu WIG-20.

Oczywiście obecny cykl 20-tygodniowy może być mocniejszy niż 2 ostatnie - w końcu startował z rekordowo niskiego poziomu sentymentu, więc być może ma duży potencjał. Z drugiej strony obecna hossa w ramach cyklu Kitchina jest już dojrzała - od jej rozpoczęcia minęły już prawie 24 miesiące (patrz tu i tu) - więc być może nie należy obecnie oczekiwać ze strony rynku akcji jakichś fajerwerków. 

Cofając się kitchinowe 40 miesięcy wstecz trafiamy na początek września 2014 i ówczesna sytuacja może być jakimś punktem odniesienia dla prób nakreślenia rozwoju sytuacji na rynku w najbliższej przyszłości (również jeśli chodzi o zachowanie cen akcji MiŚ-ów vis-à-vis WIG-20 ). 

Powracając do kwestii sentymentu indywidualnych inwestorów warto wspomnieć o sygnale, który pojawił się w USA w środę wieczorem. W lipcu zwracałem w tym miejscy uwagę na "nadmierną ostrożność inwestorów indywidualnych w USA" sugerując, że dopóki nie zostanie ona przełamana trudno mówić o początku bessy na rynku akcji w Stanach Zjednoczonych. W środę takie przełamanie nastąpiło. W sondażu American Association of Individual Investors saldo optymistów i pesymistów skoczyło do poziomu +44,19 pkt. proc. czyli najwyższego poziomu od ostatniego tygodnia 2010 roku czyli od prawie 7 lat. 

Jeśli zdefiniować obecną sytuację jako wyjście salda sondażu AAII do 6-letniego maksimum powyżej poziomu 44 pkt. proc., to w okresie minionych ponad 30 lat znajdziemy 3 podobne sygnały (sygnał ze szczytu z 1987 roku pomijam, bo nie wiadomo czy to rzeczywiście było 6-letnie maksimum sentymentu w USA - sondaż AAII jest prowadzony od 1987 roku). Te 3 sygnały padły 9 grudnia 1999, 26 czerwca 2003 oraz 23 grudnia 2010. Pierwszy i trzeci z nich poprzedziły o mniej więcej 4 miesiące cykliczne szczyty hossy na S&P 500 poprzedzające spadki o odpowiednio 50 i 20 proc. 

 

3AAIInajwyejod7lat

 

W obu tych przypadkach indeks zdołał wspiąć się w trakcie tych mniej więcej 4 miesięcy o dodatkowe 8,5 proc. W trzecim - tym z czerwca 2003, który nie poprzedzał bessy - było podobnie. 

 

4AAIInajwyejod7latcieki

 

Podsumowując: Jakkolwiek środowy wystrzał salda AAII do prawie 7-letniego maksimum jest sygnałem, że inwestorzy indywidualni w USA zaczęli - po 23 miesiącach obecnej hossy - wchodzić do zastawianej na nich pułapki, to jej zatrzaśnięcie powinno nastąpić dopiero w okolicach przełomu kwietnia i maja. Do tego czasu posiadanie akcji amerykańskich powinno być jeszcze w miarę bezpieczne. Nasz rynek akcji najwyraźniej minął kolejne minimum cyklu 20-tygodniowego, ale doświadczenia dwu ostatnich cykli sugerują, że dalszy potencjał wzrostowy WIG-u 20 może być w krótkoterminowej perspektywie ograniczony (mniej więcej +3 proc. w ok. 8 sesji?). 

 

11:24, bialek.wojciech
Link Komentarze (232) »
piątek, 29 grudnia 2017

Obecna faza ożywienia gospodarczego w Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się - według klasyfikacji National Bureau of Economic Research - w czerwcu 2009 roku i liczy sobie już 103 miesiące. W okresie powojennym jedynie dwa ożywienia (okresy pomiędzy końcem jednej recesji gospodarczej a początkiem następnej) trwały dłużej: 106 miesięcy w latach 60-tych (od lutego 1961 do listopada 1969) oraz 120 miesięcy w latach 90-ych (od marca 1991 do lutego 2001). Na poniższym obrazku pionowe szare paski wyznaczają okresy recesji gospodarczej w USA. 

 

1dugieoywienie

 

Gdyby obecne ożywienie miało dorównać tym z lat 60-tych i 90-tych, to następna recesja w gospodarce USA powinna się rozpocząć - odpowiednio - w kwietniu 2018 lub czerwcu 2019. Średnio w listopadzie 2018. 

Tak się składa, że nie wyższy od obecnego poziom stopy bezrobocia w USA (4,1 proc. w październiku i listopadzie) był ostatnio obserwowany na przełomie lat 90-tych i 2000-nych (od października 1999 do grudnia 2000) oraz w drugiej połowie lat 60-tych (od listopada 1965 do stycznia 1970). 

 

1stopabezrobocia6090

 

Pomiędzy osiągnięciem obecnego poziomu bezrobocia w USA w latach 60-tych i 90-tych a początkiem recesji gospodarczej w tym kraju upływało - odpowiednio - 49 miesięcy oraz 17 miesięcy. Średnio 33 miesiące, co dawałoby oczekiwany początek recesji gospodarczej w USA w okolicach lipca 2020. 

Dosyć powszechnie uważa się, że najlepszym znanym sygnałem ostrzegającym przed zbliżaniem się gospodarczej recesji w USA jest inwersja tamtejszej krzywej rentowności, to znaczy sytuacja, w której krótkoterminowe stopy procentowe zaczynają być wyższe niż stopy długoterminowe. 

Osobiście proponuję za taki sygnał traktować zejście różnicy pomiędzy rentownością 10-latek rządu USA i rentownością obligacji 2-letnich poniżej poziomu -0,08 pkt. proc. W okresie minionego pokolenia taki sygnał z rynku obligacji wyprzedzał początek recesji o kolejno 16 miesięcy, 18 miesięcy, 13 miesięcy oraz 22 miesiące (średnio o 17 miesięcy). 

 

310minus2

 

Obecny poziom tego wskaźnika to +0,53 pkt. proc. W okresie minionego pokolenia mediana okresu pomiędzy momentami osiągnięcia przez ten spread obecnego poziomu a pojawieniem się znaczącej inwersji (poniżej -0,08 pkt. proc.) wynosiła ok. 11 miesięcy. Można więc szacować, że początek następnej recesji w gospodarce USA odległy jest o 11 + 17 = 28 miesięcy. To sugeruje początek tej recesji w okolicach kwietnia 2020 roku.

Trzy powyżej przedstawione prymitywne metody szacowania początku recesji gospodarczej w USA dały odpowiednio listopad 2018, lipiec 2020 oraz kwiecień 2020. Uśrednienie tych dat daje grudzień 2019. 

Podsumowując: na podstawie powyższej pobieżnej analizy można oczekiwać początku następnej recesji w gospdodarce USA dopiero na przełomie 2019 i 2020 roku. Można to porównać z opartą na cyklu Kitchina projekcją dynamiki PKB w naszym kraju, która sugeruje koniec następnego spowolnienia gospodarczego w Polsce w okolicach wiosny 2020 roku. 

14:42, bialek.wojciech
Link Komentarze (216) »
wtorek, 19 grudnia 2017

Związana z podstawowym cyklem produkcyjno-handlowym czyli cyklem Kitchina (cyklem wykorzystania istniejących mocy produkcyjnych) średnio 40-miesięczna regularność była przez całą dotychczasową historię GPW jednym w ważniejszych fenomenów pozwalających wyjaśniać zmiany poziomu cen akcji. 

 

 

Projekcja przebiegu WIG-u w obecnym - rozpoczętym w styczniu 2016 - cyklu oparta na uśrednionym przebiegu 6 ostatnich cykli (pominąłem cykl z lat 1992-1995) sugeruje, że cykliczna bessa powinna rozpocząć się mniej więcej obecnie, potrwać do lipca 2019 i sprowadzić indeks do poziomów nieco niższych niż te obserwowane w dołkach z marca tego roku (prawie 58000 pkt.). 

 

 

Jakiś czas temu zaproponowałem hipotezę, że parzyste rymy tego typu są silniejsze (dany cykl jest bardziej podobny do przedostatniego niż do ostatniego cyklu), co dało podstawę do stworzenia koncepcji podwójnego cyklu Kitchina czyli cyklu 6,(66)-letniego

 

 

Zgodnie z tą koncepcją bessa, która - zgodnie z kitchinową cyklicznością powinna rozegrać się w latach 2018-2019, powinna być bardziej podobna do cyklicznych spadków z lat 2011-2012, 2004-2005 czy 1997-1998 a nie do "rynków niedźwiedzia" z lat 2014(5)-2016, 2007-2009, 2000-2001 czy 1994-1995.

Projekcja ścieżki WIG-u oparta na tych parzystych rymach nie różni się od poprzedniej, jeśli chodzi o punkty zwrotne, ale jej skala jest zauważalnie mniejsza (WIG spada mniej więcej do poziomów z lipca tego roku czyli okolic poziomu 60700 pkt.)

 

 

Ale skoro rymy parzyste są lepsze od nieparzystych, co może poczwórny historyczny rym będzie jeszcze mocniejszy? Tak narodziła się koncepcja cyklu 160-miesięcznego, którą można by zlekceważyć jako mało racjonalną, gdyby nie to, że dwa kluczowe szczyty hossy na WIG-u poprzedzające dwa największe krachy na GPW czyli szczyty z marca 1994 oraz lipca 2007 były od siebie odległe o 13 lat i 4 miesiące, czyli właśnie 160 miesięcy czyli czterokrotną średnią długość cyklu Kitchina. Jeśli ktoś jest łatwowierny, to może się już szykować do otwierania krótkich pozycji w listopadzie 2020 roku. 

 

 

Od kilku dni możemy złapać drugi przypadek rymu w ramach cyklu 160-miesięcznego. Otóż GPW rozpoczęła swoją działalność w kwietniu 1991 roku. To data odległa od obecnej o 26 lat i 8 miesięcy, czyli dwa razy 13 lat i 4 miesiące czyli 2 razy 160 miesięcy. Zgodnie z tym rymem przedstawionym na poniższym obrazku obecna sytuacja powinna być zbliżona do tej z okolic sierpnia 2004 (160 miesięcy temu) oraz kwietnia 1991 (2 razy 160 miesięcy temu). 

 

 

Projekcja WIG-u oparta na tej szalonej idei jest jeszcze bardziej optymistyczna. Co prawa spada ona do maja 2018, ale tam cykliczna bessa się kończy zanim się na dobre zaczęła. Skoro zgodnie z tym rymem obecna sytuacja jest podobna do tej z okolic kwietnia 1991 czy sierpnia 2004, to znaczy, że za 9-14 miesięcy rozpocząć się powinno na polskim rynku takie szaleństwo zakupów jak w latach 1992-1994 czy latach 2005-2007. 

 

 

Zabawę możemy doprowadzić do końca po raz kolejny podwajając stawkę. 8 cykli Kitchina to 320 miesięcy czyli 26 lat i 8 miesięcy. Z tego punktu widzenia historia GPW wróciła do punktu wyjścia i jesteśmy w sytuacji odpowiadającej tej z kwietnia 1991 roku:

 

 

... a przebieg wykresu WIG-u w kolejnych latach będzie wyglądał tak:

 

 

Podsumowując: wiara w siłę historycznych rymów generowanych przez poczwórny cykl Kitchina prowadzi do wniosku, że na krajowym rynku akcji okres do mniej więcej lutego 2019 będzie taki sobie, ale później - do okolic listopada 2020 - rozegra się na GPW szaleństwo podobne swym charakterem do tych, których byliśmy świadkami pomiędzy czerwcem 1992 a marcem 1994 czy pomiędzy majem 2005 a lipcem 2007. Oczywiście nawet, gdyby ta szalona idea się potwierdziła, to z racji stopniowego dojrzewania naszego rynku stopy ewentualna dobra koniunktura giełdowa w latach 2019-2020 byłaby co do skali wzrostów bardziej podobna do tej z połowy lat 2000-nych niż do tej  z pierwszej połowy lat 90-tych. 

16:35, bialek.wojciech
Link Komentarze (371) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40