Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
Wojciech Białek
RSS


Blog > Komentarze do wpisu

Kupuj, gdy leje się krew. Ale co?

Stara cyniczna giełdowa zasada głosząca "kupuj, gdy leje się krew" nie precyzuje niestety co należy kupować. Krew leje się niewątpliwie na terytorium Gruzji, więc teoretycznie zainteresowanie powinny wzbudzać obecnie aktywa gruzińskie, taniejące w reakcji na gwałtowny wzrost ryzyka. Dobrą ekspozycję na ten kraj dają akcje chyba jedynej gruzińskiej spółki notowanej na giełdach zagranicznych, czyli Bank of Georgia. Bank odpowiada za mniej więcej jedną trzecią rynku usług bankowych w Gruzji, a obecnym premierem tego kraju jest były prezes Bank of Georgia. Gdyby więc zanosiło się na zwycięstwo Gruzji w konfrontacji militarnej z Rosją (a choćby na remis), to zakup akcji Bank of Georgia miałby sens. Niestety na razie zachowanie kursu akcji banku raczej na taki scenariusz nie wskazuje (dziś bank podał informację o wstrzymaniu akcji kredytowej i zamknięciu 6 spośród 142 oddziałów - wśród zamkniętych był budynek oddziału w Gori, który został uszkodzony w wyniku bombardowania).

Z punktu widzenia Rosji eskalacja konfliktu z Gruzją mogłaby być sposobem na wywołanie wzrostu napięcia w tym istotnym dla tranzytu kaspijskiej ropy rejonie (rurociąg BTC), co mogłoby przyczynić się do zahamowania trwającego od miesiąca spadku cen ropy naftowej. Jeśli takie byłyby intencje Rosji, to na razie podjęte działania okazują się zupełnie nieskuteczne. Pomimo wojny rynek ropy jest nadal słaby. W chwili, gdy piszę te słowa baryłka kosztuje 115,8 dolara. Dosyć naturalnym celem obecnej zniżki cen ropy wydaje się być poziom nieco poniżej 110 dolarów. Do hipotetycznego dołka obecnej fali wyprzedaży na ropie wydaje się być dosyć blisko, co sugeruje, że również ceny akcji rosyjskich spółek mogą zbliżać się do dna trwającej od maja wyprzedaży, podczas której indeks RTS stracił do piątku już 31 proc. W każdym razie kluczowy zaznaczona na poniższym wykresie strefa - nomem omen - oporu na głównym rosyjskim indeksie znajduje się o 25 proc. powyżej obecnych poziomów cen i można sobie wyborazić, że ten dystans mógłby zostać pokonany, jeśli pomiędzy sierpniem a październikiem doszłoby na rynku ropy do korygującego obecne spadki odbicia. Ze względu na strukturę techniczną indesu RTS wzrost powyżej zaznaczonego poziomu oporu jest już raczej bardzo mało prawdopodobny nawet, gdyby Rosji udało się skutecznie przełamać opór wojsk gruzińskich. 25 proc. "piechotą nie chodzi", ale ze względu na symptomatyczną słabość rynku ropy w reakcji na wieści o wojnie, z "kontrariańskimi" zakupami nie ma się na razie chyba co spieszyć.

poniedziałek, 11 sierpnia 2008, bialek.wojciech

Polecane wpisy

Komentarze
2008/08/11 18:48:18
Oj, nieładnie z tym laniem się krwi w Gruzji. Rozumiem, że miało być dowcipnie, ale trochę się Pan chyba zapędził.
-
2008/08/12 00:13:05
Dylandong, to nie jest dowcip. tak się naprawdę mówi. Chyba pierwszy powiedział to baron Rothschield. Może to tez odnosić się do indeksów w czerwieni. Generalnie nie chodzi o fizyczną, materialną krew Gruzinów.
-
2008/08/12 09:00:33
powiedzenie to jest niemal tym samym, co "buy into weakness, sell into strength". nie ma nic zwiazanego z wojna (moze oryginalnie mialo). jak slusznie zauwazyl jerry, krew jest tu czerwienia spadajacych cen. Pan wojciech zapewne o tym wie.
-
2008/08/12 12:13:53
Jest Pan świnią, panie Białek. Rozumiem, że jest pan człowiekiem od giełdy, ale pewnych rzeczy po prostu nie wolno robić.
-
2008/08/12 12:14:57
To powiedzenie jest rzeczywiście przypisywane "baronowi Rothschildowi", choć z kontekstu wynika, że u różnych autorów przywołujących to powiedzenie chodzi o różnych Rothschildów, więc trudno tezę o pochodzeniu tej kontrariańskiej maksymy zweryfikować. Co ciekawe jej pełna forma ma brzmieć: Kupuj, gdy leje się krew. Nawet jeśli jest to twoja własna krew ("Buy when there's blood in the streets, even if the blood is your own."). W różnych miejscach, gdzie znalazłem omówienie tej formuły, jej powstanie uzasadniane jest fortuną uzyskaną przez Rotschildów w związku z konfliktami militarnymi. W Investopedii (www.investopedia.com/articles/financial-theory/08/contrarian-investing.asp
) w tym kontekście wymieniana jest panika związana z Bitwą pod Waterloo:

"Rothschild made a fortune buying in the panic that followed the Battle of Waterloo against Napoleon."

Z kolei tu - happycarpenter.blogs.com/the_happy_carpenter/2004/07/buy_when_blood_.html - przy okazji omawiania rynku nieruchomości w Bagdadzie "baron Rothschild" z jego powiedzeniem pojawia się w kontekście Wojny 30-letniej:

"You see, Baron Rothschild made the family fortune by buying up property when the 30 Years War was about to roll into town, when the Protestants and the Catholics were slaughtering each other across France a couple hundred years ago. With a rampaging army just over the hill, desperate sellers would part with their land at bargain prices. Once the war had passed, the land value would rebound and the Baron sold at huge profits."

Obecnie w czasch wyjątkowo pokojowych owa "krew" jest traktowana przenośnie, ale sądzę, że orginalnie miała znaczenie znacznie bardziej dosłowne.
-
2008/08/12 15:39:08
bankside:
"Jest Pan świnią, panie Białek. Rozumiem, że jest pan człowiekiem od giełdy, ale pewnych rzeczy po prostu nie wolno robić."

Forma Pańskiego komentarza nie jest może najszczęśliwsza, ale zakładam, że tłumaczą Pana wojenne emocje. Jeśli dobrze rozumiem chciał Pan poruszyć ważną kwestię: czy na cudzym nieszczęściu wypada zarabiać (próbować zarabiać)? Bo rozumiem, że tym czego "po prostu nie wolno robić" jest kupowanie aktywów, które są tanie w wyniku wzrostu ryzyka politycznego, który to wzrost objawia się rozlewem krwi. Czy dobrze Pana zrozumiałem?
-
2008/08/12 16:51:40
Ja nie widzę niczego złego w tym haśle. Ciekawy artykuł. Podoba mi się jak przedstawia Pan swój punkt widzenia.
-
2008/08/12 19:16:20
Panie Wojtku,
Cieszę się że ani powyższe wpisy ani poprzednie nie wyprowadzają Pana z równowagii więc pozostaję spokojny o kontynuacje tego bloga, który jest niezwykłą dawką edukacji.

Kontrarjańsko:
wizja zakończenia konfliktu w Gruzji zbiega się z poziomami na ropie, które są postrzegana przez niektórych analityków elliotta jako poziom do pierwszej istotnej korekty na ropie. O ile ona nastąpi, godna podziwu jest przekorność rynków. Bowiem sama wojna ani ataki na ropociągi nie wywołały zwyżki.
Poziomy docelowego ruchu na ropie u większości moich "ulubinych" analityków to ok. 90usd. Jeśli dziś (112) nastąpiłoby odwrócenie tredu (wskazywana przez Pana fala 5, tylko z nieco niższych pozimów) a nie tylko korekta (jak twierdzi najbardziej znany elliottowiec za oceanem) było by wybitnie kotrarjańskie

A do Panów powyżej:
chłodna analiza nawet przykrych zdarzeń jest podstawową umiejetnością każdego analityka. Tylko nie każdy się wiedzą dzieli. Więc prosze krytykowac ale mertorycznie i grzecznie, nikt tu nikogo nie obraża.
-
2008/08/12 19:26:39
@ Wojciech Białek: Przepraszam za ton mojego komentarza powyżej. Rzeczywiście poniosły mnie emocje. Zgadzam się z PKO24, że analityk powinien umieć analizować na chłodno, ale na litość boską, z tej analizy wynika, że wojna jest super bo jest okazją do kupienia akcji po niższej cenie! Chyba nikt nie powie, że pieniądze zarobione w ten sposób nie śmierdzą?
-
2008/08/12 19:40:49
polecam prezentację Pana Białka z Wall Street, dostępna na forum www.sii.org.pl po zalogowaniu
oraz np.
Socionomics: The Science of History and Social Prediction
by Robert R. Prechter, Jr.
przyznaje, ze z braku czasu jeszcze nie przeczytałem
This revolutionary two-book set spells out a historical correlation between patterned shifts in social mood and their most sensitive register, the stock market. It also presents engaging essays representing over 20 years worth of research correlating social mood trends to music, sports, corporate culture, peace, war and macroeconomic trends.

a wojna i gospodarka... to po prostu jeden z elementów... socjologicznych/społecznych wpisanych w cykle koniunkturalne (nie tylko gospodarcze, ...relacji międzyludzkich?)
-
2008/08/12 20:22:07
"a wojna i gospodarka... to po prostu jeden z elementów... socjologicznych/społecznych wpisanych w cykle koniunkturalne (nie tylko gospodarcze, ...relacji międzyludzkich?)"

Czy gdyby Twoja rodzina zginęła w bombardowaniu też byś tak mówił? A może mordercy przed sądem powinni mówić, że to, co zrobili jest po prostu jednym z elementów socjologicznych/psychologicznych opisywalnych statystycznie. Kim trzeba być, by zredukować świat do elementów sterujących cyklami koniunkturalnymi?

Rozumiem, że blog jest o giełdzie, ale chyba czasami warto skorzystać z okazji do nieanalizowania tragedii przy użyciu schematów pojęciowych właściwych abstrakcyjnej mechanice cykli ekonomicznych.
-
2008/08/12 21:09:06
chyba się w pełni zgadzam z Tobą, wojna jest z założenia zła, można
zacytować słowa Churchilla: "Na wojnie nie ma zwycięzców, są kaleki , wdowy ...."

ale to nie zmienia statystyk,
tak samo jak komunkat w wiadomościach że zgineło tyle a tyle osób na drogach
-
2008/08/12 22:45:09
Panie Wojciechu mam do Pana nietypowe pytanie...

niedługo 15 sierpnia - święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz rocznica bitwy warszawskiej

Pytanie brzmi: czy prezentujący publicznie swe poglądy analityk rynku finansowego będący Polakiem powinien być polskim patriotą ?
-
2008/08/13 08:30:22
Widze, ze tu jacys politycy z LPR zawitali. Przykro jest czytac takie chamskie komentarze. Wg mnie trzeba sie wykazac nie lada odwaga, zeby kupowac gdy sie leje krew, bo to jest zachowanie kontrarianskie, czyli walka z emocjami tlumu. Tu naprawde trzeba wykazac sie wiedza analityka i nie ma gwarancji, ze sie zarobi. Jak widac Ci, ktorzy zarobili musieli potraktowac zakupy jako inwestycje dlugoterminowa. A kolegom patriotom proponuje zakup aktywow tam gdzie sie leje krew, gdzie sa Talibowie itd w ten sposob wspomoga te kraje i ich pieniadze nie beda smierdzialy. Ja sie ciesze, ze Pan Wojciech chce sie dzielic wiedza. Niektorym oszolomom to przeszkadza.
-
2008/08/13 09:18:19
do: tr3

Ja także się bardzo cieszę, że Pan Wojciech chce się dzielić wiedzą. Moje pytanie ma charakter bardzo ogólny - chodzi mi mianowicie o to czy zawód analityka rynku finansowego można potraktować jako zawód zaufania publicznego i przez to związanego z odpowiedzialnością w stosunku do wspólnoty narodowej, z której się pochodzi.

Z szacunkiem
-
2008/08/13 12:09:10
bankside:
"Przepraszam za ton mojego komentarza powyżej. Rzeczywiście poniosły mnie emocje."

Nie ma sprawy.

"Zgadzam się z PKO24, że analityk powinien umieć analizować na chłodno, ale na litość boską, z tej analizy wynika, że wojna jest super bo jest okazją do kupienia akcji po niższej cenie! Chyba nikt nie powie, że pieniądze zarobione w ten sposób nie śmierdzą?"

Poruszył Pan ważny temat etycznych ograniczeń w prowadzeniu biznesu. Przy skrajnej interpretacji kupowanie tanich akcji jest nieetyczne, bo przecież kupujemy od kogoś, kto kupił drożej i dla niego ta transakcja jest stratą, więc my korzystamy z jego nieszczęścia. Ale - chyba się Pan zgodzi - takie podejście jest absurdem, bo oznaczałoby, że tylko kupowanie akcji na samym szczycie jest etyczne. Brnąc w ten absurd dochodzimy do wniosku, że sprzedawanie chleba z zyskiem przez piekarza też jest niemoralne.
Skrajne podejście w druga stronę, to próby zarobienia na nieszczęściach, które się samemu organizuje (np. zarabianie na wojnie, którą się samemu wywołało czy sprowokowało). To wydaje się być oczywiście niemoralne.

Nasz przypadek jest gdzieś po środku: czy można kupować akcje taniejące w wyniku wojny (albo innego nieszczęścia typu powódź), którego wystąpienie jest od nas niezależne. Na przykład latem 1997 akcji części spółek, których zakłady zostały zalane przez powódź mocno taniały. Czy wszyscy krajowi inwestorzy powinni byli wstrzymać się z kupowaniem tych akcji, by nie korzystać z cudzego nieszczęścia? No ale wtedy ceny przecież spadłyby do zera. Proponowałbym złapać byka za rogi i zastanowić się, co posiadacze krajowych oszczędności powinni z nimi robić, gdy wojna dotrze do naszego kraju. Akcje z pewnością potanieją, bo na przykład inwestorzy zagraniczni się przestraszą i je będą sprzedawać. Czy na czas wojny krajowi inwestorzy mają się wstrzymać z kupowanie taniejących krajowych akcji, by nie korzystać z nieszczęścia? Ale przecież załamanie się krajowego rynku finansowego raczej nie przyczyni się do zwycięstwa w toczącej się wojnie? Zastanawiam się też, czy Gruzini chcieliby, by zagraniczni inwestorzy kupowali teraz ich gwałtownie taniejące akcje, czy też uważaliby takie działania za pasożytowanie na ich nieszczęściu.

Proponuję kompromis: niech analitycy analizują starając się być w miarę swoich umiejętności obiektywni, a niech posiadacze oszczędności decydują , które formy lokowania ich pieniędzy są moralne, a które nie. A jeśli ktoś chce i zarobić, kupując w ewentualnym dołku (ale tu jeszcze trzebe poprawnie przewidzieć, gdzie ten dołek wypadnie) akcje Bank of Georgia, a równoczęśnie ma moralne rozterki, czy nie jest to zarabianie na tragedii Gruzinów, to proponuję odrobinę hipokryzji w postaci zabezpieczenia - od strony moralnej - zakupu akcji przez wpłatę na jakiś fundusz pomocy gruzińskim ofiarom ostatniej wojny z Rosją.
-
2008/08/13 13:41:19
jureke.30
"czy prezentujący publicznie swe poglądy analityk rynku finansowego będący Polakiem powinien być polskim patriotą ?
(...)
czy zawód analityka rynku finansowego można potraktować jako zawód zaufania publicznego i przez to związanego z odpowiedzialnością w stosunku do wspólnoty narodowej, z której się pochodzi."

Kłaniam się. Patriotą oczywiście powinien być każdy, bo troska o dobro wspólnoty, do której się należy jest czymś naturalnym i korzystnym zarówno dla jednostki jak i dla całej wspólnoty. Pytanie tylko jak się ma ten patriotyzm objawiać w przypadku analityka. No coż, na pewno tak jak od szewca oczekujemy przede wszystkim wygodnych i niedrogich butów, tak od analityka należy oczekiwać przede wszystkim trafnego rozpoznania przyczyn określonych zjawisk rynkowych i gospodarczych z przeszłości oraz - w idealnym przypadku - poprawnych prognoz konsekwencji bieżąycych wydarzeń (nie mam tu na myśli siebie, bo ja jestem dopiero na etapie przyuczania do zawodu). Tak jak buty powinny być najpierw wygodne, a następnie patriotyczne, tak analizy i prognozy powinny być najpierw trafne, a dopiero później patriotyczne. Analizy i prognozy, które są przede wszystkim patriotyczne, nazywamy propagandną. Patriotyczna propaganda też ma swoją rolę do odegrania, szczególnie przy kształtowaniu młodzieży, ale nie należy mylić propagandy z analizami.

Jeśli zdefuniujemy patriotyzm jako dbanie o dobro własnej wspólnoty, to pozostaje pytanie o to jaką drogę do tego celu wybierzemy. Sam Pan wie, że wśród polityków jest co najmniej kilka często dosyć sprzecznych koncepcji.

W idealnym przypadku kraj, w krórym są wyłacznie analitycy formułujące bezbłędne prognozy i rekomendacje (realizowane przez inwestorów), stanie się w ciągu kilku dekad najbogatszym na świecie, co jest bardzo patriotyczne. Podsumowując: "prawda jest patriotyczna".

Natomast z Pańskim pytaniem wiąże się inna kwestia. Bodajże 2 lata temu miałem przyjemność oglądać w Chicago prezentację Marka Fabera - mieszkającego w Azji szwajcarskiego analityka, którego teksty bardzo lubię czytać - który zauważył, że tak jak na początku tej dekady nie można było w bankach inwestycyjnych znaleźć żadnego analityka od surowców (wszyscy zostali zwolnieni w trakcie 20-letniej bessy na syrowcach), tak obecnie nie sposób w bankach inwestycyjnych znaleźć analityków geopolitycznych. Tymczasem według Fabera wkraczamy w okres konfliktów militarnych - wysokie ceny surowców zachęcają do rywalizacji o zasoby i czynią ją opłacalną, równocześnie ta rywalizacji podtrzymuje wysokie ceny surowców - kiedy to w coraz większym stopniu geopolityka będzie kształtować decyzji posiadaczy kapitałów o jego geograficznej alokacji. I teraz pytanie, czy krajowi inwestorzy czy analitycy powinni kierować się w swych decyzjach inwestycyjnych czy analizach ineresem geopolitycznym własnego kraju? Trzeba pamiętać o powiedzeniu niejakiego Uljanowa (ksywka Lenin) o kapitalistach i sznurku. Ale myślę, że sterowanie przepływami kapitału motywowane geopolitycznymi interesami kraju, to przede wszystkim zadanie dla odpowiednich władz: stanowiącego prawo Sejmu i wykonującego je rządu. Nadmierne używanie wojennej retoryki zaćmiewa jasność myślenia, nie sprzyja chłodnej analizie i prowadzi do myślenia życzeniowego.

A co Pan sam o tym sądzi?
-
2008/08/13 14:12:38
I jeszcze nieco ironiczny komentarz Billa Bonnera do tematu, który tu wypłynął znaleziony w poniedziałkowym Daily Reckoning:

" Oil rises on troubles in Georgia...

The headline is a sign of our time. Today, the world believes in money. In economics. In material progress. Everything else takes second, third, or fourth place. It is easier to see small changes in the price of oil than big changes in the way you look at the world. You can tell when the world changes; but when you change it goes unnoticed.

If this were August 1914, instead of August 2008, the headlines might
read:

French Bonds Fall on Invasion of Belgium. Or, if this were August of 1939, the headline might read: Oil prices jump on threatened German invasion of Poland.

Or how would the modern press report the big event of 2000 years ago?
Miracle workers earnings cut short by untimely crucifixion...

But in years zero, 14 and 39, money was not the main issue. People believed in politics, nationalism, racism, religion...and reported the news otherwise.

Today, it is money that counts."
-
2008/08/13 14:45:08
Ciekawe etyczne rozważania, ale pozwolę sobie wrócić do poprzedniego wpisu p. Białka i przywołanej prognozy fizyka prof. Drożdża. Otóż sięgnąłem do starego wycinka z Gazety; 1 sierpnia 2003 profesor mówił GW: - Ta recesja może potrwać aż do końca 2004.
Słowem: w prognozach fizyków pewnie jest coś na rzeczy, ale swój rozum trzeba mieć.
pozdrawiam
-
2008/08/13 14:47:48
athman:
"swój rozum trzeba mieć."

To podstawa.
-
2008/08/13 18:57:05
A czy na wykresie RTS to nie jest czasem przełamane wsparcie, a nie opór jak Pan tam zapisał na wykresie?
Po mojemu to u dołu jest wsparcie, a u góry opór.
-
2008/08/13 20:56:07
appfunds:
"A czy na wykresie RTS to nie jest czasem przełamane wsparcie, a nie opór jak Pan tam zapisał na wykresie? Po mojemu to u dołu jest wsparcie, a u góry opór."

Zaznaczone wsparcie zostało przełamane już w lipcu (w dół oczywiście). Przełamane wsparcie staje się - trudnym do pokonania z marszu - oporem przy ruchach powrotnych (wzrostowych).
-
2008/08/14 14:03:28
Panie Wojciechu, chciałem zapytać jako zupełny laik, który nie ma bladego pojęcia o analizie technicznej, czy Pana zdaniem obecne odbicie na surowcach oznacza, że już teraz mamy początek prognozowanego przez Pana ponownego podejścia pod szczyty na surowcach, czy jednak warto zaczekać do zejścia poniżej 110 dolarów za baryłkę, tak jak to było w Pana prognozach.
Inwestuję swoje pieniądze w funduszach inwestycyjnych, a Pan jest dla mnie jak wyrocznia. Dzięki Pana tekstom wyszedłem z funduszy akcji w lipcu ubiegłego roku.
Dziękuję i pozdrawiam.
-
2008/08/14 15:40:05
naroic:
" czy Pana zdaniem obecne odbicie na surowcach oznacza, że już teraz mamy początek prognozowanego przez Pana ponownego podejścia pod szczyty na surowcach, czy jednak warto zaczekać do zejścia poniżej 110 dolarów za baryłkę, tak jak to było w Pana prognozach."

Tu łatwo o pomyłkę, bo ja spodziewałem się końca spadków na poziomie nieco poniżej 110 dolarów za baryłkę, gdzieś w połowie sierpnia. Dotyczasowy dołek był na 113 12 sierpnia. Łatwo się pomyloć parę dni czy dolarów w którąś stronę, a docyzje jakieś trzeba podejmować. Ja na razie zwlekałem z postawieniem tezy o rozpoczęciu korekcyjnego odbicia cen surowców w górę (a dolara, cen obligacji i cen akcji w dół), czekając jednak na spadek poniżej 110. Na razie linia trendu spadkowego rozpoczętego na początku lipca została przełamana przez wczorajszy wzrost. Osobiście czekam na ruch powrotny do tej linii trendu spadkowego. To powinno rozegrać się w ciągu tygodnia (o ile natąpi). Będę musiał na początku przyszłego tygodnia przyglądnąć się na blogu obecnej sutuacji.

"Inwestuję swoje pieniądze w funduszach inwestycyjnych, a Pan jest dla mnie jak wyrocznia. Dzięki Pana tekstom wyszedłem z funduszy akcji w lipcu ubiegłego roku."
Ależ cała zasługa leży po Pańskiej stronie - jakimś cudem potrafi Pan odróżniać moje trafne prognozy od błędnych i stosować się tylko do pierwszych ;-) Pozdrawiam i życzę powodzenia.
-
2008/08/17 12:51:47
Witam Pana

Mam w zasadzie jedno pytanie. Co pan sądzi o rynku złota?
Moje oznaczenia wskazują że robimy korektę całego impulsu historycznego hossy który układa się w harmoniczną wzrostową 5kę. Wydaje się że celem powinny być okolice 38% -41% niesienia fibo całego impulsu czyli o ile dobrze pamiętam okolice 700$.

Co osobiście pan sądzi o tym rynku w aspekcie długoterminowym?

Pozdrawiam i dziękuje z góry.
-
2008/08/17 19:17:11
Panie Wojtku! Mam wrażenie,że niebawem zacznie się kolejna i być może ostatnia fala spadkowa , która przebije na wig-u 20 ostatnie dołki. Czy podziela Pan ten pogląd? Przemawia za tym umacniający się dolar oraz spadek surowców a wiadomo że emerging markets w dużej mierze to surowce.
-
2008/08/18 16:34:53
trader:
"Co pan sądzi o rynku złota?
Moje oznaczenia wskazują że robimy korektę całego impulsu historycznego hossy który układa się w harmoniczną wzrostową 5kę. Wydaje się że celem powinny być okolice 38% -41% niesienia fibo całego impulsu czyli o ile dobrze pamiętam okolice 700$."

Osobiście traktuję obecny ruch na złocie - i innych ważniejszych surowcach oraz na akcjach EM - jako 4-kę impulsu rozpocztego na przełomie 1998 i 1999 roku (na złocie 2-ka rozegrała się pomiędzy X'99 a IV'2001. W sierpniu cena złota (w USD) wyłamała się w dół z formacji podwójnego szczytu, co sugeruje okolice poziomu 723 USD za uncję jako orientacyjny cel obecnych spadków. Dobrą analogią dla obecnej korekty na złocie wydaje się być spadek z lat 1975-76 (ze 195,3 na 103,5) korygujący poprzednią super-hossę na złocie. Osobiście celu rozpoczetej w marcu zniżki szukałbym w przedziale 621-647 USD.

"Co osobiście pan sądzi o tym rynku w aspekcie długoterminowym?"

Spodziewana silna korekta na rynku surowców zapowiada spadek dynamiki wskaźników inflacji, a więc i stóp procentowych, co przyniesie ulgę zarówno rynkowi nieruchomości jak i sektorowi finansowemu w krajach rozwiniętych. Ale nie wydaje się, żeby kryzysu na rynku nieruchomości i w sektorze finansowym mógł się tylko dzięki temu skończyć. Spodziewałbym się, że bessa na rynku nieruchoności w USA (i stopniowo w innych krajach) będzie kontynuowana, a więc kłopoty w sektorze finansowym powrócą, a wraz z nimi gra spakulantów: "krótka pozycja na bankach - długa na surowcach". A więc można liczyć na jeszcze jedną falę hossy na złocie po zakończeniu obecnej korekty. W zależności od skali tych problemów sektora finansowego i dolara jej skala może być różna. Mnie jako cel tej ostatniej fali hossy ładnie wygląda poziom 4000 USD.
-
2008/08/18 16:40:00
tora01:
"Mam wrażenie,że niebawem zacznie się kolejna i być może ostatnia fala spadkowa , która przebije na wig-u 20 ostatnie dołki. Czy podziela Pan ten pogląd? Przemawia za tym umacniający się dolar oraz spadek surowców a wiadomo że emerging markets w dużej mierze to surowce."

Podzielam, choć trochę się od Pana różnię, jeśli chodzi o uzasadnienie. Dla mnie koniec obecnej rozpoczętej na początku lipca fali wyprzedaży surowców i początek wzrostów cen na rynku surowców, powinien nastąpić równocześnie z nawrotem spadków cen akcji spółek sektora finansowego. To zaś powinno wywołac nową falę bessy na rynkach rozwiniętych, co powinno osłabić i te rynki "wschodzące", które - tak jak my -tych surowców nie mają aż tak dużo, za to mają sporo banków.
-
2008/08/18 23:35:53
Witam.

Jacek Maliszewski zamiescil ostatnio taka prognoze kursu EUR/USD:
1. Spadek trwając do listopada-grudnia do poziomu okolic 1,3350,
2. Wzrostowa fala korygująca trwająca do maja-czerwca 2009 do poziomu z okolic 1,5100,
3. Kolejna fala spadkowa trwająca do lipca-sierpnia 2009 do poziomu z okolic 1,3300-1,3350,
4. Kolejna fala korekcyjna w górę do poziomu 1,4400 trwająca do końca 2009 roku,
5. I wreszcie finalne wybicie w dół poniżej 1,3300 w okolicach kwietnia 2010, co byłoby ostatecznym sygnałem potwierdzającym nowy wieloletni trend umacniania dolara.

W duzej mierze ta prognoza zgadzalaby sie z Pana, w szczegolnosci jesli porownac z z ta dotyczaca surowcow. Jednakze sekwencje sa jakby przyspieszone. U Pana krach na surowcach ma szanse sie pojawic IV kw 2008-I 2009. Jacek Maliszewski prognozuje koniec piewszej fali spadkow dolara na grudzien 2008, a potem wzrost do lata 2009. Jesli tak to surowce nie beda juz tanialy w I kwartale. Kto z Panow ma lepsza szklana kule? Moze by Pan odniosl sie do prognozy Jacka?

Korzystajac z okazji, to dziekuje za komentarze ktore staram sie wylapywac w roznych mediach. A blog to juz wogole rewelacja - kopalnia wiedzy dostarczana pod strzechy, nawet jesli pisze to `przyuczajacy sie do zawodu` ;-)

Pozdrawiam
-
2008/08/19 15:37:23
karo-lew:
"Jacek Maliszewski zamiescil ostatnio taka prognoze kursu EUR/USD"

Prawdopodpobnie chodzi o ten tekst: www.bankier.pl/static/att/50000/1817550_AFSWeeklyTechnicalReview20080816.pdf

W moim scenariuszu spadek EUR/USD kończy się za kilka dni w okolicach 1,46; następnie do października trwa wzrost EUR/USD do strefy 1,52-1,57, a następnie wraz z krachem na surowach EUR/USD krachuje do strefy 1,2-1,25 w I kw. 2009; następnie bessa na dolarze i hossa na surowcach ulega wznowieniu i kończy się dopiero w II połowie 2010 roku.

Ale by zacytować przywołanego przez Pana Jacka Maliszewskiego:
"Czy tak się stanie? Nie przykładałbym zbyt wielkiej wiary tego typu prognozom. Ot taka mała ciekawostka, którą jednak warto brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych."

Pozdrawiam.
-
2008/08/20 19:45:42
"Dla mnie koniec obecnej rozpoczętej na początku lipca fali wyprzedaży surowców i początek wzrostów cen na rynku surowców, powinien nastąpić równocześnie z nawrotem spadków cen akcji spółek sektora finansowego."

To jest logiczne. Obecnie utrzymuje sie intrugujaco duzy popyt w zlych fundamentalnie sektorach, a dobre sektory spadaja. Czesc zarzadzajacych zamyka wlasnie dlugoterminowe krotkie pozycje na spolkach finansowych. Dodatkowo rynek wyciska fundusze typu hege i stad takie niespodzianki. To sie powinno lada moment zakonczyc. Mysle, ze faktycznie powinna sie zaczac kolejna fala spadkow na financials. Rownoczesnie powinna sie rowniez zakonczyc aprecjacja USD co w zasadzie moze wygenerowac chwilowy wzrost cen surowcow. Mysle ze do tego momentu, kiedy te spadki sie rozpoczna pozostalo okolo 2 tygodni. I tak zaplanowalem swoj portfel na najblizsze 2 miesiace. ALE:


"W moim scenariuszu spadek EUR/USD kończy się za kilka dni w okolicach 1,46; następnie do października trwa wzrost EUR/USD do strefy 1,52-1,57, a następnie wraz z krachem na surowach EUR/USD krachuje do strefy 1,2-1,25 w I kw. 2009; następnie bessa na dolarze i hossa na surowcach ulega wznowieniu i kończy się dopiero w II połowie 2010 roku."

To jest strasznie skomplikowana prognoza.
Do tego momentu moze sie wydarzyc wiele "nieprzewidywanych" wydarzen, np. wojna z Iranem, eskalacja konfliktu wokol Gruzji i kto wie co jeszcze?

Umocnienie USD do 1.25 EUR oznaczloby faktyczne zwyciestwo tezy o wiekszym kryzysie poza USA w wyniku kryzysu w USA. Dodatkowo tak powazne umocnienie dolara moze wedlug mnie wystapic w wyniku zalamania rynku obligacji.
To jest wszystko bardzo pesymistyczne, co Pan przewiduje, Panie Wojtku.

Z drugiej strony, rozpatrujac mozliwy spadek rynku NYSE, nie wykona sie on bez korekty ceny dlugu w USA. Obecnie koszt pieniedzy wzrosl jedynie w specyficznych sektorach choc ta sytuacja ulega ciaglemu pogarszaniu. Jezeli jednak dynamika pogarszania kredytu bedzie taka jak dotad, to nie obejdzie sie bez spektakularnych katastrof w sektorze finansowym i to na pewno sciagnie w dol obligacje.
Wtedy USD do EUR moze przebic pana pulap 1.47 nawet w tym roku.

Cholera, a moze to bedzie prosciej, moze nastapi spadek finansowych oraz sektora surowcowego rownoczesnie? Osobiscie wydawalo mi sie, ze lokalny dolek na spolkach surowcowych wlasnie juz wystapil ale moze trzeba zaczac zmieniac zdanie?

Jezeli wystapilby masowy spadek cen, to mozliwe, ze nie nalezy obstawiac spadku spolek finansowych, tylko inne sektory gospodarki. Koncepcja gry na spadek sektora finansowego moze byl bledem portfelowym. Co za paranoja, ten rynek staje sie coraz trudniejszy do przewidzenia.

-
2008/08/21 20:41:40
Panie Wojciechu..
Jak troche nie na temat ale interesuje mnie dlaczego ostatnio fundusze obligacyjne tak ostro polecialy do gory. Niektore polskie ponad 2% w ciagu 1 miesiaca. Czym spowodowany jest nagly wzrost i kiedy tak naprawde oplaca sie inwestowac w fundusze obligacyjne poniewaz z moich obserwacji wynika ze ich wyniki sa dosc zmienne.
Dziekuje
-
2008/08/21 20:48:35
krzywania:
"interesuje mnie dlaczego ostatnio fundusze obligacyjne tak ostro polecialy do gory. Niektore polskie ponad 2% w ciagu 1 miesiaca. Czym spowodowany jest nagly wzrost i kiedy tak naprawde oplaca sie inwestowac w fundusze obligacyjne poniewaz z moich obserwacji wynika ze ich wyniki sa dosc zmienne."

Proszę dać znać, czy wytłumaczenie, które podaję w nowym komentarzu, który zamieściłem dziś, Pana satysfakcjonuje.
-
2008/08/21 20:51:46
scrutator: "Umocnienie USD do 1.25 EUR oznaczloby faktyczne zwyciestwo tezy o wiekszym kryzysie poza USA w wyniku kryzysu w USA."

Moim zdaniem cykl poza USA jest po prostu opóźniony w fazie w stosunku do USA. W decydującej mierze wynika to z innej funkcji reakcji banku centralnego: FED - mający w swym mandacie troske o zatrudnienie - zaczął obniżki stóp już we wrześniu 2007, tymczasem i ECB i RPP (banki mające zgodnie z tradycją Bundesbanku mandat czysto inflacyjny) jeszcze niedawno podnosiły stopy. Dla mnie jest jasne, że to USA pierwsze wyjdą ze spowolnienia.
-
2008/08/22 17:05:17
To jest absolutnie prawda. Jednak watpliwosci budzi samo "wyjscie z kryzysu".
Osobiscie oczekuje dalszego pogorszenia sytuacji na rynku w USA. To bedzie trwalo duzo dluzej niz sie komukolwiek wydaje. Swiadczy o tym chocby ilosc wysylanych NODs na rynku nieruchomosci. Obecne 43 tysiace NOD w Californi przelozy sie na przynajmiej 30 tysiecy forclosures miesiecznie w styczniu 2009, co gwarantuje spadek cen do stycznia i wzrost rentownosci smieciowych papierow w tym GSE. Dzisiaj zdecydowalem sie na ponowne zajecie krotkich. Tym razem w sektorze finansowym. Uwazam, ze jest taka skala spadku jakosci kredytu i taka presja na rynku, ze Paulson zaczal zdawac sobie sprawe z powagi gwarancji wobec GSE. Pojawia sie pytanie, czy Tresury jest w stanie zagwarantowac jakosc dlugu FNM i FRE. Osobiscie w to watpie.
Pulson musi dbac o budzet. Jak zagwarantuje 5T $ dlugu - a plynnosc na rynku spadnie - to budzet tego nie udzwignie. On tego nie moze zrobic.
Wydaje mi sie, ze Paulson nie zagwarantuje ich dotychczasowych emisji by nie angazowac znacznych srodkow finansowych i dojdzie do przeceny firm inwestujacych w MBSy i papier GSE. Dlatego spadna male firmy z sektora finansowego + banki.
To wywola spirale spadkow na wszystkich rynkach. To zakloci twoja analize techniczna.

-
2008/08/22 23:05:26
scrutator:
"Dlatego spadna male firmy z sektora finansowego + banki.
To wywola spirale spadkow na wszystkich rynkach. To zakloci twoja analize techniczna."

Do października tak. Ale później wierzę, że silny spadek cen surowców przyniesie ulgę sektorowi finansowemu w USA produkując wyraźne odreagowanie, które wykroczy swymi rozmiarami poza zwykłą korektę w bessie.
-
2008/08/23 15:48:08
"Proszę dać znać, czy wytłumaczenie, które podaję w nowym komentarzu, który zamieściłem dziś, Pana satysfakcjonuje. "

Moje pytanie trafiło idealnie w Pana ostatni wpis :)
Ma to teraz sens dla mnie. Dziekuje. Prawdopodobieństwo spadów inflacji poprzez spadki surowców zmiejsza renotowność obligacji co zwiększa ich cenę.
Zgodnie z tym co Pan sugeruje obecne odbicie na surowcach może zniwelowac ostatnie wzrosty cen obligacji, aż do prognozowanego krachu w koncu 2008 poczatek 2009. Wtedy zakup obligacji wydaje się być bardzo sensowny...


"W moim scenariuszu spadek EUR/USD kończy się za kilka dni w okolicach 1,46; następnie do października trwa wzrost EUR/USD do strefy 1,52-1,57, a następnie wraz z krachem na surowach EUR/USD krachuje do strefy 1,2-1,25 w I kw. 2009; następnie bessa na dolarze i hossa na surowcach ulega wznowieniu i kończy się dopiero w II połowie 2010 roku."

Jedna rzecz mi tutaj nie pasuje. Skoro w 2009 można liczyć ponownie na hosse na surowcach to ta znow podbije inflacje na całym świecie. Wiec to może pokrzyzowac plany RPP w obnizce stop w Polsce i innych miejscach na swiecie?.... No moza poza USA gdzie stopy beda podnoszone bo sa bardzo nisko...
Dodatkowo prognoza ta idzie na przeciw mozliwej hossie na rynku akcji. Jak rynek akcji moze byc w hossie gdy surowce bija kolejne rekordy?

A na marginesie czy hossa na surowcach w takim razime moglaby sie skonczyc na wyzszych poziomach niz obecna rekordy?
-
2008/08/25 03:25:11
"Ale później wierzę, że silny spadek cen surowców przyniesie ulgę sektorowi finansowemu w USA produkując wyraźne odreagowanie, które wykroczy swymi rozmiarami poza zwykłą korektę w bessie."

Ja nie zgadzam sie z tym scenariuszem i uwazam, ze to wszystko jest zbyt skomplikowane.

Stoje na stanowisku, ze ulge sektorowi finansowemu przyniesc moze jedynie stabilizacja rynku dlugu, ktora zalezy od stanu konsumenta w USA, ktory zalezy od poziomu cen rynku nieruchomosci. Ceny na rynku nieruchomosci beda na 100% spadac az do stycznia 2009. (Potem nie wiadomo.) Sektor finansowy nie wejdzie wedlug mnie w zadna hosse az do stycznia 2009.

Polecam:
online.wsj.com/article/SB121960885525067165.html

-
2008/08/25 13:29:40
krzywania: "Jedna rzecz mi tutaj nie pasuje. Skoro w 2009 można liczyć ponownie na hosse na surowcach to ta znow podbije inflacje na całym świecie. Wiec to może pokrzyzowac plany RPP w obnizce stop w Polsce i innych miejscach na swiecie?"
Zgadza się. Ale dopiero w II półroczy 2009.

"A na marginesie czy hossa na surowcach w takim razime moglaby sie skonczyc na wyzszych poziomach niz obecna rekordy?"
Ja jestem więźniem 2 hipotez: 1) dekadowego wzorca kształtowania się "baniek" inwestycyjnych (Nasdaq lata 90-te, Japonia lata 80-te, surowce lata 70-te) oraz założenia o impulsowych 5-falowym charakterze ruchu cen surowców w górę od przełomu 1998 i 1999 roku. Jeśli przyjmie się te dwa założenia, to odpowiedź na Pańskie pytanie będzie twierdząca. Oczywiście niekoniecznie domniemane 5-te fale hossy na surowcach w latach 2009-2010 będą miały równie spektakularny charakter co te z końca lat 70-tych. Możliwe są również znacznie słabsze struktury z nowymi szczytami w 2010 tylko nieznacznie przekraczającymi ostatnie rekordy.
-
2008/08/26 17:32:49
scrutator:
"Stoje na stanowisku, ze ulge sektorowi finansowemu przyniesc moze jedynie stabilizacja rynku dlugu, ktora zalezy od stanu konsumenta w USA, ktory zalezy od poziomu cen rynku nieruchomosci."

... oraz cen benzyny.