Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
czwartek, 26 marca 2015

W rok po poprzednim wpisie na temat cyklu Kitchina na polskiej walucie pora na uaktualnienie. Zachowanie średniego kursu euro i dolara amerykańskiego względem złotego na tle przedstawionej wtedy projekcji wygląda tak:

 

 

Gdyby tę projekcję traktować poważnie, to należałby dojść do wniosku, że w tym cyklu Kitchina (jego średnia długość to ok. 40 miesięcy) waluty najlepsze czasy miały już generalnie za sobą. 

Ponieważ minęliśmy już kolejny ewidentny szczyt złotego (dołek walut) ustanowiony w ramach cyklu Kitchina 6 czerwca 2014 roku:

 

 

... to można stworzyć nową projekcję zachowania średniego kursu dolara i euro w przyszłości uzyskaną przez uśrednienie ścieżek walut z 5 ostatnich cykli. Wygląda ona tak:

 

 

Gdyby tą nową projekcję traktować poważnie, to można by uznać, że coś co wygląda na rysowaną od stycznia formację "podwójnego szczytu" pojawia się "o czasie". Równocześnie jednak ostatnia fala osłabienia złotego - od czerwca do stycznia/marca - była słabsza od średniej z 5 poprzednich cykli, więc na podstawie powyższej projekcji nie można raczej stwierdzić, że złoty ma obecnie duży potencjał umocnienia.

Oczywiście przedstawiona projekcja reprezentuje jedynie pewną tendencję dominującą w okresie minionych 17 lat. Ta tendencja jest wypadkową zachowania złotego w obrębie 5 poprzednich cykli i nie ma żadnej gwarancji, że w obecnym cyklu złoty zachowa się zgodnie z historyczną średnią. Wystarczy popatrzeć na przebieg średniego kursu euro i dolara w trakcie tych 5 poprzednich historycznych cykli, by zobaczyć, że mocno się od siebie wzajemnie różniły (na czarno ścieżka średniego kursu walut od 6 czerwca ub. r.): 

 


16:08, bialek.wojciech
Link Komentarze (36) »
piątek, 20 marca 2015

FOMC najwyraźniej doszedł do podobnego wniosku, co ja przed tygodniem ("Dolar lekko przesadził") i nieco złagodził wymowę swego środowego komunikatu. Co prawda zniknęło z niego słowa "cierpliwość", ale w zamian obniżone zostały prognozowane ścieżki wzrostu gospodarczego i tempa inflacji, co rynki odebrały jako sygnał odsuwania się w czasie początku podwyżek stóp FED w stosunku do oczekiwanego wcześniej czerwcowego terminu. Dolar zareagował zgodnie z projekcjami przedstawionymi tydzień temu gwałtownym - choć skorygowanym w czwartek - osłabieniem, obligacji i akcje generalnie podrożały. 

Z punktu widzenia cyklu stóp FED obecna sytuacja jest podobna do tych z lat 1992-1994 i 2003-2004, kiedy oprocentowanie funduszy federalnych też tak jak teraz leżało na poziomie powojennych minimów i trwało oczekiwanie na pierwszą podwyżkę stóp. 

 

 

 

Do wywołania recesji i silnej bessy potrzeba generalnie inwersji stóp procentowych (sytuacji, w której stopy krótkoterminowe zaczną być wyższe niż długoterminowe), a do tego potrzebny byłby - "na oko" - wzrost stóp FED do przynajmniej 3 proc. Z obecnego poziomu stóp (0,25 proc.) wymagałoby to wzrostu o 2,75 pkt. proc. W latach 1994-1995 taki wzrost zajął 12 miesięcy i łącznie 7 podwyżek. W latach 2004-2005 wymagało to 15 miesięcy i 11 podwyżek. Na tej podstawie można by sądzić, że warunki do regularnej bessy i recesji gospodarczej powstaną najwcześniej w 4-5 kwartałów po pierwszej podwyżce stóp FED. W obecnych realiach oznacza to najprawdopodobniej najwcześniej drugą połowę 2016 roku. 

W praktyce w dwu ostatnich cyklach trwało to znacznie dłużej:

 


 

Można podejrzewać po środowym komunikacie, że FED podniesie stopy po raz pierwszy później niż w czerwcu, ale nadal nie wiemy, kiedy to nastąpi. Znamy tegoroczny kalendarz posiedzień FOMC więc proponuję zabawę w robienie projekcji dla S&P 500 zakładających kolejno pierwszą podwyżkę 

 

17 czerwca 2015:

 

 

29 lipca 2015:

 

 

17 września 2015:

 

 

28 października 2015:

 

 

16 grudnia 2015:

 


 

Z powyższego ćwiczenia płynie dosyć jednoznaczny wniosek: w dwu ostatnich cyklach - tym z lat 90-tych i tym z ubiegłej dekady - rozpoczęcie przez FED podnoszenia stóp nie groziło poważniejszym spadkiem cen akcji (raz -8,2 proc., raz -8,9 proc. z najwyższego poziomu osiągniętego przed pierwszą podwyżką). Z drugiej strony w obu przypadkach S&P 500 pozostawał relatywnie nisko jeszcze w 10 miesięcy po pierwszej podwyżce (grudzień 1994 i kwiecień 2005). W okresie od 5 miesięcy przed pierwszą podwyżką do 10 miesięcy po niej potencjał wzrostowy S&P 500 powinien być ograniczony (raczej do kilku niż kilkunastu procent) w stosunku do obecnych poziomów (tym bardziej im wcześniej FED zdecyduje się na rozpoczęcie podnoszenia stóp).

 

Wobec powyższego mogłoby się wydawać, że w ciągu najbliższych kilku kwartałów można - wykorzystując lokalne zwyżki na Wall Street - dokonać częściowe realokacji aktywów z amerykańskiego rynku akcji na inne, które w tym czasie będą rokować wyższe stopy zwrotu. 

Z drugiej strony należy dobrze przemyśleć takie ruchy. Powyższe rozważania sugerują, że potencjał spadkowy S&P 500 jest w okolicach pierwszej podwyżki stóp ograniczony. Nie wiemy, czy podobnie jest w przypadku np. "rynków wschodzących", które - tak jak w latach 1994-95 - mogą reagować na początek zaostrzania polityki pieniężnej przez FED znacznie bardziej histerycznie

13:13, bialek.wojciech
Link Komentarze (171) »
piątek, 13 marca 2015

Moja styczniowa próba wyznaczenia momentu i poziomu lokalnego końca trwającej od maja fali spadku EUR/USD zakończyła się konkluzją wskazującą "poziomy niższe niż 1,11 jako miejsce, gdzie warto podjąć ryzyko". W styczniu EUR/USD spadł poniżej 1,11 schodząc poniżej najniższego poziomu (1,074) sugerowanego przed dwoma miesiącami przez najsłabszą z przedstawionych wówczas projekcji. Pora więc jeszcze raz przyjrzeć się kursowi EUR/USD. 

Gdy w maju ub. r. euro rozpoczynało trwający do mijającego tygodnia dynamiczny zjazd w dół wprowadzenie przez ECB europejskiej wersji przećwiczonego wcześniej w Japonii i USA programu „poluzowania ilościowego” można było traktować w kategoriach przyjmowanej często sceptycznie pogłoski. W poniedziałek  - po 10 miesiącach prawie nieustającego spadku kursu EUR/USD – ECB rozpoczął zapowiedziany w styczniu skup aktywów. W kategoria powiedzenia „kupuj pogłoski, sprzedawaj fakty” można to potraktować kontrariańsko jako sugestię bliskości momentu zmiany trendu.

Należy oczywiście pamiętać, że szukam tu raczej lokalnego maksimum dolara, bo cały czas za nadrzędny paradygmat uznaję ten związany z cyklem Kuznetsa

W okresie minionego pokolenia podobną do obecnej z ponad 20 proc. przeceną EUR/USD w ciągu roku (oczywiście przed 2000 rokiem mowa tu o kursie ECU) mieliśmy do czynienia wcześniej jedynie 4-krotnie:


 

3 z tych sygnałów pojawiły się z praktycznego punktu widzenia tu przed zmianą trendu. W październiku 2000 wyprzedzenie w stosunku do dołka EUR/USD wyniosło 9 sesji, w lipcu 1993 sygnał pojawił się dokładnie w dołku a w lutym 1985 – 4 sesje przed dołkiem. W każdym z tych 3 przypadków zmiana trendu była długotrwała i trwała przynajmniej 2 lata.  Po sygnałach z 1985 i 2000 roku dolar już nigdy później nie był droższy względem euro.

Jedynie raz – w maju 1981 roku – pojawienie się tak niskiej rocznej dynamiki EUR/USD nie poprzedziło bezpośrednio zmiany trendu – dolar umacniał się po takim sygnale jeszcze przez 3 miesiące, a spekulant, który wykorzystałby ten sygnał do sprzedaży dolarów, „wyszedłby na swoje” dopiero po 5 miesiącach.

 

 

Nie zmienia to faktu, że projekcja uzyskana przez uśrednienie zachowania EUR/USD po tych 4 historycznych precedensach rośnie dynamicznie o prawie 35 centów w ciągu 3 lat. Można być sceptycznym, czy i obecnie z czymś podobnym moglibyśmy mieć do czynienia, ale ta statystyka powinna skłaniać do ostrożności przy prognozowaniu dalszego umacniania się dolara.

 


 

Główną wadą tej koncepcji jest to, że obecnie raczej nie mamy do czynienia ze słabością euro, którą można by częściowo tłumaczyć poczynaniami ECB, ale z siłą amerykańskiego dolara odzyskaną po latach słabości podobnie jak to miało miejsce w drugiej połowie lat 90-tych czy pierwszej połowie lat 80-tych. W obu przypadkach ofiarami tak gwałtownego umocnienia dolara padały kraje zadłużone w dolarach i zależne od eksportu surowców (PRL i Meksyk w latach 1981-82, kraje Azji Południowo-Wschodniej i Rosja w latach 1997-1998). Na razie mieliśmy na przełomie tego i poprzedniego roku kryzys rosyjskiego rubla, ale nie mam przekonania, że to już był ten "fakt", który powinien zachęcać do sprzedawania dolarów. 

Dla porównania jednak podobna zabawa dla Dollar Index (gdyby ktoś marudził, że analiza zachowania kursu EUR/USD w okresie, kiedy strefa euro jeszcze nie istniała, nie ma sensu). Tu z podobnym do obserwowanego obecnie 20 proc. umocnieniem w ciągu roku mieliśmy też do czynienia jedynie 4-krotnie, tyle że sygnał z 1993 roku zastąpiony został sygnałem z 5 marca 2009 roku, który pojawił się na 2 sesji przed szczytem dolara.

 

 

Praktyczny wniosek jest taki sam jak w przypadku EUR/USD: na 75 proc. jest to "historycznie" dobry moment do sprzedaży dolarów, a w tych 25 proc., w których jednak dolary będą drożeć nadal można je będzie odkupić po obecnych cenach za 4-5 miesięcy. 

 

 

Jak widać na poniższym rysunku dolar lekko przesadził na ostatnich sesjach przestrzeliwując poziom wyznaczony przez szczyt projekcji uzyskanej przez uzyskanie 4 powyższych historycznych ścieżek:

 

 

Podsumowując: z czysto "historyczno-statystycznego" punktu widzenia obecny moment wydaje się względnie dobry do skrócenia długich pozycji w dolarze, chociaż wątpliwości budzi fakt, że na razie z szafy ciągle (poza rublem) nie wypadła żadna ofiara ostatniej rekordowej aprecjacji dolara (i spadku cen surowców). 

 

13:23, bialek.wojciech
Link Komentarze (161) »
środa, 04 marca 2015

Przepraszam, że znowu o DAX-ie (mam nadzieję, że tym razem ostatni raz przed dłuższą przerwą), ale indeks ten po raz kolejny zwrócił moją uwagę rosnąc w trakcie stycznia i lutego łącznie o 16,28 proc. Lepsze dla DAX-a pierwsze 2 miesiące roku zdarzyły się równo 40 lat temu na początku 1975 roku. Najwyraźniej przecenione euro i surowce oraz gwarancja niskich stóp procentowych w najbliższym czasie służy niemieckich spółkom. Pytanie tylko jak wiele z tego jest już w cenach po ostatnich wzrostach. Proponuję więc nieco obniżyć próg i sprawdzić, co w przeszłości działo się z cenami niemieckich akcji po tym, jak w styczniu i lutym rosły o przynajmniej 15 proc. W okresie minionych 55 lat taka sytuacja zdarzyły się wcześniej jedynie trzykrotnie  - 2012, 1975 i 1971 roku. 

 

 

Na poniższym obrazku widać ścieżki DAX-a wokół takich generowanych na koniec lutego sygnałów. W tych trzech historycznych przypadkach zwyżka była kontynuowana jeszcze przez następne - odpowiednio - 13, 25 i 28 sesji. Innymi słowy korekta rozpoczynała się albo w marcu (raz) albo w kwietniu (2 razy). Korekta trwała do - licząc od końca lutego - 49, 58 i 67 sesji, czyli do maja (2 razy)-czerwca (raz). Jej skala to -9,6 proc., -11,9 proc. i -16,6 proc. Później następowało odbicie trwające do - odpowiednio - 31 lipca, 4 sierpnia i 21 września. W dwóch przypadkach wynosiło ono indeks powyżej szczytu z marca-kwietnia, w jednym - nie. Brak zdolności do pokonania w lipcu-wrześniu poziomu wiosennego szczytu zapowiadał w 1971 roku kolejną falę słabości, która trwała do listopada i sprowadziła indeks do nowych dołków. W dwu pozostałych przypadkach (1975, 2012) wtórne dołki były wyżej niż te z maja-czerwca i wypadły odpowiednio 30 września 1975 i 16 listopada 2012. 

 

W każdym z tych 3 przypadków DAX był niecałe 3 miesiące później niżej o przynajmniej 4,4 proc. niż w momencie generowania sygnału (na koniec lutego), ale też za każdym razem w 14-15 miesięcy później był o przynajmniej +9,5 proc. na plusie. 

  

 

Projekcję utworzoną przez uśrednienie tych 3 historycznych ścieżek DAX-a widać na tle ostatniego zachowania indeksu na poniższym rysunku. Projekcja ta osiąga najbliższy szczyt za ponad 4 tygodnie na poziomie 11776 pkt. i spada przez ponad 2 miesiące do poziomu 10650 pkt. 

  

 

 

Gdyby do tej projekcji próbować dopasować jakąś historię z realnego świata, to sugerowany czerwcowy dołek można by uznać za apogeum emocji związanych z negocjacjami z nowym rządem Grecji (które jednak zakończą się jakimś wymęczonym w ostatniej chwili kompromisem). 

Uzyskaną powyżej projekcję dla DAX-a można porównać z tą przedstawioną tydzień temu: 

  

 

Obie projekcje łączy wzrost do kwietnia i wniosek, że ewentualne spadki w tym roku będą miały korekcyjny charaktery a DAX w przyszłym roku będzie wyżej niż w tym. Korekta powinna zakończyć się w okolicach poziomu 10650 (nowa projekcja) lub 11063 (ubiegłotygodniowa projekcja). Ubiegłotygodniowa projekcja szczytuje lokalnie w lipcu na poziomie 12860 pkt. czyli o ponad 1000 punktów wyżej niż ta dzisiejsza i robi to 3 miesiące później. Jak rozwiązać tę sprzeczność? No cóż, pewnie nie ma dobrego rozwiązania, ale jeśli DAX rzeczywiście będzie nadal rósł, to ktoś chcący bawić się w spekulacje na tym indeksie może w najbliższych tygodniach skacać pozycję na niemieckim rynku po ewentualnym osiągnięciu przez indeks górnych ćwiartek zakresów korekt sugerowanych przez obie projekcje (powyżej 11495 i powyżej 12411 odpowiednio). W przypadku obu projekcji sprzedaż powyżej tych poziomów daje szanse odkupienia DAX-a nieco niżej (-10,9 proc. niżej w październik według starszej projekcji i -7,3 proc. niżej w czerwcu według nowszej projekcji). 

15:47, bialek.wojciech
Link Komentarze (351) »
piątek, 27 lutego 2015

To co poniżej jest w dużej mierze kopią wpisu sprzed 4 tygodni ( "DAX i GSCI jak w 1985 i 1998 roku"), ale myślę, że dzisiejsze ujęcie pozwoli na stworzenie bardziej wiarygodnych projekcji. W poprzednim wpisie zaproponowałem synchronizację obecnej sytuacji na niemieckim rynku akcji i na rynku surowców z odpowiednikami z dwu poprzednich cykli Kuznetsa za pomocą sygnału generowanego w momencie, gdy Goldman Sachs Commodity Index wychodzi na 5,5-letnie minimum. Jakkolwiek ta metoda jest w miarę obiektywna, to jednak dziś proponuję "ręczną" synchronizację opartą na utożsamieniu dołków korekt na DAX-ie z października ub. r., października 1997 (kryzys azjatycki) i lipca 1984 (upadek Continental Illinois, największe w historii USA - do 2008 roku - bankructwo banku). Proszę samemu ocenić, czy uznanie tych 3 korekt za analogiczne - z punktu widzenia cyklu Kuznetsa - "ruchy powrotne" do przełamanych wieloletnich linii oporu, jest uprawnione:

 

 

Warto zwrócić uwagę, że tym dołkom DAX-a towarzyszyły wyłamania poniżej ważnych linii wsparcia na wykresach GSCI.

Oba podejścia dają nieco odmienne daty. Poprzednie ("5,5-letnie minimum GSCI") dało 16 stycznia 2015, 9 marca 1998 oraz 25 lutego 1985. Proponowana dziś metoda synchronizacji daje następujące daty: 15 października 2014, 28 października 1997 oraz 23 lipca 1984. W praktyce oznacza to uznanie ostatniego kryzysu rubla i kryzysu azjatyckiego w IV kw. 1997 (oraz banktuctwa Continental Illinois z 1984 roku) za zjawiska analogiczne. 

Tak wygląda porównanie ścieżek DAX i GSCI wokół tych dat:

 


 

... a tak DAX i GSCI ostatnio na tle projekcji uzyskanych przez uśrednienie zachowania obu indeksów z poprzednich dwu cyklu Kuznetsa:

 

 

 

 

Wnioski generalnie podobne do tych uzyskanych miesiąc temu (zanim banki centralne zaostrzą politykę pieniężną w stopniu zagrażającym rynkom akcji minie jeszcze ok. 2 lata), ale mam wrażenie, że przynajmniej z punktu widzenia rynku akcji dzisiejsza synchronizacja daje nieco lepsze wyobrażenie na temat tego, co DAX powinien robić w przyszłości. Na razie DAX porusza się ścieżką podobną do tej z początku 1998 roku i jeśli nie zwolni, to będzie można spekulować, że III kw. tego roku może przynieść podobną niespodziankę do tej z III kw. 1998 (kryzys rosyjski). Taki scenariusz uzasadniłby oczekiwania dołka cen surowców dopiero pod koniec roku. Ale w 1984 roku takiego korekcyjnego tąpnięcia nie było, czego skutkiem było między innymi to, że DAX przestał rosnąć już wiosną 1986 (czemu obecnie odpowiadałoby lato 2016), a więc 5 kwartałów wcześniej niż S&P 500. 

11:28, bialek.wojciech
Link Komentarze (56) »
piątek, 20 lutego 2015

Roczna dynamika PKB w naszym kraju w IV kw. ubiegłego roku została oszacowana na +3,1 proc. To jeden z dwóch najlepszych wyników w krajach UE (szybkiej rozwijały się pomiędzy IV kw. 2013 a IV kw. 2014 jedynie Węgry). Nie zmienia to faktu, że ostatni kwartał ub. r. był trzecim z rzędu, w którym dynamika PKB spadała (z +3,5 proc. w I kw. 2014). Temu łagodnemu spowolnieniu gospodarczemu towarzyszył spadek dynamiki wskaźników inflacji do  rekordowo niskich poziomów (CPI -1,3 proc. r/r, PPI -2,9 proc. r/r). Innymi słowy od I kw. ub. r. polska gospodarka znajdowała się w dezinflacyjnej fazie spowolnienia gospodarczego. 

 



 

W typowych warunkach ta faza podstawowego cyklu gospodarczego najbardziej sprzyja wzrostom cen obligacji skarbowych:

 



 

 

I tak rzeczywiście było w minionym roku, w którym w ślad za dynamiką wskaźników inflacji spadającą do rekordowo niskich poziomów podążyła rentowność krajowych obligacji (poruszająca się odwrotnie do ich cen):

 


 

Z przedstawionego powyżej schematu alokacji aktywów w ramach cyklu koniunkturalnego wynika, że po dezinflacyjnej fazie spowolnienia gospodarczego powinna nadejść dezinflacyjna faza ożywienia gospodarczego w typowych warunkach najbardziej sprzyjająca wzrostom cen akcji. 

W przeszłości najsilniejsza korelacja (ujemna) pomiędzy roczną dynamiką rentowności 10-letnich obligacji skarbowych polskiego rządu a roczną dynamiką WIG-u występowała przy średnio 10-miesięcznym wyprzedzeniu ze strony rynku obligacji. 

W obecnych realiach oznacza to, że spadek wysokości rynkowych stóp procentowych, który nastąpił w minionym roku powinien zacząć wpływać pozytywnie na rynek akcji począwszy od okolic końca marca tego roku (można to próbować wiązać z ewentualnym rozwiązaniem kwestii greckiej w najbliższym czasie). 

 

 

 

Osobiście "od zawsze" byłem zwolennikiem jesiennego terminu początku nowej cyklicznej hossy na rynku akcji, ale opisana zależność jest niewątpliwie argumentem za jej wcześniejszym rozpoczęciem. Oczywiście nie jest to argument rozstrzygający, bo ta zależność nie jest bardzo silna (współczynnik korelacji -0,375). 

Faktem jest, że ostatnia hossa na rynku krajowych obligacji skarbowych uczyniła je "na oko" trzykrotnie "droższymi" od akcji (2,3 proc. rentowność 10-latek vs. 6,9 proc. "earnings yield" - odwrotność P/E - dla WIG-u). Ze względu na QE rozpoczynane w marcu przez ECB  silny wzrost rentowności obligacji w Europie jest mało prawdopodobny, więc zmniejszenie tej rozbieżność powinno raczej nastąpić po stronie akcji. Jeśli zyski spółek pozostaną stabilne lub wzrosną podczas ewentualnego ożywienia takie dostosowanie musiałoby mieć postać hossy. Oczywiście napisałem "na oko", bo obecnie nie znamy przyszłych zysków spółek, ale niezależnie od tego obecna wysokość premii za ryzyko inwestowania na rynku akcji wydaje się przyzwoita. 

14:27, bialek.wojciech
Link Komentarze (91) »
piątek, 13 lutego 2015

W uproszczeniu na jeden średnio 40-miesięczny cykl Kitchina składają się 4 cykle 40-tygodniowe. 8 faz tych 4 cykli - 4 wzrostowe i 4 spadkowe - można - jak się bardzo chce - układać w elliottowski wzorek 1-2-3-4-5-A-B-C. Oczywiście nie zawsze jest łatwo jednoznacznie wyznaczyć dołki i szczyty cyklu. Często kwestia, które z np. dwóch równorzędnych maksimów czy minimów jest ekstremum danego cyklu, może budzić żywe dyskusje. Poniżej moja propozycja dla 4 poprzednich cykli 40-tygodniowy. Czerwone pionowe linie do szczytu cyklu, zielone - dołki.

 

 

Przerywane pionowe linie wyznaczają na powyższym rysunku orientacyjne daty (zielona - dołka, czerwona - szczytu) wyliczone na podstawie długości 4 poprzednich cykli. Jest to 8 stycznia 2015 (ostatnia niedziela) jako oczekiwany termin dołka cyklu 40-tygodniowego i 31 lipca 2015 jako oczekiwany termin kolejnego szczytu. 

Jednym z możliwych podejść jest porównywanie przebiegu danego cyklu 40-tygodniowego do tego 4 cykle wstecz. To powinno dawać fazę cyklu Kitchina odpowiadającą obecnej (na 1 Kitchi to 4 cykle 40-tygodniowe). W tym ujęciu obecnie mamy sytuację którą należy porównywać do tej z września 2011. Wtedy właśnie mijaliśmy dołek bessy, czekał nas jeszcze jego test w następnym dołku cyklu 40-tygodniowego (czerwiec 2012), a potem już hossa.

Nie jestem pewien czy takie podejście nie niesie ze sobą ryzyka obecnie. Poprzednia bessa zaczęła się od szybkiego tąpnięcia (kwiecień-wrzesień 2011) a kończyła długotrwałą konsolidacją (wrzesień 2011-czerwiec 2012). Reguła zmienności podpowiada, że teraz może być odwrotnie i rzeczywiście na razie bessa przyjmuje postać długotrwałej - usypiającej - konsolidacji. 

Zostawiając tę kwestię na razie na boku proponuję zająć się tematem prognozowania przebiegu danego cyklu 40-tygodniowego. Można to zrobić np. tworząc projekcję uzyskaną poprzez uśrednienie przebiegu 4 ostatnich cykli 40-tygodniowych (tworzących w sumie pełny cykl Kitchina).

Poniżej przedstawiłem dwie wersje tego podejścia. W pierwszym z nich projekcja jest tworzona przez uśrednienie ścieżek WIG-u zaczepionych w dołkach cyklu. Ponieważ ostatni "potwierdzony" dołek cyklu 40-tygodniowego na WIG-u wypadł w marcu ub. r., to projekcja ta  jest już dosyć "wiekowa" co zresztą widać w dużej różnicy pomiędzy jej obecnymi wskazaniami a rzeczywistą wartością WIG-u. Zgodnie z tą projekcją następny dołek cyklu już powinien być za nami. 

 


 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie ścieżek WIG-u poprowadzonych z 4 ostatnich szczytów indeksu w ramach tego cyklu jest młodsza od poprzedniej o pół roku (ostatni szczyt WIG-u był we wrześniu 2014, a dołek w marcu 2014), więc można ją traktować jako bardziej aktualną:

 


 

Od czasu identyfikacji wrześniowego maksimum WIG-u jako szczytu cyklu 40-tygodniowego faktyczny przebieg indeksy dosyć ładnie oplatał się wokół ścieżki tej projekcji. Osiąga ona minimum za 17 sesji, czyli na przełomie pierwszej i drugiej dekady marca na poziomie nieco niższym niż 50000 pkt. 

Oczywiście nie należy tego oszacowania traktować dosłownie. Raczej jako sugestię, że gdyby w okresie najbliższego miesiąca nasz rynek z jakiegoś powodu spadał (z powodu problemów w negocjacjach z Grecją, czy z innej przyczyny), to taki spadek będzie  dobrą okazją do zakupów polskich akcji na następne 4-6 miesięcy (obie projekcje sugerują następny szczyt WIG-u związany z cyklem 40-tygodniowym w okolicach lipca). 

12:33, bialek.wojciech
Link Komentarze (80) »
piątek, 06 lutego 2015

Pomiędzy poprzednim czwartkiem a wtorkiem w ciągu 3 sesji cena ropy naftowej, która jeszcze 28 stycznia znalazła się na poziomie prawie 6-letniego minimum (WTI 44,1 USD), wzrosła o 20,2 proc. W okresie minionego pokolenia z podobną sytuacją - 3-sesyjnym wzrostem o ponad 20 proc. pojawiającym się w przeciągu miesiąca od ustanowienia przynajmniej rocznego minimum - mieliśmy do czynienia wcześniej jedynie w trzech okresach. Taki sygnał pojawił się 7 kwietnia 1986 roku, następnie dwukrotnie w 1998 roku (23 marca i 24 czerwca) oraz trzykrotnie pomiędzy 26 grudnia 2008 i 21 stycznia 2009. 

 


 

W dwu z tych trzech przypadków (1986, 2009) takie jak w ostatnich dniach zachowanie ceny ropy naftowej oznaczało zakończenie panicznej wyprzedaży i początek silnego odbicia  ceny ropy naftowej trwającego przez następne 2-4,5 roku. W trzecim przypadku (1998) taki wzrost był jedynie korektą, po zakończeniu której ceny ropy miały jeszcze spaść do końca roku o ponad jedną trzecią. 



 

Gdyby szukać cech wspólnych tych 3 historycznych przypadków zachowania ropy analogicznego do obecnego, to można wskazać jedną - w każdym przypadku cena ropy była 1,5 roku po pojawienia się sygnału wyższa niż w momencie wygenerowania sygnału (po przynajmniej 20 proc. wzroście w 3 sesje) o minimum 40 proc. To dawałoby cenę za baryłkę na poziomie przynajmniej 74 dolarów w okolicach lata 2016 roku. 

Ponieważ mamy to do czynienia z dwoma odmiennymi scenariuszami - w 2 przypadkach dołek, w jednym korekta - to nie ma specjalnie sensu ich uśredniać. Ale dla porządku załączam opartą na takim uśrednieniu projekcję, która sugeruje powrót w latach 2017-2018 ceny ropy naftowej do poziomu 100 dolarów. 

 

 

 

O tym, czy dołek na ropie mamy za sobą, czy też jej cena będzie nadal w tym roku spadać, zadecyduje prawdopodobnie to, czy w 2015 roku będziemy mieli do czynienia na świecie z kryzysem będącym konsekwencją spadku cen surowców i umocnienia dolara z drugiego półrocza 2014 (odpowiednik kryzysu rosyjskiego z lata 1998). 

Osobiście skłaniam się do wersji podobnej do tej z 1998 roku (latem kryzys jakiegoś dużego podmiotu zadłużonego w dolarach i sprzedającego surowce, ropa 5-tą falą spada do jesieni do wsparcia wyznaczonego przez szczyty z lat 1980 - 39,8 USD, 1990 - 41,1 USD, 2000 - 37,3 USD, 2003 - 38 USD i dołek z 2009 roku - 30,3 USD, FED odpuszcza podwyżki stóp, na rynkach akcji zaczyna się kolejna fala hossy). Ale pewności oczywiście mieć tu nie można. 

Ponieważ 5 na 6 ostatnich recesji w USA poprzedzone było szokiem naftowym, a ewentualny powrót ceny ropy naftowej z obecnych niskich (lub ewentualnie jeszcze niższych) poziomów do tych z lat 2011-2014 powinien pociągnąć za sobą wzrost dynamiki wskaźników inflacji kulminujący w 2017 roku. Taki wzrost tempa inflacji zmusiłbym FED (i inne banki centralne) do zaostrzenia obecnie rekordowo łagodnej polityki pieniężnej, co powinno wywołać globalny krach tej klasy co te z lat 2000-2002 i 2007-2009 (a być może klasy tego z lat 1929-1932). 

13:11, bialek.wojciech
Link Komentarze (101) »
piątek, 30 stycznia 2015

W ostatnim okresie mogliśmy na rynkach zaobserwować dwa interesujące zjawiska: z jednej strony mierzący ceny surowców na światowych rynkach Goldman Sachs Commodity Index spadł do najniższego poziomu od przynajmniej 5,5 roku, a mniej więcej równocześnie indeks giełdy we Frankfucie DAX-30 wybił się na nowe historyczne maksima. Z podobną sytuacją - oba sygnały (ten na DAX-ie i ten na GSCI) pojawiają się w odstępie nie większym niż miesiąc -  w okresie od początku lat 70-tych mieliśmy do czynienia wcześniej jedynie dwukrotnie. Po raz pierwszy to kryterium zostało spełnione w począwszy od lutego 1985 roku, a po raz drugi począwszy od marca 1998 roku:

 


 

Myślę, że nie powyższego obrazka nie trzeba specjalnie wyjaśniać. Dodam tylko, że korekta z 1984 roku widoczna na wykresie przed pojawieniem się sygnału z 1985 roku związana była z największym w historii (do czasu kryzysu z 2008 roku) upadkiem amerykańskiego banku Continental Illinois, a analogiczna korekta z 1997 roku widoczna na wykresie przed pojawieniem się sygnału z 1998 roku związana  była z wybuchem kryzysu azjatyckiego.

Oczywiście identyczna korekta widoczna na wykresie pod koniec ubiegłego roku przed pojawieniem się obecnego sygnału związana była z kryzysem rubla

Zwyczajowo podaję ścieżki zarówno DAX-a jak i GSCI po obu sygnałach:

 

 

 

 

... i uzyskane przez ich uśrednienie projekcje wartości obu indeksu:

 

 

 

Wnioski każdy może sobie wyprowadzić na własną rękę. Gdybym ja miał szukać cech wspólnych zachowania cen surowców i niemieckich akcji po obu historycznych momentach podejrzewanych o podobieństwo do obecnej sytuacji, to wskazałbym na następujące:

1) GSCI spadał bez większych korekt (ale były mniejsze) przez następne przynajmniej 9 miesięcy;

2) DAX zwyżkował bez większych korekt (ale były mniejsze) przez następne przynajmniej 5 miesięcy;

3) bessa na GSCI skończyła się najpóźniej po 17 miesiącach;

4) hossa na DAX-ie powinna skończyć się za 2 lata (odpowiednik bessy od marca 2000) - 2,5 roku (odpowiednik krachu od sierpnia 1987) czyli gdzieś w 2017-tym. 

5) w III kw. tego roku istnieje ryzyko wtórnego kryzysu analogicznego do kryzysu rosyjskiego, który nastąpił latem 1998 roku (ale po sygnale z 1985 roku niczego takiego nie było). 

Po 3 latach na rynku akcji i 6 na rynku surowców rozbieżności pomiędzy obydwoma scenariuszami historycznymi zaczynają być tak duże, że szukanie wspólnych cech traci większy sens. 

Do przemyślenia pozostaje rozbieżność pomiędzy datami uzyskanymi teraz (1985, 1998) a tymi sugerowanymi w poprzednim wpisie dotyczącym kursu EUR/USD (1981, 1997). W obu przypadkach kierowani jesteśmy w ten sam okres (1981-1985, 1997-1998), ale sięgające 4 lat rozbieżności czasowe sugerują, by przedstawionych analogii nie traktować całkiem dosłownie, a raczej inspirować się w swoich działaniach "duchem" obu okresów historycznych na rynkach finansowych i nie tylko, który powinien być podobny i obecnie. 

 

 

13:13, bialek.wojciech
Link Komentarze (129) »
piątek, 23 stycznia 2015

W ostatnich dniach euro trafione zostało dwoma ciosami - najpierw rezygnacją SNB z próby utrzymania kursu EUR/CHF powyżej poziomu 1,20, a następnie oficjalnym ogłoszeniem przez ECB programu skupu aktywów wartego 60 mld euro rocznie i trwającego od marca tego roku do września roku przyszłego. W najbliższych dniach euro czeka jeszcze jedna przeszkoda do pokonania - wybory w Grecji będącej najsłabszym ogniwem strefy euro, a w dalszej perspektywie zapowiadane rozpoczęcie przez FED podnoszenia stóp procentowych. Cały czas tli się konflikt militarny na wschodniej Ukrainie, a więc nie tak daleko od granic strefy euro. Efektem oddziaływania tych czynników było zejście kurs EUR/USD na najniższy poziom od 2003 roku (1,12 wobec prawie 1,4 jeszcze w maju ub. r.).

Oczywiście prawie każdy ruch rynkowy się kiedyś kończy, więc i teraz można zastanawiać się, kiedy nastąpi kulminacja załamania kursu EUR/USD i kiedy rozpocznie się jakaś poważniejsza korekta wzrostowa. 

Trwający od maja spadek kursu euro względem dolara można porównać do trzech poprzednich z ostatnich lat:

 


 

 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie tych trzech ostatnich fal spadkowych sugeruje, że euro osłabło już za bardzo a korekta wzrostowa już powinna się była rozpocząć (w grudniu na poziomie 1,164):

 

 

W ciągu minionych 8 miesięcy kurs EUR/USD spadł o ponad 16 proc. W ostatnich latach podobne spadki zdarzyły się dwukrotnie: w 2008 roku podczas ostrej fazy kryzysu kredytów hipotecznych na świecie oraz w latach 2009-2010, gdy wyszły na jaw problemy Grecji, co rozpoczęło kryzys strefy euro:

 

 

Projekcja kursu EUR/USD zrobiona na podstawie tych 2 przypadków osiąga minimum na poziomie 1,115 za niecały miesiąc i również wchodzi w silną korektę wzrostową:

 

 

Dwie powyższe projekcje generalnie sugerują bliskość punktu zwrotnego na rynku EUR/USD. Główny problem z nimi polega jednak na tym, że stworzone zostały na podstawie ruchów EUR/USD z lat 2008-2014. Tymczasem wydaje się, że dla ostatniego zachowania dolara znacznie bardziej adekwatne są ruchy ze znacznie wcześniejszych okresów - czyli z dwu analogicznych do obecnej faz cyklu Kuznetsa (rozumianego tu jako cykl inwestycji w infrastrukturę służącą do poszukiwania, produkcji i transportu surowców). 

W takim ujęciu ostatnie załamanie się kursu EUR/USD to odpowiednik ruchów z lat 1996-1997 i 1980-1981 (pamiętamy historyczny rym igrzysk olimpijskich w Moskwie w 1980 i Sochi w 2014 roku?). Oczywiście dane sprzed 1999 roku odnoszą się do kursu ECU. 

 

 

Uzyskana na tej podstawie tej analogii projekcja kursu EUR/USD (synchronizacja w szczytach EUR/USD) osiąga lokalne minimum dopiero za niecałe 2 miesiące na poziomie 1,074, a późniejsza ok. 10-miesięczna korekta wzrostowa dociera raptem do poziomu 1,14. Później silny trend spadkowy EUR/USD ulega wznowieniu (odpowiednik lat 1998-2000 i 1981-85) kulminując za 4 lata przy kursie niższym niż 0,8. Te "niecałe 2 miesiące" to marzec, kiedy to ECB ma rozpocząć "druk" euro. Wejście wtedy w euro byłoby zaiste kontrariańskim zagraniem. 

 

 

Do tej wywiedzionej z cyklu Kuznetsa analogii można podejść w nieco inny sposób synchronizując obecny i historyczne ruchy w momencie wychodzenia EUR/USD na wieloletnie minima:

 

 

Tu projekcja osiąga minimum za ok. 2 miesiące na poziomie 1,135 (czyli wyższym niż obecny) po czym koryguje się szybko do 1,227, a potem znowu spada do 0,82 przez następne 4 lata:

 

 

Te dwie "kuznetsowe" projekcje oparte na doświadczenia minionego pokolenia pokazują znacznie mniejszy potencjał wzrostowy EUR/USD niż te oparte na historii ostatnich lat.

Osobiście próbując wyciągnąć jakiś wspólny element z zachowania kursu po wybiciu w dół do wieloletniego minimum w 1981 roku i 1997 roku zakładam, że ewentualna korekta wzrostowa EUR/USD w którymś momencie wyjdzie powyżej poziomu dołka z 2010 roku (1,191) podobnie jak korekta z 1981 roku wyszła o 2,5 proc. powyżej minimum z 1976 roku, a korekta z lat 1997-1998 wyszła o 11,1 proc. powyżej dołka z 1994 roku. To dawałoby 1,22 jako cel ewentualnej korekty wzrostowej do osiągnięcia w przeciągu następnych kilkunastu miesięcy. 

Z jakiego poziomu warto podjąć w ciągu najbliższych 2 miesięcy próbę zagrania na zmianę trendu EUR/USD przy założeniu, że prędzej czy później poziom 1,22 zostanie osiągnięty? Najsłabsza z 4 powyższych projekcji dla EUR/USD spada w krótkoterminowej perspektywie do 1,074. Dzieląc standardowo przedział 1,074-1,22 na ćwiartki i uznając dolną za miejsce, gdzie potencjalna nagroda przewyższa ryzyko spadku ponadtrzykrotnie, otrzymujemy poziomy niższe niż 1,11 jako miejsce, gdzie warto podjąć ryzyko.

Oczywiście otwartą kwestią pozostaje czy gra na potencjalnie 10 proc. korekcyjny ruch w walutę, która ma być aktywnie "psuta" przez najbliższe półtora roku, ma wielki sens. 

Oczywiście nasuwa się pytanie co mogłoby być realną przyczyną takiej ewentualnej korekty? Moim zdaniem mogłaby nim być gra pod to, że FED zostanie w najbliższym czasie zmuszony przez wydarzenia rynkowe (spadek cen ropy naftowej, spadek dynamiki wskaźników inflacji, umocnienie dolara zagrażające koniunkturze w przemyśle USA) do kolejnego przesunięcia oczekiwanego terminu rozpoczęcia podwyższania stóp procentowych. Już teraz po raz pierwszy od 2 lat mamy do czynienia z sytuacją, w której to DAX wyszedł na nowe szczytu zostawiając S&P 500 w tyle, co może być sygnałem, że układ kursów walutowych zaczyna sprzyjać strefie euro. 

Drugim powodem korekty wzrostowej EUR/USD mogłoby być pojawienie się na świecie jakiegoś ogniska kryzysu, które zmusiłoby FED do aktywnej interwencji, tak jak upadek funduszu LTCM w 1998 roku zmusił FED niejako wbrew wcześniej deklarowanym intencjom od nieoczekiwanych obniżek stóp. Faktem jest, że w obu ostatnich cyklach Kuznetsa podobne do ostatniego wyłamanie się (syntetycznego) kursu EUR/USD do wieloletnich minimów związane z wejściem rynku surowców w okres "nadprodukcji" bezpośrednio poprzedzało takie kryzysy finansowe jak bankructwo PRL w 1981 roku, bankructwo Meksyku w 1982 roku, kryzys azjatycki w 1997 roku i kryzys rosyjski w 1998 roku. Na razie pierwszy efekt w postaci kryzysu rubla już się pojawił, ale gdyby historia miała się powtarzać, to nie byłby to koniec globalnych reperkusji wydarzeń z ostatnich miesięcy. 

 


13:18, bialek.wojciech
Link Komentarze (314) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26