Komentarze finansowe Wojciecha Białka analityka CDM Pekao SA
|
Wojciech Białek
RSS


Blog > Komentarze do wpisu

Nie będzie hossy bez osłabienia złotego.

Ropa powoli tanieje (była już po 120$), kursy akcji jakoś tam się próbują odbijać (gdy piszę te słowa WIG-20 jest ponad 11 proc. powyżej dołka sprzeda dwóch tygodni), dolar się lekko umacnia względem euro - wszystko wskazuje, że w bólach realizuje się scenariusz kilkutygodniowej korekty dotychczasowych trendów. We wtorek amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) przedłużyła do połowy sierpnia wprowadzone 2 tygodnie temu ograniczenia w stosowaniu krótkiej sprzedaży. Reakcją Wall Street ponownie był silny wzrost i można mieć nadzieję, że giełdy przetrwają we w miarę dobrej formie do połowy sierpnia. Można ten czas wykorzystać do zastanowienia się nad dalszymi losami naszego rynku.

Średni okres trwania bessy na krajowym rynku akcji to nieco ponad 16 miesięcy (IV'91-VI'92, III'94-III'95, II'97-X'98 i III'00-X'01). W trakcie typowej bessy WIG traci 50,1 proc. swej wartości (-36,5 proc., -71,6 proc., -42,9 proc. i -49,4 proc.). Na podstawie tej ubogiej statystyki końca bessy należałoby poszukiwać w okolicach listopada tego roku na poziomie WIG-u zbliżonym do 33700 pkt, a więc niższym niż obecny o 20 proc. Jeśli wykluczyć na moment pierwsze lata istnienia GPW (1991-94) traktując je jako wstępny okres niedojrzałości, a za wzorzec "typowego" zachowania naszego rynku uznać minione 14 lat, to okaże się, że WIG osiągając owe 33-34000 znalazłby się pod dolnym ograniczenieniem przedstawionego na poniższym wykresie kilkunastoletniego kanału trendu wzrostowego, trendu, który w tym okresie pozwala wyznaczyć - oczywiście post factum - względnie dobre momenty do zmiany pozycji na rynku. Przy utrzymaniu tempa spadków z ostatniego roku WIG znalazłby się poniżej tego dolnego ograniczenia kanału właśnie za ok. 3-4 miesięce.  

Wszystko pięknie, ale to przecież tylko zabawa historią i wykresami. Czy można wskazać jakieś bardziej racjonalne powody zakończenia obecnej fali bessy i wejścia rynku akcji w trwalszy trend wzrostowy cen. Proponuję przyjąć pierwsze założenie, że hossa nie rozpocznie się bez nadejścia nowej fali ożywienia gospodarczego. Takie założenie wydaje się być racjonalne w świetle zależności pomiędzy rocznymi zmianami cen akcji a dynamiką roczna krajowej produkcji przemysłowej.

Jak wyraźnie widać w okresie minionej dekady każda fala przyspieszenia dynamiki cen akcji związana była z fazą przyspieszającego tempa wzrostu gospodarczego, a każda fala spowolnienia dynamiki rocznej cen akcji ze fazą spowolnienia gospodarczego. Nie ma w tym nic niezwykłego. Ceny akcji zależą od przede wszystkich od wyceny ich zysków i od wysokości samych zysków. Ogólny poziom koniunktury w gospodarce - którego dobrym przybliżeniem jest dynamika produkcji przemysłowej - ma zaś decydujący wpływ na poziom zysków generowanych przez notowane na GPW firmy. Trzeba przyznać, że w tym roku koniunktura na GPW jest znacząco słabsza niż to wynikałoby z informacji podawanych przez GUS na temat koniunktury w przemyśle, ale kierunek obu trendów jest zgodny. Można więc założyć, że dopóki spadkowy trend dynamiki produkcji przemysłowej nie ulegnie trwałemu cyklicznemu odwróceniu, nie może być mowy o powrocie hossy.

Powstaje pytanie o to, kiedy można liczyć na zakończenie obecnej fazy spowolnienia gospodarczego. Tu niestety nie widać specjalnie zbyt pozytywnych sygnałów. Spośród wskaźników wyprzedzających koniunktury w przemyśle jednym z bardziej wiarygodnych w przeszłości było zachowanie złotego. Na poniższym wykresie na tle danych GUS o dynamice rocznej produkcji nałożono - z ok. 4-miesięcznym przesunięciem - wykres zmian rocznych indeksu kursu złotego względem koszyka wybranych walut.

Brak tu miejsca by analizować dlaczego do przedstawionego indeksu złotego wybrałem akurat te a nie inne waluty. Ale nawet bez tej wiedzy kontemplacja powyższego wykresu prowadzi tylko do jednego wniosku: skala obecnego umocnienia złotego (r/r) jest bezprecedensowa i z dużym prawdopodobieństwem w ciągu kilku najbliższych miesięcy doprowadzi do wejścia polskiego przemysłu w recesję (spadek produkcji rok do roku). Co więcej bez wyraźniejszego osłabienia złotego, nie może być mowy o nadejściu nowej fali ożywienia gospodarczego. Co ciekawe zachowanie złotego - rekordowe umocnienie - i zachowanie rynku akcji - rekordowe osłabienie: -42,3 proc. r/r; tego nie było nawet w kryzysie rosyjskim ani w latach 2000-01! - są spójne, a dane GUS o produkcji wydają się być na tym tle nadmiernie optymistyczne...

Jeśli potraktować powyższe rozważania poważnie to przynajmniej do listopada na rozpoczęcie fali ożywienia gospodarczego nie można liczyć: średnio ok. 4-miesięczne opóźnienie z jakim produkcja reaguje na zmiany kursu złotego wydaje się to gwarantować. Pytanie zatem kolejne: kiedy złoty wreszcie osłabnie. Nastąpi to zapewne dopiero wtedy, kiedy na rynkach światowych dojdzie do zmiany kierunku przepływu kapitału, który nadal odpływa z aktywów dolarowych i płynie na "rynki wschodzące" w tym i do Polski.

Jak się wydaje do takiej zmiany kierunku przepływu kapitału może dojść dopiero wraz z zakończenieniem obecnej fazy kryzysu finansowego w USA, a to z kolei wydaje się być niemożliwe bez zmniejszenia wysokości "podatku surowcowego" nałożonego obecnie na kraje rozwinięte. Innymi słowy bez krachu na rynków surowców. Tego zaś oczekiwałbym - jak to pisałem w swych poprzednich komentarzach (np. tu). - począwszy od października (obecny spadek cen surowców dół to dopiero pierwszy pomruk bessy, który od połowy sierpnia do początku października powinien zostać skorygowany). Założenie, że złoty osłabnie wraz z innym walutami EM dopiero począwszy od października przesuwałoby nam początek ożywienia w przemyśle - a więc zapewne i hossy na rynku akcji - na okolice lutego przyszłego roku.

Ale czy oprócz - hipotetycznych! - czynników, które mogłyby przełożyć się na osłabienie złotego można znaleźć jakieś bardziej konkretne argumenty niezależne od tego co stanie się na rynkach światowych? Jednym z parametrów, który od lat wpływa na zachowanie kursu złotego względem euro jest zachowanie różnicy zmian rocznych rentowności obligacji rządowych w Polsce i strefie euro. Wydaje się, że zmiany dysparytetu stóp procentowych pomiędzy naszym krajem a strefą euro są jednym z istotniejszych czynników wpływających na względną atrakcyjność złotego. Łatwo to chyba wyjaśnić: rosnące stopy w Polsce względem stóp w strefie euro zwiększają atrakcyjność lokat w Polsce z punktu widzenia zagranicznych spekulantów, kapitał napływa, złoty się umacnia. Spadający dysparytet stóp zmniejszaja atrakcyjność lokat na rynku obligacji w naszym kraju wskutek czego kapitał odpływa, a złoty słabnie. Równocześnie - i kto wie, czy to nie jest ważniejszy czynnik - to samo zjawisko wpływa na zmiany względnego popytu na kredyty walutowe wśród polskich kredytobiorców (kredyty mieszkaniowe!).

Ta zależność pomiędzy ZMIANAMI kursu złotego, a ZMIANAMI spreadu rynkowych długoterminowych stóp procentowych wygląda tak:

 Powyższa zależność oznacza, że najlepszym sposobem na osłabienie złotego byłby wyraźny spadek rynkowych stóp procentowych w naszym kraju w stosunku do ich poziomu w strefie euro. Innymi słowy tym co daje szanse na osłabienie złotego byłaby silna hossa na rynku obligacji! Skądinąd wiadomo, że owa silna hossa na rynku obligacji zaczęłaby się, gdyby rosnąca cały czas dynamika wskaźników inflacji w naszym kraju uległa nagłemu załamaniu. I również skądinąd wiadomo, że nic tak mocno nie wpływa na spadki dynamiki wskaźników inflacji niż krachy na globalnym rynku surowców. Jak widać od problemu koniunktury na rynku surowców nie da się niestety uciec...

Przedstawiona na ostatnim wykresie zależność nie jest na tyle prezycyjna, by na jej podstawie formułować jakieś bardzo dokładne prognozy, ale widać, że na pewne wyhamowanie skali umacniania się złotego można liczyć gdzieś począwszy od września. Na prawdziwie zauważalne osłabienie złotego względem euro liczyć można - opieracjąc się na tej zależności wiążącej stopy procentowe w Polsce i strefie euro z kursem waluty - dopiero w mniej więcej pół roku po silnym spadku stóp procentowych w naszym kraju. Można oczekiwać, że rynek obligacji zareaguje szybko na informacje o recesji w przemyśle i ewentualne wieści o krachu na rynku surowców. Na reakcję RPP pewnie trzeba będzie poczekać do początku przyszłego roku. To wszystko oznacza, że nawet jeśli bessa na Wall Street zakończy się już za niewiele ponad 2 miesięce, to prawdziwa fala hossy na polskim rynku akcji związana z nadejściem mającego trwalsze podstawy ożywienia w gospodarce, rozpocznie się zapewne dopiero wiosną 2009 roku.

środa, 30 lipca 2008, bialek.wojciech

Polecane wpisy

  • Zabawmy się w typowanie przebiegu MŚ

    Dwa lata temu  rywalizowałem w tym miejscu z bankiem Goldman Sachs w przewidywaniach wyników meczy rozgrywanych na ówczesnych mistrzostwach Europy w piłce

  • Powrót kryzysu strefy euro

    Włochy i Hiszpania błyskawicznie zareagowały na ubiegłotygodniową falę paniki na rynkach obligacji południowych krajów strefy euro formując nowe rządy. Rynki ob

  • Wzrostowa faza cyklu Kitchina na dolarze potwierdzona

    Narastający włoski kryzys polityczny, który pod koniec maja zaczął generować paniczne ruchy na rynkach finansowych, przełożył się na silny spadek kursu EUR/USD

Komentarze
2008/07/30 21:37:57
Swietnie Pan to napisal.
Zastanawiam sie, czy czlonkowie RPP w tym prezes rozumieja te zaleznosci...

-
2008/07/30 23:48:25
dzis ropa odbila o 4% i w USA nie bano sie kupowac akcji. poczatkowo akcje zaczely spadac i w koncowce wyciagnieto indeksy. moze to krotkotrwala euforia.
-
2008/07/31 17:57:24
ale mozna na to spojrzec inaczej: WIG w dolarach nie zmienil sie od sierpnia ubieglego roku, gdy zaczela sie bessa... W euro spadl stosunkowo malo...o 15%... wiec bessa dla inwestora krajowego wcale nie jest bessa... zarabiamy na GPW....

Nie sadze aby ten trend zostal przelamany. Mysle ze spowolnienie w USA rozlewa sie po swiecie...dotarlo do Europy... u nas mocna zlotowka lagodzi inflacje, podwyzki stop aprecjonuja zlotego i obnizaja koszt obslugi zadluzenia co zwieksza rozporzadzalne dochody i konsumpcje.. ale rozwijamy sie na kredyt, w koncu zadluzenie przestanie rosnac...a gdy zloty sie oslabi, koszty kredytu wzrosna, konsumpcja spadnie, rpp bedzie obcinala stopy co moze jeszcze bardziej obnizyc zlotego i konsumpcje...Kto wtedy bedzie kupowal akcje?

Mam wrazenie ze jestesmy w pulapce troche... Ze teraz gospodarka sie troche przegrzala...i ze tak naprawde rpp podnoszac stopy wcale jej nie schladza... Ale moze sie myle... Poza tym terminy takie jak przegrzanie i schladzanie chyba nie pasuja... Moze po prostu po ostatnich latach intensywnego wzrostu konsumpcji czeka nas kilka lat (2-3) spowolnienia jej dynamiki...
-
2008/07/31 18:37:18
koszty obslugi zadluzenia - tak mi sie niefortunnie powiedzialo... mialem na mysli nizsze raty kredytowe przy splatach kredytow walutowych, mieszkaniowych...
-
2008/07/31 23:29:04
Nie wiem, coście się tak wszyscy analitycy zafiksowali na tego mocnego złotego? Mnie to bynajmniej nie przeszkadza, bo mam kredyt w CHF i lubię kupić tańszą elektronikę. Trzeba wziąć samemu kredyt w walucie i nie marudzić, że inni tylko korzystają na silnym złotym.

Co do samej teorii to ma ona poważne braki. Gdyby tak było, że słabsza waluta oznacza automatycznie ożywienie na lokalnej giełdzie, to hossę mieliby od dawna Amerynanie i Japończycy. Ale tak nie jest, zatem teoria jest fałszywa. Co do korelacji wzrostów na giełdzie z osłabieniem złotówki to przyczyna jest zgoła inna. Osłabienie waluty było konsekencją obniżenia stóp procentowych i w efekcie zmniejszenia się atrakcyjności bonów skarbowych kosztem GPW. Czy w obecnej sytuacji, gdyby Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procetowe mamy szansę na hossę? Zdecydowanie nie - patrz USA - mają i słabą giełdę i inflację i słabą walutę.
-
2008/08/01 01:00:15
gielda amerykanska spadla relatywnie malo - przed wiekszymi spadkami powstrzymuja ja wlasnie spadajac dolar...

Do tego dochodzi inflacja....Gdy ceny akcji stoja w miejscu to przy duzej inflacji dochodzi do spadku wyceny spolki: ceny i dochody rosna, ceny akcji stoja w miejscu, wiec relatywnie staja sie coraz bardziej atrakcyjne...
-
2008/08/01 11:48:47
@hecer
gielda amerykanska spadla relatywnie malo - przed wiekszymi spadkami powstrzymuja ja wlasnie spadajac dolar...

Nie bardzo rozumiem ten argument. Dlaczego akcje które "stoją" mają być atrakcyjne? Akcje muszą zarabiać, inaczej lepiej oddać pieniądze do banku lub kupić obligacje. No i dlaczego "stoją"? - lecą na pysk - tym bardziej, że dolar spada.
-
2008/08/01 16:39:03
moim zdaniem dzisiejsza recesja (spowolnienie) w USA jest konsekwencja wydarzen z 2000/1. W koncu lat 90 indeksy w USA znajdowaly sie na rekordowym poziomie a gospodarka wykazywala oznaki przegrzenia. Wtedy Greenspan obnizyl stopy niemal do zera - jednoczesnie ogromnie wzrosl deficyt budzetowy. Taki policy mix sprawil ze gospodarka zaczela przyspieszac.

No a co sie stalo z Indeksem Dow Jones? Rekord osiagnal w 2000 roku stabilizujac sie na poziomie 11.000 pkt. Potem, w 2002 roku, zaczal sie gwaltowny spadek - do 8 tys pkt. I dokladnie w tym samym momencie (okolo maja 2002 roku) zmienil sie trend eurusd.
W maju 2002 roku Dow Jones wynosi 10 tys pkt i spada do 8 tys we wrzesniu 2002 roku. Dokladnie w maju 2002 Dollar Index (DX - indeks dolara wobec najwazniejszych walut) jest na historycznym szczycie 114.5. Eurusd rowniez w maju 2002 zmienia trend (euro od czasu wprowadzenia w 99 roku, gdy kosztowalo 1.0, spadlo do ok 0.85 w 2002). I do sierpnia 2007 rosnie do 1.36. Dollar Index w 2002 roku wynoszacy 114.5 spada do 80 w sierpniu 2007.

Znaczna czesc tych spadkow dolara wynika z polityki niskich stop i ogromnego wzrostu deficytu na obrotach biezacych. Ale nie mozna zlekcewazyc tego, ze gdy dolar spadal o 30% w wyniku poglebiajacego sie deficyt na obr biezacych jednoczesnie rosla nadywzka na obrotach kapitalowych. Inwestorzy zagraniczni kupowali amerykanskie aktywa, rowniez akcje.

Dow Jones po spadku z 11 tys do 8 tys w 2002, pnie sie do gory na 14 tys w sierpniu 2007 - na historyczny szczyt. Wzrost z 11 do 14 to niemal 30%. A wiec ile zarobili inwestorzy zagraniczni na wzroscie Dow Jones? Niemal nic, biorac pod uwage spadek wartosci dolara ze 114.5 do 80.

Niskie stopy powoduja ozywienie na rynku nieruchomosci, kredyt jest tani, ceny nieruchomosci rosna, tworzy sie spekulacyjna banka
W pozdzierniku 2007 Dow Jones osiaga historyczny rekord 14 tys pkt. Banka na nieruchomosciach peka, rozpoczyna sie kryzys finansowy. Od tego czasu Dow Jones spadl z 14 tys do 11 tys (20%). Duzo? Ale dolozmy spadek dolara do euro (z 1.36 na niemal 1.6, czyli jeszcze 15%). Dollar Index spada o 9% (z 80 do 73)

A w Polsce? Zlotowka umacnia sie do dolara miedzy sierpniem 2007 a sierpniem 2008 o tyle, ile spada WIG20. Czyli WIG20 w dolar nie zmienia sie. Dow Jones traci 20% w dolarach, a w zlotowkach spada o 45%...

Zebysmy w ogole ruszyli z miejsca, akcje musza zostac zdeprecjonowane inflacja... Dlatego autor tego bloga ciagle szuka przesilenia na rynku surowcow... i poczatku bessy na tym rynku...

Poza tym cena ryzyka musi spasc... Dzis papiery bez ryzyka maja rekordowo niska rentownosc. To oznacza ze cena ryzyka jest bardzo wysoka. Dopoki rentownosc obligacji nie zacznie rosnac, a krzywa dochodowosci sie zaokraglac, inwestorzy nie beda kupowali akcji...
-
2008/08/01 16:43:36
Gratuluje autorowi bloga swietnych wykresow.

...Mowia, ze dobre wykresy wiecej znacza niz setki stron opisow, analiz, wywodow czy godzinne wystapienia...

Na tym blogu znajduje swietne wykresy - bardzo pomyslowe, sklaniajace do przemyslen, znakomicie ilustrujace rozumowanie autora.

Jest to jedno najciekawszych miejsc w polskiej sieci poruszajace tematy gospodarcze. Gratulacje.
-
2008/08/01 22:52:54
odsyłąm do poradnika inwestora styczeń/luty 2008, wróżył Pan tam koniec spadków i nadejscie trwałj fali hossy wczesną wiosną 2008, potem przesuwa ten termin i teraz stanęło już na wiośnie 2009, wszystko przy użyciu mądrych wykresów, może warto, jak zasugerował mi maklerka, któa serdecznie pozdrawiam, jeśli tu wchodzi, odszczekać a thing or two, pozdro, M.
-
2008/08/01 23:05:21
jeszcze raz te 'wypociny' przejrzałem: od wiosny 2008 trwała hossa i latem mają wrócic poziomy z 2007 na WIG 20, ale się sprawdziło, a ile wykresów!!!!! Taki skecz mi się przypomniał: kupa sprzętu brak talentu. BEZ URAZY, pozdro, M.
-
2008/08/02 03:03:04
cecha dobrej gazety jest to: ze oddziela informacje od komentarza.

cecha dobrej analizy jest to: ze oddziela opinie od faktow.

Prezentacja wykresow i przedstawienie ich interpretacji to sposob na oddzielenie faktow od wnioskow. Dlatego teksty na tym blogu sa czytelne. A wnioski kazdy moze wyciagnac inne (z wyjatkiem ciebie rzecz jasna, medalla, bo ty jestes w swoich opiniach nieomylnym inwestorem...)
-
2008/08/02 11:35:14
medalla, przyznaj sie, ze dostales manto na gieldzie. a to, ze wszystkiego na gieldzie nie da sie przewidziec to chyba kazdy wie. mozna prognozowac posilkujac sie analogiami z historii.
-
2008/08/02 21:09:18
Witam,

przepraszam za prywatę, ale ekonomia interesuje mnie w odniesieniu zasadniczo do własnego budżetu - zarobiłem kilkadziesiat tysięcy na różnicy kursu franka, czy racjonalne jest przewalutownaie go teraz na złotówki w celu zachowania zysku na kapitale? Czy raczej frank może się jescze umacniać. Nie przeszkadza mi, ze będę przez jakiś czas płacił wyższe nieco raty (jakieś 300 zł). Wszyscy dookoła mówią o przewalutowywaniu na franki,a mi racjonalna wydaje się właśnie zmiana w drugą stronę. Czy mam rację, podejżewając, że w przyszłym roku frank będzie się umacniał, (lub nie będzie tracił) a oprocentowanie kredytów w złotych powinno spadać?
-
2008/08/02 21:25:18
Re: greghorius
trzy tygodnie temu CHF wyszedł dołem z 2 letniego kanału spadkowego vs. PLN. W związku z tym ja wtedy zaciągnąłem właśnie w CHF. Ale przyjdzie czas że będę rozwazał przewalutowanie gdy trend się odwróci. Jeśli w PLN to tylko z mechanizmem bilansującym, tzn. niezależnie od stałych rat kapitałowych
gdy wpływa np. pensja pomniejsza saldo zadłużenia, jak debet w rachunku bieżacym ( a wypłacac możwesz). W walutach nie ma takiej oferty.
-
2008/08/02 21:45:54
W piatek na Bloombergu sluszalem jak jeden analityk lub zarzadzajacy funduszem mowil, ze rosnace bezrobocie w USA to oznaka, ze rosnie produktywnosc. Rozumiem, ze w tym wypadku interpretacja jest spowodowana zawartoscia portfela tego Pana, bo chyba to nie zgadza sie z ekonomia ?
-
2008/08/03 12:53:45
do madelli

przede wszystkim jest rzeczą zupełnie zrozumiałą, że jeśli ktoś dokonuje prognoz to część z nich się nie sprawdza. Używanie wyrażenia ,,odszczekać" mieć może ewentualnie sens tylko w wypadku gdyby ktoś kogoś publicznie znieważył, obraził godność innego człowieka a tak naprawdę nawet wtedy nie wolno używać inwektyw.

Wojciech Białek jest moim zdaniem (a interesuje się giełdą od 1992 roku) jednym z najbardziej zasłużonych polskich analityków. Praca analityka nie polega (w moim pojęciu) na tym, żeby wyręczać inwestora ale żeby pokazać mu pewne narzędzia pomocne w analizie. (na przykład wskazywanie przez Wojciecha Białka na problem cykliczności - artykuł w Parkiecie z kwietnia 1996 roku lub artykuł Pawła Homińskiego i Wojciecha Białka na temat roli banków centralnych ,,Kiedy odjeżdza czarna wołga" w Parkiecie, W.Białek pełni bardzo ważną rolę edukacyjną)

P.S. Nie znam osobiście Wojciecha Białka ani on zapewne nie wie kim jestem
-
2008/08/03 12:54:52
przepraszam

powinno być

,, do medalli"
-
2008/08/03 16:09:13
Jestem na gieldzie od samego początku. W mojej opini pana komentarze na przestrzeni wszystkich lat są mocno niedźwiedzie. Do tej pory nie zdażyło się by nasza giełda zeszła w czasie bessy poniżej dna fali 4 (wg. Eliotta) poprzedzającej jej hossy. Dno fali 4 na WIGu było na poziomie 34 768 pkt. w czerwcu 2006 roku. a na Wig20 na poziomie 2450 pkt. i to chwilowo podczas jednej sesji. Te poziomy na Wigu20 i mWigu40 (jeśli przyjąć, że mWig40 jest to samo co MIDWIG) zostały właśnie w lipcu br. lekko naruszone (ale w ramach błędu). Natomiast na WIGu dno fali 4 nie zostało osiągnięte. Nie zdziwiłbym się, że dna tej bessy zostały osiągnięte. Nawet jeśli po tym odbiciu, które teraz mamy będziemy jeszcze raz testować dołki to już niżej nie zejdziemy. Jest pytanie: kto w ostatnich 2 tygodniach kupuje na polskiej giełdzie skoro zachowuje się ona lepiej niz pozostale.Skoro złoty jest taki mocny to Zachód nie powinien kupować. Więc pytam jeszcze raz kto kupuje?
-
2008/08/03 19:05:37
Ja kupuję . A czy to istotne kto kupuje .tak samo  kupuje na koncie 401 k w usa .Wszelkie dywagacje sprowadzają się do prostej ? decyzji . Kupuję , sprzedaję ?Skladam gorące podziękowania WB za ten blog. Osobiście na gpw w Polsce jestem od 90 lat W usa zaczynałem na rynku nieruchomości w 89 .Jesli mam cośskromnie dodac od siebie to w usa jest zdecydowany ciąg na gold. Sam zresztą w 2002 na forum futures.pl kierowalem uwagę w tym kierunku.I uważam ,że dla długich pozycji to nadal pożądany kierunek.Obecnie będąc w Polcse widzę , że istnieje olbrzymi optymizm a więc wysprzedaję aktywa w nieruchomościach nabytych 3 lata temu.Nie da się ukryc ,że brak calkowitej przezorności ,że może byc kryzys .A winter Kondratiew jedank musi nadejść. Zbyt wiele wiary w BRIC .Na kontach moich funduszy od jakiegoś czasu pojawia się dlugo niespotykana pozycja X Reuse 4386 co wskazuje , że duże fundusze zabezpeczają się w gotówkę.
-
2008/08/03 21:52:31
Wydaje mi się , że zarzuty medalli są trochę nietrafione . Czytuję Parkiet od lat 90 i nie zauważyłem żeby pan W.B. miał problemy z przyznaniem się do błędów ( w odróżnieniu od wielu innych ), " odszczekiwał wypociny" między innymi na tym blogu- wystarczyłoby przeczytać . Nawiasem mówiąc cenię sobie jego zamiłowanie do długoterminowych prognoz , które mało kto odważy się postawić . No i oczywiście za niezależność od powszechnych opinii ;-))
-
2008/08/04 12:41:17
hecer:
" WIG w dolarach nie zmienil sie od sierpnia ubieglego roku, gdy zaczela sie bessa... "

Małe sprostowanie. WIG jest obecnie o 37,2 proc. poniżej szczytu hossy z 6 lipca licząc w złotych oraz o 15,9 proc. licząc do dolarach. Co ciekawy lipcowy dołek WIG-u liczonego w dolarach wypadł POWYŻEJ dołka styczniowego, z którego WIG (w USD) dobił się do kwietnia o 26,5 proc.

"ale rozwijamy sie na kredyt, w koncu zadluzenie przestanie rosnac...a gdy zloty sie oslabi, koszty kredytu wzrosna, konsumpcja spadnie, rpp bedzie obcinala stopy co moze jeszcze bardziej obnizyc zlotego i konsumpcje...Kto wtedy bedzie kupowal akcje? Mam wrazenie ze jestesmy w pulapce troche... "
Dokładnie tak. Kluczem jest "timing". Moim zdaniem te procesy zaczną się wzajemnie wzmacniać na dużą skalę dopiero od 2010 roku, czyli, że obecnie to ciągle jeszcze jest tylko korekta, po której w 2009 roku nastąpi jeszcze jednak fala kredytowego ożywienia, dla której impulsem będzie spadek stóp wywołany spadkiem cen surowców. Ale oczywiście łatwo tu o pomyłkę.
-
2008/08/04 12:51:17
marekrzewuski:
"Nie wiem, coście się tak wszyscy analitycy zafiksowali na tego mocnego złotego? Mnie to bynajmniej nie przeszkadza, bo mam kredyt w CHF i lubię kupić tańszą elektronikę. Trzeba wziąć samemu kredyt w walucie i nie marudzić, że inni tylko korzystają na silnym złotym."

Gratuluję słusznych decyzji. Ja tu się staram nie marudzić, tylko zastanawiam nad tym jaki jest związek aprecjacji złotego - na której Pan zarabiał do tej pory - z obecną bessą na rynku akcji. I wyszło mi, że hossa rozpocznie się dopiero, gdy zacznie Pan tracić na swoim kredycie w CHF.

"Co do samej teorii to ma ona poważne braki. Gdyby tak było, że słabsza waluta oznacza automatycznie ożywienie na lokalnej giełdzie, to hossę mieliby od dawna Amerynanie i Japończycy. Ale tak nie jest, zatem teoria jest fałszywa."

Oczywiście ma Pan rację, ale ja nie pisałem ani o Amerykanach i ani o Japończykach, tylko o nas w obecnej chwili.

"Co do korelacji wzrostów na giełdzie z osłabieniem złotówki to przyczyna jest zgoła inna. Osłabienie waluty było konsekencją obniżenia stóp procentowych i w efekcie zmniejszenia się atrakcyjności bonów skarbowych kosztem GPW. Czy w obecnej sytuacji, gdyby Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procetowe mamy szansę na hossę? Zdecydowanie nie - patrz USA - mają i słabą giełdę i inflację i słabą walutę."

Gospodarka reaguje na spadek stóp z dużym wynoszącym ponad rok opóźnienieniem. FED zaczął obniżać stopy już we wrześniu 2007. Więc gospodarka i giełda USA zaczną reaguować pozytywnie na złagodzenie polityki pieniężnej gdzieś od IV kw. tego roku. ECB i RPP jeszcze nie zaczęły więc ożywienie będzie w Europie opóźnione.
-
2008/08/04 13:10:28
medalla:

"odsyłąm do poradnika inwestora styczeń/luty 2008, wróżył Pan tam koniec spadków i nadejscie trwałj fali hossy wczesną wiosną 2008, potem przesuwa ten termin i teraz stanęło już na wiośnie 2009, wszystko przy użyciu mądrych wykresów,"

Kłaniam się, ale to po części jakieś nieporozumiemie. W styczniu prognozowałem korekcyjne odbicie trwające do wiosny - być może nawet o 40 proc. Ale cały czasy była mowa o korekcie w bessie, po której od wiosny wznowieniu ulegną spadki (wzorcem wtedy było dla mnie 40 proc. odbicie rynku sprzeda dokładnie dekady pomiędzy styczniem 1997 a marcem 1998, które rozegrało się pomiędzy kryzysem ajzatyckim a kryzysem rosyjkim). Prognoza sprawdziła się o tyle, że rzeczywiście WIG ustanowił w styczniu dołek półrocznego spadku, po którym nadeszła 4 miesięczna korekta.

Moim dużym błędem był nadmierny optymizm co do skali tej korekty. Spodziewałem się powrotu WIG-u do poziomów z listopada-grudnia. To nastąpiło, ale jedynie w ujęciu dolarowym (WIG +26,5 proc. w USD do 9 kwietnia i ciągle jeszcze powyżej styczniowego dołka). Natomiast w ujęciu złotywym WIG zyskał raptem 12 proc. - tak długi spadek WIG-u bez przynajmniej 20-proc. korekty zdarzył się po raz pierwszy w historii GPW.

Zapewniam, że każdy kto decyduje się na upublicznianie swych prognoz liczy się z tym, żę część tych prognoz okaże się z czasem błędna i że zostanie to wytknięte. Najlepiej, gdy formułowane prognozy poddawane są krytyce od razu, bo wtedy istnieje jeszcze możliwość konfrontacji poglądów zanim wydarzenia na rynkach zaczną się materializować.
-
2008/08/04 13:16:42
greghorius:

"przepraszam za prywatę, ale ekonomia interesuje mnie w odniesieniu zasadniczo do własnego budżetu - zarobiłem kilkadziesiat tysięcy na różnicy kursu franka, czy racjonalne jest przewalutownaie go teraz na złotówki w celu zachowania zysku na kapitale? Czy raczej frank może się jescze umacniać. Nie przeszkadza mi, ze będę przez jakiś czas płacił wyższe nieco raty (jakieś 300 zł). Wszyscy dookoła mówią o przewalutowywaniu na franki,a mi racjonalna wydaje się właśnie zmiana w drugą stronę. Czy mam rację, podejżewając, że w przyszłym roku frank będzie się umacniał, (lub nie będzie tracił) a oprocentowanie kredytów w złotych powinno spadać?
"
Zgadzam się z Panem. Jak napisełem w tekście powyżej spadek cen surowców, umocnienie dolara na swiecie, spadek stóp procentowych (czyli hossa na obligacjach) oraz osłabienie złotego powinny nastąpić mniej więcej łącznie w IV kw. tego i I kw. następnego roku. Tak to wygląda obecnie. Ale z bardziej dokładnymi prognozami wstrzymam się mniej więcej do początku października, kiedy to scenariusz zakładający osłabienie złotego trzeba będzie jeszcze raz zweryfikować i auktualnić.


-
2008/08/04 13:29:04
kazimierz54:

"Do tej pory nie zdażyło się by nasza giełda zeszła w czasie bessy poniżej dna fali 4 (wg. Eliotta) poprzedzającej jej hossy. Dno fali 4 na WIGu było na poziomie 34 768 pkt. w czerwcu 2006 roku. a na Wig20 na poziomie 2450 pkt. i to chwilowo podczas jednej sesji. Te poziomy na Wigu20 i mWigu40 (jeśli przyjąć, że mWig40 jest to samo co MIDWIG) zostały właśnie w lipcu br. lekko naruszone (ale w ramach błędu). Natomiast na WIGu dno fali 4 nie zostało osiągnięte. Nie zdziwiłbym się, że dna tej bessy zostały osiągnięte. Nawet jeśli po tym odbiciu, które teraz mamy będziemy jeszcze raz testować dołki to już niżej nie zejdziemy. "


Ciekawa obserwacja. Dziękuję. Rzeczywiście mam pewien "niedźwiedzi" przechył. W swoim komentarzu powyżej raczej koncentrowałem się na czasie. Proszę zauważyć, że w okresie październik 2001-marzec 2003 WIG nie robił już nowych dołków, ale nie następowała również trwała hossa. Dla mnie okres październik 2008-marzec 2009 może mieć podobny charakter. Mój orientacyjny cel w okolicach 33-34000 (50% szczytu) dla WIG-u nie jest tak odległy od Pańskiego celu w postaci maksymalnego zasięgu fali 4-tej niższego rzędu. W naszej historii jednak zdarzało się przekraczanie tego poziomu: tak się stało w 1998 roku - dołek wtedy wypadł wyraźnie poniżej maksymalnego zasięgu fali 4-tej niższego rzędu z 1997 roku.

Zresztą możliwe są kombinacje obu scenariuszy. Jest możliwość, ze WIG-20 ustanowi dno bessy np. w październiku, a małe spółki będą spadać do I kw. 2009 (tak było w poprzedniej bessie, kiedy to dołek WIG-u wypadł w 2001 roku, a WIRR-u w 2002).
-
2008/08/04 13:45:08
bartek.gra:
"A winter Kondratiew jedank musi nadejść".

Myśli Pan, że to już "zima" się zbliża? Mark Faber, którego lubię od czasu do czasu poczytać, uważa, że w 2001 roki skończyła się trwająca 20 lat kondratiewowska
"zima" i zaczęła się surowcowa "wiosna" (np. tu: www.financialsense.com/transcriptions/2006/0225faber.html). W takim ujęciu kolejna trwała "zima" nie powinna nadejść aż tak szybko. Nie mam tu sprecyzowanej opinii, choć osobiście spodziewam się małego "wiosennego przymrozku" za kilka miesięcy.
-
2008/08/04 18:40:28
no cóż chyba szczyty ropy już za nami....troszkę chciałbym przytoczyć pewne spostrzeżenia własnie z tego rynku, jeszcze jakiś czas temu (2-5 lat) wstecz, właśnie w tym okresie kiedy meterolodzy ogłaszali wielke tajfuny w Meksyky cena ropy niebotycznie skakała do góry, teraz mimo huraganów, napadów w Nigerii ( która de facto ma znikomy udział w rynku) cena wogóle nie reaguje..... widać teraz również jak niektóre giełdy były i są silnie powiązane z tym rynkiem vide Bovespa czy RTS- najwięcej właśnie problemów może mieć Rosja ponieważ cały jej budżet jest oparty na prognozach wysokich cen ropy i gazu ziemnego- nie możemy się czarować, że cała ta nowobogacka fala Rosjan, która zalewa świat nie miała powiązań właśnie w szczególności z rynkiem ropy

teraz pozostaje aktualne pytanie, które zadałem w poprzednim temacie - gdzie potężna kasa właśnie z tych rynków powędruje??

pzdr
-
2008/08/04 20:37:08
Pozdrawiam Pana. Miałem okazje być w biurze maklerskim Magnus w Krakowie w 96 lub 97 r. na spotkaniu Pana i Pana Chomińskiego z inwestorami. Teoria Eliotta jest jak z gumy, każdy widzi co innego. Jeśli przyjąć, że hossa rozpoczęta w marcu 1995 roku zakończyła się w marcu 2000 roku to 1998 r. byla fala 4 korekty niższego rzędu to bessa lat 2000-03 nie zeszla poniżej fali 4 z roku 1998. Dla mnie trudno jest uznać wzrost od jesieni 98 r. do marca 2000 r. jako odrębną hossę, (raczej uznałbym to jaka 5 falę hossy rozpoczętej w 1995r.)( dlatego rynek tam byl bardzo wąski i rosły głównie spółki "high tech"). Chciałem jeszcze dodać, że spadek od 6 lipca 2007 r. był tylko tydzień krótszy niż spadek od 8 marca 1994 r. do 28 marca 95r. Wtedy to było 55 tygodni spadku a teraz bylo to 54 tygodnie. Jeżeli porównać besse lat 2000-03 to w firmach sytuacja finansowa była nieporównywalnie gorsza niż jest w tej chwili (Ja osobiście nie zakładam, ąz tak dramatycznej sytuacji w polskich firmach przy obecnym spowolnieniu jaka była wtedy).Przedstawiam tu sytuacje w wielkim skrócie nie wdając się w szczegóły. Jako optymista nie zakładam, aż tak długiej bessy jaka była między latami 2000-03.

Czy ma Pan jakieś logiczne wytłumacznie czym spowodowane jest tak niewiarygodne umocnienie złotego?
-
2008/08/04 23:51:27
policzylem to tak: kurs usd/pln wynosil rok temu (sierpien) 2.76, dzis wynosi 2.07. Kurs dolara spadl o 33%.
Wig20 wynosil jakos 3800 na szczycie (rok temu, w sierpniu)....dzis wynosi 2690...spadek o 30% Wiec nawet mniej...
Wiec w dolarach Wig20 nie zmienil sie (patrzac na te liczby) (bo licznik - wig20 - i mianownik - kurs dolara - zmniejszyly sie o tyle samo...:)) )

Jesli chodzi o to jak przejsciowo to wyglada (ze w maju byl nizej niz teraz) to nie jest az tak istotne chyba, bo to sa wahania wokol trendu.... moim zdaniem zloty umacnia sie spekulacyjnie ze wzgledu na duza ilosc nowych kredytow ktore sa zaciagane w walucie...gdy strumien wyschnie kurs odskoczy o jakies 10-25%... i ustabilizuje sie... wiec dzis moze byc zbyt nisko.... tak mi sie wydaje, na to wskazuje tempo aprecjacji. Jest zbyt szybkie, zbyt spekulacyjne.

Czy bedzie korekta na GPW i wzrost? I korekta na swiecie? Watpie. Mamy znaczne spowolnienie w Europie: Wielka Brytania, Irlandia, Niemcy, Dania i Hiszpania, panstwa baltyckie.... Na tym tle dobrze trzymaja sie kraje naszego regionu, ktore maja jeszcze potencjal do zadluzania sie.
Ale z tym jest tak, ze najpierw koniunkutura sie rozkreca, nagrzewa, obserwujemu przyspieszenie i przyzwyczajamy sie do tego ponadprzecietnego tempa - i gdy ono spada, gospodarka to odczuwa bolesnie, nawet jesli wzrost jest nadal na poziomie 3%.
Moim zdaniem podnoszenie stop w Polsce nie studzi inflacji tylko prowadzi do zwiekszenia zadluzania.
Zwiekszenie zadluzania i konsumpcji to nie jest wzrost gospodarczy; wzrost dynamiki konsumpcji to nie jest wzrost gospodarczy, to tylko bardziej lub mniej chwilowy wzrost pkb, odchylenie od trendu. Wzost gospodarczy to wzrost produktywnosci. I wzrost dynamiki konsumpcji wcale nie wplywa pozytywnie na wzrost produktywnosci. On rozpieszcza gospodarke, bo firmy ktore w innych warunkach musialyby sie reztrukturyzowac lub upasc, nie robia tego. Pracownicy zarabiaja wiecej niz wynosi ich wydajnosc.
Nie jestem milosnikiem chlodzenia, ale wydaje mi sie to co firmy mialy - nadwyzke producenta, wynikajaca z presji wynikajacej z bezrobocia - juz oddaly, ze nie sa w stanie dalej podnosci plac i trzymac ceny - musza podnosic rowniez ceny.
Inwestycje - to jest klucz do dlugiego zrownowazonego rozwoju. Do inwestycji nie sklania rosnacy popyt konsumpcyjny. Zwlaszcza stymulowany spadajacym zlotym.
Dlatego nie wydaje mi sie zeby ozywienie moglo byc trwale. A efekty plany Busha beda bardzo krotkotrwale i nie zmienia koniunktury na swiecie.
W tych warunkach przecena surowcow jest niemal pewna - jesli dojdzie do globalnego zahamowania konsumpcji; zreszta nawet USA i Europa - wystarczy zeby tam spadla konsumpcja - a ceny surowcow przestana rosnac, i ustabilizuja sie na dosc wysokich poziomach.
Tylko ze wtedy gielda nie ruszy.

Gielda ruszy, gdy bedzie wzrost produktywnosci. Gdy dalej rozwijac sie bedzie przemysl i technologie. Sama wymiana telewizorow na cieklokrystaliczne powoduje pozytwny szok - szok produktywnosci ktory przenosi sie na rynek, na konsumpcje. Podobnie moze byc z telefonia komorkowa, VoiP, moze z samochodami na prad, czy na wodor... Cos musi sie pojawic, podobnego do komputerow, bysmy wyszli z recesji i zobaczyli jak indeksy ida w gore. A nie zadne plany Busha, zadne obietnice niskich stop, zadne jakies zmiany regulacji...etc, etc...
Jesli chodzi o wycene indeksow jeszcze w obcych walutach - podstawa dla ustalenia kursu sa czynniki fundamentalne - tam gdzie dynamika konsumpcji jest duza, tam kurs sie umacnia, pojawia sie deficyt na obr biezacych, nadwyzka na kapitalowych. Wowczas wycena tych aktywow - w kraju importujacym wiecej - jest wysoka. To naturalne. W kraju gdzie konsumpcja jest nizsza niz produkcja, eksport wypelnia roznice, i pojawia sie deficyt na obrotach kapitalowych, a wycena aktywow spada. Sa one tansze, atrakcyjniejsze. Taka wycena w obcej walucie pozwala uchwycic glownie zmiany fundamentow. Ale explicie, okresla relatywna cene aktywow.
-
2008/08/05 00:09:54
gielda nie ruszy dlatego, ze spadnie zloty, ze spadna stopy, ze spadna ceny surowcow, czy ze sie ustabilizuja na tym wysokim poziomie (moze 30% nizszym niz teraz, ale to i tak wysoki poziom, z potencjalem do dalszego wzrostu)....

Gielda wzrosnie gdy pojawi sie pozytywny szok, wzrost inwestycji wynikajacy ze wzrostu produktywnosci. Wtedy spadnie cena ryzyka, wzrosnie rentownosc obligacji.

To moze nie zaczac sie od USA - moze gdzie indziej, Azja, Europa... Ale jak sie zacznie to sie szybko rozprzestrzeni.

W Polsce GPW zachowuje sie dziwnie. Mnie zastanawia to, ze "przy tak dobrej koniunkturze" (w cudzyslowiu bo choc sam tak mowie, sam te koniunkture uznaje za dobra, to jednak cos budzi podejrzenia) ceny akcji spadly az tyle przez ostatni rok... Dlaczego?

..a dlaczego ceny mialyby wzrosnac, skoro mniej inwestujemy, mniej oszczedzamy, a wiecej sie zadluzamy?

Dobrze ze wiecej pracujemy - spada bezrobocie i rosna place.

Nasze dochody wiec rosna. Ale wzrost zadluzenia oznacza ze pakujemy w konsumpcje a nie w inwestycje.

Inwestuja oczywiscie za nas firmy... Ale one przy wysokiej konsumpcji nie inwestuja az tyle relatywnie...

Wiec kto ma kupowac akcje, jak wszyscy biora kredyty?

Poza tym, mimo ze cena aktywow finansowych na GPW jest niska, cena innych aktywow - nieruchomosci - jest wysoka. Wiec zmienilismy portfel (oczywiscie nieruchomosci to tylko w czesci aktywa, w znaczniej mierze konsumpcja...)

Ale zobaczmy jak mocno spadla cena aktywow na GPW dla kajowych inwestorow jesli wziac pod uwage rowniez krajowa inflacje i krajowy wzrost dochodow! Spadek jest ogromny.

Doszlo wiec do przesuniecia dochodow z kapitalu do pracy. To zjawisko ma charakter cykliczny. W fazie ozywienia, dochody kapitalu sa duze a pracy dosc niskie, potem rosnie konsumpcja, rosna dochody z pracy i mamy rozkwit a potem jest recesja - spowolnienie (u nas bedzie spowolnienie). Wtedy dopiero zaczniemy inwestowac, oszczedzac, zwiekszac produktywnosc - i wycena sie poprawi.
-
2008/08/05 10:27:35
".... moim zdaniem zloty umacnia sie spekulacyjnie ze wzgledu na duza ilosc nowych kredytow ktore sa zaciagane w walucie...gdy strumien wyschnie kurs odskoczy o jakies 10-25%..."

Z tego co ja wiem o kredytach w walutach w Polsce to wszystkie to sa kretydy sa DENOMINOWANE w obcych walutach. Czyli mozna powiedziec ze są indeksowane kursem obcej waluty. Zaden bank nie udziela juz kredytow ktore mozna splacac w obcej walucie. Banki zarabia na spreadzie.
Wydaje mi sie ze w takim przypadku wplyw na kurs zlotego kredytow walutowych jest pomijalny.

Ciekawostka jest - niepotwierdzana linkiem - cos co slyszalem w EKG w TokFM jakies 3 tygodnie temu. Jeden z ekspertow pod koniec programu powiedziaz ze to co go dziwi to statystyki odnosnie handlu polska waluta. Okazuje sie ze 70% obrotu ma miejsce w Londynie. Co potwierdzaloby wyjatkowo spekulacyjny charakter umocnienia zlotowki.

-
2008/08/05 11:52:37
jakub_slask:
"no cóż chyba szczyty ropy już za nami...."

Formalnie ciągle jeszcze jesteśmy w hossie, więc spadek poniżej średnie 200-sesyjnej będzie wyglądał jak sygnał kupna. Obecnie średnia ta przebywa na poziomie 108,9 USD (dla WTI). Analogia z akcjami z zeszłego roku sugeruje uformowanie się podwójnego szczytu w okresie lipiec-październik. W październiku wypada też sezonowy szczyt na ropie. Osobiście więc nie wykliczam, że pomiędzy połową sierpnia a początkiem października ropa będzie drożeć testując lipcowy szczyt. Interesującym wzorcem są zboża: GSCI Grains Index właśnie wczoraj wyłamał się - zobaczymy czy skutecznie - z formacji podwójnego szczytu uformowanej pomiędzy 12 marca (pierwszy szczyt 652,7 na spotowym indeksie) a 26 czerwca (636,7) z dnem, które właśnie jest przebijane na poziomie 503,8 (29 maja). A więc pomiędzy pierwszym a drugim szczytem było 3,5 miesiąca. Rynki mają swoje obyczaje i jeśli obyczaje ropy są podobne do obyczajów zbóż (a ostatnio z racji biopaliwowego szaleństwa zboża - głównie kukurydza - stały się surowcami "energetycznymi"), to wtórny szczyt na ropie poprzedzający krach wypadłby w połowie października. Ale to oczywiście czysto rozrywkowe spekulacje.

"najwięcej właśnie problemów może mieć Rosja ponieważ cały jej budżet jest oparty na prognozach wysokich cen ropy i gazu ziemnego- nie możemy się czarować, że cała ta nowobogacka fala Rosjan, która zalewa świat nie miała powiązań właśnie w szczególności z rynkiem ropy"

RTS stracił od 15 lipca, kiedy to MSCI World zrobił dołek 14,7 proc., a od majowego szczytu 23,8 proc. Widać, że Rosja nie jest rynkiem, na którym chciałoby się być podczas spadku cen surowców.

"teraz pozostaje aktualne pytanie, które zadałem w poprzednim temacie - gdzie potężna kasa właśnie z tych rynków powędruje??"


Trzeba patrzeć, co silnie rośnie teraz na małym - na razie -16,4 proc. - spadku ropy. To coś powinno urosnąć jeszcze mocniej jeśli nastąpi duży spadek ropy. Beneficjentów spadku ropy jest wielu (głównie sektor finansowy w krajach rozwiniętych). Ale są też inni kandydaci. Właśnie patrzę na pewien kraj, który jest bardzo uzależniony od importu ropy i z tego powodu cierpiał ostatnio na duży i rosnący deficyt obrotów bieżących, co osłabiało jego walutę i podnosiło stopy procentowe. W dodatku jest obecnie potencjalnie bardzo niestabilny politycznie i znajduje się w rejonie świata potencjalnie bardzo niestabilnym geopolitycznie , co dodatkowo odstarasza inwestrów zagranicznych. I ma P/E znacznie poniżej 10. I indeks rynku akcji tego kraju wzrósł od początku lipca zyska - W ZŁOTYCH - o 36,4 proc. Jeśli nastąpi wtórny wzrost cen ropy do października, a na ulicach tego kraju pojawią się czołgi lub też zaczną latać rakiety (obie rzeczy możliwe choć z innych powodów), to akcje i olbigacje w tym kraju stanowić będą - jak sądzę - wspaniałą okazję w średnioterminowej perspektywie. Ale obecnie jak sądzę minęliśmy już półmetek krótkoterminowego ruchu na ropie, więc trochę już jest chyba za późno.
-
2008/08/05 12:02:23
kazimierz54:

" Miałem okazje być w biurze maklerskim Magnus w Krakowie w 96 lub 97 r. na spotkaniu Pana i Pana Homińskiego z inwestorami."

Stare dzieje. Pozdrawiam.

"Teoria Eliotta jest jak z gumy, każdy widzi co innego."

Ja widzę 4-kę w sekwencji impulsu rozpoczętej w październiku 1998. 50 proc. półtoraroczna bessa z lat 2000-2001 była w tym ujęciu 2-ką. Osobiście lubię jak 4-ka jest w miarę proporcjonalna do 2-ki. Identyczne oznaczenie mam dla indeksu EM oraz dla cen surowców w tym ropy (1999 - 1-ka, 2000-2001 - 2-ka, 2003-2007(8) -3-ka, obecnie (4-ka). Kontrowersyjne, ale tego się obecnie w miarę trzymam.

"Czy ma Pan jakieś logiczne wytłumacznie czym spowodowane jest tak niewiarygodne umocnienie złotego?"

Jakieś mam, nie wiem tylko czy prawdziwe:

1) gracze uciekający z dolara kupują aktywa na EM w tym w Europie Środkowej, która nie ma ekspozycji gospodarczej na znajdujące się w recesji USA, a ma ekspozycje na kwitnącej dzięki ropie Rosji.

2) masowe zaciąganie przez gospodarstwa domowe kredytów walutowych zmusza banki do zabezpieczania się przed ryzykiem walutowym, co w praktyce jest tożsame z otwieraniem krótkich pozycji na walucie.
-
2008/08/05 12:06:40
hecer:

"policzylem to tak: kurs usd/pln wynosil rok temu (sierpien) 2.76, dzis wynosi 2.07. Kurs dolara spadl o 33%.
Wig20 wynosil jakos 3800 na szczycie (rok temu, w sierpniu)....dzis wynosi 2690...spadek o 30% Wiec nawet mniej...
Wiec w dolarach Wig20 nie zmienil sie (patrzac na te liczby) (bo licznik - wig20 - i mianownik - kurs dolara - zmniejszyly sie o tyle samo...:)) )"

A ja policzyłem tak: w lipcowym szczycie akcji WIG miał 67568 pkt, a dolar kosztował 2,76, więc w dolarach WIG wynosił 24503. Obecnie WIG ma 42018 a dolar kosztuje 2,06, więc WIG wynosi po przeliczeniu na dolary 20382. A więc spadła w ujęciu dolarowym o 16,8 proc. Moja metoda jest chyba lepsza.

-
2008/08/05 12:21:08
krzywania:

"Z tego co ja wiem o kredytach w walutach w Polsce to wszystkie to sa kretydy sa DENOMINOWANE w obcych walutach. Czyli mozna powiedziec ze są indeksowane kursem obcej waluty. Zaden bank nie udziela juz kredytow ktore mozna splacac w obcej walucie. Banki zarabia na spreadzie."

Ale żeby bank mógł zarabiać tylko na spreadzie musi się pozbyć ryzyka kursowego. Dla kogoś kto zaciągnąl kredyt walutowy ryzykiem jest osłabienie złotego i wzrost kursu waluty. Dla banku ryzyko jest odwrotne: umocnienie złotego i spadek kursu waluty. Jak się przed tym ryzykiem spadku kursu waluty zabezpieczyć? To proste: bank musi otworzyć krótką pozycję w walucie.

"Ciekawostka jest - niepotwierdzana linkiem - cos co slyszalem w EKG w TokFM jakies 3 tygodnie temu. Jeden z ekspertow pod koniec programu powiedziaz ze to co go dziwi to statystyki odnosnie handlu polska waluta. Okazuje sie ze 70% obrotu ma miejsce w Londynie. Co potwierdzaloby wyjatkowo spekulacyjny charakter umocnienia zlotowki."

I tu dochodzimy być może do rozwiązania zagadki. Bo jak ten nasz biedny bank, który udziela wartych miliardów złotych hipotecznych kredytów walutowych ma otworzyć krótkie pozycje na walucie. Niezależnie od technicznej formy tej transakcji druga strona tej transakcji otwiera równocześnie długą pozycję w złotym. Wydaje mi się, że Londyn jest tradycyjnie miejscem, gdzie się takie interesy załatwia.

Jeśli powyższy mechanizm poprawie tłumaczy - przynajmniej część - umocnienia złotego, to otrzymujemy ciekawy wniosek: kiedyś w przyszłości koniec boomu na rynku nieruchomości w Polsce, który pociągnie za sobą koniec boomu na rynku walutowych kredytów hipotecznych z czasem przełoży się na silne i uporczywe osłabienie złotego będące odbiciem umocnienia z ostatnich ponad 4 lat.

-
2008/08/05 15:22:54
krzywania:
"Zaden bank nie udziela juz kredytow ktore mozna splacac w obcej walucie."

udziela, np. jeden z notowanych na naszej giełdzie, ale to nie chroni przed spreadem, ewentualnie go niweluje, ale nie az tak duzo,
bo gdzies tę walute musisz kupić (np. w kantorze?), chyba że masz pensje w CHF,
chroni ewentulanie przed "złym" momentem walutowania, mozesz to zrobic sam w dowolnym momencie, a sredki maja być dostępne na subkoncie
-
2008/08/05 15:38:16
Dzięki za próbę analizy - mam trochę tego zielonego świństwa na 4% koncie w ING :-).
No i czekam na koniec spadku kursu USD/PLN i czarno widzę to niestety. Inwestycja 2 lata temu. Stratę łatwo obliczyć.

"Jeśli powyższy mechanizm poprawie tłumaczy - przynajmniej część - umocnienia złotego, to otrzymujemy ciekawy wniosek: kiedyś w przyszłości koniec boomu na rynku nieruchomości w Polsce, który pociągnie za sobą koniec boomu na rynku walutowych kredytów hipotecznych z czasem przełoży się na silne i uporczywe osłabienie złotego będące odbiciem umocnienia z ostatnich ponad 4 lat."

A może wyjaśnienia zagadki aprecjacji złotego jest prostsze: FED drukuje dolara na pokrycie deficytu z Chinami, Iraku, ratowania "wtopy" po bańce nieruchomości itd. Tzn dolara jest bardzo dużo na świecie i staje sie zielonym papierem wartym tyle ile papier jest warty. No i ci , którzy go maja za dużo kupują co się im wydaje atrakcyjne np. w pewnym czasie nieruchomości w Polsce (i zrobili bankę). No to na wiosnę minister skarbu naszego rządu wychodzi z propozycja sprzedaży resztek spółek skarbu Państwa (poza pewnymi sektorowymi ograniczeniami). A może ktoś kupuje złotego, aby sobie to dobro u nas kupić ( w czasie bessy bardzo tanio !!!) . Każda fabryka w Polsce (nawet problemowa) lepsza od zielonego papieru ( nawet pachnącego świeżą farbą) :-).
-
2008/08/05 18:38:43
@ bialek.wojciech

pana i moja metoda sa identyczne, tylko ze ja wzialem wig20 a pan wzial caly wig. Jesli chodzi o porownanie indeksow w walutach to pewne znaczenie moze miec plynnosc spolek ...a te o najmniejszej plynnosci mozna by wylaczyc. Ale oczywiscie istotne jest to ze maluchy spadly najbardziej...

Jesli chodzi o kredyty - jest dokladnie tak jak pan mowi. Alternatywnie banki pozyczaja CHF na rynku miedzybankowym i wymieniaja na zlote. A jesli maja wolne srodki w zlotych i z nich udzielaja kredytow w CHF to wowczas faktycznie jest to rodzaj indeksu i wtedy otwieraja krotkie na CHF.
Mi sie wydaje ze kiedys banki mialy nadplynnosc zlotych (wowczas gdy zrezygnowano z mechanizmu tworzenie rezerw obowiazkowych) i faktycznie otwieraly krotkie na walucie... Potem jednak duzo pozyczaly CHF zagranica... A teraz chyba robia i to, i to.

Oczywiscie, gdy zrodlo wyschnie, gdy coraz mniej bedzie branych nowych kredytow, splaty beda wieksze i pozycje krotkie beda zamykane. Wtedy zloty sie oslabi.
-
2008/08/05 19:11:44
...po prostu banku musza zaciagnac same kredyt w CHF...na bardzo duza kwote...albo utworzyc krotka pozycje..bardzo duze....o wartosci rownej wartosci zaciagnietych kredytow, ktora odpowiada wartosci zakupywanych nieruchomosci...

jednoczesnie krotkie pozycje sa zamykane (lub CHF kupowany) gdy raty sa splacane...

Gdy strumien rat kredytow ktore juz zostaly zaciagniete jest nizsza niz wartosc nowych kredytow ktore sa zaciagane, zloty sie umacnia...

... Spojrzmy co dzieje sie na walutach carry trades, glownie na jenie... Podczas kryzysu jen sie umocnil, dlatego ze zamykano carry trades. Po prostu nie zaciagano nowych kredytow. Kryzys na rynku kredytow oznaczal mniej nowych kredytow ktore beda zaciagane a wiec umocnienie walut.
Of course, kredyt na jenie moze byc latwo rolowany...a oprocentowanie niskie...wiec nie ma tam czegos takiego jaka rata...tzn kazda rata jest splacana i nowy kredyt jest zaciagany, bo oprocentowanie jest bardzo niskie...wiec jen sie nie umacnia..
...no a do tego nie ma fundamentow by jen sie umacnial - tam oczekuje sie ze stopy pozostana nisko, nizej niz gdzie indzie...

Inaczej jest troche z naszymi mieszkaniowymi kredytami... tzn tutaj raty sa splacane.... I pytanie tylko, czy banki beda zamykaly carry trades w miare jak beda uzyskiwaly splaty rat...bo moze wola trzymac istniejace pozycje krotkie na walucie takiej jak CHF....

Trudno powiedziec...moze rzeczywiscie zloty mocno sie nie oslabi... Ale chfpln moze miec takie chwile, jakie maja waluty carry trades - gwaltownej aprecjacji chf...a potem dosc szybko wrocic do poziomu swoich rekordow...

Ale raczej nie wyzej - wowczas gdy nie zaciagane sa nowe kredyty, chfpln nie bedzie sie spadal...musza byc po prostu ciagle zaciagane nowe kredyty...inaczej sie ustabilizuje...
-
2008/08/05 20:20:12
innym czynnikiem ktory umacnia zlotego sa fundusze unijne.... no i oczywiscie transfery emigrantow...ale wezmy fundusze...

tak naprawde, moim zdaniem, one nie umacniaja zlotego bardzo, ale generuja inflacje...

bo jak sie dzieje z funduszami: jest program w ktorym dotacja moze wyniesc np 30% albo 50% inwestycji. Gdy gmina czy przedsiebiorca zaczna go realizowac, zaciagaja kredyt - albo wykladaja wlasne srodki - i potem, po realizacji inwestycji lub jej czesci, jest dotacja zwracana przez rzad. Srodki na to musza wiec znalezc sie w budzecie (to byl istostny problem dla budzetu zeby je wygospodarowac). Potem rzad przedstawia raport i dostaje zwrot. I to sie dzieje z jakims opozninienem. Na przyklad wciaz rozliczamy programy z lat 2004-06.
Potem rzad wystawia rachunek Brukselii, ktora udzielila nam linii kredytowej - to sa te miliardy o ktorych slyszymy w tv. I Bruksela wyplaca nam pieniadze, zwroca rzadowi jego wydatki, i obciaza nasza linie kredytowa.
Sama wymiana odbywa sie przez NBP a nie na rynku. I to jest moim zdaniem istotne. Tzn, bank daje rzadowi zlotowki a sam bierze euro.
Skad bank ma zlotowki? Albo drukuje, albo kupuje na rynku. Albo ma jakies konto na ktorym leza zlotowki... Nie wiem. W kazdym razie od tego jak odbywa sie wymiana zalezy jaki jest efekt.
Kurs jest rynkowy. Ale wymiana nie jest na rynku, tylko przez nbp. Jesli nbp pozyskuje zlotowki z rynku, to obniza kurs eurpln. Jesli drukuje, to zwieksza inflacje.
-
2008/08/05 21:30:38
Dziękuję za odeslanie na www.financialsense.com. Tak się sklada , że to mój No 1 usa.
A ulubieńcy to Joseph Russo i Brian Bloom.
A co do tej zimy to raczej dopiero nadejdzie.Gdzieś tam w sieci znalazłem ratio DJ/Gold i tak dolek wypada co 50 lat a ostatnio 1980 to chyba wiosna nam przyjdzie w 2030.
Tak po krótce bo i tak wszystko obecnie można znaleźc w siecii.
-
2008/08/06 00:31:22
""
"Czy ma Pan jakieś logiczne wytłumacznie czym spowodowane jest tak niewiarygodne umocnienie złotego?"

Jakieś mam, nie wiem tylko czy prawdziwe:

1) gracze uciekający z dolara kupują aktywa na EM w tym w Europie Środkowej, która nie ma ekspozycji gospodarczej na znajdujące się w recesji USA, a ma ekspozycje na kwitnącej dzięki ropie Rosji.

2) masowe zaciąganie przez gospodarstwa domowe kredytów walutowych zmusza banki do zabezpieczania się przed ryzykiem walutowym, co w praktyce jest tożsame z otwieraniem krótkich pozycji na walucie.
"
Dodam od siebie jeszcze jeden czynnik, który na ogół jest pomijany. Cały czas spora część naszych rodaków to emigranci płacowi. Większość odkładała swoje zarobki zza granicy licząc, że umocnienie złotówki wkońcu się skończy. Ale jak długo można czekać? I w ostatnim czasie posypały się "stop lossy", co spowodowało jeszcze większe umocenie złotego.

Ostatnio obserwuję zachowanie się złotówki do głównych walut i obserwacja ta daje mi odczucia mniej więcej takie jakbym oglądał sceny batalistyczne. Prawie codziennie powtarza się ten sam scenariusz. Poranny atak na osłabienie złotówki i nieuchronna klęska w okolicy południa (czasami w innym czasie, ale po wyraźnym odbiciu w górę EUR czy USD następuje powrót w dół i po ataku na dziennym wykresie świecowym zostaje tylko długi cień górny). Na razie wysokie stopy procentowe w Polsce nie pozwalają na trwałe osłabienie złotówki. Sygnał, choćby minimalny rozluźnienia tej polityki będzie sygnałem ataku na złotówkę i prawdopodobnie będzie to atak udany. Na razie nic nie świadczy o tym, żeby złotówka miała się osłabić jeszcze w tym roku ze względu na żelazną konsekwencję RPP (pełen szacunek).

Dodatkowo, kiedyś tam, w niedługiej przyszłości złotówka ma zostać zlikwidowana i zastąpiona Euro. Może się więc zdarzyć, że mocnego osłabienia złotówki w ogóle nie zobaczymy, bo zanim to nastąpi będzie już Euro i na to też liczą inwestorzy, których Pan wymienia w pkt 1. Byłaby to też ulga dla banków i miękkie, bezpieczne przejście w świat mniejszego ryzyka walutowego. Stąd zapewne ostatnie jęki medialne w różnych publikacjach na temat "zbyt silnej złotówki, która (podobno) aż boli" - a mnie, jak większość zwykłych obywateli cieszy. Jest to zapewne medialne przygotowanie do w miarę szybkiego wprowadzenia Euro, które położy kres tej "boleści". Po tym medialnym ostrzale artyleryjeskim czekam na wystąpienie minfina, który oznajmi nam, że "udało się i Euro będziemy mieli już 2010 roku".
-
2008/08/06 10:54:50
Euro najwczesniej przyjelibysmy w 2012 (2 lata wczesniej ERM II). To jest mega optymistyczny scenariusz - raczej malo prawdopodobny. Co ciekawe w 2004 mowiono ze przyjmiemy euro ok 2009-2010 roku. Chwilowo tluste lata sa za nami wiec uwazam ze spelnienie warunkow bedzie jeszcze trudniejsze dlatego bardziej realistyczne wydaje sie 2013-2016...
Wiec pozostalo sporo czasu na wachania...

Silna zlotowka jest ok. Ale w tym momencie mamy BARDZO silna zlotowke, ktore predzej czy pozniej sie zemsci o czym pisal Pan Bialek.
-
2008/08/06 11:46:23
na dzisiejszej sesji widze, ze oslabienie zlotego np USD +0,46% dalo spadek FW20 50 pkt. Widac, ze to nie dziala albo rynek nie wierzy. Jesli oslabienie zlotego ma pomoc akcjom to rozumiem to, ze oslabienie zlotego przeszkadza spekulacji ale pomaga firmom i inwestycjom na dluzszy termin ?
-
2008/08/06 11:49:02
ten spadek FW20 odbywa sie przy DJIA fut i DAX w okolicach 0.
-
2008/08/06 12:01:11
Oczekiwanie na wzrosty na gieldzie w Polsce sa bardzo duze...ciagle wyczekiwane jest ozywienie... ludzie z TFI, maklerzy, pamietajacy okres wielkiego zainteresowania gielda i inwestycjami w TFI wciaz maja swieza pamiec minionego swietnego okresu....

Ale moim zdaniem ludzie nie inwestuja w gielde - wycofali wszystko z gieldy i wpuscili w mieszkania. Nabrali kredytow.

Kto wiec ma na gielde dzis wrocic? Kto? Inwestorzy zagraniczni, przy tym kursie zlotego ktory sprawia ze nasze indeksy stoja bardzo wysoko w porownaniu z przecenionym indeksami gield w USA i Europie? Spodziewajacymi sie raczej oslabienia koniunktury i (moim zdaniem) gorszych danych makro? Przy tak wysokich stopach w Polsce? (oni nie patrza na inflacje, tylko nominalne stopy i kurs... choc inflacja ma na kurs wplyw)... Przy recesji (spadek pkb) w Europie? Niemcy, Irlandia, Wielka Brytania, Hiszpania, panstwa baltyckie - tam jest mocne spowolnienie.

Gdyby na swiecie zmienila sie koniunktura - doszlo do kolejnego skoku produktywnosci, wowczas indeksy znow zaczna sie powoli piac na polnoc... Tak samo w Polsce - gdy nasza gospodarka zacznie wkraczac na kolejny etap rozwoju, po fazie modernizacji z lat 2000-2004, fazie boomu mieszkaniowego i dynamicznego wzrostu konsumpcji w latach 2005 - 2008... Wtedy jest szansa na podwojne dno, stabilizacje i poczatek wzrostow... I slowo kryzys musi przestac pojawiac sie w mediach. Moim zdaniem jest ogromna naiwnoscia wiara ze indeksy moga wzrosnac na skutek planu Busha czy obnizki stop. Bzdura. To jest najlepszy moment aby sprzedawac, gdy kursy maja korekte w gore w trendzie spadkowym
-
2008/08/06 12:09:56
@hecer: chyba powinines zalozyc swojego bloga :)
-
2008/08/06 14:42:01
Panie Wojtku.
Zawsze podziwiam Pana, że próbuje Pan zgadnąć co zrobi rynek. Niech Pan zwróci uwagę na Nasdaq. Tam dno marcowe nie zostały przebite i widać wyraźnie podwójne dno marcowo-lipcowe.
SP500 zatrzymało się na dnie fali 4 Eliotta i rozpoczeli odbicie. Zaryzykuje obstawić jako optymista, że jednak już na samo dno drugi raz w październiku nie zejdą,zatrzymaja sie wyrzej.Niskie stopy ulgi podatkowe oraz optymizm przedwyborczy swoje zrobią.
Teraz w Polsce. U nas ogromny udział w indeksie WIG20 mają banki a banki wyglądają na wykresie bardzo dobrze. Dodatkowo TP S.A wyjątkowo dobrze się zachowuje. PKO BP, Pekao, TP S.A mają 46% udział po wczorajszej sesji w Wig20. Ciężko będzie ściągnąć indeks Wig20 powrotem na 2400 (Lotos i PKN już i tak są bardzo tanie, jedyna spółka zagrażająca z tych wiekszych to KGHM). Myśle, że kto od polowy lipca zaczął kupować banki i TP S.A zarobi, są również wśród małych spółek bardzo mocno przecenione (bardzo ostatnio na nie psioczą a zawsze jest odwrotnie)które pokazały już za drugi kwartał świetne wyniki, kto je kupi może mieć w okresie 2 lub 3 lat kilkaset procent zysku, tylko trzeba mieć cierpliwość i nie trzeba sie przejmować, że czasem kupi się zawczesnie w samo dno trudno trafić.Największe zyski przynajmniej mnie przynoszą inwestycje kilkuletnie.Teraz o dolarze i euro myśle, że euro w stosunku do dolara swą moc zakończyło podwójnym szczytem kwietniowo- lipcowym i teraz dolar bedzie się umacniał . Tak to ci co mają dolary powoli odzyskają w dłuższym terminie teoretycznie przynajmniej część wartości. Zobaczymy jak będzie czy hossa będzie już czy za pół roku napewno są już spółki warte grzechu.
-
2008/08/06 21:21:06
@krzywania
:) nie bardzo - ja pisze dlugo, rozwlekle i nieciekawie...dlatego korzystam z gosciny innych...:)
A serio, to wole wlaczyc sie w dyskusje. Poza tym kto by zagladal na mojego bloga:)
-
2008/08/06 21:52:24
a ta uwaga tym ze rosnace zadluzenie i kredyty mieszkaniowe zle wplywaja na gielde, jest chyba ciekawa i warta pociagniecia...
-
2008/08/07 00:43:24
Hmm, a ja właśnie się zastanawiałem nad podwójnym przewalutowaniem: dochodów z PLN na GBP i ktedytu z CHF an PLN w najblizszym miesiącu.
Do tego kupię parę spółek krajowych i poczekam... Z doświadczenia własnego wydaje mi się, że produktywnośc rodaków jast znacznie wyzsza niż Zachodnia, więc o gospodarkę bym się mocno nie martwił - cokolwiek bedzie u nas, za zachodnia granica bedzie gorzej :-)
-
2008/08/07 08:23:12
tak patrzac na dolarojena w kontekscie oslabienia zlotego i wplywu tego na rynek akcji (w tym przypadku bardziej na surowce) to widac bylo ten wplyw po ok 17 TYGODNIACH wzrostu $. Teraz juz po 21 tygodniach maksima - mozliwe, ze juz apogeum wzrostow. Nawet rynek puszcza plotki, ze jakis duzy bank kupuje. Pewnie, zeby bylo lepiej wyjsc z pozycji. To w takim razie chwilowe oslabienie zlotego nie ma wplywu. Pewnie musialoby byc wielotygodniowe.
-
2008/08/07 12:28:44
@greghorius, bjedrzej - tez zastanawiam sie nad przewalutowaniem CHF- PLN. Ale patrzac na analize Pana Bialka (Bialek? :) ) warto chyba z tym poczekac. Zloty powinien zaczac sie silnie oslabiac dopiero za jakis czas - tzn. kiedy RPP zacznie obnizac stopy - ewentualnie solidnie do nich przymierzac - wyzwalacze do tego byly juz opisywane we wpisie i komentarzach. Oznacza to ze w tym roku nie warto jeszcze przewalutowywac. W pierwszej polowa roku 2009 warto przygladac sie sytuacji.
Przez ten czas chyba warto placic jeszcze nizsze raty w CHF i troche poczekac.

W mBanku przewalutowanie od momentu wyrazenia checi do samego zdarzenia to ok 1 miesiac. Wiec jest pewna bezwladnosc ... chociaz moznaby sie zabezpieczyc kontraktami na boku..
Jak to wyglada w waszych bankach?


Moze Pan Bialek dorzuci nam jeszcze jakies porady w tej "prywatnej" kwestji :). Moze sam chce przewalutowywac swoj kredyt jezali ma takowy ;)
-
2008/08/07 14:26:10
goldspan"
"A może wyjaśnienia zagadki aprecjacji złotego jest prostsze: FED drukuje dolara na pokrycie deficytu z Chinami, Iraku, ratowania "wtopy" po bańce nieruchomości itd. Tzn dolara jest bardzo dużo na świecie i staje sie zielonym papierem wartym tyle ile papier jest warty. No i ci , którzy go maja za dużo kupują co się im wydaje atrakcyjne np. w pewnym czasie nieruchomości w Polsce (i zrobili bankę)."

Na tym właśnie polega spekulacja: należy pożyczyć tam, gdzie są nisko oprocentowane i takie, które będą tracić na wartości (np USD w 2003 roku) i zainwestować tam, gdzie można uzyskać wysokie oprocentowanie i gdzie waluta i aktywa, w które się zainwestowało będą zyskiwać na wartości. W tej dekadzie - charakteryzującej się wysokimi cenami surowców - pożycza się w krajach będących importerami surowców - w Japonii i USA - i inwesuje na bogatych w surowce "emerging markets" (do których i nasz kraj się zalicza).

Tak inwestowany jest kapitał w tej dekadzie. W następnej dekadzie się będzie grało odwrotnie: będzie się grało na krótko na EM (surowce będą w bessie jak w latach 80-tych) i inwestowało w przecenione w tej dekadzie aktywa w krajach rozwiniętych USA i Japoniii. Na przykład w USA w biotechnologię, a w Japonii w robotykę...
-
2008/08/07 14:27:57
hecer"
"Oczywiscie, gdy zrodlo wyschnie, gdy coraz mniej bedzie branych nowych kredytow, splaty beda wieksze i pozycje krotkie beda zamykane. Wtedy zloty sie oslabi."

To już znamy mechanizm przyszłej bessy na złoty. Teraz trzebe tylko przedyskutować kwestię "timingu".
-
2008/08/07 14:30:44
hecer:
"Nie jestem milosnikiem chlodzenia, ale wydaje mi sie to co firmy mialy - nadwyzke producenta, wynikajaca z presji wynikajacej z bezrobocia - juz oddaly, ze nie sa w stanie dalej podnosci plac i trzymac ceny - musza podnosic rowniez ceny."

Stopa bezrobocia w Polsce spadła już poniżej stopy bezrobocia w Hiszpanii. To świetnie, ale jeśli te pozytywne trendy się utrzymają, to w 2010 będziemy mieli już wszystkie objawy przegrzania z dynamiką wskaźników inflacji zbliżającą się do 10 proc.
-
2008/08/07 14:47:46
bartek.gra:
"Gdzieś tam w sieci znalazłem ratio DJ/Gold i tak dolek wypada co 50 lat a ostatnio 1980 to chyba wiosna nam przyjdzie w 2030."

DJIA/złoto miał 3 wyraźne szczyty w 1929, 1966 i w 1999 roku czyli co 37 i 33 lata. Średnio co 35 lat. Ostatni wyraźny dołek DJIA/złoto w tym cyklu miał miejsce w 1980 roku (w apogeum ostatniego "lata"). A patrząc w ten sposób natąpnego dołka DJIA/złoto należy się spodziewać w okolicach 2015 roku (+/- 2 lata).
-
2008/08/07 15:00:13
marekrzewuski:
"Dodatkowo, kiedyś tam, w niedługiej przyszłości złotówka ma zostać zlikwidowana i zastąpiona Euro. Może się więc zdarzyć, że mocnego osłabienia złotówki w ogóle nie zobaczymy, bo zanim to nastąpi będzie już Euro i na to też liczą inwestorzy, których Pan wymienia w pkt 1. Byłaby to też ulga dla banków i miękkie, bezpieczne przejście w świat mniejszego ryzyka walutowego."

Tak - jak sądzę - wygląda plan. W normalnych warunkach - bez strefy euro - złoty w przyszłej dekadzie korygowałby ekscesy dekady obecnej (spirala: odpływ kapitału - słabszy złoty - wyższa inflacja - wyższe stopy - mniejszy popyt na kredyti - niższe ceny aktywów (w tym akcji i nieruchomości) - mniejsze inwestycje - gorsza koniunktura w gospodarce - odpływ kapitału). A tak w latach 2010-2012, kiedy to w zgodnie z dekadowym rytmem pękania baniek spekulacyjnych na rynkach światowych trwać powinen krach na EM, kapitał ciągle miałby zachętę do pozostawania w Polsce. Ale jeśli odpływ kapitału ruszu masowo w 2010 roku, to nie wiem czy rządowi uda się utrzymać złotego w ERM II nie mówiąc już o spełnieniu kryteriów konwergencji.
-
2008/08/07 15:05:44

tr3:
"Jesli oslabienie zlotego ma pomoc akcjom to rozumiem to, ze oslabienie zlotego przeszkadza spekulacji ale pomaga firmom i inwestycjom na dluzszy termin ?"

Zgodnie z należnościami, które przedstawiłem wyżej zachowanie rynku jest konincydentne z koniunkturą w przemyśle, a koniunktura w przemyśle zmienia się w średnio 4 miesiące po zmianie kursu złotego. A więc - moim zdaniem - złoty musi osłabną, a w kilka miesięcy później poprawi się koniunktura i gospodarcza i giełdowa.
-
2008/08/07 15:20:59
kazimierz54:
"Zawsze podziwiam Pana, że próbuje Pan zgadnąć co zrobi rynek."
Eee, to takie nieszkodliwe dziwactwo.

"Niech Pan zwróci uwagę na Nasdaq. Tam dno marcowe nie zostały przebite i widać wyraźnie podwójne dno marcowo-lipcowe."
Tam nie ma banków?

"SP500 zatrzymało się na dnie fali 4 Eliotta i rozpoczeli odbicie. Zaryzykuje obstawić jako optymista, że jednak już na samo dno drugi raz w październiku nie zejdą,zatrzymaja sie wyrzej."
To jest też pytanie o to jak silny będzie ruch na ropie korygujący obecne spadki, który rozegra się - moim zdaniem - pomiędzy sierpniem a październikiem. Jeśli silny, to dołki lipcowe powinny zostać przebite. Ja widzę na indeksach te duże 2,5-roczne "głowy z ramionami" - spadki, które powinny natąpić po obecnym odbiciu powinny zrealizować ich zasięgi. Ale w sumie co do USA, to się aż tak wiele nie różnymi: ja się bardziej obawiam o losy Europy i EM, które zwykle są opóźnione w stosunku do USA, a i obecnie są po temu powody.

"jedyna spółka zagrażająca z tych wiekszych to KGHM"

Niech Pan zauważy, że KGHM wygląda tak jak wiosną 2001. Hossa na całym rynku bez KGHM jeszcze nam się nie zdarzyła, a z pewnością trudno sobie wyobrazić hossę na MiŚ-ach przy spadającym kursie KGHM (banki zgoda, ale jeśli ropa zacznie znowy rosnąc do października to banki ponownie osłabną).
-
2008/08/07 15:23:34
hecer:
"A serio, to wole wlaczyc sie w dyskusje. "

Zawsze zapraszam serdecznie. I więcej doświadczonych osób z chcących się dzielić wartościowymi obserwacjami będzie odwiedzać to miejsce, tym mniej ja się będę musiał męczyć z pisaniem ;-)
-
2008/08/07 15:30:46
kazimierz54:
"Zobaczymy jak będzie czy hossa będzie już czy za pół roku napewno są już spółki warte grzechu."

Wymuszona umożeniami z funduszy małych i średnich spółek bessa w tym segmencie rynki z pewnością stworzy doskonałe średnioterminowe okazje do zakupów.
-
2008/08/07 15:35:41
a co Pan Panie Wojciechu sądzi o dzisiejszej decyzji Banku Czech ?
-
2008/08/07 15:41:07
krzywania:
"@greghorius, bjedrzej - tez zastanawiam sie nad przewalutowaniem CHF- PLN. Ale patrzac na analize Pana Bialka (Bialek? :) ) warto chyba z tym poczekac. Zloty powinien zaczac sie silnie oslabiac dopiero za jakis czas - tzn. kiedy RPP zacznie obnizac stopy - ewentualnie solidnie do nich przymierzac - wyzwalacze do tego byly juz opisywane we wpisie i komentarzach. Oznacza to ze w tym roku nie warto jeszcze przewalutowywac."

Z mojego ostatniego wykresu wynika, że w styczniu 2009 ROCZNA DYNAMIKA EUR/PLN "powinna" wynosić -5 proc. W styczniu 2008 EUR/PLN był na 3,60. 5 proc. mniej niż 3,60 to 3,42 zł. Obecnie 3,24 zł. Czyli już pewien niewielki teoretyczny potencjał istnieje. (oczywiście w praktyce ta zależność jest zbyt niedokładna by na jej podstawie wyciągać jakies nadmiernie wnioski)

"Moze Pan Bialek dorzuci nam jeszcze jakies porady w tej "prywatnej" kwestji :). Moze sam chce przewalutowywac swoj kredyt jezali ma takowy ;)"

O takie rzeczy to muszę się zapytać żony ;-)
-
2008/08/07 16:07:51
jureke.30:
"a co Pan Panie Wojciechu sądzi o dzisiejszej decyzji Banku Czech ?"

Ważniejsze jest, co o tym sądzi RPP. W 2004 roku Czesi rozpoczęli cykl podwyżek stóp na tydzień przed pierwszą z serii podwyżek stóp RPP. W 2005 roku czeski bank centralny zaczął obniżać stopy w styczniu, RPP zaczęła obniżki w marcu. Ostatnia faza podwyżek rozpoczęła się w Czechach już w październiku 2005, gdy tymczasem RPP zwlekała z początkiem zaostrzania polityki pieniężnej aż do kwietnia 2007. Innymi słowy nasza RPP idzie w ostatnich latach śladami Czechów. W obecnym cyklu powinno być podobnie, choć nie wiadomo jak długo nasza Rada będzie zwlekać z powieleniem decyzji Czeskiego Banku Centralnego.
-
2008/08/07 20:01:31
Panie Wojtku, a czy nie zakłada Pan scenariusza, według którego czeka bardzo poważne spowolnienie podobne do tego z lat 70 tych w USA, które znacznie wydłuży okres oczekiwania na poprawę koniunktury. Znalazłem ostatnio takie opracowanie, które dzieli okresy inwestycyjne następująco:

Rynek byka:
Pozytywne nastroje 1815-1835
Boom kolejowy 1843-1853
Wojna secesyjna i jej skutki 1861-1881
Prezd I wojną światową 1896-1906
Lata dwudzieste 1921-1929
Boom po II wojnie 1949-1966
Boom przemysłu high-tech 1982-2000


Rynek niedźwiedzia:
Okres przed wojną z 1812 1802-1815
Pierwszy wielki kryzys 1835-1843
Era przed wojną secesyjną 1853-1861
Pierwszy kryzys bankowy 1881-1896
Drugi kryzys bankowy 1906-1921
Drugi wielki kryzys 1929-1949
Era inflacji 1966-1982
Wojna z terroryzmem 2000-?

źródło: Michale Aleksander, Stock Cycles, 2000.

Dr Van K. Tharp twierdzi, iż w odpowiedzi na pierwszorzędny rynek byka z lat 1982-2000 rynek od roku 2000 znajduje się w pierwszorzędnym rynku niedźwiedzia, który może trwać aż 18 lat. Julian Robertson, znany inwestor giełdowy, zwany swego czasu Czarodziejem z Wall Street, zapytany o perspektywy dla gospodarki odpowiedział, że czeka nas totalny kryzys gospodarczy. W 2005 roku, gdy mówił te słowa zwrócił uwagę na niewyobrażalną bańkę spekulacyjną na rynku nieruchomości, z której jest finansowane 25% amerykańskiej konsumpcji. Skutki pęknięcia bąbla mają być katastrofalne: wzrost cen złota do 5000$ za uncję, dwucyfrowa inflacja.
Inwestor posuwa się jeszcze dalej twierdząc, że USA grozi upadek opieki społecznej i zdrowotnej, zniszczenie środowiska naturalnego i ograniczenie demokracji w USA :-)
-
2008/08/07 23:17:16
Re: timing....

mi sie wydaje ze nie bedzie takiego mocnego oslabienia zlotowki... napisalem, ze jest mozliwy taki spadek o 20%... ale teraz wydaje mi sie ze do niego nie dojdzie...
Owszem, takie oslabienie zlotego o 9% do 3.5.....ale zaraz potem powrot do 3.3...i przez jakis czas kurs w korytarzu...z tendencja jednak do oslabiania zlotego...ale 3.5 lub 3.6, nie wyzej...
To nastapi wtedy gdy ludzie po prostu przestana zaciagac dalej kredyty mieszkaniowe w walucie.
Kurs moglby sie rowniez obnizyc wowczas gdy - jak juz ktos napisal - nasze stopy nagle by spadly bardzo nisko... Albo gdyby inflacja w Polsce byla wysoko.

Inflacja, bez wzrostu gospodarczego, aprecjonuje kurs. Wiec kurs powinien spadac, by utrzymywac niezmieniony poziom cen. Chyba ze ceny realnie maja wzrosnac (gdy rosnie realny dochod).
Wyzsze stopy aprecjonuja kurs (Parytet stop).
(Z reguly mamy wiec wyzsze stopy gdy jest wyzsza inflacja, w okresie dynamicznego wzrostu konsumpcji)

Wiec jesli mielibysmy inflacje bez wzrostu gospodarczego (produktywnosci) to zloty zacznie tracic. No i wowczas gdy stopy spadna, wtedy tez.

Mowa wiec o spowolnieniu. Moim zdaniem nadejdzie z chwila gdy podaz spotka sie z popytem na nieruchomosciach. A to juz blisko - moze nawet juz ma miejsce teraz.

Wydaje mi sie ze zadziala bufor ze srodkow unijnych. Przy obecnym wykorzystaniu on nam doklada jakies 2% do wzrostu pkb. Z tego powodu stopy beda u nas jednak raczej wyzej niz w strefie euro czy szwajcarii.

I pytanie o to co bedzie z gielda to tak naprawde pytanie o to co bedzie dalej z nasza gospodarka sie dzialo, gdy skonczy sie ten mieszkaniowy boom i ten wzrost konsumpcji. Gdy spowolnienie w Polsce stanie sie widoczne wowczas gielda chyba poleci dalej w dol...albo rzeczywiscie zacznie stabilizowac sie na jakims dnie...i znajdzie wsparcie. A potem?

Potem to zalezy od tego jak bedziemy sie rozwijac. Moim zdaniem nie ma co sie ludzic, ze sama przecena na surowcach spowoduje jakies wyrazne odbicie i zakupy akcji. Moze byc to jakis trend boczny, ale zadne wow - 10% do gory i potem w dol, i jakis korytarz. Podobnie bedzie wygladal kurs zlotego.
Nie ma sie tez co ludzic, ze jak inflacja spadnie do od razu gielda ruszy do przodu.

Po prostu bedziemy przez jakis czas w takiej strefie gdzie nic sie nie dzieje - moim zdaniem. Marazm.

Wzrosty na gieldzie pojawia sie nie wtedy gdy rpp czy fed obnizy stopy, czy gdy spadna surowce, czy gdy pojawi sie jakis nowy plan busha... To ze rynek dotad takie newsy natychmiast interpretowal jako sygnal "kupuj" bylo chore. I miejmy nadzieje ze sie nie powtorzy. Wynikalo to z rozpieszczenia dlugim okresem dobrej koniunktury ktorej poczatki siegaja rozkwitu nasdaq. Na te chorobe moim zdaniem zachorowalo rowniez wiele osob zwiazanych z gielda w Polsce- nie jest to aluzja do autora bloga bo prowadzenie bloga to czynnosc niekomercyjna. Po prostu mysle ze troche w nas wszystkich placze sie taka mysl: kiedy znow ten pociag ruszy do przodu, pogna tak jak gnam 3 lata temu... Ale tu liczenie srednich okresow bessy nie pomoze. Trzeba poczuc tetno gospodarki, etap na ktorym sie znajduje.

Wzrosty, tak jak juz pisalem, pojawia sie gdy bedzie szok produktywnosci.

w Polsce na wzrosty na gieldzie mamy szanse, gdy nasza gospodarka wejdzie w kolejny etap rozwoju - innowacyjnosc, nowe technologie, wspolpraca nauki z przemyslem. To sie w Polsce coraz bardziej upowszechnia, mimo braku takiej odgornej inicjatywy, programu rzadowego, jakis regulacji stymulujacych taka kooperacje. Nasze naklady budzetowe na R&D sa nikle. Ale jest sporo przykladow gdzie wspolpraca przemyslu i srodowisk naukowych sie rozwija i daje rezultaty. Wierze, ze to nam da wzrost pewnych indeksow ktory pociagnie inne - i stawialbym na takie mlode ryzykowne spolki - jesli same wchodza na gielde. Albo na duze spolki ktore powoluja jako zalezne od siebie specjalne spolki do realizacji ambitnych projektow.
Ale juz nie na spolki typu "Żurawie" ...i tym podobne cuda...
-
2008/08/07 23:20:02
poza tym warto zwrocic wieksza uwage na demografie...europa ma wzrost pkb nizszy o 1% niz usa tylko dlatego ze ma gorsza demografie... ten czynnik ma coraz wieksze znaczenie, ale jego omowienie to osobny temat.
-
2008/08/07 23:27:47
a tu prosze: potwierdzenie mojej tezy, ze ludzie wyszli z gieldy i zaczeli kupowac nieruchomosci
gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,5566036,Drobni_opuszczaja_gielde.html

Drobni wyszli - to gdzie poszli? zadluzac sie kupujac mieszkania. A z tych dlugow predka nie wyjda... Wiec zapomnijmy o ozywieniu na jakis czas na gpw...

Tak z innej banki: w Polsce trzeba pamietac, ze wciaz dokupuja OFE. Mimo tego, ze w 2009 kobiety zaczynaja przechodzic na emeryture i wycofywac kapital. Jeszcze przynajmniej przez 4 lata kapitaly beda rosnac - minimum 4 lata. Potem chyba jeszcze przez kolejne lata tez, ale juz bardzo wolno. OFE jednak musza kupowac akcje - nie wszystko trzymaja w wysokiej stopie procentowej jaka mamy.
-
2008/08/08 08:39:32
"a tu prosze: potwierdzenie mojej tezy, ze ludzie wyszli z gieldy i zaczeli kupowac nieruchomosci
gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,5566036,Drobni_opuszczaja_gielde.html

Drobni wyszli - to gdzie poszli? zadluzac sie kupujac mieszkania. A z tych dlugow predka nie wyjda... Wiec zapomnijmy o ozywieniu na jakis czas na gpw... "

.. i właśnie wydaje mi się że oto chodzi teraz zagranica może sobie dowoli przebierać w spółkach, ilość inwestorów indywidualnych spadła na historyczne minima i pewnie dalej będzie spadać, przecież nie będą ciągnać naszego grajdoła z całą masą indywidualnych na karku, tutaj właśnie upatruje szansy na nasz rynek..... jak pisał Pan Wojtek kryzys na EM może wystąpić na przełomie 2010-2011-2012.a nasza gospodarka wydaje na dzien dzisiejszy jedna z najlepszych w Europie do tego przeceniona gielda, waluta która skończyła swój spekulacyjny ruch..... wiec co, zagranica ciągnie szulernie do 2011 roku i wtedy ludzie patrząc jak gielda rośnie przez 2-3 lata , znowu owczym pędem będą się zabijać o akcje...ot takie wolne przemyślenie

pzdr
-
2008/08/08 10:39:49
@hecer
"Mowa wiec o spowolnieniu. Moim zdaniem nadejdzie z chwila gdy podaz spotka sie z popytem na nieruchomosciach. A to juz blisko - moze nawet juz ma miejsce teraz."

Nie wiem na bazie czego wyciagasz takie nieprawdziwe wnioski. Podaz juz od kilku miesiecy nie nie spotyka sie z popytem. Sprzedaz nieruchomosci w Polsce mocno stanela - nawet bez sprawdzania statystych wystarczy popatrzec na trader.pl i zobacz ile jest nieruchomosci na sprzedaz rolowanych od wielu miesiecy. Podaz rosnie z dnia na dzien i coraz bardziej przewyzsza popyt. Zachodni inwestorzy wychodza z inwestycji bo przy obecnym kursie PLN maja dodatkowy zarobek.
Wprawdzie statystki o sredniej cenie m2 podawane przez niektorych "ekspertow" nie wykazuja wiekszych spadkow, ale te ceny to sa ceny ofertowe - chciejstwo ludzi ktorzy pamietaja boom z 2006 roku - co w efekcie spotyka sie z zerowym zaintersowaniem i rolowaniem ogloszen - patrz trader.pl / gratka /allegro.
Dodatkowo kredyty staly sie trudniej dostepne.... Nie ma innej opcji jak spadek cen przy tych chorych cenach - szczegolnie przy obecnym kursie zlotego..

Deweloperzy zaczynaja zwalniac personel i co miesiac tna prognozy sprzedazy ten rok - patrz DD JWC.



"I pytanie o to co bedzie z gielda to tak naprawde pytanie o to co bedzie dalej z nasza gospodarka sie dzialo, gdy skonczy sie ten mieszkaniowy boom i ten wzrost konsumpcji. Gdy spowolnienie w Polsce stanie sie widoczne wowczas gielda chyba poleci dalej w dol...albo rzeczywiscie zacznie stabilizowac sie na jakims dnie...i znajdzie wsparcie. A potem?"

Probowales ostatnio sprzedac mieszkanie albo ziemie? Boom sie juz skonczyl. Mniej wiecej 1 rok temu....


"a tu prosze: potwierdzenie mojej tezy, ze ludzie wyszli z gieldy i zaczeli kupowac nieruchomosci gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,5566036,Drobni_opuszczaja_gielde.html
Drobni wyszli - to gdzie poszli? zadluzac sie kupujac mieszkania. A z tych dlugow predka nie wyjda... Wiec zapomnijmy o ozywieniu na jakis czas na gpw... "
W artykule napewno tego nie ma. Wyglada mi to na jakies niezdrowe opinie... Czyzbys mial do sprzedania nieruchomosc :)

Ludzie na pewno masowo nie beda kupowac teraz mieszkan. Poprostu sa one za drogie i malo dostepne. Obecnie wg. mnie ludzie wyciagaja kase z gieldy i pakuja na bezpieczne lokaty / obligacje lub jakies struktury... W obecnym momencie w ziemie albo mieszkania w Polsce to sie pakuja chyba tylko szalency..... jakies odosobnione przypatki obecnie wg. mnie ..

-
2008/08/08 10:50:41
@krzywania
Pierwsze artykuly o tym ze skonczyl sie boom pojawily sie rok temu, to prawda. Ale wtedy nie mozna bylo jeszcze stwierdzic ze boom sie skonczyl definitywnie.
Napisalem "jak popyt spotka sie z podaza" i dodalem, ze "moze juz to mialo miejsce". Ty masz te pewnosc, ja sobie asekuracyjnie dodalem "moze". Ale mialem na mysli spowolnienie gospodarcze ktore bedzie konsekwencja tego ze "ceny nie rosna". Nie sam fakt, ze ceny nie rosna. Ludzie nadal kupuja nowe mieszkania po tych cenach jakie sa. Deweloperzy chyba nadal maja zyski. PKB wciaz rosnie dosc szybko. Place podnosza sie.
To co sie stanie teraz z cenami nieruchomosci jest trudne do przewidzenia. Mi sie wydawalo ze nie spadna mocno. Ale trzeba wziac pod uwage to ze czasem niewielka nierownowaga, mala nadpodaz powoduje ze ludzie wstrzymuja sie z zakupami, pojawia sie problem braku plynnosci i sprzedaje sie po kosztach lub nawet ze strata.
Tylko to nie jest krach. Moim zdaniem popyt na mieszkania w dluzszym okresie nadal bedzie. Ceny moga spasc przejsciowo, ale potem zaczna sie stabilizowac. Koszty budowy beda spadac, konkurencja bedzie je sprowadzac nizej. A ludzie nadal beda sie budowali i kupowali mieszkania.
-
2008/08/08 11:10:59
"Pierwsze artykuly o tym ze skonczyl sie boom pojawily sie rok temu, to prawda. Ale wtedy nie mozna bylo jeszcze stwierdzic ze boom sie skonczyl definitywnie. "

Rok temu to jeszcze nie bardzo. Szczyt szalensta mozna powiedziec byl w okolicach kwietnia-maja.
Z tego co obserwuje to pierwsze sensowne artykuly o spdkach pojawialy sie dopiero w koncu 2007.

"Napisalem "jak popyt spotka sie z podaza" i dodalem, ze "moze juz to mialo miejsce". Ty masz te pewnosc, ja sobie asekuracyjnie dodalem "moze". "

Mam pewnosc poniewaz podaz rosnie caly czas...a popyt wrecz odwrotnie. Trend jest trendem.
Co wedlug Ciebie moze stac sie na rynku na ktorym podaz "odjezdza" popytowi..


"Deweloperzy chyba nadal maja zyski."
Niektorzy tak.. ale tylko Ci ktorzy kupowali ziemie przed 2006/2005 rokiem. Sa juz pierwsze bankructwa. Z niecierpliwoscia oczekuje problemow hiszpanskich firmy Sando i Lubasa ktora ostro przeplacily za tereny przy zajezdniach Chelmska i Inflancka.
warszawa.biznespolska.pl/gazeta/article.php?contentid=133072

"To co sie stanie teraz z cenami nieruchomosci jest trudne do przewidzenia. Mi sie wydawalo ze nie spadna mocno."

Zgadzam sie ze trudno to przewidziec. Tak jak trudno przewidziec co sie stanie z walutami. Ale przy takim rozjezdzie popytu i podazy i obecnym kursie PLN nieruchomosci poprostu sado-masochistycznie drogie...
Ciekawostka jest ok 60% spadek indexku deweloperow na GPW.. Wyprzedzenie faktow ??

"Tylko to nie jest krach. "
Jeszcze nie... ale nieruchomosci maja troche wieksza bezwladnosc. W USA stabilizacja tez troche trwala.

"Moim zdaniem popyt na mieszkania w dluzszym okresie nadal bedzie. Ceny moga spasc przejsciowo, ale potem zaczna sie stabilizowac. Koszty budowy beda spadac, konkurencja bedzie je sprowadzac nizej. A ludzie nadal beda sie budowali i kupowali mieszkania.
"

Oczywiscie w dlugim terminie nieruchomosci rosna mniej wiecej tak jak inflacja wiec predzej czy pozniej to sie sprawdzi.. Problem ze mocno przegonilismy ta inflacje....

A tak naprawde nawet gdyby nieruchomosci stabilizowaly sie przez nastepne 3 lata - malo prawdopodobne - to przy inflacji 5% traci sie sporo :)
-
2008/08/08 11:16:54
hecer

z tego co pamiętam to z mieszkaniami była podobna sytuacja w Hiszpanii po wejsciu jej do UE, po początkowym boomie przyszly 2-3 lata spadków cen, potem na nowo rynek ożył..jednak przenosząc to do naszych realiów- spadają ceny materiałów budowlanych, coraz więcej osób decyduje się na powrót do kraju ( tańsza siła robocza), w związku z tym mieszkania będą dalej się sprzedawać ale być może deweloperzy zrezygnują z wysokich marż....teraz jest właśnie czas na konsolidację rynku deweloperskiego
pzdr
-
2008/08/08 11:27:39
Jeszcze mam jedna refleksje, nie chce zanudzac...ale kogos to zainteresuje.

My czesto mowimy o indeksach, ze ida do gory, etc. Ale to nie indeksy sie pna do gory, tylko spolki - zwiekszaja swoja produktywnosc, oczekuje sie ze ich przyszla produktywnosc wzrosnie jesli damy im kapital na inwestycje. Motorem hossy sa czesto pojedyncze branze, choc na przyklad hossa zwiazana z IT, z wynalezieniem komputera i internetu wywola szok produktywnosci we wszystkich branzach (bardzo obnizyla koszty, zuzycie surowcow, poprawila lacznosc, komunikacje, etc).

Dlatego warto przygladac sie indeksom branzowym - choc one zawieraja tez w sobie bardzo zroznicowane spolki, obok kiepskich stoja takie wobec ktorych mozna miec wielkie oczekiwania. Moim zdaniem jednak wrzucajac pieniadze na gielde powinismy pamietac ten truizm, ze zyskow nie generuje TFI, nie generuje "wzrost indeksow" czy mityczna "koniunktura"...tylko generuja spolki. Konkretne firmy gdzie pracuja konkretni ludzie (z tego powodu np Kruk jest spolka ciekawa, choc w sumie w nieciekawej chyba branzy...). To jest prawda stara jak swiat (troche jak z ksiazek Jeffreya Archera)

Np przejrzalem sobie teraz indeksy GPW:
www.gpw.pl/gpw.asp?cel=informacje_gieldowe&k=3&i=/indeksy_n/indeksy&sky=1

Bardzo ciekawe - np wig informatyka wzrosl tylko 2.5 krotnie od 2004/5 do szczytu hossy...i teraz wrocil na ten poziom jaki mial na poczatku 2005.
Zas wig budownictwo wzrosl w tym samym okresie hossy 6 krotnie i nadal jest na poziomie 3 krotnie wyzszym niz na poczatku 2005.

Oczywiscie, drugi indeks (budownictwo) jest chyba lepszym oddzwierciedleniem sektora niz wig informatyka oddzwierciedleniem polskiej informatyki (np nasza klasa nie jest notowana - przyklad moze glupi, ale ilustruje zasade)

I warto zauwazyc roznice wygladu obu wykresow...

WIG banki - nieprzerwana hossa (zwiazana w polsce z penetracja rynku, wzrostem zadluzenia, rozwojem bank elektr, rynku kredytow, kart kredyt, hossa na gieldzie, TFI, OFE...)... Pytanie jak dlugo jeszcze to potrwa... potencjal bankow powoli wygasa...

Wig spozywczy - zastanawia ze tak mocno spadl podczas tej bessy...ucierpial bardziej niz inne indeksy, a podczas hossy rosl w srednim tempie.

Wig telekomunikacja - olany przez rynek w czasie hossy. I bez spadkow w czasie bessy. To jest polski blue chip - spolki o najmniejszym ryzyku. Ogromy parodoks na tle sytuacji na swiecie. Ale dajacy sie latwo wyylumaczyc - ponad 90% wagi tego indeksu stanowi TP i Orange! Czysty monopol.

Dlatego bez demontazu TP nasz sektor teleinformatyczny nie rozwinie sie. Dostep musi byc powszechny i tani - tak by nasz Bill Gates mogl w garazu cos ciekawego wymyslic, podobnego do naszej-klasy, a moze ambitniejszego. TP trzeba po prostu podzielic (wydzielic infrastrukture)

Ciekawe jak posiadanie Plusa wplywa na wycene kghm...ale to juz poboczny watek. Podobnie - jak onet wplywa na ITI...ktore jest w wig media... Jak gazeta.pl i blox.pl wplywa na agore w wig media...

Reasumujac: moim zdaniem wielkiego ozywienia, takiego jak chcielibysmy widziec majac w pamiecie lata 90 na swiecie i nasaq, na gieldach nie bedzie. W Polsce jest szansa zarobic jesli po okresie "konsumpcjonizmu" nadejdzie okres R&D i modernizacji. Na pojedycznych spolkach da sie zarobic - maluchach ktore szukaja swojego venture capitals i szansy. Na indeksach zwiazanych z ciekawymi projektami teleinformatycznymi realizowanymi w kraju - na to sa duze srodki unijne...

Mysle ze wkrotce gielda zacznie przygotowywac oferte dla tych spolek. Dzieki kasie z unii i bankom te inicjatywy moga gielde omijac - wiec gielda bedzie starala sie byc konkurencyjna i je przyciagac... Dajem przeciez ich zalozycielom mozliwosc wyceny aktywow... W tym kierunku - sprzezenia przedsiebiorstw z nauka i gielda (pozyskiwanie kapitalu) powinismy sie rozwijac. Wtedy moze warto bedzie inwestowac.
(ale nie w "żurawie"... czym moze zaskoczyc spolka produkujaca zurawie... - to taki zart, chodzi mi o ilustracje zasady, koncepcji...nie konkretnie o te spolke, a wybralem ja bo pamietam jak sie nia podniecano...)
-
2008/08/08 11:45:21
@ krzywania
Zgadzam sie ze wszystkim co piszesz.
Dyskusja dotyczy jednak ozywienia i koniunktury na GPW. To czy juz jest czy tez dopiero zbliza sie zalamanie na rynku nieruchomosci wydaje mi sie mniej istotne niz wnioski i hipotezy jakie mozemy konstruowac odnosnie GPW...
Warto na przyklad zwrocic uwage ze okres najwiekszej koniunktury na gpw poprzedzal okres boomu na nieruchomosciach - niejako byl to okres modernizacji, inwestycji...i gdy gielda zaczela jechac w dol, nieruchomosci jeszcze grzaly do przodu... rosla konsumpcja, place, zadluzenie i zlotowka. Teraz konczy sie ten boom w budownictwie powoli (choc przeciez budujemy o wiele wiecej mieszkan niz 3 lata temu i choc podaz i popyt spadna, to jednak rynek ten bedzie pozostanie bardzo duzy, zupelnie inny niz 3 lata temu). A co sie stanie z cenami nie jest az tak szalenie istotne moim zdaniem.

Tylko ze kolejny wniosek - a raczej teza do dyskusji - jest taka: czy jak spadna ceny nieruchomosci to gielda pojdzie do gory? Czy wystarczy ze zloty sie oslabi bo bedziemy mniej hipotecznych brali by na gielde wrocily wzrosty? I o tym sobie napisalem wyzej. Produktywnosc w budownicwie dalej bedzie rosla, teraz wymuszona duza konkurencja. Ale to juz dojrzaly rynek i on gieldy nie ruszy
-
2008/08/08 12:12:45
po prostu - z tych kredytow mieszkaniowych nie da sie szybko wyjsc by wrocic na gielde... No ale moze sie myle, moze sa inwestorzy czekajacy na to by kupowac, kapitaly ktore beda wracaly na gielde... OFE wciaz stymula (w koncu dopiero pokolenie urodzonych w 69 gdy bedzie przechodzic na emeryture bedzie mialo pelny okres oszczedzania w OFE - czyli okolo roku 2030 ofe zaczna wplacac tyle ile wyplac...choc juz po roku 2013 tempo wzrostu wzrostu kapitalow OFE bedzie coraz mniejsze...zwlaszcza ze bezrobocie juz jest niskie, ze place sa dosc wysoko - srednia krajowa ok 1 tys euro...)
-
2008/08/08 14:11:41
Witam Panie Wojciechu
No to mamy to upragnione osłabienie na polskiej walucie. Na wykresie euro/dolar podwójny szczyt i mocne zejście poniżej lini szyji.
Co Pan na to?
-
2008/08/08 15:51:35
kazimierz54:
"No to mamy to upragnione osłabienie na polskiej walucie. Na wykresie euro/dolar podwójny szczyt i mocne zejście poniżej lini szyji.
Co Pan na to?"

Uważam to za pochodną tego, co się dziś dzieje na EUR/USD, a to z kolei jest konsekwencją tego co się działo ostatnio na rynku surowców.
-
2008/08/09 10:06:55
Panie Wojtku, warunek dla hossy powoli sie spelnia. WIG20 spada w $ o 4%. Czyli oslabienie zlotowki korzystne dla naszych firm. Jednak to jeszcze nie dziala na nasza gielde. Czy spadek zlotowki jest niekorzystny dla naszych bankow a korzystny dla firm eksportujacych ?
-
2008/08/09 10:33:11
"Jeśli nastąpi wtórny wzrost cen ropy do października, a na ulicach tego kraju pojawią się czołgi lub też zaczną latać rakiety (obie rzeczy możliwe choć z innych powodów), to akcje i olbigacje w tym kraju stanowić będą - jak sądzę - wspaniałą okazję w średnioterminowej perspektywie"

Na razie czolgi wjechaly do Gruzji - wojna o rurociag z ropa :)
-
2008/08/26 17:34:28
tr33:
" Czy spadek zlotowki jest niekorzystny dla naszych bankow a korzystny dla firm eksportujacych ?"

Tak bym to sobie wyobrażał.
-
2008/08/26 17:35:48
tr33:
"Na razie czolgi wjechaly do Gruzji - wojna o rurociag z ropa :)"

Intrygująca była bardzo spokojna reakcja rynku. Czyżby wszyscy wiedzieli, że to nic poważnego?